„Urządziliśmy góralskie wesele na Podhalu. Rodzina będzie je wspominać latami tylko dzięki temu, co zrobił mój teść”
„Podeszła do teścia, zamiast standardowego uścisku dłoni, chwyciła go za oba ramiona i powiedziała coś szeptem. Zobaczyłam, jak twarz mojego teścia – zwykle szara i bez wyrazu – nagle nabrała koloru. Uśmiechnął się”.

To miał być najpiękniejszy dzień mojego życia. Zimowe Zakopane, skrzypiący pod butami śnieg, zapach palonego drewna i oscypka z żurawiną. Byłam pewna, że jedynym zmartwieniem będzie to, czy goście nie zmarzną podczas sesji zdjęciowej na tarasie.
Marzyłam o tym
Zawsze marzyłam o ślubie zimą. Większość dziewczyn chce plaży, słońca i lekkich sukienek na ramiączkach, ale ja chciałam futrzanych etoli, kuligów z pochodniami i tej magicznej atmosfery, którą mają tylko polskie Tatry w styczniu. Kiedy Olek mi się oświadczył, wiedziałam, że to musi być tam. Wynajęliśmy luksusowy, drewniany dworek na uboczu, z widokiem na Giewont. Kosztowało to fortunę, ale rodzice Olka, a właściwie jego ojciec, pokryli większość wydatków.
Mój przyszły teść był… specyficzny. To ten typ mężczyzny, którego mijasz na ulicy i nie zapamiętujesz. Szary, cichy, zawsze w garniturze, który wydawał się odrobinę za duży, jakby sam właściciel chciał w nim zniknąć. Był chodzącym bankomatem dla swojej żony i w sumie też dla nas. Nigdy nie narzekał, nigdy się nie sprzeciwiał. Kiedy teściowa decydowała, że ściany w ich domu mają być przemalowane na beż, malował. Kiedy decydowała, że jadą na wakacje do Egiptu, mimo że on nienawidził upałów, pakował walizki.
Teściowa to z kolei inna historia. Kobieta-bluszcz, ale taki z kolcami. Elegancka, zadbana, z wiecznie idealną fryzurą i uśmiechem, który nie obejmował oczu. To ona organizowała wszystko.
– Nikola, kochanie, czy ty na pewno chcesz te serwetki w odcieniu ecru? Wyglądają na brudne – powiedziała, pijąc kawę w mojej kuchni miesiąc przed ślubem.
– Tak, mamo, pasują do drewna – odpowiedziałam, zaciskając zęby.
– No cóż. Twoje wesele, twoja wpadka – rzuciła lekko, poprawiając nienaganny mankiet.
Było mi go żal
Olek, mój narzeczony, a teraz już mąż, zawsze bagatelizował zachowanie matki. „Ona już taka jest”, „Przesadzasz”, „Chce dobrze”. Nie widział tego, co ja. Nie widział, jak teściowa publicznie upokarzała teścia przy każdej okazji.
– Waldemar, nie siorb – przy niedzielnym obiedzie.
– Boże, spójrz na siebie, jak ty wyglądasz w tej koszuli, jak sierota – przy znajomych.
– Gdyby nie ja, to byś zgnił w tym swoim biurze – to był jej standardowy tekst.
A teść tylko spuszczał wzrok, przepraszał cicho i znikał w sobie. Moim drugim problemem była Kinga. Nie była moją najlepszą przyjaciółką, była raczej koleżanką z liceum, z którą utrzymuje się kontakt, bo głupio go zerwać. Była szalona. Zmieniała facetów jak rękawiczki, miała głośny śmiech, tatuaże w widocznych miejscach i zero filtra w ustach.
Poprosiłam ją o bycie druhną w chwili słabości, kiedy moja siostra oznajmiła, że jest w zaawansowanej ciąży i nie da rady ogarniać obowiązków świadkowej. Kinga przyjechała do Zakopanego dzień wcześniej, już lekko wstawiona atmosferą i winem z piersiówki.
– Ale tu sztywno, co? – szepnęła mi na ucho podczas próbnej kolacji, patrząc na teściową, która akurat rugała kelnera za źle ułożone sztućce.
– Błagam cię, Kinga. Tylko żadnych scen – prosiłam.
– Spokojnie, Niki. Będę grzeczna. Ale ten twój teść… – zawiesiła głos, patrząc na teścia, który siedział w kącie sali.
Była nieprzewidywalna
– Co z nim?
– Ma strasznie smutne oczy. Jak zbity pies. Ktoś powinien go przytulić.
Zaśmiałam się wtedy nerwowo. Kinga i jej psychologiczne analizy po dwóch drinkach. Dzień ślubu był mroźny, ale słoneczny. Kościółek na Jaszczurówce wyglądał jak z bajki. Kiedy szłam do ołtarza, czułam się jak księżniczka. Olek płakał, ja płakałam. Wszystko było idealne. No, prawie.
Podczas składania życzeń zauważyłam dziwną interakcję. Kiedy Kinga podeszła do rodziców Olka, by złożyć gratulacje nowej rodzinie, teściowa zmierzyła ją wzrokiem pełnym pogardy – Kinga miała dość głęboki dekolt i czerwoną szminkę, co w oczach mojej teściowej było zbrodnią. Podała jej rękę jak śniętą rybę.
Ale kiedy Kinga podeszła do teścia, zamiast standardowego uścisku dłoni, chwyciła go za oba ramiona i powiedziała coś szeptem. Zobaczyłam, jak twarz mojego teścia – zwykle szara i bez wyrazu – nagle nabrała koloru. Uśmiechnął się. Nie tym swoim przepraszającym półuśmiechem, ale tak szczerze, kącikami oczu.
– Co ona mu powiedziała? – zapytałam Olka, gdy wsiadaliśmy do limuzyny.
– Kto? Kinga? Pewnie jakiś głupi żart. Wiesz, jaka ona jest – machnął ręką Olek, zbyt zajęty poprawianiem butonierki.
Przeczuwałam kłopoty
Wesele rozkręciło się na dobre. Kapela góralska rżnęła ile sił w strunach, wódka lała się strumieniami, stoły uginały się od mięsiw. Teściowa brylowała. Chodziła od stolika do stolika, zbierając komplementy za organizację, choć to ja wszystko organizowałam. Teść siedział przy głównym stole, skubiąc pstrąga. Około godziny 22 sytuacja zaczęła się zagęszczać. Teściowa, chyba po trzecim kieliszku wina, zaczęła głośno komentować zachowanie męża.
– Waldek, przestań się garbić, ludzie patrzą. Zachowuj się jak mężczyzna, a nie jak worek kartofli – syknęła tak głośno, że usłyszeli to moi rodzice siedzący obok.
Zapadła niezręczna cisza. Teść odłożył widelec. Jego ręka drżała.
– Muszę się przewietrzyć – powiedział cicho i wstał.
– Tylko nie wracaj śmierdzący papierosami! – krzyknęła za nim.
Spojrzałam na Kingę. Jej miejsce było puste. Minęła godzina. Zaczęły się oczepiny. Wodzirej wołał rodziców pary młodej na środek.
– Zapraszamy mamę Barbarę i tatę Waldemara!
Nigdzie go nie było
Wyszła teściowa, promienna, udająca, że wszystko jest świetnie.
– Mąż zaraz wróci – powiedziała do mikrofonu.
Ale teścia nie było. Zaczęłam się denerwować. Nie dlatego, że bałam się o niego, ale dlatego, że wiedziałam, jaką awanturę zrobi teściowa, jeśli on zepsuje jej show.
– Olek, znajdź ojca – szepnęłam.
– Bawi się pewnie z wujkami na papierosie. Daj spokój, Niki, tańczymy! – Olek był już w stanie błogim.
Musiałam wziąć sprawy w swoje ręce. Podniosłam swoją ciężką suknię i ruszyłam w stronę wyjścia na taras. Na zewnątrz panował siarczysty mróz. Para buchała mi z ust. Muzyka ze środka była przytłumiona, słyszałam tylko basy i tupot nóg. Rozejrzałam się. Na tarasie nikogo. Przed wejściem palili tylko jacyś dalecy kuzyni.
– Widzieliście mojego teścia? – zapytałam.
– Poszedł tam, w stronę saun – jeden z nich wskazał na mały, drewniany domek oddalony o jakieś 50 metrów od głównego budynku.
Dziwne. Po co miałby iść do sauny w środku wesela? Ruszyłam tam, a śnieg chrzęścił głośno pod moimi szpilkami, które zapadały się w zaspy. Byłam wściekła. Myślałam tylko o tym, że rujnuje mi harmonogram imprezy.
Dosłownie oniemiałam
Domek z sauną był oświetlony ciepłym, żółtym światłem. Drzwi były lekko uchylone. Kiedy podeszłam bliżej, usłyszałam głosy. Nie kłótnię. Nie krzyki. Usłyszałam śmiech. Głęboki, męski śmiech, jakiego nigdy nie słyszałam z ust mojego teścia. I kobiecy chichot. Serce podeszło mi do gardła. Pchnęłam drzwi.
Weszłam do przedsionka sauny. Było tam ciepło, pachniało eukaliptusem i drewnem. Na ławce, wyłożonej ręcznikami, siedział teść. Nie miał marynarki, krawat był poluzowany, koszula rozpięta pod szyją. W jednej ręce trzymał szklankę z whisky, a w drugiej… dłoń Kingi. Ona siedziała obok niego, opierając głowę na jego ramieniu. Nie robili nic obscenicznego w sensie fizycznym. Nie byli nadzy, ale intymność tej sceny uderzyła mnie mocniej, niż gdybym przyłapała ich w łóżku. Patrzyli na siebie z taką czułością, jakiej ja i Olek – idealna para – chyba nigdy nie mieliśmy.
– Tato?! – wyrzuciłam z siebie.
Odskoczyli od siebie jak oparzeni. Kinga poprawiła włosy, ale nie spuściła wzroku. Teść wstał, ale o dziwo… nie wyglądał na przerażonego. Wyglądał na spokojnego.
– Nikola… – zaczął.
– Co wy tu robicie?! Wszyscy was szukają! Matka Olka zaraz dostanie szału! Oczepiny trwają! – krzyczałam, czując, jak łzy złości napływają mi do oczu. – Kinga, ty?! Z moim teściem?! W dniu mojego ślubu?!
Była wściekła
W tym momencie drzwi za mną otworzyły się z hukiem. W drzwiach stała teściowa, za nią Olek i kilkoro gości, którzy musieli zauważyć, że wybiegłam. Teściowa musiała iść za mną. Jej twarz wykrzywił grymas, który trudno opisać. To nie był ból zdradzonej żony. To była wściekłość właściciela, któremu pies urwał się ze smyczy.
– Co to ma znaczyć?! – wrzasnęła, a jej głos rozszedł się po małym pomieszczeniu jak uderzenie bata. – Co ty wyprawiasz z tą…
Spojrzała na Kingę z taką nienawiścią, że aż mnie zmroziło. Potem przeniosła wzrok na Waldemara.
– Wstawaj i wracaj na salę. Natychmiast. Porozmawiamy w domu o tym, jak bardzo mnie upokorzyłeś. Jesteś żałosny. Jesteś obrzydliwym, starym zboczeńcem. Zawsze wiedziałam, że jesteś nikim, ale to? To jest dno!
Olek stał w progu blady jak ściana.
– Tato… powiedz, że to pomyłka – wyjąkał.
Teściowa nie dawała za wygraną. Podeszła do teścia i uderzyła go w twarz. Plask był głośny i suchy.
– Ruszaj się! Masz przeprosić gości i udawać, że nic się nie stało, ty bezużyteczny…
Postawił jej się
To był moment, którego nie zapomnę do końca życia. Mój teść, ten cichy człowiek, który zawsze przepraszał za to, że żyje, nagle wyprostował się. Złapał swoją zonę za nadgarstek, kiedy próbowała uderzyć go drugi raz. W saunie zapadła martwa cisza. Słychać było tylko syczenie pary z pieca w drugim pomieszczeniu.
– Nie – powiedział głośno i wyraźnie.
– Co ty powiedziałeś? – teściowa była w szoku.
– Powiedziałem: nie. Nie wrócę na salę. Nie będę nikogo przepraszał. I nie wrócę do domu.
Puścił jej rękę z odrazą. Spojrzał na Olka, potem na mnie, a na końcu zatrzymał wzrok na teściowej.
– Przez ponad trzydzieści lat mnie niszczyłaś każdego dnia. Każde słowo, które wypowiadałaś w moim kierunku, miało mnie pomniejszyć. Miało sprawić, bym czuł się jak nikt. Zabrałaś mi moją godność, moich przyjaciół, moje pasje. Stałem się twoim podnóżkiem, twoim bankomatem i workiem treningowym dla twoich kompleksów.
Wszystko wyznał
Teściowa otworzyła usta, by przerwać, ale on podniósł głos. To był ryk lwa.
– Teraz ja mówię! – wrzasnął tak, że teściowa cofnęła się o krok. – Wiesz, co robiliśmy tutaj z Kingą? Rozmawialiśmy. Po prostu rozmawialiśmy. Ona zapytała mnie, co lubię robić. Zapytała, jak się czuję. Podała mi ogień do papierosa i nie skrzywiła się z obrzydzeniem. Przez godzinę czułem się przy niej bardziej człowiekiem niż przez trzydzieści lat przy tobie.
Spojrzał na Kingę z wdzięcznością, która łamała serce.
– Nie spałem z nią, ale wiesz co? Chciałbym być z kimś, kto nie traktuje mnie jak śmiecia. Masz rację, jestem żałosny, bo pozwoliłem ci na to wszystko przez te wszystkie lata. Bo myślałem, że tak wygląda małżeństwo. Że trzeba trwać dla dobra syna.
Spojrzał na Olka.
– Przepraszam cię, synu. Zepsułem ci wesele. Ale jeśli wrócę z nią do domu, to zginę. Ja już nie mam siły.
Odwrócił się, wziął swoją marynarkę z wieszaka, chwycił Kingę za rękę i powiedział:
– Chodźmy stąd.
Wszyscy osłupieli
Minęli osłupiałą teściową, minęli zszokowanego Olka, mnie i wyszli w mroźną noc, zostawiając nas w cieple sauny, które nagle stało się nie do zniesienia. Reszta wesela była farsą. Teściowa dostała ataku histerii, ale nie z żalu, tylko z powodu skandalu. Krzyczała, że zniszczymy jej reputację, że jej mąż jest nienormalny.
Olek siedział przy stole i pił wódkę szklankami, patrząc w jeden punkt. Ja próbowałam ogarnąć gości, którzy szeptali po kątach. Muzyka grała, ludzie jedli, ale magia prysła. Widziałam te spojrzenia. Wszyscy wiedzieli. Plotka rozeszła się błyskawicznie.
Następnego dnia rano, przy śniadaniu, atmosfera była grobowa. Teściowej nie było – zamknęła się w pokoju. Teść nie wrócił na noc. Dopiero po południu dostałam SMS-a od Kingi: „Przepraszam cię, Niki. Wiem, że to wygląda strasznie, ale on płakał. On po prostu płakał i mówił, że nie ma po co żyć. Nie mogłam go tam zostawić samego”.
Dziś, dwa lata po tamtym wydarzeniu, patrzę na to inaczej. Moi teściowie są po rozwodzie. To była brudna walka o majątek, którą rozpętała teściowa. Teść zostawił jej dom, samochód, większość pieniędzy. Chciał tylko świętego spokoju.
Nie żałuję
Mieszka teraz w małym mieszkaniu w bloku. Spotyka się z Kingą. Są parą, mimo 25 lat różnicy. Nigdy nie widziałam go szczęśliwszego. Zaczął łowić ryby, znowu się uśmiecha, nie garbi się. Kinga przy nim też się zmieniła – uspokoiła się, przestała szukać wrażeń. Wyglądają dziwnie razem, ale są… prawdziwi.
Olek długo nie mógł wybaczyć ojcu, ale ostatnio, kiedy byliśmy u niego na obiedzie i zobaczyliśmy, jak Kinga nakłada mu dokładkę pierogów, a on całuje ją w rękę z wdzięcznością – Olek ścisnął moją dłoń pod stołem.
– Chyba nigdy nie widziałem ojca, żeby się tak uśmiechał przy matce – szepnął.
Moje wesele było katastrofą. Było skandalem sezonu w naszej rodzinie, ale czasem trzeba trzęsienia ziemi, żeby zburzyć więzienie, w którym ktoś tkwił całe życie. Gdy patrzę teraz na moje ślubne zdjęcia, nie widzę już tylko pięknej sukni i gór. Widzę moment, w którym wszystko się posypało, żeby wreszcie mogło ułożyć się tak, jak trzeba. I szczerze? Nie żałuję.
Nikola, 29 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Dla wnuków byłem dziadkiem, który nie nadąża za pędzącym światem. Nowa sąsiadka odnalazła we mnie duszę nastolatka”
- „Podczas ferii odkryłam, że jestem w ciąży. Ojciec dziecka uznał, że wybrałam kiepski moment”
- „Chciałam, żeby dzieci choć raz miały lepsze ferie. Z naszym budżetem mogę zapomnieć o weekendzie w Tatrach”

