„Weszłam drugi raz do tej samej rzeki i pożałowałam. Za 9 miesięcy będę tłumaczyć dziecku, że jego tatuś to tchórz”
„Stałam w kolejce po kawę, trochę zamyślona, trochę znudzona. W tej kawiarni byłam może trzeci raz od powrotu. Mała, przytulna, z drewnianym barem i zapachem cynamonu. Przede mną stał mężczyzna w ciemnym płaszczu, z lekko pochyloną głową. Coś było znajome w jego sylwetce. Kiedy się odwrócił, przez chwilę miałam wrażenie, że to sen”.

Wróciłam do rodzinnego miasta nie z tęsknoty, tylko z przemęczenia. Po trzynastu latach w Warszawie miałam już dosyć: ludzi, pracy, samej siebie. Rano piłam kawę na stojąco, wieczorem zmywałam makijaż, na który nikt nie patrzył. Pracowałam w agencji, która zmieniała ludzi w zombie z laptopami. Też się zmieniłam. Nagle zorientowałam się, że nie umiem już mówić, jeśli to nie jest brief, mail albo „poprawki ASAP”.
Wypaliłam się. W środku, głęboko. Zmieniłam więc wszystko: wynajęłam mieszkanie po sąsiadce mojej mamy, sprzedałam swoje rzeczy, zamknęłam konto na Tinderze i wróciłam do miasta, które znało mnie wtedy, gdy jeszcze byłam sobą. Albo kimś, kto mi się wydawał prawdziwszy. Mówią, że jak naprawdę wszystko ci się rozsypie, wracasz tam, gdzie pierwszy raz coś zabolało. Może coś w tym jest. Bo tu właśnie pierwszy raz naprawdę cierpiałam.
Miałam siedemnaście lat, gdy zakochałam się w Tomku. Był trzy lata starszy, całował jakby od tego zależało życie i złamał mi serce bez jednego słowa wyjaśnienia. Po prostu zniknął. Nie przyszło mi do głowy, że jeszcze go spotkam. Że historia wróci, i to nie jako wspomnienie, ale coś, co wywróci moje życie do góry nogami. I nie tylko moje.
Nie chciałam z nim rozmawiać
Stałam w kolejce po kawę, trochę zamyślona, trochę znudzona. W tej kawiarni byłam może trzeci raz od powrotu. Mała, przytulna, z drewnianym barem i zapachem cynamonu. Przede mną stał mężczyzna w ciemnym płaszczu, z lekko pochyloną głową. Coś było znajome w jego sylwetce. Kiedy się odwrócił, przez chwilę miałam wrażenie, że to sen.
— Ewa? — zapytał. — To naprawdę ty?
Przytaknęłam bez słowa. Serce zaczęło mi bić tak głośno, że chyba słyszeli je wszyscy w kawiarni. Tomek. Starszy. Inny. Ale nadal ten sam. Z tym półuśmiechem, który kiedyś wystarczał, żebym zrobiła dla niego wszystko.
— Wróciłaś? — spytał.
— Tylko na trochę — skłamałam. — Musiałam odpocząć.
— Słyszałem, że pracowałaś w Warszawie. Wielka kariera, co?
Wzruszyłam ramionami. Nie chciałam z nim rozmawiać, a jednocześnie... chciałam. Potwornie.
— A ty? Nadal tu mieszkasz?
— Tak. Praca, dom. Trochę się pozmieniało. Jestem... byłem w małżeństwie. Teraz... separacja. — Zawiesił głos, jakby to słowo miało samo wytłumaczyć wszystko.
Spojrzał na mnie długo. Za długo.
— Może spotkamy się kiedyś spokojnie? Pogadamy. Wspomnienia. Co ty na to?
W głowie słyszałam sprzeciw, ale usta powiedziały:
— Może.
Wyszedł pierwszy. Zostawił za sobą echo przeszłości, od której nie zdążyłam uciec. A może wcale nie chciałam.
Nie chciałam w to wierzyć
Przyszedł punktualnie. Miało być tylko wino i film, coś lekkiego, bez zobowiązań, ale oczywiście u mnie. I naprawdę wierzyłam, że tak będzie. Siedzieliśmy na kanapie, czerwone światło z ekranu odbijało się w jego oczach. Czułam się dziwnie młodo, jakbym znowu miała siedemnaście lat, a cała ta przerwa między nami była tylko złym snem.
— Nadal lubisz dramaty? — zapytał, zerkając na mnie spod rzęs.
— Chyba już nie mam siły na cudze tragedie — uśmiechnęłam się blado. — Starczy moich.
— To czemu mnie zaprosiłaś?
Zatkało mnie. Nie wiedziałam. A może wiedziałam aż za dobrze.
— Chciałam sprawdzić, czy coś się zmieniło.
— I?
— Nie wiem jeszcze — odparłam cicho.
Piliśmy wino, potem drugie. Rozmawialiśmy. O wszystkim i o niczym. O tym, co straciliśmy, o tym, co mogło być. O tym, co bolało. Mówił, że żałuje. Że wtedy był głupi. Że mnie nie zapomniał.
— Czasem śniłaś mi się — powiedział nagle. — Jakbyśmy nigdy się nie rozstali.
Zamknęłam oczy. Nie chciałam w to wierzyć. A jednak... chciałam.
— Nie wiem, czy ci wierzę.
— Nie musisz. Wystarczy, że chcesz.
Pocałował mnie, a ja mu pozwoliłam. Jak idiotka. Jak ktoś, kto za bardzo tęsknił. Noc skończyła się seksem. Cichym, niecierpliwym. Potrzebnym. Kiedy zasnął, patrzyłam w sufit i czułam, jak wraca wszystko, co próbowałam pogrzebać. Przez skórę przelewała się mieszanka euforii, tęsknoty i... winy. Wiedziałam, że to się nie powinno wydarzyć. Ale nie potrafiłam żałować. Jeszcze.
Zrobiło mi się niedobrze
Miesiąc później zaczęłam czuć się dziwnie. Zmęczenie, mdłości, niechęć do kawy, której nigdy nie odmawiałam. Zrobiłam test, wstrzymując oddech, jakby mogło to wpłynąć na wynik. Dwie kreski. Równe, wyjątkowo wyraźne. Wpatrywałam się w nie, jakby miały zniknąć, jeśli tylko im nie uwierzę.
W drodze powrotnej z apteki wpadłam na Ankę — starą znajomą z liceum. Spotkanie przypadkowe, uderzające w idealnym, najgorszym możliwym momencie.
— Ewa! — pisnęła. — Boże, sto lat! Co u ciebie? Wróciłaś na stałe?
Skinęłam głową, próbując się uśmiechnąć.
— A u ciebie?
— Aaa, u nas super — rozpromieniła się. — Tomek ci mówił? Będą mieli dziecko! On i jego żona! Szaleją ze szczęścia. Nawet wrzucili zdjęcie USG na fejsa. Nie zaglądasz tam, co?
Zrobiło mi się niedobrze, ale nie z powodu ciąży.
— Jego... żona? — powtórzyłam powoli.
— No tak. Przecież są razem. Mieli kryzys, ale to przeszłość. Ostatnio widać, że znowu się dogadują. Uroczo razem wyglądają, serio.
— Jasne — odpowiedziałam, walcząc z drżeniem głosu. — To świetnie. Bardzo się cieszę.
Anka mówiła jeszcze coś, ale już nie słyszałam. Wszystko dźwięczało jak zza szyby. Kiedy odeszła, usiadłam na ławce i zamarłam. Odtwarzałam każde słowo Tomka. Każdy dotyk. Każde „jesteśmy w separacji”. Byłam idiotką. Zrobił ze mnie tę drugą. Tę naiwną. Tę, która powinna wiedzieć lepiej. A teraz byłam... w ciąży i kompletnie sama.
Nie powiem mu
Siedziałam na łóżku z telefonem w dłoni. Wiadomość do Tomka była gotowa: „Musimy porozmawiać. To ważne”. Patrzyłam na ekran i nie mogłam kliknąć „Wyślij”. W głowie miałam tysiące wersji tej rozmowy. Jego niedowierzanie, moje łzy, milczenie po wszystkim. Skasowałam wiadomość.
Zamiast tego wyszłam. Wędrowałam bez celu. Minęłam liceum, w którym się poznaliśmy. Stare boisko. Drzewo, pod którym pierwszy raz mnie pocałował. Chciałam wyrzucić te wspomnienia z głowy, ale one były jak rdza: wżerały się głębiej, im bardziej próbowałam je zdrapać. Zatrzymałam się przy rzece. Wiało. Chciało mi się krzyczeć.
Wiedział. Musiał wiedzieć. Nie mówi się „jestem w separacji” przypadkiem. Nie bierze się kobiety do łóżka przypadkiem. Nie patrzy się na nią tak, jeśli nie planuje się kłamać. Poczułam coś dziwnego: nie tylko ból, ale też... żal do samej siebie. Że pozwoliłam mu znów mnie oszukać. Że wciąż, mimo wszystko, było mi go żal. Wieczorem znów usiadłam na łóżku z telefonem w ręce. Tym razem napisałam coś innego. Kilka wersji. Wszystkie skasowałam.
Zamknęłam oczy. Nie powiem mu. Nie teraz. Może nigdy. Nie chcę być tą, która rozbije komuś życie. Nawet jeśli on zburzył moje. Jego dziecko będzie miało rodzinę. Moje będzie miało mnie. To musi wystarczyć. Poczułam łzę spływającą po policzku. Jedną z wielu. Cichych. i dojrzałych. Zasypiałam z ręką na brzuchu. Po raz pierwszy nie czułam się już zupełnie sama.
Teraz tylko zakłuł
Spotkaliśmy się przypadkiem. Naprawdę przypadkiem. Szłam do apteki, on wyszedł z piekarni z siatką w ręce i stanął jak wryty.
— Ewa?
Skinęłam głową. Serce zabiło mi szybciej, ale nie dałam nic po sobie poznać.
— Dawno cię nie widziałem... — zaczął. — Wszystko w porządku?
— Tak — odpowiedziałam. — Zajęta jestem. Dużo chodzę. Wiesz, jak to jest.
Patrzył na mnie dłużej, niż wypadało.
— Wyglądasz inaczej. Spokojniej.
— Może w końcu jestem spokojniejsza. — Wzruszyłam ramionami. — A u ciebie?
Uśmiechnął się. Ten uśmiech, który kiedyś wystarczał, żeby się rozpuścić. Teraz tylko zakuł.
— U nas wszystko się jakoś ułożyło. Magda jest w ciąży... — zawahał się — ...i chyba znów potrafimy być razem.
— To dobrze — powiedziałam zaskakująco pewnym głosem. — Gratuluję.
Milczenie zrobiło się gęste. Chciał coś jeszcze powiedzieć. Widziałam to po jego minie.
— A u ciebie? — zapytał w końcu. — Co słychać? Coś nowego?
Uśmiechnęłam się.
— Sporo rzeczy. Ale nic, co by cię interesowało.
Zacisnęłam rękę na torbie. Chciałam już iść.
— Ewa... — zaczął, ale przerwałam mu.
— Tomek, naprawdę. Wszystko dobrze. Dbaj o Magdę. I... o dziecko.
Zamarł. Skinął głową.
— Trzymaj się.
Patrzyłam, jak odchodzi. Wolno. I ytlko ja wiedziałam, że będzie ojcem nie jednego, tylko dwóch dzieci. I że tylko jedno z nich będzie go znało.
Może tak będzie spokojniej
Zaczęłam szukać pracy. Na razie dorywczo, zdalnie. Tyle, ile mogłam. Potem trafiłam na bezpłatne konsultacje psychologiczne dla kobiet w ciąży — zapisałam się bez większej wiary, ale wyszłam z pierwszego spotkania z czymś, co przypominało... ulgę. Nie będę nikogo prosić o pomoc. Zbuduję to sama. Dla siebie. Dla dziecka.
Zaczęłam inaczej patrzeć na swój brzuch. Już nie jak na dowód błędu, ale jak na kogoś. Jak na małe życie, które dostało szansę, nawet jeśli nie od idealnych rodziców. Nie wiem jeszcze, jak dam sobie radę. Może będę płakać nocami, może będzie ciężko. Może będę się bać każdego dnia. Ale... jakoś to uniosę. Przecież już raz podniosłam się z czegoś, co miało mnie złamać. Czasem myślę o tym, czy kiedyś mu powiem. Czy Tomek pozna swoje drugie dziecko. Czy będzie chciał je znać. Nie wiem.
Może lepiej, żeby nie wiedział. Może tak będzie spokojniej. Nie wszystko musi się kończyć konfrontacją. Czasem koniec to po prostu milczenie. I nowe życie, które zaczyna się, kiedy zamykasz za sobą drzwi. Przestaję go kochać. Naprawdę. Codziennie trochę mniej. I uczę się kochać siebie. I kogoś, kto jeszcze nie zna mojego głosu, a już jest częścią mnie.
Ewa, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na Dzień Babci przyniosłam kwiaty, a dostałam wyrzuty sumienia. Babcia zamiast sernika zaserwowała mi lekcję życia”
- „Kiedy poznałam przyszłą synową, od razu wyczułam nosem kłopoty. Nie wiem, jakim cudem weszła do naszej rodziny”
- „Miałem iść na studniówkę sam, ale mój brat załatwił mi towarzystwo. Takiego wstydu jeszcze nigdy się nie najadłem”

