„Ferie w górach miały uratować nasze małżeństwo. Na tle zimowego krajobrazu żona z kochankiem zrobili ze mnie bałwana”
„Z Darią byliśmy razem od dziewięciu lat. Przeszliśmy swoje – kredyt, pierwsze mieszkanie, moją utratę pracy. Zawsze jednak staraliśmy się trzymać razem. Przynajmniej tak myślałem. Ostatnie miesiące były inne. Chłód w rozmowach, milczenie przy kolacji, ten bezpieczny dystans w łóżku, który niczego już nie zwiastował”.

- Redakcja
Nie wszystko psuje się nagle. U nas to było jak kapanie z cieknącego kranu – dzień po dniu coraz bardziej irytujące, aż w końcu nie da się tego znieść. Z Darią byliśmy razem od dziewięciu lat. Przeszliśmy swoje – kredyt, pierwsze mieszkanie, moją utratę pracy. Zawsze jednak staraliśmy się trzymać razem. Przynajmniej tak myślałem. Ostatnie miesiące były inne. Chłód w rozmowach, milczenie przy kolacji, ten bezpieczny dystans w łóżku, który niczego już nie zwiastował.
Raz powiedziała, że „już nie wie, kim jest”. Innym razem, że „życie przecieka jej przez palce”. Nie wiedziałem, co to znaczy. Przecież wszystko mieliśmy – dom, stabilność, siebie. Ale chyba właśnie „siebie” coraz mniej. Wyjazd w góry był moim pomysłem. Ferie, śnieg, cisza. Pensjonat z drewnianymi ścianami i kominkiem. Pomyślałem, że może tam coś się odblokuje. Że przypomnimy sobie, kim jesteśmy bez zmywarki i obowiązków. Pierwszego wieczoru, po kolacji, Daria założyła kurtkę i czapkę.
– Gdzie idziesz? – zapytałem.
– Na spacer. Potrzebuję powietrza.
– Chcesz, żebym poszedł z tobą?
– Nie. Muszę być chwilę sama – powiedziała krótko, patrząc przez okno.
Zostałem sam z kubkiem herbaty.
Teraz ten uśmiech nie był dla mnie
To nie był zwykły spacer. Drugiego wieczoru też wyszła. Trzeciego tak samo. I z każdym kolejnym zauważałem więcej szczegółów, które nie dawały mi spokoju. Daria nie zakładała już zwykłej kurtki – wybierała tę lepszą, czarną, dopasowaną. Malowała się lekko, pudrowała nos, poprawiała włosy w lustrze. Jakby nie szła się przejść, tylko… no właśnie. Do kogo?
Zacząłem patrzeć uważniej. Przed wyjściem czułem jej intensywne perfumy. Stała przy oknie i sprawdzała coś w telefonie, po czym nagle zakładała buty i wychodziła. Gdy wracała, na twarzy miała dziwny półuśmiech. Taki, który pamiętałem z naszych początków, gdy jeszcze flirtowaliśmy przez wiadomości. Tylko że teraz ten uśmiech nie był dla mnie. Wieczorami próbowałem z nią rozmawiać. Siadałem obok, zaczynałem jakąś neutralną historię, pytałem o jej dzień. Odpowiadała krótko, bez entuzjazmu. Nie pytała o mój. Mówiła, że jest zmęczona. Albo że boli ją głowa. I znów wychodziła.
– Spotykasz się z kimś? – zapytałem w końcu, któregoś wieczoru, gdy założyła buty.
Spojrzała na mnie z chłodem.
– Nie wszystko kręci się wokół ciebie, Kamil. Może po prostu chcę pobyć sama? Ty też możesz wyjść. Albo poczytać książkę. Po prostu… daj mi chwilę spokoju.
Zamknęła za sobą drzwi. A ja zostałem sam – nie pierwszy raz – z uczuciem, że się od siebie oddalamy.
Kiedy zaufanie pęka, nie da się go posklejać
Nie chciałem tego robić. Naprawdę nie. Czułem się jak desperat, który nie potrafi odpuścić. Ale było we mnie coś, co nie dawało mi spokoju – ten niepokój podpowiadał: sprawdź. Czwartego dnia postanowiłem wyjść zaraz po niej. Poczekałem minutę, może dwie. Ubrałem się szybko, po cichu. Śnieg tłumił kroki, ale i tak miałem wrażenie, że każdy dźwięk mnie zdradza. Szła szybkim tempem, jakby wiedziała, dokąd idzie. Nie zawahała się ani razu. Po kilku minutach skręciła między domkami. Próbowałem nadążyć, ale nagle… zniknęła. Jakby zapadła się pod ziemię. Wróciłem do pensjonatu zmarznięty i jeszcze bardziej skołowany.
Nie spałem prawie całą noc. Wpatrywałem się w sufit, w ciemność. Daria spała obok mnie, spokojnie, jakby nic się nie działo. W głowie miałem różne scenariusze. Ale głęboko w środku już wiedziałem. Kiedy zaufanie pęka, nie da się go posklejać – zostaje tylko cisza i domysły. Następnego wieczoru znowu wyszła. Tym razem nie próbowałem iść za nią. Po godzinie postanowiłem jednak, że muszę przewietrzyć głowę. Wyszedłem na krótki spacer.
Skręciłem w jakąś uliczkę, gdy nagle zobaczyłem ich. Wychodzili z kawiarni. Ona – uśmiechnięta, rozpromieniona, jakiej nie widziałem od miesięcy. On – wysoki, znajoma sylwetka, kaptur opuszczony. Gdy ją objął, zamarłem. A kiedy pocałował ją w czoło, poczułem, że coś we mnie pęka. To był Arek. Mój kolega z pracy. Cofnąłem się. Nie zauważyli mnie. Patrzyłem, jak odchodzą razem, przytuleni, śmiejąc się. Świat mi zawirował. Wracałem do pensjonatu jak we śnie. Ręce mi się trzęsły. Daria przyszła późno. Kiedy otworzyła drzwi, usiadłem spokojnie na łóżku.
– Byłaś na spacerze? – zapytałem.
– Tak – odpowiedziała, zdejmując kurtkę. – Długo dzisiaj chodziłam.
Patrzyłem na nią. Usta mówiły, oczy kłamały. A ja wiedziałem już wszystko.
To się po prostu wydarzyło
Nie spałem ani minuty. Gapiłem się w sufit, próbując sobie w głowie ułożyć rozmowę, której nigdy nie chciałem prowadzić. Arek był moim kumplem, trochę łobuzem, trochę wiecznym chłopcem. Zawsze miał łatwość do ludzi – śmiałe spojrzenie i pewność siebie, których mi brakowało. Nad ranem napisałem do niego: "Wiem, że jesteś w górach. Musimy się spotkać". Ustawiliśmy się w karczmie.
– Kamil? Co ty tu robisz?
– Ty mi powiedz – odpowiedziałem, patrząc mu prosto w oczy. – Jak dobrze się bawisz wieczorami. Z moją żoną.
Milczał. Zmarszczył brwi, jakby szukał słów.
– Kamil, ja… To się po prostu wydarzyło. Nie planowaliśmy tego.
– Nie planowaliście?! – parsknąłem. – Ty się słyszysz? To moja żona. Mój związek.
– Daria była nieszczęśliwa. Od dawna. Czuła się przy tobie niewidzialna. Sam ją zgubiłeś, ja… ja po prostu byłem obok – mówił cicho.
– Nie tłumacz się. Nie masz prawa jej usprawiedliwiać. I siebie też nie. Zdradziłeś mnie, Arek.
– Wiem. Przepraszam.
Nic nie odpowiedziałem. Bo co miałem powiedzieć? Odwróciłem się i odszedłem. Kumpel już dla mnie nie istniał.
Nie musisz już nic udawać
Wróciłem do pensjonatu z twarzą zamarzniętą od śniegu i gniewu. Daria siedziała przy oknie, z kubkiem herbaty, jakby nic się nie stało. Spojrzała na mnie, ale nie zapytała, gdzie byłem. Może się domyślała. Może miała to gdzieś.
– Musimy porozmawiać – powiedziałem, siadając naprzeciw niej.
Nie odpowiedziała. Patrzyła w okno, jakby krajobraz za szybą był ciekawszy niż wszystko, co miałem jej do powiedzenia.
– Byłem tam – dodałem. – Widziałem was. Widziałem, jak cię przytula. Widziałem, jak się uśmiechasz. Nie musisz już nic udawać.
Daria westchnęła. Powoli odstawiła kubek.
– Nie chciałam cię ranić, Kamil. Naprawdę.
– A jednak ci się udało. Gratulacje.
– To nie było tak, że coś planowaliśmy. To się stało. A potem... przestałam walczyć z tym, co czuję. Wiesz, jak długo próbowałam się ratować przy tobie?
– Ja też próbowałem, Daria. Tylko ty już wtedy byłaś gdzie indziej.
Zamilkła. Oparła się o krzesło, zmęczona.
– Przy Arku... jestem inna. Nie muszę udawać, że wszystko gra. On przynajmniej mnie dostrzega.
– To dlatego go wybrałaś?
– Nie wiem. Może. Może po prostu poczułam się znowu dla kogoś ważna.
– A ja?
Popatrzyła na mnie z żalem.
– Ciebie już nie potrafię kochać, Kamil. Przepraszam.
Ten wyjazd miał nas posklejać
Wyjechałem sam, bez słowa. Daria została w pensjonacie. Może czekała, aż coś jeszcze powiem, że będę walczył, błagał, ale nie zrobiłem nic. Nie było już po co. Droga powrotna była długa i cicha. Radio grało jakieś piosenki, ale żadna nie miała sensu. Śnieg padał leniwie, jakby czas też przestał się spieszyć. Patrzyłem na te białe drogi, zakręty, które znałem z dzieciństwa.
Próbowałem znaleźć winę – w niej, w nim, w sobie. Może faktycznie nie widziałem jej przez długi czas. Może się przyzwyczaiłem, że jest. Ale ona nie miała prawa tak postąpić. Tego nie da się wytłumaczyć żadnym „szukaniem siebie”. Zatrzymałem się na parkingu, zgasiłem silnik. Przez chwilę siedziałem w ciszy, wpatrzony w własne dłonie. Czy można wybaczyć coś takiego? Nie wiem. Może kiedyś. Może w innym życiu. Telefon milczał. Nikt nie dzwonił. I dobrze. Ten wyjazd miał nas posklejać. Zamiast tego – rozbił mnie na kawałki.
Kamil, 35 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wierzyłam, że mąż jedzie z kumplami na męski wypad w góry. Moje złudzenia okazały się kruche niczym lód”
- „Ferie w Tatrach miały przypieczętować naszą miłość. Po powrocie czekała mnie góra rozczarowań i bolesna prawda”
- „Weekend w Białce Tatrzańskiej wreszcie otworzył mi oczy. Zachowanie męża nie pozostawiło mi żadnych złudzeń”

