atoms.adSlot.adLabel

Nie jestem zaborcza ani chorobliwie zazdrosna, ale każdy ma swój próg wytrzymałości. Mój został przekroczony tamtego wieczoru, kiedy podczas sprzątania w sypialni natrafiłam na coś, co nie powinno się tam znajdować. Czerwone, koronkowe majtki — na pewno nie moje. Świat stanął w miejscu. Wszystko, co zbudowaliśmy przez lata, zawisło na cienkiej nici. Czy można żyć z kimś, komu przestaje się ufać? Serce waliło mi jak oszalałe, a myśli galopowały. On natomiast stał w przedpokoju, zupełnie niczego nieświadomy. Jeszcze nie wiedział, że za chwilę rozpęta się burza.

Spojrzał na mnie zdezorientowany

Nie planowałam wielkich porządków — chciałam tylko przesunąć łóżko, bo ciągle coś mi tam wpadało: a to kolczyk, a to skarpetka. Schyliłam się z odkurzaczem, wcisnęłam rurę w głąb i wtedy coś się zaczepiło. Pociągnęłam delikatnie i... zamarłam. Trzymałam w ręku koronkowe, czerwone majtki. W dodatku nie moje. Na pewno nie moje. Nigdy nie nosiłam takich — wyzywające, obcisłe, z cienką tasiemką. Stałam jak wryta.

Ręce zaczęły mi się trząść. Serce waliło jak młot. Zerknęłam na drzwi — mąż był w salonie, oglądał mecz, jakby nic się nie działo. Nagle zagotowałam się w środku. Ruszyłam w jego stronę z majtkami w dłoni.

Co to ma być?! — krzyknęłam, rzucając mu bieliznę na kolana.

Spojrzał na mnie zdezorientowany. Podniósł majtki i zrobił minę, jakby zobaczył potwora.

— Skąd ty to masz?! — zapytał, jakby to ja była winna.

— To ja się pytam, skąd TY to masz! Znalezione pod naszym łóżkiem!

Wstał powoli, zaczął coś bełkotać, że to jakiś żart, że nie wie. I w tej jednej chwili cała rzeczywistość zaczęła pękać jak szkło pod naciskiem. Patrzyłam na niego i nie poznawałam człowieka, z którym żyłam od ponad dekady.

Zacznie się grzebanie w przeszłości

— Ja naprawdę nie wiem, skąd one się tam wzięły — powtórzył, jakby miał nadzieję, że to wystarczy, żeby mnie uspokoić.

— Ty nie wiesz? — prychnęłam. — Przypadkiem znalazły się pod naszym łóżkiem? To może są moje? Chcesz mi wmówić, że mam rozdwojenie jaźni i noszę cudzą bieliznę?

— Daj spokój, przecież widzę, że to nie twoje. Po prostu… może ktoś je tu wrzucił? Może dzieci?

Parsknęłam śmiechem. Nasz syn miał dziewięć lat, córka siedem. To nawet nie było śmieszne.

— A może masz kochankę i próbujesz mnie zrobić w balona? — powiedziałam cicho, ale każde słowo było jak nóż.

Zamilkł. Patrzył na mnie z tą swoją miną niewiniątka. Nigdy nie miałam powodów, by go podejrzewać, ale teraz wszystko wyglądało inaczej. Każdy gest, każda jego cisza była podejrzana.

— Czy ty mnie zdradzasz? — zapytałam w końcu, patrząc mu prosto w oczy.

— Nie! Nigdy! — odpowiedział natychmiast. – Kocham cię. Nigdy bym cię nie skrzywdził. Nie mam pojęcia, skąd te majtki. Może... może ktoś się u nas bawił? Może twoja siostra? Albo ta twoja koleżanka z pracy, jak się kiedyś przebrała?

— Przebrała się u nas w sypialni?! — krzyknęłam.

I wtedy już wiedziałam, że zacznie się grzebanie w przeszłości.

Zastanowiła się

Po naszej kłótni unikałam go przez dwa dni. Mieszkaliśmy pod jednym dachem, ale jakby osobno. Nie gotowałam mu, nie odzywałam się, spałam na kanapie. On próbował zagadywać, jakby chciał udawać, że nic się nie stało. Gdy zapytałam, czy zadzwonił do tej koleżanki z pracy, którą podejrzewał o zostawienie bielizny, powiedział tylko:

— Nie wiem nawet, jak się nazywała. To było trzy lata temu, raz przyszła z tobą po imprezie, pamiętasz?

Nie pamiętałam. Albo może nie chciałam pamiętać. Mój mózg wymazywał wszystkie informacje, które nie pasowały do obrazu naszego poukładanego życia. W końcu nie wytrzymałam. Wzięłam te majtki i pojechałam do mojej siostry. Pokazałam jej je na dzień dobry.

— Twoje?

Spojrzała na nie zaskoczona.

— O nie, ja takich nie noszę. I na pewno nie rozbieram się w waszej sypialni.

— A pamiętasz, żeby ktoś obcy był u nas w domu?

Zastanowiła się.

— No, ta koleżanka z pracy… blondynka. Basia? Albo Beata? Miała czerwone szpilki i kręcone włosy. Zrobiła awanturę na balkonie, pamiętasz?

I wtedy mnie tknęło. Rzeczywiście była kiedyś u nas taka jedna. Awantura, wódka, płacz. I mąż, który potem nie chciał o tym rozmawiać.

Przełknęłam ślinę

Nie czekałam długo. Wyciągnęłam stary telefon służbowy, w którym miałam jeszcze zapisane numery z pracy sprzed lat. Znalazłam Beatę. Pamiętałam ją — zawsze trochę zbyt głośna, trochę zbyt nachalna. Zadzwoniłam. Odebrała po drugim sygnale.

— Cześć, tu Zuzanna... Nie wiem, czy mnie pamiętasz. Byłaś kiedyś u nas w domu z okazji firmowej imprezy.

— A, Zuzka! No jasne! Jasne, że pamiętam! — zaśmiała się. — Ty i twój przystojniak-mąż. Co tam?

Przełknęłam ślinę.

— Słuchaj, pytanie z innej beczki... Czy nie zostawiłaś może kiedyś u nas... bielizny?

Przez sekundę w słuchawce była cisza.

— Co takiego?

— Czerwone majtki. Znalazłam je pod łóżkiem. Zrobiła się z tego niezła afera.

— O rany... — westchnęła. — No dobrze. Powiem ci. Tak, były moje.

Zamarłam.

— Co? Ale... jak?

— Byłam wtedy kompletnie pijana. Pokłóciłam się z jakimś typem. Twój mąż odprowadził mnie do waszego pokoju, żebym się ogarnęła. I potem nie pamiętam, co się działo. Wiem tylko, że rano wyszłam w pośpiechu i pewnie coś mi wypadło.

— Nic między wami nie było?

— Zuzka, przysięgam. Wstyd mi do dzisiaj. Ale z twoim mężem nic mnie nie łączyło.

Przytulił mnie bez słowa

Kiedy się rozłączyłam, usiadłam na łóżku i gapiłam się w ścianę. Z jednej strony ulga, bo zdrady nie było, z drugiej wstyd, złość, zażenowanie. Pokłóciłam się z własnym mężem, spałam na kanapie, prawie rozwaliłam małżeństwo przez czyjeś majtki i moją wyobraźnię. Chociaż… czy tylko wyobraźnię? Wieczorem podeszłam do niego w kuchni. W rękach trzymał kubek herbaty i wyglądał, jakby bał się, że zaraz znowu wybuchnę.

— Dzwoniłam do Beaty — powiedziałam krótko.

Spojrzał na mnie pytająco, ale nic nie powiedział.

— Powiedziała, że to jej majtki. Że była pijana, ty ją zaprowadziłeś do pokoju. Że nic między wami nie było.

Skinął głową.

— Tak było. Nie chciałem ci mówić, bo wiedziałem, że to zabrzmi idiotycznie. Myślałem, że już dawno się tego pozbyłem. Wypadły pewnie, kiedy sprzątałem po niej rzeczy. Bałem się, że mi nie uwierzysz.

— Nie uwierzyłam.

Zapanowała między nami nieznośna cisza. Patrzyliśmy na siebie, jakbyśmy byli obcymi ludźmi.

— Przepraszam — powiedziałam w końcu. — Ale też chcę, żebyś wiedział: przez chwilę naprawdę sądziłam, że mnie zdradzasz. I to było najgorsze.

On tylko przytulił mnie bez słowa.

Kiwnęłam głową

Przez następne dni byłam cicha. Niby wszystko wróciło do normy: gotowałam, spałam we wspólnym łóżku, dzieci niczego nie zauważyły. Ale we mnie coś się zmieniło. Zaufanie nie odradza się jak feniks z popiołów. Potrzebuje czasu, ciszy, drobnych gestów. Mąż robił, co mógł. Wracał wcześniej z pracy, sam z siebie zaproponował, że posprząta cały dom. Unikał meczów, telefonu, nawet wieczorem nie siadał sam przed telewizorem. Próbował być bliżej. Może właśnie to było potrzebne — żebym zobaczyła, że jemu naprawdę zależy.

A ja… uczyłam się znowu ufać. Znowu wierzyć, że nie wszystko, co dziwne i niezrozumiałe, musi oznaczać zdradę. Choć strach został. Bo kiedy raz się zacznie kwestionować rzeczywistość, trudno potem uwierzyć, że świat nie chce nas oszukać. Pewnego wieczoru, gdy siedzieliśmy razem z herbatą, powiedział:

— Gdybym cię zdradził, nie miałbym siły spojrzeć ci w oczy. Wiesz o tym, prawda?

Kiwnęłam głową. Tak, wiedziałam. I choć gniew nie odszedł całkiem, poczułam ulgę. Bo prawda, nawet najbardziej niewygodna, jest lepsza niż podejrzenia. I może właśnie to nas uratowało — że oboje stanęliśmy twarzą w twarz z własnymi słabościami, zamiast się za nimi chować.

Zuzanna, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel