Reklama

Osiągnęłam znacznie więcej niż wiele moich koleżanek. Inne matki byłyby dumne, dopingowały mnie na drodze do sukcesu. Ale nie moja. Moja uważała, że, dopóki nie mam męża i dziecka, jestem bezwartościowa.

Reklama

Miałam tego dosyć

Nie wiem, kiedy dokładnie zaczęło mnie to tak irytować. Może wtedy, gdy mama zaczęła zostawiać mi katalogi z sukniami ślubnymi na stole. A może kiedy podczas każdego świątecznego obiadu temat mojej samotności wracał jak bumerang. Czasem było to tylko znaczące spojrzenie, gdy obok mnie siadała kuzynka z mężem i dwójką dzieci, a czasem pasywno-agresywne uwagi:

– Aniu, nie jesteś już najmłodsza… – mówiła na przykład, bawiąc się łyżką w talerzu. – Naprawdę nie uważasz, że czas się pospieszyć?

Zaciskałam wtedy zęby, ale w środku wszystko się we mnie gotowało.

Miałam trzydzieści dwa lata. Pracowałam w firmie konsultingowej, zarabiałam więcej niż większość moich znajomych i miałam naprawdę fajne życie. Nie potrzebowałam małżonka do szczęścia. Ale moja mama uważała inaczej.

Kobieta powinna mieć męża, rodzinę… – marudziła w kółko. – Inaczej życie nie ma sensu.

Gdy zaczęła mi podsyłać numery do synów swoich znajomych, poczułam, że muszę coś zrobić. I wtedy wpadłam na ten pomysł.

– To szaleństwo – powiedział Kuba, gdy opowiedziałam mu o wszystkim.

Kuba był moim kolegą z pracy. Zabawny, przystojny, choć nigdy nas do siebie nie ciągnęło. Kumplowaliśmy się i mieliśmy podobne podejście do życia. Nie wiem, dlaczego najpierw pomyślałam właśnie o nim. Może dlatego, że ufałam, iż nie zrobi niczego głupiego?

– To nie szaleństwo, to desperacja – poprawiłam go. – Po prostu pojawisz się u mojej matki jako mój chłopak, a potem znikniesz.

A jeśli się zakocham? – zapytał z udawanym dramatyzmem.

– No na pewno – spojrzałam na niego drwiąco.

– Żartuję. Dobra, to ile płacisz za takie akcje?

Rzuciłam mu kwotę, którą był skłonny zaakceptować, i tak oto w kilka minut miałam „chłopaka” na rodzinną kolację.

Matka była wniebowzięta

W dzień spotkania moja mama była po prostu zachwycona. Gdy tylko zobaczyła Kubę, zaczęła go wypytywać o wszystko:

Gdzie pracujesz? Jakie masz plany na przyszłość? Ojej, ależ ty jesteś przystojny! – trajkotała.

– Pracuję w korporacji, ale marzę o własnym biznesie – rzucił Kuba, mrugając do mnie, jakbyśmy mieli wspólną tajemnicę.

Był w tym tak dobry, że prawie sama w to uwierzyłam. Cały wieczór upłynął naprawdę całkiem przyjemnie. Matka patrzyła na nas rozanielona. Wiedziałam, że w głowie już snuje wizje naszej wspólnej przyszłości, ale mój plan był jasny: miałam go przyprowadzić, żeby pokazać, że jest prawdziwy, że jestem w stanie poderwać faceta i nie ma ze mną niczego nie tak, jak to lubiła mi zarzucać matka. Potem, po jakichś sześciu miesiącach, powiedziałabym po prostu, że Kuba dostał propozycję pracy po drugiej stronie świata i że zadecydowaliśmy o rozstaniu.

Myślałam, że to udawane spotkanie kupi mi trochę spokoju, przynajmniej na jakiś czas. Niestety, mama się nie zadowoliła jedną taką wizytą.

– Aniu, kochanie, a może wpadniecie do mnie w przyszły weekend? – zaproponowała jeszcze tego samego wieczoru.

– Eee… – zaczęłam się jąkać, ale Kuba wszedł jej w słowo:

Oczywiście, że tak!

Prawie się zakrztusiłam.

Po wyjściu od razu na niego napadłam.

– Kuba, co ty wyprawiasz?!

– Anka, wyluzuj – zaśmiał się. – Widać, że kobieta chce mieć szczęśliwą córkę. Daj jej chwilę radości.

Tylko że ta „chwila” trwała dłużej, niż zakładałam. Mama dzwoniła codziennie, pytając, co „u nas”, czy „jemy razem kolację”, czy „Kuba lubi pierogi, bo ulepiła specjalnie dla niego”.

Kuba najwyraźniej się dobrze bawił, ale ja byłam coraz bardziej poirytowana. Musiałam jakoś zakończyć tę farsę.

Wszystko się skomplikowało

Wtedy stało się coś, czego nie przewidziałam. Kuba zadzwonił do mnie wieczorem:

– Słuchaj, nie wiem, jak ci to powiedzieć… Ale twoja matka polubiła mnie do tego stopnia, że chyba zacząłem jej się bardziej podobać niż ty – powiedział z wyraźnym rozbawieniem.

– Słucham?!

Dzwoniła do mnie. Sama z siebie. Żeby zaprosić mnie na obiad.

– Coś ty zrobił?!

– Nic, chyba po prostu jestem tak uroczy – rechotał w najlepsze.

– Zgodziłeś się?

– No a co miałem zrobić? Trudno, pójdę, zjem pierogi, trochę pogadamy. Nie policzę cię za to dodatkowo, bo jednak dobre pierogi są sporo warte – zaśmiewał się.

– Dobrze, że przynajmniej ty się dobrze bawisz – syknęłam do niego. – Nie rób żadnych głupot! Niedługo jej powiem, że z nami koniec.

– Obyś się wyrobiła, zanim wybierze nam salę weselną. Na moje oko masz jeszcze ze dwa tygodnie – skwitował, nie przestając się śmiać.

Miałam ochotę krzyczeć. Musiałam zacząć działać.

Niestety, nie udało mi się wyplątać z tej farsy tak szybko, jak planowałam. Mama wpadła w euforię i nagle uznała, że Kuba to „ten jedyny”. Dzwoniła do mnie częściej niż zwykle, a co gorsza – dzwoniła też do niego. Pytała go o plany na przyszłość, o rodzinę, o święta. A on, zamiast mnie kryć, postanowił się dobrze bawić moim kosztem.

Pewnego dnia dostałam od niego SMS-a:

„Twoja matka pyta, czy wolałbym zjeść na Wigilię barszcz czy grzybową. I co chciałbym dostać w prezencie”.

Myślałam, że mnie szlag trafi. Zadzwoniłam do niego natychmiast.

– Kuba, do cholery, przestań się w to angażować!

– Ale ja nic nie robię! – śmiał się. – To przecież ona pisze i dzwoni. Chyba powinnaś być mi wdzięczna, że tak dobrze gram swoją rolę.

– Przestań być taki miły!

– Okej, czyli mam być dla niej chamski?

– Nie! Po prostu… nie wiem. Zacznij zachowywać się jak frajer, żeby sama mnie błagała, żebym cię rzuciła!

– Świetny pomysł, Aniu. Naprawdę. Może powiem jej, że mam problem z hazardem albo że zdradzam cię na prawo i lewo?

– Tak! Cokolwiek, bylebyś przestał być jej złotym chłopcem!

Naprawdę nie sądziłam, że zaangażowanie Kuby w mój plan obróci się przeciwko mnie. Myślałam, że jest moim dobrym kumplem i naprawdę chce mi pomóc, a on robił z tego wszystkiego cyrk i jeszcze świetnie się przy tym bawił.

Nadszedł niefortunny koniec

Tydzień później mama zaprosiła nas na obiad. Po namowach Kuby zgodziłam się przyjść, mając nadzieję, że to będzie nasze ostatnie udawane spotkanie.

Wszystko szło dobrze… aż do momentu, gdy Kuba odchrząknął i powiedział:

– Pani Ewo, jest coś, o czym muszę pani powiedzieć.

Spojrzałam na niego przerażona. Co on knuł?

– Ania i ja… mamy pewien problem.

Mama zamarła z widelcem w powietrzu.

– Kuba… – syknęłam, ale on zignorował moje ostrzegawcze spojrzenie.

– Otóż… – kontynuował, zerkając na mnie z rozbawieniem – Ania jest strasznie zazdrosna. I kontrolująca. Ostatnio przeszukała mój telefon, bo nie uwierzyła, że pisałem do kolegi, a nie do innej kobiety.

Mama spojrzała na mnie zaskoczona.

– Aniu?

– Co?! Ja nigdy…!

– A potem kazała mi usuwać wszystkie koleżanki z Instagrama. Powiedziała, że jeśli mnie złapie na rozmowie z jakąkolwiek kobietą, to koniec.

– Kuba! – wrzasnęłam, ale on tylko wzruszył ramionami.

– Na domiar wszystkiego, uparcie stawia swoją karierę na pierwszym miejscu.

Mama westchnęła ciężko, patrząc na mnie z zawodem.

– Córciu, nie tak cię wychowałam...

– To znaczy jak?! To są jakieś kompletne bzdury – broniłam się.

Trafił ci się taki wspaniały mężczyzna, a ty zupełnie tego nie doceniasz – syknęła matka.

– Przepraszam, że tak to wywlekam, ale nie chciałem, żeby była pani zaskoczona, kiedy... No, kiedy zadecydujemy się rozstać. Właściwie decyzja już zapadła – westchnął Kuba teatralnie.

Nie mogłam uwierzyć, że wygadywał takie bzdury. Z jednej strony, działało. Ale z drugiej, te jego historie będą mnie teraz prześladować przez kolejne parę lat na wszystkich spotkaniach z matką...

Po obiedzie odprowadziła nas do drzwi, po czym złapała Kubę za rękę i powiedziała:

– Szkoda, synku. Byłeś taki porządny…

Kuba poklepał ją po dłoni.

– Pani Ewo, dziękuję. To bardzo wiele dla mnie znaczy.

Po tych słowach musiałam go dosłownie wypchnąć z mieszkania, bo bałam się, że zaraz wybuchnę. Gdy tylko wyszliśmy, rzuciłam mu mordercze spojrzenie.

– Jesteś okropny.

– Zadziałało? Zadziałało.

To było absolutnie żałosne!

– Ale skuteczne – uśmiechnął się szeroko. – Poza tym… sama chciałaś, żebym był dupkiem.

Nie miałam już siły na kłótnie. Z jednej strony byłam wściekła, ale z drugiej – nie mogłam powstrzymać uśmiechu, gdy patrzyłam, jak Kuba całą drogę rechocze z całego tego cyrku, który przecież wymyśliłam ja sama.

Co gorsza, w tamtym momencie poczułam, że chyba zaczynam do niego czuć coś więcej...

Anna, 32 lata

Reklama

Czytaj także:
„Udawałam, że obcy facet jest moim chłopakiem, by wzbudzić zazdrość mojego eks. Zapłaciłam za to wysoką cenę”
„Gdy po 70. znalazłam miłość, cała parafia uznała mnie za grzesznicę. Według proboszcza miejsce wdowy jest na klęczniku”
„Zamiast bukietu róż na walentynki dostałam waniliowe perfumy. Wkrótce pojęłam, że to spadek po innej kobiecie”

Reklama
Reklama
Reklama