Reklama

Kościół pachniał liliami. Stałam przy chrzcielnicy z synem na rękach, próbując zapamiętać każdy szczegół – jego ciepły oddech na mojej szyi, poważną minę mojego męża, delikatny szmer modlitw. To miał być jeden z najszczęśliwszych dni w naszym życiu. Nie spodziewałam się, że kilka godzin później usłyszę słowa, które rozsuną grunt spod moich stóp.

Myślałam, że źle usłyszałam

Mój syn, Tymek, spał spokojnie przez większość uroczystości. Kiedy ksiądz polał jego główkę wodą, zacisnął tylko drobne palce i westchnął, jakby ktoś mu przerwał najpiękniejszy sen. Wszyscy się uśmiechali. Moja mama stała w pierwszej ławce. Miała na sobie granatowy kostium, ten sam, który zakładała na ważne rodzinne wydarzenia. Wyglądała elegancko, ale jej twarz była napięta.

– Wszystko w porządku? – szepnęłam do niej, gdy składaliśmy życzenia.

– Tak, oczywiście – odpowiedziała zbyt szybko. – Porozmawiamy później, dobrze?

Skinęłam głową, choć coś mnie ukłuło w środku. Po powrocie do domu zaczęła się zwyczajna, rodzinna krzątanina. Ciotki poprawiały obrus, kuzynki robiły zdjęcia, mój mąż roznosił ciasto. Mama krążyła między gośćmi, ale myślami była gdzieś indziej. Kilka razy złapałam jej wzrok – za każdym razem uciekała. Kiedy większość gości wyszła, a w salonie zrobiło się ciszej, mama podeszła do mnie.

– Możemy na chwilę? – zapytała cicho.

– Teraz? – Spojrzałam na nią zdziwiona. – Coś się stało?

Chciałabym porozmawiać w cztery oczy.

Zaprowadziłam ją do naszej sypialni. Zamknęłam drzwi, choć w domu było już prawie pusto. Mama usiadła na brzegu łóżka i przez chwilę gładziła dłonią narzutę.

– Mamo, przerażasz mnie – powiedziałam, siadając naprzeciwko. – O co chodzi?

Podniosła na mnie oczy. Zobaczyłam w nich coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam – wahanie. I wstyd.

– To nie jest łatwe – zaczęła. – Zwłaszcza dziś, ale nie mogę dłużej milczeć.

– Milczeć o czym?

Zrobiła głęboki wdech.

O twoim ojcu.

Zamarłam. Tata zmarł, gdy miałam dwanaście lat. Przez całe życie słyszałam, że był dobrym, spokojnym człowiekiem. Czasem nieobecnym, ale oddanym rodzinie.

– Co z tatą? – zapytałam ostrożnie.

Mama splotła dłonie.

On nie był twoim biologicznym ojcem.

Przez chwilę myślałam, że źle usłyszałam.

– Co? – wykrztusiłam. – Jak to… nie był?

– Wiedział o wszystkim. Kochał cię jak własne dziecko. Zgodził się wychować cię razem ze mną.

Serce zaczęło mi bić tak głośno, że zagłuszało jej kolejne słowa.

– Kim on był? – przerwałam. – Ten… biologiczny?

Mama spuściła wzrok.

To ktoś, kogo znasz.

W tamtej chwili poczułam, że świat, który znałam od trzydziestu lat, zaczyna się chwiać.

Nogi się pode mną ugięły

Przez kilka sekund patrzyłam na mamę, jakby mówiła w obcym języku.

– Kogo mam znać? – zapytałam w końcu, czując, że głos mi się łamie. – Mamo, przestań mówić zagadkami.

Podniosła na mnie wzrok, a w jej oczach pojawiły się łzy.

– Pawła.

– Jakiego Pawła? – W głowie miałam pustkę.

– Naszego sąsiada.

Jej słowa uderzyły mnie jak zimny podmuch. Był moim „wujkiem Pawłem”. Najlepszym przyjacielem taty. Bywał u nas w domu, przynosił mi książki, czasem zabierał mnie na lody, kiedy tata pracował do późna. Był obecny na moich urodzinach, na studniówce, nawet na ślubie.

To jakiś żart? – szepnęłam.

– Nie – odpowiedziała mama. – To prawda.

Wstałam gwałtownie.

– On wiedział? Przez te wszystkie lata patrzył mi w oczy i udawał wujka?

– On chciał ci powiedzieć – wyszeptała. – Wiele razy. To ja go powstrzymywałam.

– Dlaczego?

Mama przycisnęła dłonie do twarzy.

– Byłam młoda. Popełniłam błąd. Byłam już z twoim tatą, ale wtedy między nami nie układało się najlepiej. Zbliżyłam się do Pawła. To trwało krótko. Potem zrozumiałam, że chcę ratować małżeństwo. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, nie byłam pewna, kto jest ojcem.

