„W Dzień Babci dowiedziałam się od wnuków ponurej prawdy. Myślałam, że to ich humory, ale wina była po mojej stronie”
„– Dlaczego się tak zachowujecie? – zapytałam nagle. Głos mi zadrżał, ale już nie potrafiłam dłużej milczeć. – Przecież was kocham. Czekałam na ten dzień… Marta podniosła wzrok. Jej spojrzenie było zimne. – Bo ja wszystko pamiętam, babciu”.

Zegar wskazywał za piętnaście czwartą. Za kwadrans powinni być. Stałam przy oknie i co chwilę spoglądałam w stronę przystanku. W jednej ręce trzymałam serwetki, które miałam właśnie rozłożyć na stole, ale coś mnie powstrzymywało. Chyba to głupie napięcie.
Był Dzień Babci. Kiedyś myślałam, że nigdy nie będę starą babą. Przez całe życie pracowałam – nie jakoś spektakularnie, ot, urzędniczo – ale z pasją. Bez zwolnień, bez wymówek. Byłam konkretna, praktyczna, nawet z córką jakoś tak… rzeczowo. A teraz? Teraz nakrywam do stołu jak bohaterka reklamy herbatników. Dwie filiżanki i kubek, bo Filip nie lubi pić z porcelany. Talerzyki, łyżeczki, cukier w kostkach, ciasto jogurtowe z malinami, które lubi Marta. Chociaż może już nie lubi. Nie wiem. Nie nadążam za młodymi.
Spojrzałam na lustro w korytarzu. Włosy przygładzone, bluzka wyprasowana, lekki makijaż. Pociągnęłam usta szminką raz jeszcze. Patrzyłam w swoje odbicie z niepewnością. Chciałam wyglądać dobrze. Chciałam być… babcią, z której się cieszą.
– Poradzisz sobie, Tereniu. Tylko nie bądź zbyt sztywna – mruknęłam sama do siebie i pokiwałam głową, jakbym naprawdę potrzebowała tych rad.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Aż podskoczyłam. Serce na moment zabiło mi szybciej.
– W końcu przyszliście! – zawołałam z uśmiechem, otwierając drzwi.
– Cześć, babciu… – powiedziała Marta, nie patrząc mi w oczy. – Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Babci… – wymamrotała, wręczając mi torebkę z bombonierką w środku.
– Hej, babciu, wszystkiego najlepszego – dodał Filip i wszedł, zerkając na telefon.
Czułam jakieś dziwne napięcie
Siedzieliśmy przy stole, a między nami rozciągała się taka cisza, że aż słyszałam, jak tykają wskazówki zegara w kuchni. Postawiłam ciasto na środku, przysunęłam cukiernicę bliżej Marty, ale nie sięgnęła. Filip położył telefon obok talerzyka, lecz zerkał na niego co pół minuty.
– No, częstujcie się, świeże. Upiekłam dzisiaj rano – powiedziałam z przesadną radością, choć w gardle miałam sucho.
– Dzięki – mruknęła Marta i sięgnęła po cienki kawałek.
Filip nawet nie odpowiedział, tylko oderwał kawałek palcami. Zawsze tak robił? Nie pamiętałam.
– Jak tam w szkole? Macie już ferie, czy jeszcze nie?
– Jeszcze tydzień – odpowiedziała Marta bez entuzjazmu.
– Aha… – odchrząknęłam. – No to jeszcze chwila i wolne. Pewnie macie jakieś plany?
– Raczej nie – powiedziała, patrząc na brzeg talerza.
– Może na narty pojedziecie?
– Nie sądzę – wzruszyła ramionami.
Spojrzałam na Filipa, licząc, że on coś powie. Nic. Podparł głowę ręką i przewijał coś w telefonie. Wstałam, nalałam herbaty do kubka i filiżanek, po czym znowu usiadłam.
– Wszystko u was w porządku? Tak jakoś cicho jesteście – zapytałam nieco ciszej.
– Jest okej – odpowiedziała Marta szybko, jakby z automatu.
Przez chwilę tylko siedzieliśmy. Oparłam dłonie na kolanach, próbując ukryć drżenie.
– Nie tak to sobie wyobrażałam… W Dzień Babci powinno być jakoś... cieplej, chyba?
Filip spojrzał na mnie krótko.
– My nie jesteśmy tacy jak na reklamach, babciu – powiedział cicho.
Zamilkłam. Nawet nie wiedziałam, co odpowiedzieć. To taki wiek, że ciągle mają jakieś fochy? Nie nadążam za tymi dziećmi.
Wnuczka wypomniała mi moje słowa
– Dlaczego się tak zachowujecie? – zapytałam nagle. Głos mi zadrżał, ale już nie potrafiłam dłużej milczeć. – Przecież was kocham. Czekałam na ten dzień…
Marta podniosła wzrok. Jej spojrzenie było zimne, prawie obce. Filip przestał stukać w telefon. W pokoju zrobiło się jeszcze ciszej.
– Przecież… się starałam. Zrobiłam ciasto, przygotowałam wszystko – mówiłam dalej, ale czułam, że głos mi się łamie. – Dlaczego jesteście tacy obcy? Kiedyś było inaczej…
Marta odsunęła się od stołu. Usiadła bokiem, z nogą podciągniętą na krzesło. W jej oczach pojawiło się coś na kształt złości, ale długo nic nie mówiła. W końcu wypaliła:
– Bo ja wszystko pamiętam, babciu.
– Co pamiętasz? – zapytałam zdezorientowana.
– Jak mówiłaś mamie, że nie cierpisz zajmować się wnukami. Że cię męczymy. To było rok temu. Stałam za drzwiami. Słyszałam wszystko.
Poczułam, jak uderza we mnie fala gorąca. Zamarłam. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe.
– To nie… To nie było tak, Marta. Ja… byłam wtedy zmęczona. Twoja mama… miała trudny czas, ja też… To tylko takie słowa, nic nie znaczyły…
– Może i tak, babciu. Tylko że ja wtedy to usłyszałam i to we mnie siedzi do dzisiaj.
Filip patrzył na mnie nieco inaczej, uważniej. Nie odezwał się, ale widziałam, że słucha.
– Nie chciałam wam zrobić przykrości… Naprawdę – powiedziałam już niemal szeptem.
– Ale tak wyszło – odpowiedziała Marta cicho.
Zabrakło mi słów. Nie wiedziałam, jak się bronić. Naprawdę to wszystko przeze mnie?
Było mi z tym bardzo źle
Zostałam sama przy stole. Marta i Filip poszli do drugiego pokoju, nawet nie mówiąc „przepraszam” ani „zaraz wrócimy”. Przesunęłam talerzyk z ciastem, jakby jego widok mnie nagle drażnił. Światło w kuchni zaczęło migotać. Zimne, mdłe, jak moje myśli. Patrzyłam na pustą filiżankę i nie mogłam uwierzyć, że to wszystko wróciło. Przecież to było dawno. Dawno. Myślałam, że nikt nie pamięta. Że te słowa gdzieś się rozmyły w czasie. A jednak nie.
„Nie cierpię się nimi zajmować” – przypomniałam sobie, jak wtedy mówiłam do Ani. Głos mi drżał, byłam zmęczona, po ciężkim tygodniu, ona znów zostawiła dzieci na weekend. Chciałam spokoju. Trochę ciszy. Wtedy te słowa same ze mnie wypadły, jak cierń.
– Może nie chcesz być babcią, ale wnuki nie znikną tylko dlatego – przypomniałam sobie głos Janka. Siedział w fotelu, przysłuchiwał się tej rozmowie i nie odezwał się od razu. Dopiero wieczorem.
Wtedy nie chciałam go słuchać. Uważałam, że mam rację. Wtedy jeszcze miałam swoje życie. Pracę, obowiązki, zmęczenie. Teraz siedziałam tu sama. A dzieci... dzieci pamiętały. Pamiętały słowa bardziej niż te wszystkie ciasta, zabawki, prezenty, które kupowałam później, jakby na odkupienie. „Nie można wymagać miłości, której samemu się nie dało” – przemknęło mi przez głowę i zabolało.
