Nigdy nie sądziłem, że spadek po ciotce będzie miał tak olbrzymi wpływ na moje życie uczuciowe. Że tak wyraźnie pokaże prawdę o mojej dziewczynie, której wcześniej nie chciałem widzieć. Ciotka Halina nie miała dzieci, ale kiedy po jej śmierci dostałem telefon od notariusza, myślałem, że zostawiła mi jakąś starą komodę albo porcelanę. Okazało się, że zapisała mi spore oszczędności i mieszkanie w dobrej dzielnicy. Nagle na moim koncie pojawiła się kwota, o jakiej mogłem tylko pomarzyć.

WIDEO…

player placeholder

Chciałem powiedzieć Monice

Pamiętam, jak wracałem tamtego dnia do domu. Byłem podekscytowany, chciałem kupić szampana i świętować z dziewczyną. Ale wchodząc do naszego wynajmowanego mieszkania, usłyszałem jej głos z kuchni.

– Znowu to samo – narzekała do słuchawki. – Kuba znowu mówi, że musi oszczędzać. Mam dość tych wiecznych wyrzeczeń, Gośka. Inni jeżdżą na wakacje, jedzą na mieście, a on liczy każdy grosz w dyskoncie.

Zobacz także:

Stanąłem w przedpokoju i poczułem dziwny uścisk w żołądku. To nie był pierwszy raz, kiedy Monika narzekała na brak pieniędzy. Oboje zarabialiśmy przeciętnie, ale zawsze starałem się, żeby niczego nam nie brakowało. Może nie chodziliśmy do drogich restauracji, ale mieliśmy siebie. Tak przynajmniej myślałem. Wtedy postanowiłem, że nie powiem jej o spadku. Byliśmy razem od pół roku i wciąż nie miałem pewności, co ona do mnie czuje. Pieniądze mogłyby te uczucia rozgrzać, ale przecież to nie o to chodziło.

Miały dni, a potem tygodnie. Układało nam się dobrze, ale z czasem Monika coraz częściej narzekała na pieniądze. Wracała z pracy coraz bardziej zirytowana, szukała nowej, ale jednocześnie nic jej nie pasowało. Naciskała, żeby ja też zaczął szukać lepiej płatnej, ale ja lubiłem swoją robotę i wiedziałem że trzeba czasu, cierpliwości i doświadczenia, żeby zacząć zarabiać więcej.

Najtrudniejsze było porównywanie. Monika chciała kupić nowe buty na jesień i zamiast to zrobić, narzekała, że jej koleżance Pati chłopak dał w prezencie skórzane botki i wełniany płaszcz. Kiedy zabierałem ją na randkę, marudziła, że na lody to chodzą dzieci, a ona by chciała iść do teatru i włoskiej restauracji. A kiedy nie miała już czego się czepiać, to zaczynała wytrząsać się nad moją garderobą i wyglądem.

– Kubuś, żal ci nawet na fryzjera? – i to jej „Kubuś” było strasznie protekcjonalne. – Kupiłbyś sobie kilka koszulek, bo te chyba pamiętają jeszcze czasy liceum.

– Lepiej, podstawówki – odgryzłem się.

Monice imponuje kasa

Jakiś czas później odbyła się u mnie w firmie impreza integracyjna. Szef wynajął elegancki lokal. Rysiek był typem człowieka, który lubi się popisywać. Miał pieniądze, drogie samochody i zero skrupułów. Monika poszła ze mną. Kupiła nową sukienkę, a dokładniej zmusiła mnie, żebym to ja jej kupił. W końcu machnąłem ręką.

Na imprezie szybko straciłem ją z oczu. Poszedłem po coś do picia, a kiedy wracałem, zobaczyłem, jak stoi przy stoliku z Ryśkiem. Śmiała się głośno, odrzucając włosy do tyłu w ten sposób, w jaki robiła to, gdy chciała się komuś przypodobać. Szef nachylał się nad nią, mówiąc coś cicho, a ona patrzyła na niego z fascynacją.

– O, Kuba! – zawołał, gdy podszedłem bliżej. – Twoja dziewczyna właśnie opowiadała mi, jak bardzo brakuje jej słońca. Zaproponowałem, że moglibyście kiedyś pożyczyć mój jacht i popływać sobie po Morzy Śródziemnym. Oczywiście, ja stawiam.

Monika spojrzała na mnie, a w jej oczach zobaczyłem błysk, którego wcześniej nie znałem. To nie była tylko wdzięczność, to była kalkulacja.

– Naprawdę, twój szef jest taki hojny – powiedziała szczebiotem. – Nie to, co niektórzy, prawda, Kubuś?

Poczułem, jak krew uderza mi do głowy. Znowu ten „Kubuś”. Miałem ochotę po prostu wyjść.

– Dziękujemy za propozycję, ale damy sobie radę – odpowiedziałem chłodno.

Monika przewróciła oczami i odwróciła się z powrotem do Ryśka. Jeszcze przez jakiś czas śmiała się i flirtowała z nim. Aż wreszcie on się chyba znudził i poszedł zabawiać inne damy z towarzystwa, a Monika resztę wieczoru spędziła, siedząc naburmuszona ze mną przy stoliku.

