Reklama

Piękna, blondwłosa dziewczyna spodobała mi się od razu, gdy tylko zobaczyłem ją samotną w barze. Opłakiwała oblany egzamin. Zawsze była ambitna – nie sądziłem jednak, że po latach jej nowym celem staną się bogaci kochankowie...

Reklama

– Ja zapłacę – zaproponowałem od razu, dosiadając się do sączącej drinka Kamili.

Uśmiechnęła się do mnie. Od razu zaczęliśmy rozmawiać.

– Myślisz, że znajdziesz dziewczynę w barze? To chyba nie najlepsze miejsce – wystrzeliła po chwili rozmowy.

– Dlaczego?

– Bo wszystkie kobiety są tu wymalowane, jak na rozdanie Oscarów i pachną jak rozlewnia perfum. Zabierzesz taką na basen i nagle okaże się inną osobą.

– Ale ty na taką nie wyglądasz.

Dotąd nie interesowała się kosmetykami

Zatrzepotała rzęsami: naturalnymi, bez śladu tuszu, ale długimi. W tamtym czasie sam miałem dość umalowanych lal. Wydała mi się taka świeża i śliczna.

– Bo kocham swoje naturalne piękno.

Nie ciągnęło ją do makijażu, drogich ubrań i perfum przez kolejne kilkanaście lat znajomości, w tym osiem lat małżeństwa. Nigdy nie uważałem, że jej czegoś z tego powodu brakuje.

– Marta ciągle chodzi do kosmetyczki i zostawia tam grube tysiące. Ja wolę skończyć drugi kierunek – Kamila w podobnych słowach wypowiadała się zawsze o koleżankach. Ja zaś cieszyłem się, że mam tak rezolutną żonę.

– Tobie nic więcej nie potrzeba. Jesteś najpiękniejsza na świecie.

Naprawdę ją za taką uważałem.

One wszystkie robią to dla facetów. Żeby chociaż robiły to dla siebie...

Paradoksalnie, to właśnie słowa mojej żony skłoniły mnie do rozmyślań, gdy upodobania Kamili zmieniły się o sto osiemdziesiąt stopni.

Nagle stała się fanką drogich perfum

Nigdy nie narzekaliśmy na sytuację finansową, ale żadne z nas nie szastało też gotówką. Kamila przemyślała każdy, najmniejszy zakup sprzętu domowego i mebli, rozpisując plusy i minusy w tabelce. Śmiałem się, że jest moim inżynierem.

– Nie ma mowy, Karol. Odkurzaczom konsumenckim ograniczają teraz moc. Czytałam o tym. Kupujemy budowlany – racjonalizowała każdą decyzję.

Tym większe stało się moje zdziwienie, gdy na skromnej toaletce, zawierającej ledwie kilka kremów, pojawiły się nagle szklane buteleczki. Wyglądały na drogie.

– A to co? – zdziwiłem się, przystawiając sobie korek do nosa. Uderzył mnie piękny zapach szarlotki.

– Postanowiłam, że zrobię sobie prezent.

– Wrócę kiedyś do domu i pomyślę, że pieczesz ciasto! – zażartowałem.

Uśmiechnęła się, ale nie tak jak kiedyś. Już od dłuższego czasu śmiała się, ale bez tych charakterystycznych dołeczków wokół oczu.

Podobają ci się? Nigdy bym nie przypuszczała, że świat perfum skrywa tyle tajemnic.

– Są w nich... te nuty serca czy coś – zabrzmiało to głupio, ale chciałem na siłę być romantykiem.

– Tak jest, między innymi.

– A moim sercem jesteś ty.

Prychnęła i zamknęła butelkę perfum. Zarzuciła włosy do tyłu i wyszła z pokoju. Zignorowałem to i przeszedłem do zwykłych zajęć.

– Kochanie, znowu jakiś nowy nabytek? Same słodkości. Widzę, że wkręciłaś się w jeden typ zapachów. Pachniesz przepięknie – komplementowałem ją na każdym kroku.

– Takie podobają mi się najbardziej.

O dziwo, nagle spodobały jej się również malowidła. Widziałem ją w szmince może kilka razy w życiu. Od jakiegoś czasu zaczęła jednak nosić subtelne kolory, których nie zauważałem, dopóki nie poczułem smaku na ustach.

– „Make up no make up” – wyjaśniała enigmatycznie.

– W makijażu i bez niego jesteś równie piękna. Ale te perfumy... są tak kuszące. Aż mam ochotę...

Ale ona odsunęła się ode mnie. Trochę się zdziwiłem.

Stroiła się, ale chyba nie dla mnie...

Kamilę widziałem coraz częściej przed lustrem. Przymierzała ciuchy, zamiast po prostu wybierać losowe rzeczy z szafy. Przekonała się nawet do obcasów. Wyglądała całkiem śmiesznie, gdy próbowała paradować w wysokich szpilkach. Nawet na naszym ślubie miała na sobie płaskie buty, które wyglądały bardziej jak obuwie na komunię.

Dla kogo się tak stroisz? – spytałem pewnego dnia, odgarniając włosy Kamili i szarmancko całując ją w szyję. Od razu poczułem piękny zapach słodyczy.

– Oczywiście, że dla ciebie – odpowiedziała zdawkowo.

Nic na to nie wskazywało. Czułem wręcz, że oddalamy się od siebie, a małżeńskie łoże grzaliśmy jedynie podczas snu.

Pachniesz jak najpiękniejszy cukiereczek – komplementowałem żonę. Bez skutku. Zaczęła coraz częściej się ode mnie odsuwać.

„One wszystkie robią to dla facetów. Żeby chociaż robiły to dla siebie” – wspomniałem słowa żony. Kamila powiedziała wprost, że robi to dla mnie, ale wiedziałem, że to wierutne kłamstwo. Byłem jednak za głupi, żeby przyznać sam przed sobą, że może mieć kochanka.

Wychodzę – powiedziała któryś raz z rzędu.

– Przypomnij, idziesz z...

– Przecież ci mówiłam. Wychodzę z Olą i Marzeną. Takie kółko miłośniczek niszowych perfum. Pewnie wymienimy się zapachami, mogę przyjść z czymś nowym.

Jeszcze się nie zdarzyło, żeby ubyło perfum w jej kolekcji. Słodkich zapachów za to ciągle przybywało.

Tym razem postanowiłem wsiąść do taksówki i pojechać za nią. Czułem się jak skończony idiota i najgorszy mąż świata, ale nie mogłem już znieść tego całego napięcia. Niczym szpieg ukryłem się w rogu przeszklonego lokalu. Przy stole obok mojej żony, zamiast Oli i Marzeny, dostrzegłem przystojnego mężczyznę. Właśnie wręczał jej butelkę perfum.

Próbowała mydlić mi oczy

– Cześć, a gdzie Ola i Marzena? Dziś nie przyjdą na kółko wzajemnej adoracji? – zaskoczyłem sam siebie, wparowując do knajpy i wystrzelając z tym tekstem.

Kamila spojrzała na mnie wystraszona. Facet obok zrobił wyraz twarzy nieskalany jedną myślą. Chciałem atakować dalej.

To jest Andrzej... Sprzedawca perfum. Kupuje unikatowe sztuki i rozprowadza je dalej. On...

– Sprzedawca? Kamila, więc to tak chcesz się bawić? – powiedział facet, jeszcze zanim zdążyłem przetworzyć słowa żony.

– A więc nie sprzedawca. To kim pan jest? – zwróciłem się do Andrzeja.

– Byłem przekonany, że Kamila weźmie z panem rozwód.

Wyprowadziłem żonę z restauracji. Zaczęła tłumaczyć się jak głupia.

– Pierwszy raz w życiu poczułam się jak kobieta. Tak, stroiłam i psikałam się perfumami dla niego, bo czułam, że to na niego działa! O ciebie nigdy nie musiałam zabiegać i może w tym leżał problem!

Zgłupiałem. Całe życie doceniałem żonę i jej naturalne piękno. Nie obchodziły mnie inne kobiety. Sama zarzekała się, że nie potrzebne jej perfumy i makijaż. Więc jak jest w końcu? Świat kobiet jest dla mnie jednym wielkim paradoksem!

– Bo nie musiałaś! Miałaś mnie jak w garści!

– No właśnie! I to mi się znudziło!

Z knajpy po chwili wyszedł Andrzej. Postanowiłem zostawić gołąbeczki same. Po co miałbym ciągnąć ją do domu?

Od tamtej chwili minął ponad tydzień. Przeniosłem się do rodziców i nie odbieram telefonów żony. Zastanawiam się, czy popełniłem gdzieś błąd. Teraz muszę zastanowić się, czy rozwód będzie wybawieniem, czy właśnie pomyłką...

Karol, 42 lata

Reklama

Czytaj także:
„Na 10. rocznicę ślubu mąż przygotował niespodziankę życia. W eleganckim pudełku wcale nie kryły się luksusowe perfumy”
„Ja harowałam, żeby dzieci miały co jeść, a mąż zabawiał się z inną. Może to błąd, że mu wybaczyłam?”
„Wydałem majątek na luksusy kochanki, by zrobić wrażenie. Nawet się nie spostrzegłem, jak zostałem w samych slipach”

Reklama
Reklama
Reklama