„Ukochany nawijał mi makaron na uszy jak włoski Romeo. Szybko odkryłam, że w jego bajce nie jestem jedyną Julią”
„Poczułam, jak zalewa mnie fala ciepła. Nie byłam przyzwyczajona do tego, że ktoś naprawdę chce mnie poznać. Zaczęłam opowiadać: o liceum, o przeprowadzce, o tym, że nigdy nie czułam się wystarczająco dobra. Słuchał. Serio słuchał. A potem... pochylił się nad stołem i musnął palcami moją dłoń”.

Nigdy nie uważałam się za dziewczynę, która przyciąga spojrzenia. W liceum byłam „tą od biologii” — cichą, trochę przygarbioną, z włosami, które nigdy nie chciały się ułożyć tak, jak na zdjęciach z Pinteresta. Chłopcy mnie nie zauważali. Jeśli już ze mną rozmawiali, to dlatego, że potrzebowali notatek. Po studiach przeprowadziłam się do miasta. Warszawa wydawała mi się ogromna, głośna i zimna. Wynajęłam pokój w starej kamienicy razem z Martą, współlokatorką poznaną na jednym z forów. Pracę w korporacji dostałam szybko, choć przyznam szczerze. nie był to szczyt moich marzeń. Zajmowałam się arkuszami, Excelem i odpowiadaniem na maile. Życie przepływało obok mnie.
W końcu zapisałam się na siłownię. Chciałam „coś zmienić”. W ciele, w głowie, w życiu. Nie wiedziałam jeszcze, że zmieni się coś o wiele bardziej znaczącego niż tylko moja waga. Patryk był trenerem personalnym — przystojnym, pewnym siebie, z tym uśmiechem, od którego robiło mi się gorąco. Dla takich ludzi siłownia to drugi dom. A ja? Ja byłam jak dziecko we mgle. Nie znałam nawet poprawnej nazwy maszyn.
— Spokojnie, pokażę ci wszystko — powiedział, gdy pierwszy raz zgłosiłam się na zajęcia indywidualne. — Masz potencjał. I nie mówię tylko o mięśniach.
Uśmiechnął się wtedy. I przysięgam, pierwszy raz od dawna poczułam, że ktoś mnie widzi. Naprawdę widzi. Nie jako klientkę, nie jako numer, tylko jako kobietę.
— Uważaj na takich — ostrzegła mnie Marta wieczorem, gdy siedziałyśmy w kuchni. — Oni wiedzą, co mówić, żebyś poczuła się wyjątkowa. Dla nich to rutyna.
Machnęłam ręką. Jakby mogła zrozumieć. Jakby mogła wiedzieć, co to znaczy, gdy ktoś taki jak Patryk patrzy na ciebie inaczej. Nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo będzie miała rację.
Uśmiechnął się szeroko
— Dzisiaj popracujemy nad pośladkami i plecami — powiedział Patryk, kiedy tylko weszłam do sali treningowej. — Widzę, że już się lepiej poruszasz między maszynami. Mówiłem, że masz potencjał.
Te słowa znów we mnie coś uruchomiły. Niby chodziło o ciało, o formę, a jednak... Brzmiało to inaczej. Jakby było tam coś więcej.
— Dzięki, staram się — odpowiedziałam, czując, że się czerwienię. Miałam nadzieję, że tego nie zauważy.
Patryk stanął za mną, kiedy robiłam martwy ciąg. Korygował moją pozycję, lekko dotykając bioder, pleców. Jego ręce były pewne, ciepłe. Czułam je jeszcze długo po tym, jak się odsunął.
— Wiesz, Natalia, lubię trenować ludzi, którzy mają charakter — powiedział, kiedy chwilę odpoczywaliśmy przy macie. — Nie tylko ciało się liczy. Ty masz w sobie coś... prawdziwego.
Uśmiechnęłam się, speszona. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, więc tylko skinęłam głową. W środku cała drżałam. Pod koniec treningu, kiedy już sięgałam po ręcznik, powiedział cicho:
— Może poćwiczymy kiedyś też poza siłownią. Spacer, rower... coś luźniejszego?
Zamarłam. Miałam wrażenie, że serce przestało mi bić na sekundę.
— Jasne — odpowiedziałam, udając obojętność. — Możemy się kiedyś zgadać.
Uśmiechnął się szeroko. A ja, idąc do szatni, prawie potknęłam się o własne nogi. W drodze do domu nie mogłam przestać się uśmiechać. Analizowałam każde jego słowo, każdy gest. Czy on... czy on naprawdę coś czuje? Wieczorem opowiedziałam o tym Marcie. Westchnęła tylko i powiedziała:
— Natalia... uważaj. Tak się właśnie zaczyna. Facet mówi, że jesteś inna. Że wyjątkowa. A potem zostawia cię z rozwalonym sercem i abonamentem na siłownię.
Pokręciłam głową. Marta przesadzała. Przecież Patryk był inny. Inny niż wszyscy.
Pocałował mnie
Spotkaliśmy się dwa dni później. Po treningu. Już nie w legginsach i sportowym staniku, ale w zwykłych jeansach i swetrze. I tak czułam się naga pod jego spojrzeniem.
— Kawa? — zapytał, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. — Znam takie jedno miejsce. Blisko, spokojne. Mało ludzi.
Pokiwałam głową. Serce waliło mi jak młotem. Nie wiedziałam, czy to jeszcze tylko sympatia między trenerem a klientką, czy coś zaczęło się już wymykać spod kontroli. Kawiarnia była mała, pachniała kardamonem i czekoladą. Usiadłam naprzeciwko niego, czując, jak cała się spinam. Patrzył na mnie uważnie. Za uważnie.
— Powiedz mi coś o sobie, Natalia. Tak serio — zaczął. — Nie o pracy. O tobie.
Poczułam, jak zalewa mnie fala ciepła. Nie byłam przyzwyczajona do tego, że ktoś naprawdę chce mnie poznać. Zaczęłam opowiadać: o liceum, o przeprowadzce, o tym, że nigdy nie czułam się wystarczająco dobra. Słuchał. Serio słuchał. A potem... pochylił się nad stołem i musnął palcami moją dłoń.
— Wiesz, że jesteś piękna, prawda?
Nie odpowiedziałam. Tylko patrzyłam. I w tej jednej sekundzie wszystko się wydarzyło. Pocałował mnie. Powoli, pewnie. Smakował miętą i kawą. A ja... odwzajemniłam to. Bez myślenia, bez analizowania.
Dopiero wieczorem, w domu, Marta zapytała:
— I co? Macie romans?
— Nie wiem — przyznałam szczerze. — Ale chyba się zakochuję.
Westchnęła ciężko.
— Natalia, proszę cię. On... coś mi tu nie gra. Takie rzeczy się nie dzieją bez powodu.
Nie słuchałam. Wtedy jeszcze wierzyłam, że to właśnie ja byłam wyjątkiem. Nie jedną z wielu.
Ręce mi się trzęsły
Weszłam na siłownię trochę wcześniej. Chciałam go zaskoczyć, może zobaczyć uśmiech, zanim sam mnie zauważy. Podeszłam do właściwej strefy, rozglądając się za znajomą sylwetką.
I wtedy go zobaczyłam. Stał przy lustrze, obejmując ją od tyłu. Jej długie, opalone nogi wystawały spod krótkich szortów. Śmiała się cicho, a on... pochylił się i pocałował ją w szyję. Tak, jak kilka dni temu mnie.
Zamarłam. Przez chwilę myślałam, że to jakaś pomyłka, że to nie on. Ale potem powiedział coś tym samym głosem, który jeszcze wczoraj szeptał moje imię:
— Króliczku, dziś wieczorem tylko my, okej?
Cofnęłam się. Oddech miałam płytki, a serce waliło mi gdzieś w gardle. Skryłam się za filarem. Nie zauważyli mnie. I dobrze. Nie wiem, jak długo tam stałam. W końcu wyszłam — nie przez główne wejście, ale boczne. Ręce mi się trzęsły. Czułam, jak złość miesza się z upokorzeniem. Wróciłam do mieszkania, trzaskając drzwiami. Marta podniosła głowę znad laptopa.
— Co się stało?
— On... —Zacisnęłam zęby. – Ma dziewczynę. Całował ją. Tam, na siłowni. Na oczach wszystkich.
— A ty?
— A ja? Ja byłam idiotką, która myślała, że jest wyjątkowa — warknęłam. — Że on... że to coś znaczyło.
Marta nie powiedziała nic przez dłuższą chwilę. Potem rzuciła tylko:
— I co zrobisz?
Nie wiedziałam. A to był dopiero początek tej historii.
Wyrwałam się
Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok, w głowie wciąż widząc ich razem. Jego dłonie na jej talii. Ten uśmiech. Pocałunek. I to „króliczku”... tak okropnie lekceważące, infantylne. A przecież jeszcze niedawno mówił do mnie, że mam w sobie coś „prawdziwego”. Rano wysłałam mu wiadomość: „Musimy pogadać”.
Nie odpisał. Minęły dwie godziny. Potem cztery. W końcu zobaczyłam, że był online. I nic. Czułam, jak coś we mnie pęka. Wieczorem, już bez zapowiedzi, pojechałam na siłownię. Stał przy recepcji, śmiał się z jakimś kolegą. Kiedy mnie zobaczył, zamarł.
— Musimy porozmawiać — powiedziałam chłodno.
Spojrzał na mnie z wymuszoną obojętnością, jakbym była jedną z wielu.
— Natalia, nie tutaj.
— A gdzie? — Zbliżyłam się, czując, jak wzbiera we mnie gniew. — Może w tej samej kawiarni, gdzie mówiłeś, że jestem wyjątkowa? Czy teraz mówisz to tej drugiej?
Złapał mnie delikatnie za ramię, próbując odciągnąć na bok.
— Nie rób scen, okej?
Wyrwałam się.
— Scen?! Ty całowałeś mnie i ją, w tym samym tygodniu! Myślisz, że to normalne?!
Zerknął nerwowo wokół, pewnie sprawdzając, czy ktoś nas słucha.
— Słuchaj... — zaczął cicho. — Niczego ci nie obiecywałem, Natalia. Samo jakoś tak wyszło. Może źle zinterpretowałaś sytuację.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Serce mi waliło, ale twarz trzymałam twardą.
— Nie. Dobrze zinterpretowałam. Po prostu miałam nadzieję, że jesteś lepszy, niż jesteś w rzeczywistości. — Odwróciłam się i wyszłam. Drzwi trzasnęły za mną z hukiem.
W domu Marta czekała z herbatą. Spojrzałam na nią i powiedziałam tylko:
— Upokorzył mnie. I nawet nie przeprosił.
— Czyli jak większość facetów — mruknęła.
Zwinęłam się w koc i zaczęłam płakać. Tak cicho, żeby nie było słychać. Jak zawsze.
Zazdrościłam jej tej ulgi
Dwa dni później dostałam wiadomość. Nie od Patryka. Od niej: „Cześć. Wiem, że się z nim spotykałaś. Potrzebuję z tobą porozmawiać”. Byłam w szoku. Przez chwilę myślałam, że to jakiś żart. Ale numer był prawdziwy, podpis: Kinga. Spotkałyśmy się w kawiarni. Tej samej. Pojawiła się punktualnie, bez makijażu, w bluzie i dżinsach. Wyglądała na zmęczoną. I młodszą niż zapamiętałam z siłowni.
— Nie przyszłam się kłócić — zaczęła od razu. — Przyszłam ci powiedzieć coś, czego sama chciałabym się kiedyś dowiedzieć wcześniej.
Skinęłam głową. Nie miałam siły się odzywać.
— Patryk to manipulant — powiedziała. — Nie jesteś pierwsza. I nie jesteś ostatnia.
Zamarłam.
— Wiem, bo sama też byłam „pierwszą” — ciągnęła. — A potem „tamtą drugą”. Potem trzecią. A kiedy przyłapałam go z jakąś dziewczyną z recepcji... wiesz, co powiedział? Że to moja wina. Że „przesadzam”, „mam za dużo emocji”.
Spojrzałam na nią. Była spokojna. Zbyt spokojna, jak na to, co mówiła.
— I czemu mi to mówisz? — zapytałam.
Uśmiechnęła się lekko. Smutno.
– Bo może dzięki temu nie będziesz się tak nienawidzić, jak ja siebie nienawidziłam. Bo nie jesteś głupia, Natalia. Dałaś się uwieść komuś, kto potrafi to robić. To jego talent. Uwodzić. Zostawiać. I szukać nowej.
Milczałyśmy. Długo.
— Odeszłaś od niego?
— Tak. Wczoraj. I wiesz co? Po raz pierwszy od dawna czuję, że oddycham.
Zazdrościłam jej tej ulgi. Ale też... czułam coś w rodzaju siostrzanej solidarności. Dwie idiotki, które zaufały nie temu, co trzeba. Dwie dziewczyny, które uwierzyły w słowo „wyjątkowa”.
— Dzięki — powiedziałam cicho. — Serio.
Wstała. Nie przytuliła mnie. Nie musiała. Rzuciła mi tylko jedno zdanie:
— On nie zasługuje na żadną z nas.
Miała rację.
Natalia, 27 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „To były moje ostatnie ferie z teściową. Robiła z siebie gwiazdę, a gdy nikt nie patrzył, pokazała swą prawdziwą twarz”
- „Chcieliśmy tylko odświeżyć ściany, a remont skończył się ruiną. Straciliśmy oszczędności życia i nasze mieszkanie”
- „Latami czekałam na pierścionek zaręczynowy, ale bez skutku. Gdy tylko kupiłam mieszkanie, facet padł przede mną na kolana”