Pokłóciłem się z dziewczyną

Po powrocie do domu wybuchła awantura.

– Co w ciebie wstąpiło? – krzyczałem, rzucając kurtkę na krzesło. – Flirtowałaś z moim szefem na moich oczach!

– O czym ty mówisz? – oburzyła się. – Po prostu byłam miła! Facet ma klasę i potrafi się zachować, w przeciwieństwie do ciebie. Zrobiłeś mi wstyd, odrzucając jego propozycję.

– Bo nie potrzebuję jałmużny od szefa!

– A czego ty w ogóle potrzebujesz?! – wybuchnęła. – Popatrz, nie masz nic – rozłożyła ręce. Mieszkanie wynajęte, praca za marny grosz i zero perspektyw!

– Jakoś ci to nie przeszkadzało, jak się poznaliśmy – poczułem się dotknięty.

– Wtedy nie, ale mam już dość takiego życia, Kuba. Mam dość odmawiania sobie wszystkiego, patrzenia na zdjęcia koleżanek z wakacji i udawania, że to mi wystarcza. Ja chcę żyć, rozumiesz? A z tobą to tylko wegetacja.

– Skoro tak ci tu źle, to po co tu jeszcze jesteś? – zapytałem, zniżając głos.

Spojrzała na mnie z zaskoczeniem.

– Bo mi zależy na tobie, głupku – powiedziała cicho, ale w jej głosie nie było czułości, tylko rezygnacja. – Ale uczucia nie opłacą rachunków.

– Masz rację. Nie opłacą.

Wyciągnąłem telefon i otworzyłem aplikację bankową. Pokazałem jej ekran.

– Co to jest? – zapytała, mrużąc oczy.

– Mój spadek po ciotce Halinie. Pieniądze i mieszkanie. Dostałem to kilka tygodni temu.

Jej oczy rozszerzyły się, gdy zobaczyła kwotę. Przez chwilę panowała absolutna cisza, przerywana tylko tykaniem zegara na ścianie. W jej spojrzeniu widziałem niedowierzanie, potem szok, a na końcu… ulgę i radość.

Przejrzałem na oczy

– Kuba… dlaczego nic nie powiedziałeś? Przecież to zmienia wszystko! Możemy kupić samochód, pojechać na te wakacje! – podeszła do mnie, próbując mnie przytulić, ale odsunąłem się.

– Zmienia wszystko, tak – powiedziałem wolno. – Ale nie tak, jak myślisz.

Patrzyła na mnie, nie rozumiejąc.

– O czym ty mówisz? – jej głos drżał z niepokoju.

– Chwilę wcześniej flirtowałaś z moim szefem i twierdziłaś, że życie ze mną to „wegetacja”, a teraz chcesz za moje pieniądze kupować auto i jechać na wakacje. O nie, nie, nie…

Monika zamilkła. Patrzyliśmy na siebie, a przepaść między nami rosła z każdą sekundą. Wiedziała, że mam rację. I ja też to wiedziałem.

– Spakuję swoje rzeczy – powiedziałem spokojnie. – Jutro wyprowadzam się do mieszkania ciotki. To wynajmowane zostawiam tobie. Opłacę czynsz do końca miesiąca.

– Nie możesz mi tego zrobić! – zaczęła płakać, ale w jej łzach nie widziałem już smutku po stracie chłopaka, tylko żal za utraconymi pieniędzmi. – Ja cię naprawdę kocham… - łkała.

– Widzisz, nie powiedziałem ci o tym spadku od razu, bo nie wiedziałem, co do nie czujesz. I mówisz mi, że mnie kochasz, dopiero teraz, gdy kasa przelatuje ci koło nosa!

– Jesteś chory! – krzyknęła, a jej twarz wykrzywił grymas. – Testowałeś mnie? Jak jakiegoś szczura w laboratorium?

– Nie musiałem cię testować. Sama oblałaś ten egzamin, kiedy zaczęłaś łasić się do faceta z grubszym portfelem.

Odwróciłem się i poszedłem do pokoju, zamykając za sobą drzwi.

Robię sobie przerwę

Dzisiaj siedzę w starym mieszkaniu ciotki Haliny. Piję kawę z jej ulubionego, siedząc we wzorzystym fotelu w kwiatki i jestem szczęśliwy. Monika dzwoniła kilka razy, pisała wiadomości, próbując namówić mnie na rozmowę, ale ja uważam, że nie mamy już o czym rozmawiać. No cóż, zawiodłem się, ale lepiej teraz niż za kolejne pół roku albo jeszcze później.

Na razie postanowiłem dać sobie czas – pomyśleć o sobie i swojej przyszłości. Pracuję, dostałem podwyżkę, zapisałem się na kilka kursów, gram z kolegami w planszówki. Przede wszystkim jednak robię sobie przerwę od dziewczyn. Żadnych randek, związków i obietnic na przyszłość. Jestem zmęczony i rozczarowany. Za to przygarnąłem kotka. Świetnie się dogadujemy. Nie robi mi żadnych wyrzutów, nie narzeka na mój stan portfela ani na wygląd. Myślę sobie, że kasa nie tylko zmienia ludzi, ale też pokazuje jakimi naprawdę są.

Jakub, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: