„Liczyłam na randkę z kolacja przy świecach i aromatycznym śniadaniem. Już po 5 minutach miałam ochotę wiać”
„Przez pierwsze piętnaście minut łudziłam się, że może oni zaraz wyjdą. Że to tylko chwilowe spotkanie, po którym zostaniemy sami. Jednak szybko zrozumiałam, że to jest właśnie plan na ten wieczór. Daniel usiadł na podłodze przy stoliku, zajadając pizzę i zostawiając mnie na pastwę pytań”.

Serce waliło mi jak szalone, kiedy stawałam przed jego drzwiami. Spędziłam dwie godziny przed lustrem, wybierając sukienkę, która miała być elegancka, ale nie przesadzona, idealna na ten obiecany „kameralny wieczór przy świecach”. Wyobrażałam sobie cichą muzykę, zapach kolacji i pierwszą, szczerą rozmowę w cztery oczy. Zamiast tego, po przekroczeniu progu, wpadłam prosto w środek cyklonu, którego w ogóle się nie spodziewałam. Czułam się jak ofiara wpuszczona na arenę, a mój wymarzony partner okazał się kimś zupełnie innym, niż zakładałam.
Chciałam wyglądać pięknie
Daniel pojawił się w moim życiu nagle i z miejsca zrobił ogromne wrażenie. Poznaliśmy się w księgarni, co już samo w sobie wydawało mi się niesamowicie romantyczne w dobie aplikacji randkowych. Sięgnęliśmy po ten sam tom reportaży i od słowa do słowa przenieśliśmy rozmowę do pobliskiej kawiarni. Był szarmancki, błyskotliwy i, co najważniejsze, wydawał się naprawdę słuchać tego, co mówię. Przez kolejne dwa tygodnie wymienialiśmy dziesiątki wiadomości dziennie. Czułam, że nadajemy na tych samych falach.
Kiedy zaproponował pierwszą, oficjalną randkę, byłam wniebowzięta.
„Nie chcę cię ciągnąć do głośnej restauracji” — napisał. — „Wolę, żebyśmy mogli swobodnie porozmawiać. Wpadnij do mnie. Zrobię kolację, zapalę świece, będzie kameralnie. Tylko ty i ja”.
To brzmiało idealnie. Moja siostra, Ania, była nieco sceptyczna, twierdząc, że zapraszanie do domu na pierwszym spotkaniu to odważny krok, ale uspokoiłam ją. Przecież rozmawialiśmy godzinami, czułam się przy nim bezpiecznie. Poza tym, Daniel wydawał się człowiekiem z klasą, kimś, kto ceni intymność i spokój. Jak bardzo się myliłam, miałam się przekonać zaledwie kilka dni później.
Przygotowania zajęły mi całe popołudnie. Wybrałam chabrową sukienkę, która podkreślała oczy, ułożyłam włosy w luźne fale i zrobiłam staranny makijaż. Chciałam wyglądać pięknie, ale przede wszystkim chciałam, żeby ten wieczór był wyjątkowy. Kiedy zamawiałam taksówkę, czułam to przyjemne łaskotanie w brzuchu — mieszankę ekscytacji i nadziei, że może w końcu los się do mnie uśmiechnął.
Zamarłam
Wysiadłam pod eleganckim apartamentowcem w centrum miasta. Wjechałam windą na trzecie piętro, wzięłam głęboki oddech i zadzwoniłam do drzwi. Spodziewałam się, że otworzy mi Daniel w koszuli, może z kieliszkiem soku w dłoni, a w tle usłyszę sączący się jazz. Zamiast tego rozległ się głośny wybuch śmiechu dochodzący z głębi mieszkania.
Jeszcze zanim drzwi się otworzyły, moją uwagę przykuł hałas, który nijak nie pasował do wizji romantycznej kolacji. Zamek szczęknął i w progu stanął on. Miał na sobie luźny t-shirt i dresowe spodnie, co od razu mnie zaskoczyło, biorąc pod uwagę moją staranną stylizację.
— O, jesteś! — rzucił wesoło, szeroko otwierając drzwi. — Wchodź, wchodź, ekipa już nie mogła się doczekać.
Zamarłam.
— Ekipa? — powtórzyłam, czując, jak uśmiech zastyga mi na twarzy.
— No tak, moi przyjaciele. Mówiłem ci, że jestem towarzyski. — Mrugnął do mnie, jakby to było coś oczywistego, i wciągnął mnie do środka.
W przedpokoju potknęłam się o stertę butów. Było ich tam co najmniej pięć par. Kurtki i płaszcze wisiały jedne na drugich, tworząc bezładną górę ubrań. Z salonu dobiegała głośna muzyka pop i przekrzykujące się głosy. Czułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Moja chabrowa sukienka i staranny makijaż nagle wydały mi się groteskowe w zderzeniu z rzeczywistością domówki, na którą wcale się nie pisałam.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem
Weszliśmy do salonu. Na dużej kanapie i pufach siedziało pięć osób — trzech mężczyzn i dwie kobiety. Na stole, zamiast obiecanej kolacji przy świecach, piętrzyły się pudełka z pizzą, miski z chipsami i butelki z napojami gazowanymi. Wszyscy ucichli, gdy tylko mnie zobaczyli.
— Uwaga, uwaga! Oto i ona, tajemnicza Agata z księgarni! — zawołał Daniel tonem konferansjera zapowiadającego gwiazdę wieczoru.
Czułam na sobie pięć par oczu. Były to spojrzenia badawcze, oceniające, a w przypadku jednej z dziewczyn, wręcz kpiące.
— Cześć — wydusiłam z siebie, próbując zachować resztki godności. — Nie wiedziałam, że będziecie.
— Niespodzianka! — krzyknął jeden z chłopaków, wysoki brunet, którego Daniel przedstawił jako „Szwagra”, choć nie byli spokrewnieni. — Daniel uznał, że musimy cię zatwierdzić, zanim sprawy zajdą za daleko.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a ja poczułam, jak robi mi się gorąco. To nie był żart, który by mnie bawił. To brzmiało jak groźba, jak zapowiedź upokorzenia. Daniel objął mnie ramieniem, zupełnie nie wyczuwając mojego spięcia.
— Nie bój się, oni nie gryzą. Zazwyczaj. Siadaj. Zróbcie jej miejsce! — zarządził.
Usiadłam na brzegu fotela, trzymając torebkę na kolanach jak tarczę. Byłam jedyną osobą w sukience i szpilkach. Reszta towarzystwa ubrana była w dżinsy, bluzy, a jedna z dziewczyn, Malwina, siedziała po turecku w legginsach. Czułam się absurdalnie przerysowana.
Pytania padały seriami
Przez pierwsze piętnaście minut łudziłam się, że może oni zaraz wyjdą. Że to tylko chwilowe spotkanie, po którym zostaniemy sami. Jednak szybko zrozumiałam, że to jest właśnie plan na ten wieczór. Daniel usiadł na podłodze przy stoliku, zajadając pizzę i zostawiając mnie na pastwę pytań.
— Więc, Agata, czym się zajmujesz? — zapytała Malwina, mrużąc oczy.
— Jestem graficzką, pracuję w agencji reklamowej — odpowiedziałam grzecznie.
— Graficzką? — prychnął drugi z chłopaków, Piotrek. — To znaczy, że rysujesz logo za grube miliony czy poprawiasz pryszcze modelkom w Photoshopie?
Towarzystwo zachichotało. Spojrzałam na Daniela, oczekując, że stanie w mojej obronie albo chociaż zmieni temat. On jednak śmiał się razem z nimi.
— Dobre, Piotrek! Ale serio, Agata ma talent, widziałem jej portfolio w telefonie — rzucił, co wcale nie zabrzmiało jak komplement, a raczej jak usprawiedliwienie.
Kolejne pytania padały seriami. Gdzie mieszkam (wynajmuję czy własne?), czy mam samochód, jakie mam plany na przyszłość, dlaczego w moim wieku (mam trzydzieści dwa lata) wciąż jestem sama. Czułam się, jakbym była na najgorszej rozmowie kwalifikacyjnej w życiu, gdzie rekruterów jest pięciu i żaden nie ma dobrych intencji.
— A co się stało z twoim poprzednim facetem? – zapytała nagle Eliza, druga z obecnych kobiet, która do tej pory milczała, obserwując mnie znad kubka z herbatą. — Bo wiesz, Daniel ma pecha do... specyficznych kobiet. Musimy mieć pewność, że nie jesteś kolejną wariatką.
Zamarłam. To pytanie przekroczyło wszelkie granice.
— Słucham? — zapytałam, czując, jak drży mi głos. — Wydaje mi się, że to dość prywatna sprawa.
— Oj, nie bądź taka sztywna — rzucił Daniel, podając mi kawałek pizzy na serwetce. — Eliza po prostu się martwi. Jesteśmy jak rodzina, nie mamy przed sobą tajemnic.
Patrzyłam na niego i nie poznawałam tego człowieka. Gdzie podział się ten wrażliwy facet z księgarni? Ten, który w wiadomościach pisał o poezji i długich spacerach? Przede mną siedział chłopiec, który potrzebował aprobaty swoich znajomych, by w ogóle funkcjonować. Byłam dla niego trofeum, nową zabawką, którą przyniósł do piaskownicy, żeby inni mogli ją ocenić.
Oparłam czoło o chłodne lustro
Atmosfera gęstniała z każdą minutą. Próbowałam odpowiadać zdawkowo, unikać kontaktu wzrokowego, ale to tylko nakręcało grupę. Zaczęli wspominać byłą dziewczynę Daniela, porównując mnie do niej głośno i bez skrępowania.
— Kaśka to przynajmniej miała dystans — stwierdził Szwagier, biorąc kolejny kawałek pizzy. — I umiała grać w Fifę. A ty, Agata, grasz w cokolwiek? Czy tylko malujesz paznokcie?
To był ten moment. Poczułam, jak w środku coś we mnie pęka. Nie byłam zła. Byłam wściekła. I potwornie rozczarowana. To miał być „kameralny wieczór”. Zamiast tego zostałam wystawiona na pośmiewisko przez grupę ludzi, których nie znałam i nie chciałam znać.
— Przepraszam, muszę skorzystać z toalety – powiedziałam, wstając gwałtownie.
— Drugie drzwi po lewej! — krzyknął za mną Daniel. — Tylko nie zabłądź w drodze powrotnej!
Zamknęłam się w łazience i oparłam czoło o chłodne lustro. Moje odbicie patrzyło na mnie smutnymi oczami. Piękna sukienka, staranny makijaż — wszystko to wydawało się teraz takie bezcelowe. Wyciągnęłam telefon. Miałam trzy nieodebrane wiadomości od Ani: „Jak tam? Romantycznie?”. Odpisałam krótko: „Koszmar. Zaraz wychodzę”.
Wiedziałam, że nie mogę tam wrócić i udawać, że wszystko jest w porządku. Nie zasługiwałam na takie traktowanie. Wzięłam kilka głębokich wdechów, poprawiłam włosy i wyszłam na korytarz. Zamiast wrócić do salonu, skierowałam się w stronę kuchni, gdzie kątem oka widziałam Daniela wyciągającego kolejne napoje z lodówki.
Naprawdę nie rozumiał
Daniel odwrócił się, gdy weszłam. Uśmiechał się szeroko, jakby to był najlepszy wieczór jego życia.
— I jak ci się podobają? Super ludzie, co nie? Mówiłem, że będzie wesoło — zagadnął, podając mi butelkę wody.
Nie wzięłam jej. Stanęłam naprzeciwko niego, splatając ręce na piersi.
— Daniel, czy ty w ogóle rozumiesz, co się dzieje? — zapytałam cicho, ale stanowczo.
— Co? O co ci chodzi? — Jego uśmiech lekko przygasł, zastąpiony wyrazem zdziwienia.
— Zaprosiłeś mnie na kameralny wieczór. Mówiłeś o kolacji, świecach, rozmowie. O nas. A zorganizowałeś casting z udziałem swoich znajomych, którzy od godziny mnie obrażają, a ty im wtórujesz.
— Obrażają? Daj spokój, Agata! — Daniel machnął lekceważąco ręką. — To są tylko żarty. Oni mają specyficzne poczucie humoru. Musisz mieć trochę więcej luzu. Chciałem, żebyście się poznali, bo ich zdanie jest dla mnie ważne.
— Ich zdanie? — Poczułam, jak rośnie we mnie gniew. — Jesteśmy na pierwszej randce. To my powinniśmy się poznawać, a nie ja mam być przesłuchiwana przez twoją „komisję”. Czuję się tam jak intruz, a ty nawet nie próbujesz sprawić, żebym poczuła się komfortowo.
— Przesadzasz — prychnął, wyraźnie urażony. — Chciałem dobrze. Myślałem, że jesteś fajną, otwartą dziewczyną, a ty robisz dramę o to, że mam przyjaciół. Może Eliza miała rację, że jesteś trochę sztywna.
