Reklama

Zawsze uważałem, że w życiu można liczyć głównie na siebie. Zbyt wcześnie zrozumiałem, jak bardzo ludzie potrafią zmieniać się pod wpływem pieniędzy – jak nagle stają się milsi, bardziej wyrozumiali, bardziej kochający. Dlatego kontrola nad finansami dawała mi spokój. Natalia nigdy nie domagała się więcej, nigdy nie naciskała, godziła się na wyrzeczenia. I właśnie ten jej spokój sprawiał, że w środku czułem niepokój, którego nie umiałem nazwać.

To miał być mały test

O premii dowiedziałem się w zwykły wtorkowy poranek, między jednym spotkaniem a drugim. Kierownik zamknął za sobą drzwi, spojrzał na mnie z tym charakterystycznym uśmiechem i powiedział kwotę. Przez moment nie zareagowałem. Skinąłem tylko głową, jakby chodziło o coś oczywistego, a nie o duże pieniądze, które mogłyby zmienić naszą codzienność. Wracając do biurka, czułem, jak zamiast radości pojawia się napięcie. W głowie od razu zaczęły układać się scenariusze.

„A jeśli jej powiem?” – myślałem. „Co się zmieni? Czy zacznie planować, oczekiwać, liczyć?”

Tego samego wieczoru Natalia stała w kuchni, krojąc warzywa na kolację. Wyglądała na zmęczoną po pracy, ale gdy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się lekko.

– Jak minął dzień? – zapytała.

– Normalnie – odpowiedziałem zbyt szybko.

Zatrzymała nóż i spojrzała na mnie uważniej.

– Coś się stało?

– Nie, naprawdę. Dużo pracy miałem – rzuciłem, zdejmując marynarkę.

Wtedy po raz pierwszy świadomie postanowiłem nic nie mówić. Jeszcze nie teraz. Leżąc później w łóżku, patrzyłem w sufit i tłumaczyłem sobie, że to rozsądne. Że to nie kłamstwo, tylko ostrożność. Przecież pieniądze potrafią namieszać nawet w najlepszych relacjach. A ja chciałem chronić to, co mieliśmy.

„Jeśli Natalia jest ze mną dla mnie, nic się nie zmieni” – powtarzałem w myślach. „A jeśli nie… lepiej dowiedzieć się teraz”.

Następne dni mijały normalnie. Opłacaliśmy rachunki, planowaliśmy zakupy, rozmawialiśmy o drobiazgach. A ja coraz częściej łapałem się na tym, że analizuję każde jej słowo, każdy gest. Jakby była częścią eksperymentu, którego zasad nie znała.

– Może w weekend pojedziemy do moich rodziców? – zaproponowała któregoś wieczoru. – Dawno u nich nie byliśmy.

– Zobaczymy, jak będę stał z pracą – odpowiedziałem.

Pokiwała głową, bez pretensji. I znów poczułem ulgę pomieszaną z dziwnym ukłuciem. Wmawiałem sobie, że to chwilowe. Że test musi potrwać, żeby był wiarygodny. Że robię to dla nas. Nie widziałem jeszcze, jak cienka była granica między ostrożnością a brakiem zaufania.

Obserwowałem żonę

Każdego ranka wychodziłem do pracy z tą samą myślą, że dziś nic się nie zmieni, a wieczorem wracałem z poczuciem, że znów zdała test. Natalia wciąż liczyła wydatki, odkładała drobne zakupy na później, proponowała tańsze rozwiązania. Patrzyłem na to z mieszaniną dumy i napięcia.

– Może w tym miesiącu odpuścimy ten wyjazd? – powiedziała pewnego wieczoru, siedząc przy stole z notesem. – Dach znowu przecieka, trzeba coś z tym zrobić.

– Jak uważasz – odpowiedziałem, udając obojętność.

Widziałem, ile ją to kosztowało. Lubiła te krótkie wyjazdy, dawały jej oddech. A jednak nie naciskała. Zamiast tego przekładała kartki, robiła notatki, szukała oszczędności. W mojej głowie od razu pojawiała się myśl: „Widzisz? Nie zależy jej na luksusach. Jest fair”.

Tylko że nocami coraz trudniej było mi zasnąć. Leżałem obok niej i słuchałem jej spokojnego oddechu, a w środku czułem coś, co przypominało wstyd. Kiedyś zapytała mimochodem:

– Karol, martwi cię coś ostatnio?

– Dlaczego pytasz?

– Jesteś jakiś nieobecny ostatnio – odpowiedziała cicho.

Zaśmiałem się krótko.

– Wymyślasz. Po prostu dużo myślę o pracy.

Przyjęła to bez sprzeciwu, ale zauważyłem, że od tamtej rozmowy częściej milkła. Wracała z pracy zmęczona, siadała na kanapie i patrzyła w okno, jakby zbierała myśli. Raz przyłapałem ją, jak rezygnuje z nowej kurtki, choć stara była już wyraźnie zużyta.

– Nie potrzebuję – rzuciła szybko, gdy zapytałem.

A ja znów zapisałem to sobie jako dowód jej uczciwości. Jednocześnie czułem, jak rośnie we mnie coś nieprzyjemnego. Poczucie kontroli, które początkowo dawało mi spokój, zaczęło mieszać się z poczuciem wyższości. Ja wiedziałem więcej. Ja decydowałem. A jednak im dłużej trwała ta gra, tym częściej łapałem się na myśli, że robię źle. Czasami miałem ochotę wszystko przerwać, powiedzieć prawdę i zobaczyć ulgę w jej oczach, ale wtedy wracał lęk. A jeśli właśnie wtedy coś by się zmieniło? Więc milczałem dalej, tłumacząc sobie, że to tylko jeszcze trochę. Że muszę być pewny.

Rozmawialiśmy jak obcy ludzie

Pierwszy raz poczułem, że grunt zaczyna mi się usuwać spod nóg, gdy Natalia przestała pytać o plany, a zaczęła pytać o fakty. Nie było w tym pretensji, raczej ostrożność, jakby bała się dotknąć czegoś kruchego.

– Karol, jak właściwie idzie ci w pracy? – zapytała pewnego wieczoru, nalewając herbatę do kubków. – Ostatnio dużo się zmienia?

Wzruszyłem ramionami.

– Jak zwykle. Projekty, terminy.

Postawiła kubek na stole, usiadła naprzeciwko mnie i przez chwilę milczała.

– Pytam, bo… – zawahała się. – Mam wrażenie, że coraz częściej wszystko odkładamy. Jakbyśmy cały czas byli w trybie „poczekajmy”.

Poczułem ukłucie irytacji.

– Przesadzasz. Po prostu trzeba być rozsądnym.

– Rozsądnym albo zamkniętym – odpowiedziała ciszej, spuszczając wzrok.

Zacząłem odpowiadać półprawdami. Mówiłem, że czasy są niepewne, że lepiej mieć zapas, że inni też tak robią. Natalia słuchała uważnie, ale jej twarz robiła się coraz bardziej napięta.

Kilka dni później spotkała się z Iwoną. Wiedziałem, bo powiedziała o tym mimochodem.

– Iwona pytała, czy wszystko u nas w porządku – rzuciła, zapinając płaszcz.

– I co jej odpowiedziałaś? – zapytałem zbyt szybko.

Spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem.

– Że tak. A co miałam powiedzieć?

Wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że to nie pieniądze są problemem. To moje milczenie zaczynało ją uwierać. Coraz częściej łapałem się na tym, że obserwuję jej reakcje z niepokojem, a nie satysfakcją. Każde pytanie odbierałem jak zagrożenie dla mojego planu.

– Dlaczego tak się denerwujesz? – zapytała kiedyś wprost. – Przecież tylko rozmawiamy.

– Bo ciągle drążysz – odburknąłem.

Zamilkła. Wstała od stołu i poszła do sypialni, zostawiając mnie samego z myślą, że coś pęka. Leżąc później obok niej, bałem się już nie tego, że będzie chciała więcej. Bałem się, że kiedy pozna prawdę, zobaczy we mnie kogoś obcego. Test wymykał mi się spod kontroli, ale wciąż nie potrafiłem go przerwać.

Żona poznała prawdę

Stało się to w sposób banalny, wręcz głupi. Tomasz wpadł do nas niespodziewanie w sobotnie popołudnie, oddać dokumenty, które przypadkiem zabrał z biura. Natalia robiła herbatę, ja przeglądałem coś w telefonie, udając spokój.

– Dobrze, że cię widzę – rzucił Tomasz z uśmiechem. – Jeszcze raz gratuluję tej gigantycznej premii. Mało kto u nas dostał coś takiego.

Poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy.

Jakiej premii? – głos Natalii był spokojny aż do bólu.

Tomasz zamilkł. Spojrzał na mnie, potem na nią. Zrozumiał.

– Ja… chyba powinienem już iść – wymamrotał, zbierając się w pośpiechu.

Drzwi zamknęły się cicho, a w mieszkaniu zapadła cisza. Natalia powoli usiadła przy stole. Nie krzyczała, nie płakała. To było gorsze.

– Ile? – zapytała po chwili.

Usiadłem naprzeciwko niej, czując, że nie mam już gdzie uciec.

– Kilka tysięcy – odpowiedziałem cicho. – Ale to nie tak, jak myślisz.

– To w takim razie jak? – spojrzała mi prosto w oczy.

Zacząłem mówić. O strachu, o testowaniu, o tym, że chciałem być pewny. Słowa wypływały ze mnie chaotycznie, jakby im dłużej mówiłem, tym bardziej pogrążałem się sam.

Chciałem sprawdzić, czy mnie kochasz, czy… to, co mogę dać – dodałem na końcu.

Natalia wstała. Przeszła kilka kroków, zatrzymała się przy oknie.

– Przez miesiące patrzyłeś, jak rezygnuję z rzeczy, które były dla mnie ważne – powiedziała spokojnie. – I uznałeś to za dowód miłości?

– Myślałem, że tak jest bezpieczniej – wyszeptałem.

Odwróciła się. W jej oczach nie było złości. Był ból, którego wcześniej u niej nie widziałem.

– Wiesz, co jest najgorsze? – zapytała. – Nie to, że nie powiedziałeś mi o pieniądzach. Tylko to, że przez cały ten czas mnie oceniałeś.

Nie potrafiłem odpowiedzieć. W tamtej chwili zrozumiałem, że nie sprawdzałem jej uczuć. Sprawdzałem własną potrzebę kontroli. A ona zapłaciła za to zaufaniem, którego już nie byłem pewien, czy kiedykolwiek odzyskam.

Zawiodłem żonę

Po tamtej rozmowie nic nie wróciło na swoje miejsce. Natalia nie spakowała walizki, nie zrobiła sceny. Została, ale między nami pojawiła się cisza, której nie potrafiłem zagadać ani pieniędzmi, ani przeprosinami. Każde „przepraszam” brzmiało w moich uszach jak kolejne usprawiedliwienie, a nie realna skrucha.

Próbowałem tłumaczyć, że bałem się przeszłości, że kiedyś już zostałem wykorzystany, że chciałem dobrze. Słuchała, kiwała głową, ale widziałem, że to do niej nie dociera.

– Karol – powiedziała w końcu któregoś wieczoru – ja nie potrzebuję testów. Potrzebuję partnera.

Te słowa zostały ze mną na długo. Zrozumiałem, że zaufanie nie jest nagrodą za dobre zachowanie ani czymś, co można zmierzyć czasem i obserwacją. Albo się je daje, albo nie ma go wcale. A ja, chowając pieniądze, schowałem coś jeszcze – własną gotowość, by być uczciwym do końca.

Nie wiem, czy Natalia kiedykolwiek mi wybaczy. Wiem tylko, że nawet jeśli kochała mnie bez względu na stan konta, ja sam postawiłem warunek tam, gdzie powinno być zaufanie. I to jest rachunek, którego nie da się spłacić żadną premią.

Karol, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama