„W domu miałem żonę, a w mieszkaniu na wynajem słodką lokatorkę. Pod jej sercem zakiełkowało nasionko i wszystko runęło”
„Wyszedłem z mieszkania z uczuciem, że grunt usuwa mi się spod nóg. Wyobrażałem sobie rozmowę z Patrycją i czułem, jak ściska mnie w żołądku. Tej nocy nie spałem. Wpatrywałem się w sufit i próbowałem znaleźć wyjście, które nie zniszczy mojego świata. Coraz wyraźniej docierało do mnie, że takiego wyjścia nie ma”.

- Redakcja
Zawsze powtarzałem, że jestem człowiekiem, który wszystko zawdzięcza sobie. Nie odziedziczyłem majątku, nie dostałem mieszkania od rodziców. Każdą cegłę mojego świata stawiałem sam. Dom pod miastem, dwójka dzieci, trzy mieszkania na wynajem. Z zewnątrz wyglądało to jak bajka. W środku coraz częściej czułem się nikim – kierowcą na zajęcia dodatkowe, podpisem na przelewach, nazwiskiem na umowach. I właśnie wtedy w jednym z moich mieszkań pojawiła się Lena.
Między nami zaiskrzyło
Przyszła obejrzeć kawalerkę w deszczowe popołudnie. Stała w progu przemoczona, z włosami przyklejonymi do policzków, ale w oczach miała upór.
– Zależy mi na tym miejscu – powiedziała, zanim jeszcze zdążyłem zapytać o dokumenty. – Potrzebuję czegoś swojego.
Oprowadzałem ją po mieszkaniu, a ona dotykała ścian, jakby sprawdzała ich fakturę.
– Ma pan dobre wyczucie przestrzeni – stwierdziła nagle. – Jest tu tyle światła.
Zaśmiałem się. Nikt wcześniej nie chwalił mnie za „wyczucie przestrzeni”. Byłem przyzwyczajony do negocjacji ceny, nie do komplementów. Podpisaliśmy umowę i na tym powinno się skończyć. Jednak kilka dni później zadzwoniła.
– Przepraszam, czy mógłby pan zerknąć na kontakt w kuchni? Iskrzy.
Pojechałem od razu. Kontakt działał bez zarzutu.
– Może źle włożyłam wtyczkę – uśmiechnęła się zakłopotana. – Dziękuję, że pan przyjechał.
Usiedliśmy przy stole. Opowiadała o studiach z architektury wnętrz, o rodzicach, którzy uważali, że powinna wybrać „coś poważniejszego”. Słuchałem jej i czułem, jak wypełnia mnie dziwne ciepło. W domu rozmowy wyglądały inaczej.
– Oliwier ma jutro trening o siedemnastej – przypominała Patrycja, nie odrywając wzroku od kalendarza.
– Wiem.
– A rachunek za prąd zapłaciłeś?
– Tak.
Byliśmy jak dobrze działająca firma. I nic poza tym.
Przy niej czułem się inaczej
Z Leną rozmawiałem zupełnie inaczej.
– Lubię, kiedy pan słucha – powiedziała kiedyś cicho. – Większość ludzi tylko czeka, aż będzie mogła mówić o sobie.
– To chyba kwestia wieku – odpowiedziałem żartobliwie.
– Nie. To kwestia serca.
To zdanie wracało do mnie przez kilka dni. Zacząłem wpadać częściej. Raz pod pretekstem sprawdzenia liczników, innym razem z nową półką, której wcale nie potrzebowała.
– Nie musi pan tak się starać – mówiła.
– Lubię, gdy mieszkania są zadbane.
Patrzyła na mnie wtedy w sposób, który sprawiał, że zapominałem, kim jestem. Granica przesunęła się wieczorem, gdy odprowadzałem ją do drzwi.
– Radek… – pierwszy raz użyła mojego imienia bez „pan”.
Zatrzymałem się. W jej oczach było coś więcej niż wdzięczność. Przez chwilę słyszeliśmy tylko tykanie zegara.
– To nie jest dobry pomysł – powiedziałem, choć nie zrobiłem kroku w tył.
– A co jest dobrym pomysłem? – zapytała szeptem.
Nie odpowiedziałem. Wystarczyło, że nie wyszedłem.
Chciałem mieć je obie
Tamtej nocy wróciłem do domu później niż zwykle. Patrycja spała, odwrócona do ściany. Stałem w drzwiach sypialni i czułem, jak dwie wersje mnie rozchodzą się w przeciwnych kierunkach. Z Leną było lekko, jakbym zrzucił ciężar odpowiedzialności. Z rodziną – bezpiecznie, ale ciężko.
Relacja z Leną rozwijała się szybko. Coraz częściej mówiła:
– Nie chcę być tylko dodatkiem do twojego życia.
– Nie jesteś dodatkiem – odpowiadałem.
– To kim jestem?
Nie potrafiłem jej dać jasnej odpowiedzi. Mówiłem, że potrzebuję czasu, że wszystko się ułoży. W głębi wiedziałem, że nie planuję żadnej rewolucji. Chciałem mieć oba światy. Pierwsza kłótnia wybuchła niespodziewanie.
– Wstydzisz się mnie – powiedziała z wyrzutem.
– Chronię nas.
– Przed kim? Przed prawdą?
Wyszedłem wtedy trzaskając drzwiami, choć wiedziałem, że to ja uciekam. Granica została przekroczona już dawno. Teraz zaczynałem rozumieć, że nie da się stać w dwóch miejscach jednocześnie.
Wszystko zaczęło się chwiać
Zauważyłem, że coś jest nie tak, zanim jeszcze cokolwiek powiedziała. Mieszkanie było uporządkowane jak nigdy wcześniej, na stole stały dwie filiżanki z kawą, choć zwykle piła tylko herbatę.
– Usiądź – poprosiła.
– Stało się coś? – zapytałem, czując narastający niepokój.
Przez chwilę milczała, jakby dobierała słowa, które i tak miały nas oboje zranić.
– Będziemy mieli dziecko.
Zamarłem.
– Słucham?
– Jestem w ciąży. Sprawdzałam dwa razy.
W pierwszym odruchu zacząłem liczyć. Miesiące, spotkania, ryzyko.
– To… to niemożliwe – powiedziałem bez sensu.
– A jednak – odpowiedziała spokojnie. – Nie mówię tego, żeby cię przestraszyć.
Ale ja już byłem przerażony. W mojej głowie pojawił się obraz Oliwiera siedzącego przy biurku i Nadii, która zasypiała z książką w ręku. Pomyślałem o Patrycji, o jej uporządkowanym świecie. I nagle wszystko zaczęło się chwiać.
Moje życie się posypało
– Lena… – odchrząknąłem. – To bardzo trudna sytuacja.
– Dla mnie też – przerwała. – Ale ja się nie boję.
Spojrzałem na nią zdumiony.
– Nie boisz się?
– Boję się, że znowu zostanę sama. Ale nie boję się mieć dziecka.
Jej słowa uderzyły mnie mocniej niż sama wiadomość.
– Musimy podejść do tego rozsądnie – zacząłem tonem, którym zwykle negocjowałem warunki umowy. – To nie jest dobry moment.
– Dla kogo? – zapytała cicho.
Nie odpowiedziałem.
– Myślałam, że mnie kochasz – dodała.
– To nie o to chodzi.
– Więc o co?
O reputację, o kredyt. O dzieci, o wygodę. Ale żadne z tych słów nie chciało przejść mi przez gardło.
– Mam rodzinę – powiedziałem w końcu. – Nie mogę jej tak po prostu zostawić.
– A mnie możesz?
Jej oczy przestały być pełne nadziei. Zastąpiło ją coś chłodniejszego.
– Nie oczekuję, że jutro się wyprowadzisz – mówiła dalej. – Oczekuję, że wreszcie przestaniesz udawać, że nie istnieję.
– To wszystko dzieje się za szybko.
– Nie. To trwa od miesięcy. Teraz tylko przestało ci być wygodnie.
Wstałem i podszedłem do okna. Ulica wyglądała zwyczajnie. Ludzie wracali z pracy, ktoś wyprowadzał psa. Tylko moje życie nagle przestało być zwyczajne.
Znalazłem się w sytuacji bez wyjścia
– Co proponujesz? – zapytała po dłuższej chwili milczenia.
Zacząłem mówić o tym, że może warto się jeszcze zastanowić, że sytuacja jest skomplikowana. Każde zdanie brzmiało jak ucieczka.
– Nie chcę żadnych półśrodków – powiedziała stanowczo. – To twoje dziecko. Nie zamierzam udawać, że go nie ma.
– Nie możesz ode mnie wymagać…
– Mogę wymagać prawdy – przerwała. – Jeśli nie powiesz żonie, zrobię to sama.
Odwróciłem się gwałtownie.
– Nie rób tego.
– Dlaczego? – jej głos drżał. – Bo zburzę twój porządek?
Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem w niej nie zagubioną dziewczynę, lecz kobietę gotową walczyć o siebie.
– Daj mi czas – poprosiłem.
– Masz go niewiele – odpowiedziała.
Wyszedłem z mieszkania z uczuciem, że grunt usuwa mi się spod nóg. W samochodzie siedziałem długo z wyłączonym silnikiem. Wyobrażałem sobie rozmowę z Patrycją i czułem, jak ściska mnie w żołądku. W domu dzieci kłóciły się o pilot do telewizora.
– Tato, powiedz jej, że teraz moja kolej! – krzyknął Oliwier.
Patrycja spojrzała na mnie przelotnie.
– Wszystko w porządku? – zapytała.
– Tak – skłamałem.
Tej nocy nie spałem. Wpatrywałem się w sufit i próbowałem znaleźć wyjście, które nie zniszczy mojego świata. Coraz wyraźniej docierało do mnie, że takiego wyjścia nie ma.
To nie będzie łatwa rozmowa
Nie zdążyłem przygotować żadnej rozmowy. Prawda wyprzedziła mnie szybciej, niż się spodziewałem. To był zwykły wieczór. Nadia odrabiała lekcje przy stole, a Oliwier układał klocki na dywanie. Patrycja poprosiła:
– Podasz mi swój telefon? Chcę sprawdzić przepis, który mi wysłałaś.
Podałem jej urządzenie bez zastanowienia. W łazience myłem ręce, kiedy usłyszałem ciszę. Taką, która nie pasowała do naszego domu. Wyszedłem do salonu. Patrycja stała nieruchomo, wpatrzona w ekran.
– Od kiedy? – zapytała spokojnie.
Nie musiałem pytać, o co chodzi.
– Patrycja…
– Od kiedy? – powtórzyła, podnosząc wzrok.
W jej oczach nie było łez. Było coś znacznie gorszego – chłodne zrozumienie.
– Kilka miesięcy – odpowiedziałem cicho.
– I ona jest w ciąży.
To nie było pytanie. Dzieci spojrzały na nas z niepokojem.
– Idźcie do swoich pokoi – powiedziała do nich łagodnie. – Zaraz przyjdę.
Już wiedziałem, że to nie będzie łatwa rozmowa.
Prawda była bolesna
Kiedy zamknęły się drzwi, usiadła przy stole. Położyła telefon przed sobą.
– Zamierzałeś mi powiedzieć?
– Tak… tylko nie wiedziałem jak.
– A może nie zamierzałeś wcale?
Nie potrafiłem odpowiedzieć.
– To był błąd – próbowałem. – Chwila słabości.
– Chwila? – uniosła brwi. – Z wiadomości wynika, że to trwało długo.
Milczałem.
– Kochasz ją? – zapytała nagle.
To pytanie uderzyło mnie mocniej niż wszystkie poprzednie.
– Nie tak jak ciebie – odpowiedziałem po chwili.
– To znaczy jak?
Zorientowałem się, że nie umiem nazwać tego, co czuję ani do jednej, ani do drugiej.
– Chcę, żeby nasza rodzina przetrwała – powiedziałem w końcu.
Patrycja oparła się o krzesło.
– A dziecko? – zapytała. – Co z nim?
W tej jednej chwili dotarło do mnie, że to już nie jest tylko mój sekret i mój strach. To realna istota, która pojawi się na świecie.
– Nie wiem – przyznałem szczerze.
Patrycja wstała i zaczęła zbierać z wieszaka płaszcze dzieci.
– Co robisz? – zapytałem.
– Jadę do siostry. Potrzebuję przestrzeni. Dzieci też.
– Nie wyjeżdżaj tak – podszedłem bliżej. – Porozmawiajmy.
– Rozmawialiśmy przez ostatnie lata – spojrzała na mnie uważnie. – Czy to cokolwiek zmieniło?
Te słowa bolały, bo były prawdziwe.
– Zawiodłeś mnie – powiedziała spokojnie. – Ale najbardziej zawiodłeś siebie.
Drzwi zamknęły się cicho. Zostałem sam w domu, który nagle wydawał się większy niż zwykle.
Mój świat runął
Chodziłem z pokoju do pokoju. W sypialni wciąż leżała jej książka, w łazience stała szczoteczka Nadii. Wszystko wyglądało normalnie, a jednocześnie sztucznie i smutno, jak scenografia pozostawiona po zakończonym spektaklu. Zadzwoniłem do Leny.
– Powiedziałeś jej? – zapytała od razu.
– Dowiedziała się sama.
– I co teraz?
– Wyjechała z dziećmi.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– To nie ja zniszczyłam twój świat – powiedziała w końcu. – On był pęknięty już wcześniej.
Rozłączyła się, zanim zdążyłem odpowiedzieć. Siedząc w pustym salonie, po raz pierwszy naprawdę poczułem konsekwencje swoich decyzji. Nie byłem już mężczyzną, który kontroluje sytuację. Byłem kimś, kto patrzy, jak jego życie rozpada się na dwie części. Przez kilka dni dom stał cichy. Nie potrafiłem skupić się na pracy. Każde powiadomienie w telefonie powodowało napięcie. Kiedy Patrycja w końcu zadzwoniła, jej głos był rzeczowy.
– Musimy porozmawiać. Przyjadę jutro.
Zrozumiałem, że to nie będzie rozmowa o uczuciach. To będzie rozmowa o warunkach.
Dała mi ultimatum
Przyjechała punktualnie, sama. Dzieci zostały u jej siostry.
– Nie chcę rozwodu – zaczęła bez wstępu.
Poczułem ulgę tak silną, że aż zakręciło mi się w głowie.
– Dziękuję – powiedziałem odruchowo.
– Nie dziękuj – przerwała chłodno. – Robię to dla dzieci. I dla stabilności. Nie dla ciebie.
Każde słowo było precyzyjne.
– Ale jest warunek.
Spodziewałem się go, a mimo to serce przyspieszyło.
– Zrzekniesz się ojcostwa – powiedziała spokojnie. – Oficjalnie. Tego dziecka ma nie być w naszym życiu. Nie będzie wizyt, nie będzie świąt, nie będzie patchworkowej rodziny.
– To moje dziecko – wyszeptałem.
– A Oliwier i Nadia to kto? – spojrzała na mnie twardo. – Oni mają patrzeć, jak ich ojciec prowadzi podwójne życie?
Nie umiałem odpowiedzieć.
– Nie pozwolę, by tamta kobieta miała wpływ na naszą rodzinę – ciągnęła dalej. – Jeśli chcesz zostać, zamykasz tamten rozdział raz na zawsze.
– To nie jest rozdział. To człowiek – powiedziałem, choć brzmiało to słabo.
– Pogubiłeś się – odparła. – Teraz wybór należy do ciebie.
W jej głosie nie było krzyku. Była kalkulacja i zmęczenie.
– A jeśli się nie zgodzę? – zapytałem.
– Wtedy się rozstaniemy. I będę musiała wytłumaczyć dzieciom, dlaczego nie mają już ojca.
Usiadłem ciężko na krześle. W jednej chwili zobaczyłem dwa obrazy. W pierwszym – Lena z rosnącym brzuchem, nowe mieszkanie, zaczynanie od zera. W drugim – znany dom, pokoje dzieci, codzienność, która choć chłodna, była przewidywalna.
– Potrzebuję czasu – powiedziałem.
– Nie mamy go dużo – odpowiedziała. – Ona jest w ciąży, Radek.
Gdy wyszła, zostałem sam z ciszą, która była gęstsza niż wcześniej.
Musiałem dokonać wyboru
Tego samego wieczoru pojechałem do Leny. Otworzyła drzwi niemal natychmiast, jakby czekała.
– Widzę po tobie, że rozmawiałeś z nią – powiedziała.
– Tak.
– I?
Przeszedłem do sedna, zanim zabrakło mi odwagi.
– Zgodzi się spróbować jeszcze raz. Ale pod jednym warunkiem.
Jej twarz stężała.
– Jakim?
– Mam się zrzec praw do dziecka.
Zapadła cisza, która zdawała się rozciągać w nieskończoność.
– Czyli mam wychować je sama, a ty będziesz udawał, że ono nie istnieje? – zapytała cicho.
– To nie tak…
– Właśnie tak – przerwała. – Wybierasz spokój.
– Wybieram dzieci – powiedziałem z naciskiem.
– A to nie jest twoje dziecko? – dotknęła brzucha. – Ono nie zasługuje na ojca?
Nie umiałem spojrzeć jej w oczy.
– Myślałam, że jesteś odważniejszy – dodała.
– To nie kwestia odwagi. To odpowiedzialność.
– Nie – pokręciła głową. – Odpowiedzialność byłaby wtedy, gdybyś został. To jest strach.
Te słowa zabolały, bo trafiały w sedno.
– Jeśli podpiszesz te dokumenty – powiedziała drżącym głosem – już nigdy mnie nie zobaczysz.
Wiedziałem, że to nie groźba. To granica. Wyszedłem bez pożegnania. W samochodzie długo trzymałem ręce na kierownicy, nie uruchamiając silnika.
Zostałem sam z tą decyzją
Kilka dni później siedziałem w kancelarii, patrząc na kartki, które miały zdecydować o czyimś życiu. Moim też.
– Proszę podpisać tutaj – usłyszałem.
Długopis drżał mi w dłoni. Wmawiałem sobie, że robię to dla dobra Oliwiera i Nadii. Dla stabilności. Dla przyszłości. Podpisałem. W chwili, gdy oddałem dokumenty, poczułem, jak coś we mnie pęka. Nie był to dramatyczny ból. Raczej pusta przestrzeń, której wcześniej nie było. Wieczorem wróciłem do domu. Patrycja czekała w kuchni.
– Załatwione? – zapytała.
Skinąłem głową.
– Dobrze – powiedziała tylko.
Nie przytuliła mnie. Nie podziękowała. Po prostu zaczęła kroić warzywa na kolację, jakbyśmy właśnie omówili sprawę rachunku za wodę. Kilka tygodni później Lena wyprowadziła się z mieszkania. Klucze zostawiła w skrzynce pocztowej, bez słowa. Lokal stoi pusty do dziś. Czasem wchodzę tam, otwieram okna i czuję zapach farby, który dawno powinien wywietrzeć.
W domu życie toczy się dalej. Dzieci śmieją się przy śniadaniu, Patrycja planuje wakacje. Z zewnątrz wszystko wygląda normalnie. Tylko ja wiem, że coś przepadło bezpowrotnie. Czasem zastanawiam się, czy kiedyś na progu stanie młody człowiek z moimi oczami i zapyta:
– Dlaczego mnie nie chciałeś?
Nie wiem, co wtedy odpowiem.
Radosław, 42 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wynajęliśmy pokój, żeby uzbierać na remont mieszkania. Zamiast podliczać oszczędności, liczyłam na romans z lokatorem”
- „W ferie wróciłam do rodzinnego domu z kiełkującym nasionkiem. Rodzice zamiast pomóc, wstydzili się przed sąsiadami”
- „Remont mieszkania pożarł nasze oszczędności. Gdy kasa się skończyła, zostałam sama z pustym kontem i pięknym salonem”