To zdanie przeważyło szalę. On naprawdę nie rozumiał. Dla niego problemem nie było to, że mnie oszukał co do charakteru spotkania, ani to, że jego znajomi byli nieuprzejmi. Problemem byłam ja i mój brak „luzu” do tego, by być obiektem kpin.
— To nie jest kwestia sztywności, Daniel. To kwestia szacunku — powiedziałam powoli, patrząc mu prosto w oczy. — Jeśli dla ciebie „kameralny wieczór” oznacza imprezę z grupą ludzi oceniających każdy mój ruch, to mamy zupełnie inne definicje bliskości. I kultury osobistej.
— Czyli co? Wychodzisz? — zapytał, jakby nie wierzył w to, co słyszy. — Zostawisz pizzę?
— Tak, wychodzę. Bawcie się dobrze we własnym gronie.
Poczułam niesamowitą ulgę
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do przedpokoju. Słyszałam za sobą kroki Daniela, ale nie zatrzymałam się. W salonie zapadła cisza, gdy weszłam po swoją torebkę i płaszcz.
— Już nas opuszczasz? — zapytała słodko Eliza. — Nie wytrzymałaś presji?
— Nie — odpowiedziałam spokojnie, narzucając płaszcz na ramiona. — Po prostu uznałam, że szkoda mojego czasu na ludzi, którzy muszą się dowartościowywać kosztem innych. Miłego wieczoru.
W przedpokoju Daniel próbował mnie jeszcze zatrzymać, łapiąc za klamkę.
— Agata, czekaj. Nie rób scen. Zostań, pogadamy, powiem im, żeby przystopowali. — W jego głosie pojawiła się nuta desperacji, ale było za późno.
— Miałeś na to godzinę, Daniel. Teraz już nie chcę rozmawiać. Ani z nimi, ani z tobą.
Otworzyłam drzwi i wyszłam na klatkę schodową. Kiedy drzwi windy się zamknęły, odcinając mnie od hałasów z jego mieszkania, poczułam niesamowitą ulgę. Nie było łez, nie było rozpaczy. Była tylko czysta, krystaliczna pewność, że postąpiłam słusznie. Wyszłam z budynku i odetchnęłam głęboko chłodnym, wieczornym powietrzem. Nigdy nie smakowało tak dobrze.
To jest najważniejsze zwycięstwo
W drodze powrotnej mój telefon wibrował co chwilę. Daniel wysyłał wiadomości: „Przepraszam, jeśli poczułaś się źle”, „Oni tacy są, ale mają dobre serca”, „Daj spokój, wróć, zamówimy inną pizzę”. Nie odpisałam na żadną z nich. Zablokowałam jego numer jeszcze w taksówce. Kiedy weszłam do swojego mieszkania, zmyłam makijaż i przebrałam się w ulubioną, miękką piżamę. Zadzwoniłam do siostry i opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami. Ania była oburzona, ale na koniec powiedziała coś, co zostało ze mną na długo: „Dobrze, że pokazał swoją twarz teraz, a nie po pół roku. Zaoszczędziłaś mnóstwo czasu”.
Miała rację. Tamten wieczór był lekcją. Bolesną, upokarzającą, ale niezwykle cenną. Nauczyłam się, że moje granice są ważne. Że jeśli ktoś na pierwszej randce wystawia mnie na ocenę innych, zamiast budować relację ze mną, to nie jest partnerem, jakiego szukam. Nie szukam kogoś, kto potrzebuje widowni do swojego życia. Szukam kogoś, kto zrozumie, że „kameralny wieczór” to obietnica, której się dotrzymuje.
Dziś, patrząc na tamtą sytuację, uśmiecham się do siebie. Ta chabrowa sukienka wciąż wisi w mojej szafie, ale teraz kojarzy mi się nie z porażką, lecz z momentem, w którym wybrałam szacunek do samej siebie zamiast desperackiej próby dopasowania się do czyichś oczekiwań. I to jest najważniejsze zwycięstwo.
Agata, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Chciałam jednym słowem zniszczyć świat mojego kochanka. To jednak jego żona rozegrała mnie po mistrzowsku”
- „Przypadkiem odkryłem tajemnicę ojca. Nie rozumiałem, jak mógł przez tyle lat okłamywać mamę dzień w dzień”
- „Wyjazd do Zakopanego miał tchnąć świeżość w nasze życie. Romans z byłym nie był na mojej liście”