Musiałam być szczera
Zajrzałam do pokoju. Marta siedziała z podkulonymi nogami na kanapie, zapatrzona w okno. Filip znów trzymał telefon, ale nie klikał. Milczenie wisiało w powietrzu.
– Mogę do was dołączyć…? – zapytałam cicho.
Marta skinęła głową. Usiadłam na skraju fotela, dłonie złożyłam na kolanach. Zaczęłam mówić, zanim zdążyłam się wycofać.
– Słuchajcie, nie zawsze umiałam być babcią. Naprawdę. Nie miałam dobrego wzoru. Moja babka była ostra jak brzytwa. Zawsze tylko zimna zupa i kąśliwe uwagi.
Marta nie odpowiedziała, ale spojrzała na mnie kątem oka.
– Myślałam, że jak się nie rozklejam, to znaczy, że jestem silna. Ale chyba pomyliłam siłę z dystansem… – urwałam. – Powiedziałam rzeczy, których żałuję. Wiem, że nie da się tego cofnąć.
Filip odezwał się pierwszy raz od dłuższej chwili.
– To było niefajne. Pamiętam, że Marta płakała wtedy w łazience. Myślała, że nie słyszę.
Serce mi ścisnęło. Spojrzałam na wnuczkę, która znów wbiła wzrok w szybę.
– Ja się zmieniłam – powiedziałam. – Zostałam sama. Wszystko, co kiedyś było ważne, teraz wydaje się… nijakie. A wy? Wy jesteście dla mnie najważniejsi. Tylko nie umiałam tego pokazać.
– Może – powiedziała Marta powoli. – Może się zmieniłaś. Ale to nie znaczy, że wszystko nagle zniknie.
– Wiem – kiwnęłam głową. – Ale mogę zacząć od nowa. Jeśli mi pozwolicie.
Filip odłożył telefon.
– Może chcesz z nami w coś zagrać? – zapytał cicho.
Uśmiechnęłam się przez łzy. Może jeszcze nie wszystko stracone.
Zapamiętam to na zawsze
Gdy zamknęły się za nimi drzwi, przez chwilę jeszcze stałam nieruchomo na środku korytarza. Słyszałam ich kroki na schodach, szuranie kurtki, jak Marta poprawiała kaptur Filipowi. A potem już nic. Cisza. Nie taka jak rano – niecierpliwa, pusta, nabrzmiała nadzieją. Ta była... cicha naprawdę. Miała w sobie coś innego. Coś jakby… oddech. Spokój. Może to ja się zmieniłam.
Zgasiłam światło w przedpokoju, przeszłam do kuchni. Brudne talerzyki jeszcze leżały na stole. Filiżanka Marty – nie wypiła herbaty do końca. Kubek Filipa z odbitymi wzorami malin z boku. Zostawili ślady. Drobne, ale prawdziwe. Umyłam naczynia bez pośpiechu. Potem usiadłam w salonie, oparłam głowę o poduszkę. Przez okno widać było ciemniejące niebo i pojedyncze światła w sąsiednich mieszkaniach. Gdzieś ktoś grał na pianinie, dzieci śmiały się w telewizji, psy szczekały. Świat żył. A ja… też.
Nie wiem, co będzie dalej. Może Marta odezwie się na komunikatorze albo zadzwoni. Może Filip przyśle jakiś śmieszny obrazek. Może to ja poszukam kontaktu. To dzisiaj… coś się zmieniło. Zrozumiałam, że każde słowo ma swoją wagę.
Nie jestem pewna, czy jestem dobrą babcią. Może wciąż się uczę. Na pewno nie jestem babcią z reklam. Moje ciasto nie było idealne, ale się starałam. Czas, aby postarać się naprawić rodzinne więzy, żeby nie zostać kiedyś zupełnie sama.
Teresa, 65 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W Dzień Babci wnuki wpadają do mnie jak do baru szybkiej obsługi. Jedzą sernik w pośpiechu i tyle je widziałam”
- „Myślałam, że syn się o mnie troszczy z miłości. Prawda wyszła na jaw, gdy usłyszał, że nie przepiszę mu mieszkania”
- „W Dzień Babci czekałam na telefon od wnuczki. Przyszedł SMS, który doprowadził mnie do płaczu”

