Reklama

Nigdy nie lubiłem Dnia Dziadka. Zawsze było w nim coś sztucznego. Inne dzieci biegły z laurkami do swoich dziadków, ja tylko patrzyłem, jak mama pakuje mi bombonierkę i każe być „miłym dla dziadka Jana”. To nie był mój dziadek – tak przynajmniej czułem.

Dziadek Jan zawsze był chłodny, milczący. W naszym domu wszystko było napięte, nikt nie mówił o uczuciach. Starsza siostra, Klaudia, zawsze lepiej się dogadywała z mamą, a ja czułem się jak ktoś obcy. Z ojcem rozmowy kończyły się na „Jak w szkole?”, „Dobrze”. Przy rodzinie matki zawsze czułem się mniej „ich”, jakbym nie pasował do obrazka.

Tego roku próbowałem wymigać się od wizyty, ale mama postawiła na swoim. I tak poszedłem, zrezygnowany. Stałem pod drzwiami dziadka, z prezentem w dłoni i nieprzyjemnym uczuciem w żołądku. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że za chwilę coś się zmieni. Że tym razem, za zamkniętymi drzwiami, wydarzy się coś, co przewróci mój świat do góry nogami.

Zaskoczył mnie widok jego łez

Drzwi do mieszkania dziadka otworzyły się powoli, jakby zastanawiał się, czy w ogóle chce mnie wpuścić. Stał w progu, trochę zgarbiony, z tym swoim wiecznie poważnym wyrazem twarzy. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w ciszy. Wyciągnąłem bombonierkę i kartkę.

Wszystkiego najlepszego, dziadku – powiedziałem z automatu, trochę za cicho.

Dziadek Jan przyjął prezent, spojrzał na opakowanie, potem na mnie. Uśmiechnął się krótko, ale ten uśmiech był bardziej grymasem niż oznaką radości.

– Dziękuję, Maks. Usiądziesz? – zapytał, wskazując krzesło przy stole.

Usiadłem sztywno, nie wiedząc, o czym mówić. Z kuchni pachniało kawą, ale nikt jej nie proponował. Przez chwilę była ta niezręczna cisza, która zawsze pojawia się między ludźmi, którzy powinni być sobie bliscy, a tak naprawdę nie mają ze sobą nic wspólnego.

Dziadek wpatrywał się we mnie długo, aż w końcu zobaczyłem, że coś się w nim łamie. W jego oczach pojawiły się łzy. Z początku myślałem, że mi się przewidziało – nigdy nie widziałem, żeby płakał.

– Przepraszam, Maks… – wyszeptał nagle, cicho, niemal nie do siebie. – Przepraszam, że nie byłem lepszy.

Zamarłem, nie wiedząc, co powiedzieć. Wszystko we mnie się spięło.

– Co się stało? – zapytałem, głos mi zadrżał.

Dziadek tylko pokręcił głową i wstał.

– Nic… po prostu… – urwał i odwrócił się, by przetrzeć twarz. – To nie twoja wina, Maks.

Czułem, że wydarzyło się coś ważnego, ale nie rozumiałem co. Wracałem do domu ze ściśniętym gardłem i jeszcze większym niepokojem niż wcześniej. Czego byłem właśnie świadkiem?

Czułem się jak intruz w rodzinie

Nie wytrzymałem długo po powrocie do domu. Od progu czułem, że w środku wszystko się we mnie gotuje, jakby coś miało zaraz wybuchnąć. Matka siedziała w kuchni, parzyła sobie herbatę, w tle leciało radio. Klaudia coś pisała na laptopie. Ojciec nawet nie podniósł wzroku znad gazety.

– Byłeś u dziadka? – zapytała matka, nawet nie patrząc w moją stronę.

– Byłem – burknąłem, rzucając plecak w kąt.

– I? – spojrzała, tym razem uważniej.

Usiadłem naprzeciw niej, ściskając dłonie pod stołem.

Dziadek płakał. Przede mną. Powiedział, że mnie przeprasza – powiedziałem, głos mi się załamał.

Matka odwróciła wzrok, jakby szukała czegoś na blacie.

– Miał trudny dzień, Maks. Starsi ludzie tak mają.

Zacisnąłem szczęki.

– To nie pierwszy raz. Tylko że tym razem to wyglądało… inaczej. Mamo, czy coś się dzieje z dziadkiem?

– Maks, skończ. Daj mu spokój. Każdy ma swoje sprawy, nie wszystko musisz wiedzieć – ucięła, podniesionym głosem.

Poczułem wściekłość.

– Ale ja nigdy nic nie wiem! Wszystko przede mną ukrywacie! Zawsze miałem wrażenie, że jestem tu kimś obcym!

– Maks, co ty wygadujesz? – syknęła matka, nagle roztrzęsiona.

– Bo Klaudia to oczko w głowie, a ja? Nigdy nie byłem dla was taki jak ona!

– Ty nic nie rozumiesz! – wybuchła. – Nawet nie wiesz, przez co musiałam przejść!

Wstała gwałtownie i wyszła z kuchni, trzaskając drzwiami. Klaudia spojrzała na mnie ze strachem i współczuciem, ale nic nie powiedziała. Zostałem sam z jeszcze większym chaosem w głowie i sercu.

Straciłem grunt pod nogami

Wieczorem nie mogłem zasnąć. Leżałem w pokoju, wsłuchując się w szmery z korytarza. Gdzieś za ścianą cicho rozmawiali rodzice. Otworzyłem drzwi, uchyliłem je na tyle, by słyszeć wyraźniej.

– Magda, może nadszedł czas, żeby mu powiedzieć… – szeptał ojciec.

– A jeśli przestanie nas kochać? – matka mówiła drżącym głosem. – Adam, on jest twoim synem, byłeś przy nim całe życie.

– Magda… ja nie jestem jego prawdziwym ojcem. Ty też to wiesz. Ile jeszcze mamy udawać?

Poczułem, jak podłoga pod nogami staje się nierealna, jakby wszystko, co do tej pory wiedziałem o sobie, rozsypywało się jak domek z kart. Bez pukania wszedłem do pokoju. Rodzice zerwali się na równe nogi, matka zasłoniła usta dłonią.

– Słyszałem wszystko – powiedziałem sztywno. – Macie dziesięć sekund, żeby mi powiedzieć prawdę.

Cisza. Ojciec usiadł ciężko na fotelu. Matka długo milczała, w końcu zaczęła, głosem tak cienkim, że ledwie ją słyszałem:

– Jan nie jest twoim dziadkiem. A Adam… nie jest twoim ojcem.

Poczułem, jak żołądek podchodzi mi do gardła. Przez chwilę nie mogłem wydobyć z siebie słowa. Patrzyłem na nich, zupełnie obcych ludzi.

– Kto w takim razie jest moim ojcem? – zapytałem beznamiętnie, choć w środku wszystko się we mnie gotowało.

Matka rozpłakała się, ojciec schował twarz w dłoniach. Chciałem wykrzyczeć, żeby przestali udawać, żeby w końcu ktoś mi powiedział, kim jestem. Zamiast tego usiadłem na podłodze, opierając głowę o zimną ścianę. Czułem się pusty jak nigdy dotąd.

Całe życie mnie okłamywali

Siedzieliśmy długo w milczeniu. W końcu matka otarła oczy, usiadła przy mnie na podłodze. Przez chwilę patrzyła gdzieś poza mną, jakby widziała tamtą siebie sprzed lat.

– Byłam wtedy młoda, Maks. Durnie zakochana – zaczęła cicho. – Twój ojciec… to znaczy, chłopak, z którym byłam wtedy… Nazywał się Michał. Poznaliśmy się w liceum, był starszy, zabawny, szalony. Wiesz, nigdy nie miałam odwagi być sobą. Przy nim czułam się wolna.

Zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech.

– Zaszłam w ciążę przypadkiem, a moja rodzina… – zawahała się. – Mama była wściekła. Kazała mi wyjechać do ciotki, wszystko ukryć. Jan, mój ojciec, zgodził się udawać dziadka. Powiedział, że lepiej tak, niż wstyd przed całą rodziną. Michał zniknął. Miał swoje plany, wtedy zrozumiałam, że nigdy nie będziemy rodziną.

Wbiłem wzrok w podłogę. Przez głowę przelatywały mi sceny z dzieciństwa – pierwszy rower, wyjazdy nad jezioro, rozmowy, których nigdy nie było. Wszystko zaczynało się układać w całość.

Więc całe życie kłamałaś – szepnąłem, z trudem łapiąc oddech.

– Chciałam cię ochronić – mówiła, nie patrząc mi w oczy. – Nie byłam gotowa na prawdę. Adam wiedział, był ze mną od początku. To on cię wychowywał, kochał…

Nie potrafiłem już tego słuchać. Zerwałem się z podłogi, chwyciłem kurtkę i wybiegłem z domu. Szedłem przez miasto, nie czując zimna, nie widząc ludzi. Głowa pękała mi od pytań, a jedyne, co czułem, to żal i wściekłość. Kim jestem? Skąd mam wziąć odpowiedzi? Wiedziałem tylko jedno: muszę porozmawiać z dziadkiem Janem. Choć nie wiedziałem już nawet, jak go nazwać.

Chciałem usłyszeć coś innego

Wróciłem do dziadka późnym wieczorem. Siedział w kuchni przy zgaszonym świetle, z kubkiem herbaty, jakby czekał na coś, czego nie umiał nazwać. Nawet nie zdziwił się, kiedy wszedłem. Przez długą chwilę tylko patrzyliśmy na siebie. W końcu usiadłem naprzeciwko.

– Dlaczego płakałeś? – zapytałem, głos mi się łamał. – Czy ty mnie w ogóle chciałeś w swoim życiu?

Dziadek Jan długo milczał, obracał w palcach pustą szklankę. Westchnął ciężko.

– Wiedziałem od początku, że nie będę dla ciebie prawdziwym dziadkiem – powiedział. – Próbowałem się starać, ale zawsze czułem się… jak oszust. Jakbym ukradł ci rodzinę. Twoja babcia nalegała, żebym to zrobił. Chciałem dobrze, Maks. Ale nie umiałem się zbliżyć.

Patrzyłem na niego z mieszaniną gniewu i współczucia. W jego oczach widziałem autentyczne zmęczenie, coś na granicy rezygnacji.

– Nie byłem w stanie cię pokochać jak własnego wnuka – szepnął. – Za każdym razem, kiedy na ciebie patrzyłem, przypominałem sobie, jak wszystko poszło nie tak. Może byłbyś szczęśliwszy z prawdziwym dziadkiem. Dla mnie… byłeś moją największą porażką.

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Chciałem usłyszeć coś innego – że mimo wszystko jestem ważny, że liczę się choć trochę. Ale on tylko siedział, skulony w sobie. Cisza między nami była tak gęsta, że aż dzwoniła w uszach. Wstałem pierwszy. Nawet nie spojrzeliśmy na siebie na pożegnanie. Wyszedłem, nie zamykając za sobą drzwi.

Maks, 19 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama