„W Alpach odkryłam, że mąż mnie zdradza, a on próbował mydlić mi oczy. Za swoją grę na 2 fronty powinien dostać Oscara”
„Wierzyłam, że biały puch przykryje wszystkie nasze niedomówienia, a wspólne szusowanie po stokach na nowo rozpali iskrę, która przygasła pod ciężarem codziennych obowiązków. Nie przewidziałam jednak, że na tym idealnym obrazku pojawi się ktoś trzeci. Ktoś, kto miał nas tylko uczyć techniki jazdy, a w rzeczywistości dał mi najboleśniejszą lekcję życia”.

- Redakcja
To miał być tydzień, który uratuje nasze małżeństwo, a stał się początkiem jego końca. Góry miały przynieść nam spokój, świeże powietrze miało oczyścić gęstą atmosferę, która od miesięcy wisiała w naszym domu. Wierzyłam, że biały puch przykryje wszystkie nasze niedomówienia, a wspólne szusowanie po stokach na nowo rozpali iskrę, która przygasła pod ciężarem codziennych obowiązków. Nie przewidziałam jednak, że na tym idealnym obrazku pojawi się ktoś trzeci. Ktoś, kto miał nas tylko uczyć techniki jazdy, a w rzeczywistości dał mi najboleśniejszą lekcję życia. Patrząc na Michała, który nagle odzyskał młodzieńczą energię, czułam, jak moje serce zamarza szybciej niż dłonie na mrozie.
W środku czułam dziwny niepokój
Pamiętam dokładnie moment, w którym wjechaliśmy na parking przed hotelem. Słońce odbijało się od ośnieżonych szczytów tak mocno, że musiałam mrużyć oczy, mimo ciemnych okularów. Michał wyłączył silnik i przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, słuchając tylko stygnącego metalu.
– Będzie dobrze, Ewuś. Zobaczysz, odpoczniemy – powiedział, kładąc dłoń na moim kolanie.
Uśmiechnęłam się, choć w środku czułam dziwny niepokój. Od roku między nami nie układało się najlepiej. Rutyna, praca do późna, wymijające rozmowy przy kolacji. Ten wyjazd w Alpy, do małego, urokliwego miasteczka, miał być naszym powrotem do przeszłości. Do czasów, kiedy potrafiliśmy przegadać całą noc i śmiać się do łez.
Zameldowaliśmy się w pokoju z widokiem na stok. Było luksusowo, przytulnie, idealnie. Drewniane meble pachniały lasem, a w kominku w lobby trzaskał ogień. Pierwszego dnia wypożyczyliśmy sprzęt. Michał uparł się, że potrzebujemy instruktora, żeby „odświeżyć nawyki”. Nie protestowałam. Zawsze jeździłam ostrożnie, wręcz asekuracyjnie, podczas gdy on lubił prędkość. W szkółce narciarskiej przywitała nas Klaudia. Miała może trzydzieści lat, warkocz w kolorze platynowego blondu wystający spod kasku i uśmiech, który mógłby reklamować pastę do zębów. Była ucieleśnieniem energii.
– Cześć! To wy jesteście tymi szczęściarzami, których mam męczyć przez najbliższe dni? – zażartowała, patrząc prosto w oczy Michała.
Mój mąż wyprostował się instynktownie i wciągnął brzuch. Znałam ten gest. Robił to zawsze, gdy chciał zrobić dobre wrażenie.
– Męczyć to mało powiedziane. Liczymy na wycisk – odpowiedział, szczerząc zęby w sposób, którego nie widziałam u niego od dawna.
Chciałabym spędzić trochę czasu tylko z tobą
Już po pierwszej godzinie na stoku zrozumiałam, że moja obecność jest tam zbędna. Klaudia była świetną narciarką, tego nie można jej było odmówić. Tłumaczyła technikę w sposób prosty i zrozumiały, ale jej uwaga koncentrowała się niemal wyłącznie na Michale.
– Świetnie pracujesz kolanami, Michał! Masz naturalny talent, tylko musisz się bardziej wyluzować w biodrach – wołała, jadąc tyłem przed nim, z lekkością, której jej zazdrościłam.
Ja zostawałam w tyle, walcząc z muldami i własnym strachem. Kiedy dojeżdżałam do nich na dole stoku, oni już o czymś żywo dyskutowali. Michał śmiał się głośno, poprawiając gogle.
– Ewa, musisz bardziej dociskać nartę! Klaudia mówi, że za bardzo odchylasz się do tyłu – pouczał mnie, choć sam jeszcze rano mylił pług z telemarkiem.
Czułam ukłucie irytacji, ale zrzuciłam to na karb zmęczenia. Wieczorem, przy kolacji, Michał nie mówił o niczym innym, tylko o technice jazdy i o tym, jak bardzo zmieniło się narciarstwo.
– Ta dziewczyna ma niesamowitą wiedzę – zachwycał się, krojąc steka. – Wiesz, że ona startowała w zawodach juniorskich? To nie jest zwykła instruktorka.
– Jest bardzo miła – przyznałam sucho. – Ale może jutro pojeździmy sami? Chciałabym spędzić trochę czasu tylko z tobą.
Michał spojrzał na mnie jak na kogoś, kto proponuje zamianę ferrari na rower.
– Daj spokój, Ewa. Opłaciłem pakiet na cały tydzień. Poza tym, ja naprawdę czuję postępy. Nie chcę tego zmarnować. Możesz przecież zostać w hotelu, pójść na basen, jeśli ci się nie chce.
I tak właśnie zrobiłam. Trzeciego dnia, zamiast marznąć i patrzeć na ich roześmiane twarze, zostałam w strefie wellness. Leżąc na leżaku z książką, próbowałam wmówić sobie, że przesadzam. Że jestem zazdrosna Klaudię, a Michał po prostu cieszy się sportem. Przecież to normalne, że facet po czterdziestce chce udowodnić sobie, że wciąż jest w formie.
Intuicja krzyczała, że coś jest nie tak
W saunie poznałam Anię. Była tam z mężem i dwójką dzieci. Energiczna brunetka w moim wieku, która od razu przeszła na „ty”.
– Mój stary to by najchętniej z nart nie schodził, ale dzieciaki marudzą, więc musimy robić zmiany – zaśmiała się, wycierając twarz ręcznikiem. – A ty? Gdzie twój mąż?
– Szlifuje formę z instruktorką – odpowiedziałam, starając się, by zabrzmiało to obojętnie.
Ania spojrzała na mnie uważnie. Jej wesoły wyraz twarzy nieco zgasł.
– Z taką blondynką w czerwonym kombinezonie?
– Tak, z Klaudią. Widziałaś ich?
Ania zawahała się przez chwilę, jakby ważyła słowa.
– Widziałam ich rano przy wyciągu. Wiesz... wyglądali na bardzo zgrany duet. Nawet myślałam, że to para, dopóki nie usłyszałam, jak ona mówi mu per „pan”, chociaż potem szybko przeszli na „ty”.
– Michał jest bardzo towarzyski – rzuciłam szybko, czując, jak żołądek podchodzi mi do gardła.
– Jasne. Słuchaj, nie chcę cię martwić, ale... widziałam, jak poprawiała mu kurtkę. Tak wiesz, troskliwie. Może jestem przewrażliwiona, ale dla mnie to wyglądało trochę zbyt intymnie jak na relację klient-instruktor.
To ziarno niepewności, które zasiała Ania, zaczęło kiełkować w zastraszającym tempie. Kiedy Michał wrócił po południu, był dziwnie pobudzony. Jego twarz była ogorzała od słońca i wiatru, a oczy błyszczały.
– Ależ dzisiaj były warunki! – wykrzyknął, rzucając rękawice na łóżko. – Ewa, żałuj, że cię nie było. Przejechaliśmy trasę trzy razy.
– Z Klaudią? – zapytałam, patrząc na niego w lustrze.
– No a z kim? Przecież sam bym się nie odważył – zaśmiał się, ale unikał mojego wzroku. Zaczął gorączkowo szukać czegoś w plecaku. – Muszę wziąć prysznic. Jestem wykończony.
Podczas gdy woda szumiała w łazience, jego telefon leżący na szafce nocnej zawibrował. Nigdy nie sprawdzałam telefonu Michała. Uważałam to za poniżające, za naruszenie prywatności, którego nie da się usprawiedliwić. Ale tym razem jakaś niewidzialna siła pchnęła moją rękę. Ekran rozświetlił się na moment bez blokady. Wiadomość od „Klaudia Narty”. Tylko jedno zdanie: „Dzięki za dzisiaj. Jesteś niesamowity, dawno się tak nie bawiłam. Do jutra! ;)” Odsunęłam się od telefonu, jakby parzył. „Jesteś niesamowity”. Czy instruktorzy piszą tak do swoich klientów? Może to element marketingu? Próbowałam to racjonalizować, ale intuicja krzyczała, że coś jest nie tak.
Poczułam, jak świat wokół mnie wiruje
Następnego dnia Michał oznajmił, że umówił się na dodatkową lekcję wieczorną.
– Nocna jazda to zupełnie co innego, Ewa. Oświetlony stok, mniej ludzi. Klaudia powiedziała, że to najlepszy moment na szlifowanie techniki.
– Michał, mieliśmy iść na kolację do tej regionalnej karczmy – przypomniałam mu, czując coraz większą irytację.
– Pójdziemy jutro. Obiecuję. To tylko dwie godziny. Wrócę o dwudziestej pierwszej.
Wyszedł, pachnąc perfumami, których używał tylko na specjalne okazje. Zostałam w pokoju, chodząc od ściany do ściany. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Telewizor grał w tle, ale nie słyszałam ani słowa. Około dwudziestej ubrałam się ciepło. Musiałam się przewietrzyć. Musiałam zobaczyć. Stok był rzeczywiście oświetlony, wyglądał magicznie, jak wstęga światła rzucona na czarną górę. Z dołu widziałam sylwetki narciarzy, małe punkciki poruszające się z gracją. Stałam przy barierce, obserwując zjeżdżających ludzi. Wypatrywałam charakterystycznej jaskrawej kurtki Michała. Minęła godzina. Zaczęłam marznąć.
W końcu postanowiłam wejść do baru przy dolnej stacji kolejki, żeby się ogrzać herbatą. W środku panował gwar, grała głośna muzyka, ludzie tańczyli w butach narciarskich na stołach. I wtedy ich zobaczyłam. Nie byli na stoku. Siedzieli w najciemniejszym kącie sali, z dala od głównego zamieszania. Na stole stały dwie herbaty. Nie mieli na sobie kasków. Michał był pochylony w jej stronę, mówił coś szeptem, gestykulując. Klaudia śmiała się, odrzucając włosy do tyłu. W pewnym momencie położyła dłoń na jego przedramieniu. Nie był to gest instruktorki korygującej postawę. To był dotyk kobiety, która flirtuje.
Michał nie cofnął ręki. Przykrył jej dłoń swoją. Potem trzymali się za ręce. Patrzyli sobie w oczy w sposób, który znałam z początku naszego związku. Ten wzrok, który mówi: „Jesteś jedyną osobą w tym pomieszczeniu”. Poczułam, jak świat wokół mnie wiruje. Muzyka stała się nieznośnym hałasem. Chciałam tam podejść, zrobić awanturę, wylać tę herbatę na jego nową kurtkę. Ale nogi wrosły mi w ziemię. Stałam tam jak wryta patrząc, jak mój mąż robi maślane oczy do innej. Wyszłam, zanim mnie zauważyli. Drogę do hotelu pokonałam biegiem, zalana łzami.
Ewa to nie tak, jak myślisz
Wrócił po dwudziestej drugiej. Był w świetnym humorze, nucił pod nosem jakąś melodię.
– Ale jazda, Ewa! Nie masz pojęcia, jak było świetnie – zawołał od progu, zdejmując buty.
Siedziałam na fotelu, w ciemności, tyłem do okna. Nie zapaliłam światła.
– Naprawdę? – zapytałam cicho. – A jak smakuje zimowa herbata w barze na dole? Też inaczej niż ze mną?
Michał zamarł. W półmroku widziałam, jak jego sylwetka sztywnieje.
– O czym ty mówisz? Cały czas byłem na stoku, jeździliśmy.
– Widziałam cię, Michał. Widziałam was.
Zapadła cisza. Ciężka, lepka cisza, w której słychać było tylko bicie mojego serca. Michał podszedł do włącznika i zapalił światło. Zmrużyłam oczy. Wyglądał na przestraszonego, ale w jego oczach nie widziałam skruchy, raczej złość, że został przyłapany.
– Ewa, to nie tak, jak myślisz. Po prostu rozmawialiśmy. Klaudia miała przerwę, zaprosiłem ją na drinka w ramach podziękowania. To zwykła uprzejmość.
– Trzymanie się za ręce to też uprzejmość? Patrzenie sobie w oczy jak zakochani to część kursu narciarskiego?
– Jesteś przewrażliwiona. Wszędzie widzisz zdradę. Chciałem po prostu poczuć się... doceniony. Ona mnie słucha, rozumiesz? Podziwia mnie. A ty? Kiedy ostatnio spojrzałaś na mnie z podziwem? Ciągle tylko problemy, rachunki, dzieci, praca. Przy Klaudii czuję się lekko.
To słowo uderzyło mnie mocniej niż jakakolwiek obelga. „Lekkość”.
– Więc to o to chodzi? O łechtanie twojego ego? – wstałam, czując przypływ zimnej wściekłości. – Sprzedajesz naszą relację, nasze lata wspólnego życia za chwilę uwagi od instruktorki, dla której jesteś tylko kolejnym klientem z kryzysem wieku średniego?
Michał usiadł na łóżku i schował twarz w dłoniach.
– To nie jest romans, Ewa. Nie spałem z nią.
– Ale chciałeś – stwierdziłam to nie jako pytanie, ale jako fakt. – Zdradziłeś mnie emocjonalnie. Oszukiwałeś mnie przez cały tydzień. Wychodziłeś rzekomo na narty, a tak naprawdę szedłeś na randki. Zrobiłeś ze mnie idiotkę.
Nie zaprzeczył. To milczenie było ostatecznym dowodem.
Ja wracam do rzeczywistości
Tej nocy nie spałam w naszym łóżku. Wzięłam pościel i położyłam się na sofie. Rano spakowałam swoje rzeczy, zanim Michał się obudził. Nie chciałam już słuchać tłumaczeń o „przyjaźni”, o „potrzebie akceptacji” czy o tym, że „to nic nie znaczyło”. Dla mnie znaczyło wszystko. Zburzyło fundamenty mojego zaufania. Zeszłam do recepcji, zamówiłam taksówkę na dworzec. Zostawiłam mu kartkę na stoliku: „Baw się dobrze na stoku. Ja wracam do rzeczywistości, w której dorośli ludzie biorą odpowiedzialność za swoje czyny”.
W pociągu, patrząc na mijane zaśnieżone krajobrazy, nie czułam już złości. Czułam pustkę, ale też dziwny rodzaj ulgi. Przez lata starałam się być idealną żoną, dopasowywać się, dbać o domowe ognisko, ignorując to, że Michał powoli się oddalał. Ten wyjazd brutalnie obnażył prawdę – nie da się uratować relacji w pojedynkę, a desperackie próby zatrzymania młodości kosztem lojalności są żałosne. Wiedziałam, że przed nami trudne rozmowy, separacja, a może nawet rozwód.
Ale wiedziałam też zrozumiałam coś innego – nigdy więcej nie pozwolę, by ktoś sprawił, że poczuję się „tą gorszą”, tą nudną, tą, którą można zostawić w hotelowym pokoju, by szukać wrażeń gdzie indziej. Góry miały dać mi siłę i w pewnym, przewrotnym sensie, dały mi ją. Siłę, by postawić na siebie.
Ewa, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wzięliśmy kredyt, by wybrać się na ferie w Alpy. Gdy wróciliśmy do domu, musiałam zmierzyć się z rzeczywistością”
- „Pojechałam z dziećmi na ferie, a mąż miał pracować nad ważnym projektem. Okazało się, że pomagała mu atrakcyjna brunetka”
- „Mąż był wobec mnie zimny jak lód, więc pojechałam na ferie bez niego. Szybko się jednak ogrzał w ramionach kochanki”