Czułam, jak nogi robią się miękkie. Usiadłam z powrotem na łóżku.

– I co?

– Powiedziałam o wszystkim twojemu tacie. Mógł odejść. Miał do tego pełne prawo. Jednak powiedział, że zostanie. Że dziecko będzie jego. Bez względu na wszystko.

W oczach stanęły mi łzy.

– A badania? – zapytałam cicho. – Mogliście to sprawdzić.

– Wtedy to nie było takie proste. A później… baliśmy się. Bałam się, że wszystko się rozpadnie.

Czyli żyłam w kłamstwie – powiedziałam, czując narastającą gorycz.

– W miłości – poprawiła mnie mama. – Twój tata kochał cię najbardziej na świecie.

Przed oczami stanął mi obraz: tata uczący mnie jeździć na rowerze, tata siedzący przy moim łóżku, gdy bałam się burzy, tata klaszczący najgłośniej na moim rozdaniu dyplomów.

– A Paweł? – zapytałam po chwili. – On… czuł się moim ojcem?

Mama zawahała się.

– Myślę, że tak. Nigdy nie założył rodziny. Zawsze był blisko. Jednak szanował nasze ustalenia.

Zrobiło mi się niedobrze na myśl o wszystkich wspólnych świętach, o jego spojrzeniach, które teraz nabierały nowego znaczenia.

Dlaczego mówisz mi to właśnie dziś? – zapytałam ostro.

– Bo kiedy trzymałam Tymka na rękach… zobaczyłam w nim rysy Pawła – odpowiedziała drżącym głosem. – I zrozumiałam, że nie mogę zabrać tej tajemnicy do grobu.

– Czy Paweł wie, że mi mówisz?

– Nie.

Wstałam i podeszłam do okna. Na podjeździe stał jego samochód. Był dziś na chrzcie. Trzymał mojego syna do zdjęcia. Uśmiechał się.

On jest tutaj – powiedziałam cicho.

Mama skinęła głową.

– Tak.

Odwróciłam się do niej.

– Chcę z nim porozmawiać. Teraz.

W jej oczach pojawił się strach.

– Proszę…

– Całe życie żyłam w półprawdach. Nie chcę już więcej niedomówień.

Wyszłam z sypialni, zostawiając mamę samą. W salonie Paweł stał przy stole, rozmawiając z Markiem. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się ciepło.

Wszystko dobrze? – zapytał.

Spojrzałam na niego inaczej niż kiedykolwiek wcześniej.

– Musimy porozmawiać. W cztery oczy.

Nie mogłam wydobyć z siebie głosu

Wyszliśmy na taras. Było chłodno, słońce już zachodziło, a w ogrodzie unosił się zapach mokrej ziemi. Paweł zamknął za nami drzwi i spojrzał na mnie z lekkim zaskoczeniem.

– Coś się stało? – zapytał łagodnie. – Wyglądasz, jakbyś miała mi zaraz oznajmić wyrok.

Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Patrzyłam na jego twarz, na siwiejące skronie, na drobną bliznę nad brwią, którą pamiętałam z dzieciństwa. Nagle wszystkie wspomnienia zaczęły się układać w całość.

Mama mi powiedziała – zaczęłam w końcu.

Zamarł.

– O czym?

– O tym, że jesteś moim ojcem i dziadkiem Tymka.

Nie zaprzeczył. Nie oburzył się. Po prostu zamknął oczy.

– Czyli jednak… – szepnął.

– To prawda? – zapytałam, czując, że serce mam w gardle.

Skinął głową.

– Tak.

Stał przede mną człowiek, którego całe życie nazywałam „wujkiem”, a który właśnie stał się kimś zupełnie innym. Poczułam złość, żal, ale też coś jeszcze – dziwne poczucie, że pewne elementy wreszcie wskoczyły na swoje miejsce.

– Dlaczego? – wyrzuciłam z siebie. – Dlaczego pozwoliliście mi żyć w kłamstwie?

– To nie było kłamstwo z braku miłości – odpowiedział spokojnie. – Twój tata był najodważniejszym człowiekiem, jakiego znałem. Kiedy dowiedział się o wszystkim, powiedział mi: „Jeśli to moje dziecko, wychowam je najlepiej, jak potrafię. Jeśli twoje – też je wychowam. Bo to dziecko Zofii, a ja ją kocham”.

Łzy napłynęły mi do oczu.

– A ty? – zapytałam. – Jak ty z tym żyłeś?

Uśmiechnął się blado.

– Patrzyłem, jak dorastasz. Byłem obok. Każde twoje „wujku Pawle” było jednocześnie radością i przypomnieniem, że nie mam prawa powiedzieć ci prawdy.

– Nigdy nie chciałeś tego zmienić?

– Chciałem. Wiele razy. Zwłaszcza kiedy byłaś nastolatką i widziałem, jak się z nim kłócisz o drobiazgi. Miałem ochotę powiedzieć: „Doceniaj go, to wspaniały ojciec”. Jednak milczałem. Obiecałem.

Oparłam się o balustradę.

– Wiesz, że dziś, kiedy trzymałeś Tymka, mama zobaczyła w nim twoje rysy?

Drgnął.

– Widziałem to – przyznał cicho. – I pomyślałem, że już niedługo prawda sama wyjdzie na jaw.

Przez chwilę staliśmy w ciszy. W domu słychać było śmiech mojego męża i brzęk filiżanek.

– Nie wiem, co mam teraz czuć – powiedziałam szczerze. – Czuję się oszukana, ale jednocześnie… nie potrafię przestać myśleć o tacie. On naprawdę wiedział?

– Tak. Do końca. I nigdy nie żałował swojej decyzji.

– A jeśli on był jednak moim biologicznym ojcem? – zapytałam nagle. – Skoro nie byliście pewni?

Paweł spojrzał na mnie uważnie.

– Jest coś jeszcze.

Serce znowu zaczęło mi walić.

– Co?

– Kilka lat temu, kiedy twój tata już chorował, zrobił badanie. Chciał wiedzieć, zanim odejdzie. Nikomu nie powiedział, ale przyszedł do mnie z wynikiem.

– I?

Paweł przełknął ślinę.

– Wynik potwierdził, że nie był twoim biologicznym ojcem.

Zamknęłam oczy. To była ostateczna kropka nad „i”.

– Dlaczego mi tego nie powiedział?

– Bo powiedział, że ojcostwo to nie wynik na kartce. To codzienna obecność. I że nie chce, żeby cokolwiek zmieniło twoje wspomnienia.

Łzy spływały mi po policzkach, ale tym razem nie tylko ze złości.

– A ty? – zapytałam cicho. – Czego teraz chcesz?

Spojrzał na mnie z taką ostrożnością, jakby bał się każdego słowa.

– Chcę tylko jednego. Żebyś sama zdecydowała, kim dla ciebie jestem. Nie będę niczego wymuszał.

W tamtej chwili zrozumiałam, że stoję na granicy dwóch światów – tego, który znałam, i tego, który właśnie się przede mną otworzył.

Odzyskałam ojca

Nie odpowiedziałam od razu. Przez szybę widziałam, jak Marek bierze Tymka na ręce i coś do niego mówi z uśmiechem.

– Nie wiem, czy potrafię teraz nazwać cię inaczej niż „wujku” – powiedziałam w końcu. – To słowo było ze mną całe życie.

Paweł skinął głową.

I nie musisz go zmieniać.

– Ale jedno chcę wiedzieć – dodałam. – Czy gdyby tata wtedy nie podjął takiej decyzji, byłbyś gotów mnie wychować?

Nie zawahał się ani sekundy.

– Tak.

Ta pewność, prosta i spokojna, rozbroiła mnie bardziej niż wszystkie wcześniejsze wyznania. Pomyślałam o tacie. O jego cierpliwości, o tym, jak splatał mi warkocze przed szkołą, gdy mama wyjechała na kilka dni. O jego dumie, gdy odbierałam dyplom. Nagle dotarło do mnie, że żaden dokument nie był w stanie odebrać mu miejsca w moim sercu.

Miałam dwóch ojców – powiedziałam cicho. – Jednego, który dał mi życie. I drugiego, który nauczył mnie, jak żyć.

Paweł odwrócił wzrok, jakby walczył ze wzruszeniem.

– Jeśli pozwolisz… chciałbym być dla Tymka kimś więcej niż tylko gościem przy stole.

Podeszłam bliżej.

– Będziesz jego dziadkiem. Jednak na naszych zasadach. Bez tajemnic.

Kiwnął głową.

Bez tajemnic.

Kiedy wróciliśmy do salonu, mama spojrzała na mnie z napięciem. Podeszłam do niej i ujęłam jej dłoń.

– Następnym razem nie czekaj trzydziestu lat – powiedziałam cicho.

– Przepraszam – wyszeptała.

Tego wieczoru długo patrzyłam na mojego syna. Zastanawiałam się, ile prawd będę musiała mu kiedyś przekazać i jak to zrobić, by nie zabolało. Jedno wiedziałam na pewno – w naszej rodzinie nie będzie już przemilczeń. Bo choć tamtego zyskałam świadomość, że miłość nie zawsze ma jedno imię, ale zawsze wymaga odwagi.

Ewelina, 30 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama