Reklama

Nie przepadam za pierwszym stycznia. Ludzie mówią, że to nowy początek, ale dla mnie to tylko dzień po imprezie, na którą nie byłam zaproszona. Miasto śpi, ulice są zaśnieżone niedopałkami i kolorowymi papierkami po petardach. Kac moralny miesza się z ciszą.

Nie piłam wczoraj. Nie świętowałam. Zaraz po północy włożyłam zatyczki do uszu, zgasiłam światło i udawałam, że mnie nie ma. Ktoś strzelał fajerwerki pod moim oknem, aż szyby zadrżały. Myślałam wtedy tylko jedno: „Niech to się już skończy”.

Obudziłam się o 7:03. Pusto. Cicho. Nawet sąsiedzi, którzy zwykle trzaskają drzwiami i kłócą się o ścierkę, dziś milczą. Miasto wygląda jak po ewakuacji. Zrobiłam kawę, ale jej nie wypiłam. Owsianka wystygła. Nie odpisałam na żadną wiadomość, choć dostałam ich pięć. Wszystkie brzmiały tak samo: „Szczęśliwego Nowego Roku!” – z małym obrazkiem szampana.

O 8:13 zadzwonił telefon. Nieznany numer. Zawahałam się, przez chwilę patrzyłam na ekran. Normalnie bym nie odebrała. Tym razem jednak coś mnie tknęło. Kliknęłam zieloną słuchawkę.

Karolina…? – zapytał mężczyzna. – Wiem, że nie powinnaś odbierać. Ale… Szczęśliwego Nowego Roku!

Tu nie ma żadnej Karoliny – odpowiedziałam po chwili.

A on… zamiast się rozłączyć, westchnął cicho. I został.

Już miałam nie odbierać

– No dobra, to chyba nie jesteś Karoliną – powiedział po chwili. – Kurczę… przepraszam. Musiałem coś pomylić jak wpisywałem numer.

Miał zmęczony głos, trochę zachrypnięty, jakby nie spał całą noc albo z kimś długo rozmawiał. A może płakał. W słuchawce zabrzmiało szeleszczenie, jakby się podnosił z łóżka albo zapalał światło.

– Nie szkodzi – odpowiedziałam spokojnie. – Zdaje się, że jesteś moim pierwszym rozmówcą w tym roku. Nawet jeśli przez pomyłkę.

– O rany… To w sumie zaszczyt. Nie chciałem cię obudzić.

– Już nie spałam. Od siódmej.

Punktualna samotność?

Uśmiechnęłam się, mimo że chyba nie powinno mnie to rozbawić.

– Coś w tym stylu. A ty? Dzwonisz do byłej o ósmej rano w Nowy Rok?

– Głupi pomysł, co?

– Zdecydowanie, ale przynajmniej masz odwagę.

– Dzięki, chociaż tyle. Wiesz, przez całą noc myślałem, żeby napisać, albo po prostu olać. A potem stwierdziłem, że co mi szkodzi. Chciałem powiedzieć „szczęśliwego Nowego Roku”, nawet jeśli miałem usłyszeć, że mam się bujać.

– A usłyszałeś… że tu nie ma Karoliny.

– Czyli wszechświat mnie wyprzedził. Może i lepiej. Ty przynajmniej nie masz wobec mnie pretensji.

– Jeszcze nie – powiedziałam żartobliwie.

Zaśmiał się. Ten śmiech był... cichy, niepewny, ale prawdziwy. Jakby mu ulżyło, że ktoś, choć przypadkowy, jednak odebrał.

To jak się nazywasz, nie-Karolino?

– Ania.

– Michał. Taki przypadek… albo przez przeznaczenie.

Czułam, jakbym go znała od lat

– Więc, Anno, jak wygląda twój pierwszy dzień nowego roku? – zapytał Michał. – Poza tym, że odebrałaś telefon od kompletnego nieznajomego.

– Szczerze? Siedzę w starym dresie, mam zimną kawę i jeszcze zimniejszą owsiankę. Lista postanowień noworocznych: zero. Entuzjazmu: minus dziesięć.

– Brzmi jak prawdziwe życie.

– No właśnie.

Po drugiej stronie znowu zapadła cisza, ale taka, w której człowiek czuje się jakoś spokojnie. Potem on westchnął.

– A ja… spałem w ubraniach. Pół nocy siedziałem w aucie pod blokiem, bo nie mogłem się zdecydować, czy dzwonić. W końcu wróciłem na górę, walnąłem się na kanapę i od rana się obwiniam. No, do teraz.

– Czyli rozumiem, że ten poranek ratuje ci humor?

– Bez wątpienia. Nie sądziłem, że to będzie taki dziwnie miły początek roku.

Może to znak, że będzie inny. Albo że nie warto planować.

– Albo że najlepiej nie spać w ubraniu – dodał rozbawiony.

Śmiałam się. Naturalnie, bez napięcia. To było dziwne uczucie – rozmawiać z kimś, kto cię nie zna, nie oczekuje niczego, a jednak słucha. Uważnie. Jakby naprawdę chciał wiedzieć, co robisz w Nowy Rok.

Słuchasz jazzu? – zapytał nagle.

– Skąd wiesz?

Słyszę w tle. Miles Davis?

– „Blue in Green”.

– Kocham ten utwór.

– Ja też.

Zamilkliśmy znowu, ale to była dobra cisza. Taka, w której człowiek czuje, że nie jest aż tak sam. Tylko ten jego głos… coś mi przypominał, ale przecież… nie. To niemożliwe.

Na pewno już to słyszałam

– To dziwne – powiedział Michał po dłuższej chwili. – Nigdy nie myślałem, że w Nowy Rok będę gadał z obcą kobietą o jazzie i owsiance.

– Mówiłam ci, jestem zjawiskiem wyjątkowym – odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.

– Wiesz, kiedy ostatni raz tak długo rozmawiałem przez telefon, to był… szpital.

Zamilkł, jakby sam siebie zaskoczył. Czekałam.

– Mój przyjaciel miał wtedy operację. Całą noc siedziałem na korytarzu. Była tam też dziewczyna. Sama, skulona pod ścianą. Pamiętam, że płakała, ale w milczeniu, tak jakby nawet łzy nie chciały jej robić hałasu.

Moje palce zadrżały na kubku.

– Podałem jej wtedy butelkę wody. Powiedziałem coś głupiego, co mi się do dziś odbija echem w głowie… Że teraz jest źle, ale za jakiś czas będzie dobrze. Może nie jutro. Może nie za tydzień, ale kiedyś.

Zamknęłam oczy. Ja… Słyszałam te słowa wcześniej. Nie w tej rozmowie. Nie w tym roku. Nie w tym kontekście. Tamtej nocy… to on. To był ten sam głos. Ten sam, który z miękką pewnością powtórzył mi te słowa, gdy siedziałam na zimnej podłodze, w korytarzu oddziału ratunkowego. Wtedy, kiedy mój brat leżał kilka sal dalej. Zrobiło mi się duszno.

– Ania? – zapytał. – Wszystko w porządku?

– My… się chyba znamy – powiedziałam w końcu, cicho. – Tylko ty tego nie pamiętasz.

Tamta noc mnie zmieniła

– To było z pięć lat temu – zaczęłam wolno, trzymając telefon przy uchu jak coś kruchego. – Szpital na Wileńskiej. Noc z trzydziestego pierwszego na pierwszego. Mój brat trafił na oddział z silnym bólem głowy. Myśleliśmy, że to zwykła migrena. A okazało się, że to coś poważniejszego.

– I było?

– Tak. Lekarze powiedzieli, że operacja nie jest konieczna, ale muszą go obserwować. Całą noc siedziałam tam sama. Rodzice utknęli w trasie, śnieżyca, zablokowane drogi. Nikt nie odbierał telefonów, bo wszyscy świętowali. Czułam się… jakby świat się zatrzymał tylko dla mnie.

Michał milczał.

– Siedziałam pod ścianą, między automatami, pamiętam dokładnie. Ręce mi się trzęsły. Nie potrafiłam się uspokoić. Nagle ktoś podszedł. Podał mi wodę. Usiadł obok na chwilę. I powiedział…

– „Nie teraz, ale kiedyś będzie dobrze” – dokończył.

– Tak.

Usłyszałam, jak porusza się po drugiej stronie. Może usiadł. Może też coś sobie przypomniał.

Pamiętam to. Miałam wrażenie, że wszystko mi się wtedy sypie, a ty... ty brzmiałeś tak spokojnie. Jakbyś wierzył, że to naprawdę minie.

– Sam tego potrzebowałem. Czekałem na przyjaciela. Chyba potrzebowałem komuś pomóc, żeby nie czuć się bezużytecznym.

Nigdy nie zapomniałam tych słów. Ani tego głosu. Dzisiaj... to wszystko wróciło.

Michał odetchnął.

– I znów tu jesteśmy. Razem.

To był niezwykły przypadek

– Dziwnie to wszystko się układa – powiedział cicho Michał. – Najpierw przypadkowy telefon, potem wspomnienie sprzed lat… A teraz siedzimy tu znowu. Tylko że osobno.

– Może dlatego, że tak miało być – odpowiedziałam. – Może niektóre rozmowy muszą się wydarzyć po latach, kiedy człowiek już trochę przeżył i umie słuchać.

– A może po to, żebyśmy przypomnieli sobie, że coś w nas przetrwało.

– Coś dobrego.

Milczał chwilę, jakby ważył słowa.

A gdybym… zadzwonił znów? Już nie przez pomyłkę.

– Nie wiem – odpowiedziałam szczerze. – Może to była właśnie ta jedna rozmowa, którą trzeba było odbyć, żeby coś domknąć. A może to początek. Trudno powiedzieć. Nie jestem fanką szybkich zakończeń.

– Ja też nie, ale lubię dobre otwarcia.

– No to… Michał?

– Tak?

Możesz zadzwonić. Kiedyś. Jak będziesz chciał. Nawet jeśli znowu pomylisz numer.

Zaśmiał się. Cicho, jak wcześniej. Ciepło.

– W porządku. To był najdziwniejszy Nowy Rok w moim życiu. Chyba też… najbardziej ludzki.

– Czasem wystarczy tylko odebrać i nie rozłączyć się zbyt szybko.

Michał westchnął.

– Do usłyszenia, Aniu.

– Do usłyszenia, Michał.

Rozłączyliśmy się, ale jakoś... nie poczułam się już taka sama jak wcześniej.

Nowy Rok przyniósł mi zmianę

Po tej rozmowie siedziałam jeszcze długo w ciszy. Nie w tej przytłaczającej, do której przywykłam, ale w czymś... nowym. Jakby przestrzeń wokół mnie zaczęła oddychać. Jakby coś zamarzniętego w środku właśnie zaczęło topnieć. Nie wiem, co będzie dalej. Nie wiem, czy Michał jeszcze zadzwoni, czy to była tylko jedna z tych historii, które zostają w człowieku, ale nie mają dalszego ciągu. Chyba nie muszę tego wiedzieć.

Tamtej nocy pięć lat temu nie byłam tak samotna, jak mi się wydawało. Ktoś, kto wtedy był tylko przelotnym cieniem, dziś wrócił – przez przypadek. A może przez coś więcej. Zajrzałam do pokoju mojego brata. Spał spokojnie, choć jego chrapanie mogło rozbudzić pół osiedla. Czasem zapominam, że mogło go nie być, a jednak jest. Żyje. Denerwuje mnie. Wkurza. Przysyła mi głupie żarty i pyta, czy mamy jeszcze mleko.

Znowu spojrzałam na telefon. Michał. Nie zapisałam numeru. Jeszcze nie. Może nie trzeba. Może wystarczy, że pamiętam głos i tamte słowa. Te sprzed pięciu lat i te dzisiejsze. Nie planowałam rozmów w ten Nowy Rok. A jednak jedna z nich okazała się ważniejsza niż wszystkie wcześniejsze razem wzięte. Nie chodziło o życzenia. Tylko o to, że ktoś naprawdę mnie usłyszał.

Anna, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama