Reklama

Kiedy pakowałam walizki na rodzinne ferie w górach, powtarzałam sobie, że to tylko kilka dni. Kilka dni, które mają nas do siebie zbliżyć, wygasić napięcia, pozwolić odetchnąć. Chciałam wierzyć, że zmiana otoczenia wystarczy, byśmy znów byli rodziną, a nie grupą ludzi krążących wokół siebie z ostrożnością. Nie wiedziałam jeszcze, że wrócę z czymś znacznie cięższym niż bagaż.

Straciłam resztki nadziei

Samochód był wypełniony ciszą, która nie miała nic wspólnego ze spokojem. Paweł prowadził, skupiony aż przesadnie, jakby każda linia na jezdni wymagała jego pełnej uwagi. Krystyna siedziała obok niego, wyprostowana, z torebką trzymaną na kolanach, jakby była tarczą. Ja z tyłu, między teściem a fotelikiem Niny. Próbowałam zapiąć jej kurtkę, choć zrobiłam to już trzy razy.

– Mamo, nie musisz się martwić, dojedziemy bez problemu – odezwał się Paweł, zerkając na Krystynę.

– Ja się nie martwię, tylko mówię – odpowiedziała miękko. – Wiesz, że w górach pogoda bywa kapryśna. Lepiej być przygotowanym.

To „lepiej” zawsze miało drugie dno. Zawsze było sugestią, która brzmiała jak troska, a kończyła się decyzją. Przez chwilę patrzyłam przez okno na mijane drzewa i przypomniałam sobie, ile razy słyszałam podobny ton, gdy wybieraliśmy mieszkanie, przedszkole dla Niny, nawet kolor ścian w salonie.

– Iga, masz może chusteczki? – Krystyna odwróciła się do mnie z uśmiechem. – Nina chyba się spociła.

Podałam jej opakowanie, czując znajome ukłucie. Nina była spokojna, bawiła się paskiem od kurtki. To nie o nią chodziło. Chodziło o pokazanie, że Krystyna widzi więcej, szybciej, lepiej.

– Dobrze, że jedziemy razem – ciągnęła dalej. – Rodzina powinna trzymać się blisko, zwłaszcza gdy pojawiają się… nieporozumienia.

Paweł skinął głową.

– Właśnie po to ten wyjazd – powiedział, próbując się uśmiechnąć. – Żeby było normalnie.

Słowo „normalnie” zawisło w powietrzu jak obietnica, której nikt nie potrafił sprecyzować. Dla mnie normalność od dawna oznaczała bycie tą, która musi się starać bardziej. Tą, której uwagi są nazywane przewrażliwieniem, a zmęczenie – brakiem wdzięczności. Kiedy zatrzymaliśmy się na krótką przerwę, Krystyna wysiadła pierwsza.

– Paweł, załóż Ninie czapkę – rzuciła. – W górach łatwo o przeziębienie.

– Iga już ją ubrała – odpowiedział, ale i tak sięgnął po czapkę.

Patrzyłam na nich i nagle dotarło do mnie, że ten wyjazd jest czymś więcej niż wspólnymi feriami. To był sprawdzian. Kto jest ważniejszy, czyje słowa znaczą więcej, kto naprawdę zna Pawła. Nadzieja, z którą wsiadałam do samochodu, zaczęła mieszać się z lękiem i zmęczeniem, którego nie potrafiłam już ukryć nawet przed sobą.

Teściowa miała dwie twarze

Pensjonat pachniał drewnem i świeżo zaparzoną herbatą. Krystyna weszła pierwsza, jakby dokładnie wiedziała, gdzie stanąć, żeby od razu zwrócić na siebie uwagę. Uśmiechnęła się do właścicielki, pochyliła lekko głowę, powiedziała coś miłego o widoku za oknem. W odpowiedzi dostała entuzjastyczne kiwnięcie i słowa uznania, jakby były starymi znajomymi.

– Ma pani cudowną wnuczkę – usłyszałam chwilę później, gdy Krystyna poprawiała Ninie szalik. – Taka grzeczna dziewczynka, a babcia taka zaangażowana.

„Babcia”, nie „my”. Stałam obok z torbą w ręku i czułam się jak intruz, jak dodatek do obrazu idealnej rodziny. Mimo to pierwsze dni mijały spokojnie. Krystyna pomagała przy śniadaniach, sprzątała po wszystkich szybciej, niż zdążyłam się zorientować, że ktoś wstał od stołu. Za każdym razem, gdy próbowałam ją wyręczyć, machała ręką.

– Usiądź, odpocznij, ja to zrobię – mówiła ciepło. A potem, ciszej, tylko do mnie: – Ty zawsze tak wszystko przeżywasz, Iga. Trzeba mieć dystans.

Na spacerach ludzie ją zaczepiali. Ktoś pytał o trasę, ktoś inny o pogodę. Krystyna odpowiadała cierpliwie, z uśmiechem, jakby była przewodnikiem całej grupy.

– Mama chyba dobrze się bawi – powiedział Paweł wieczorem, kiedy Nina już spała. – Wszyscy ją tu lubią.

– Na to wygląda – odpowiedziałam krótko.

– No właśnie. Może trochę przesadzasz z tą swoją… oschłością?

Poczułam, jak coś we mnie się napina.

– To nie jest oschłość. To jest zmęczenie – powiedziałam, ale on już nie słuchał.

Krystyna siedziała przy stole, krojąc jabłko.

– Paweł, jutro może pójdziemy z Niną na ten krótszy szlak – zaproponowała. – Iga pewnie będzie chciała zostać, ona nie przepada za długimi trasami.

Podniosłam wzrok.

– Nigdy tak nie mówiłam.

Ale znam cię – uśmiechnęła się łagodnie. – Zawsze się szybko męczysz. Prawda, Leon?

Teść nic nie odpowiedział, za to Paweł spojrzał na mnie niepewnie.

– Może faktycznie… – zaczął.

I wtedy zrozumiałam, jak to działa. Publicznie Krystyna była troskliwa i ciepła. Wszyscy byli w jej cieniu. Teść, Paweł i ja też. Prywatnie wbijała małe szpile, drobne uwagi, które powoli budowały obraz mnie jako tej słabszej, mniej zdecydowanej. Każdego dnia czułam narastającą frustrację, ale wciąż milczałam, licząc, że spokój jest ważniejszy. Nie wiedziałam jeszcze, jak wysoka będzie cena tego spokoju.

Byłam coraz bardziej sfrustrowana

Restauracja, do której poszliśmy na kolację, przywitała nas ciepłem i zapachem drewna. Krystyna niemal natychmiast przejęła inicjatywę. Podeszła do lady, zanim zdążyłam zdjąć kurtkę Ninie.

– Dzień dobry, ale tu przytulnie – powiedziała z entuzjazmem. – Idealne miejsce dla dziecka.

– Staramy się – odpowiedziała właścicielka z wyraźną sympatią. – A to pewnie wnuczka?

– Tak, nasza Nina – Krystyna położyła jej rękę na ramieniu. – Oczko w głowie całej rodziny.

– Ma pani szczęście do takiej babci – dodała kobieta, spoglądając na mnie przelotnie. – Widać, że bardzo pomaga.

Uśmiechnęłam się automatycznie, choć poczułam, jakby ktoś delikatnie, ale stanowczo wypchnął mnie z kadru. Przy śniadaniu Krystyna krzątała się przy stole.

– Paweł, weź jeszcze kromkę, będziesz głodny – powiedziała, podsuwając mu talerz. – I Ninie dolej herbaty, zaraz wystygnie.

– Mamo, dam sobie radę – zaśmiał się Paweł.

– Ja wiem, ja tylko mówię – odpowiedziała tym swoim spokojnym tonem. – Iga, ty nic nie jesz. Potem mówisz, że nie masz siły.

– Jem wystarczająco – odparłam cicho.

– No tak, każdy ma swoje „wystarczająco” – rzuciła z uśmiechem. – Tylko potem różnie to wygląda.

Po południu spotkaliśmy parę z dzieckiem na korytarzu. Krystyna zatrzymała się od razu.

– O, jakie słodkie buciki – zachwyciła się. – My też mamy wnuczkę w podobnym wieku.

– Naprawdę? – ucieszyła się kobieta. – A pani synowa ma szczęście, taka pomoc to skarb.

– Staram się, jak mogę – odpowiedziała Krystyna. – Dziś tyle młodych matek jest zagubionych.

Spojrzała na mnie tylko przez ułamek sekundy, ale wystarczyło. Wieczorem, gdy Nina zasnęła, usiedliśmy przy stole.

– Wszyscy ją tu uwielbiają – powiedział Paweł. – Widzisz? Nie robi nic złego.

– Nie powiedziałam, że robi coś złego – odpowiedziałam ostrożnie. – Tylko że… czasem mówi za mnie.

Krystyna westchnęła teatralnie.

– Iga, ja tylko pomagam. Ty wszystko odbierasz tak osobiście.

– Bo to dotyczy mnie – powiedziałam ciszej. – Mówisz, jaka jestem, co lubię, czego nie.

– Znam cię już tyle lat – wzruszyła ramionami. – Na przykład jutro lepiej, żebyś została w pensjonacie. Ten czarny szlak może być dla ciebie męczący.

Chcę iść – powiedziałam stanowczo.

Paweł spojrzał na mnie zaskoczony.

– Na pewno? Mama ma rację, to może być trudne.

Wtedy coś we mnie pękło, choć jeszcze tego nie pokazałam. Zrozumiałam, że te drobne rozmowy, te uśmiechy i uwagi, dzień po dniu niszczą moją godność. A frustracja, którą dusiłam w sobie, zaczęła rosnąć szybciej, niż byłam gotowa przyznać.

Zdanie, które zmieniło wszystko

Zeszłam do jadalni później niż zwykle. Nina została z Pawłem w pokoju, a ja chciałam tylko chwili ciszy i kubka ciepłej herbaty. Na korytarzu było półmrok, pensjonat wyraźnie już spał. Kiedy mijałam uchylone drzwi do małego saloniku, usłyszałam głos Krystyny. Zatrzymałam się odruchowo, nawet nie zdając sobie sprawy dlaczego.

– Mówię ci, Leon, trzeba było to trzymać od początku w ryzach – powiedziała spokojnie, bez złości, jakby mówiła o planowaniu zakupów.

– Może przesadzasz… – teść odezwał się cicho.

– Nie przesadzam. Gdyby Paweł od razu kupił to mieszkanie bliżej nas, nie byłoby tylu problemów. A tak, ona dostała poczucie, że ma coś do powiedzenia.

Poczułam, jak serce zaczyna mi walić.

– Przecież to była ich wspólna decyzja – mruknął Leon.

Krystyna westchnęła.

– Wspólna? Paweł zawsze potrzebował tylko lekkiego popchnięcia. Wystarczyło mu powiedzieć, że Iga sobie nie poradzi, że to za dużo na jej głowę. Sam potem przychodził po radę.

Zapadła chwila ciszy, a ja stałam jak sparaliżowana.

– Zresztą przy dziecku było podobnie – ciągnęła dalej. – Gdyby nie ja, to nie wiem, jak wychowaliby Ninę. A tak Paweł wiedział, kogo słuchać.

– Ale Iga... – zaczął Leon niepewnie.

– Daj spokój – Krystyna szybko mu przerwała. – Ona zawsze była zbyt emocjonalna. Takimi ludźmi trzeba trochę pokierować, dla ich dobra.

Cofnęłam się o krok, czując, jak robi mi się słabo. Każde zdanie układało się w całość z setek drobnych sytuacji z ostatnich lat. Nagle przypomniałam sobie rozmowy Pawła, jego wątpliwości, które ktoś w nim zasiał. Te momenty, gdy mówił: „Mama uważa, że…”, „Mama ma rację…”. Wróciłam do pokoju, zamykając drzwi ciszej, niż sądziłam, że potrafię. Paweł spojrzał na mnie uważnie.

– Wszystko w porządku? – zapytał.

Usiadłam na łóżku, ściskając dłonie.

– Paweł… czy ty wiesz, ile decyzji w naszym życiu podjąłeś, bo ktoś cię do tego przekonał?

Zmarszczył brwi.

– O co ci chodzi?

– O mieszkanie, o Ninę. O mnie – powiedziałam, a głos mi zadrżał. – Czy kiedykolwiek zastanowiłeś się, czy to były twoje wybory?

– Przesadzasz – odpowiedział automatycznie. – Mama tylko doradza.

– Nie. Ona steruje – powiedziałam cicho. – Słyszałam ją przed chwilą.

Zapadła cisza. Paweł otworzył usta, jakby chciał zaprzeczyć, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. W jego oczach zobaczyłam coś, czego wcześniej tam nie było – strach pomieszany z wątpliwością.

– Iga… – zaczął. – Ona chciała dobrze.

– A ja? – zapytałam. – Ja przez te wszystkie lata byłam kim?

Nie odpowiedział. A ja wiedziałam już, że to zdanie, które usłyszałam przypadkiem, zostanie we mnie na długo.

Nie mogłam dalej tak żyć

Nie pamiętam, kto pierwszy podniósł głos. Wiem tylko, że w pewnym momencie wszyscy znaleźliśmy się w jednym pokoju, jakby to było nieuniknione. Krystyna siedziała przy stole, Leon stał pod ścianą, Paweł krążył między nami, a ja czułam, że jeśli teraz się wycofam, już nigdy nie wrócę do siebie sprzed tej rozmowy.

Powiedz im – zwróciłam się do Pawła. – Powiedz, co słyszałeś ode mnie.

– Iga, naprawdę musimy to robić teraz? – zapytał, unikając mojego wzroku.

– Tak. Teraz – odpowiedziałam.

Krystyna uśmiechnęła się blado.

– Nie rozumiem, o co ten dramat. Zawsze chciałam dla was dobrze.

– Dla nas czy dla siebie? – wyrwało mi się.

Paweł w końcu usiadł.

– Mamo… czy ty naprawdę mówiłaś, że Iga sobie nie poradzi? Że trzeba ją... kontrolować?

Krystyna westchnęła ciężko, jakby to ona była ofiarą.

– Paweł, ty zawsze byłeś wrażliwy. Ktoś musiał myśleć rozsądnie. A Iga… no cóż, ona wszystko przeżywa za bardzo.

– To nie jest odpowiedź – powiedział cicho.

Leon poruszył się niespokojnie.

– Może już wystarczy – mruknął. – Po co rozdrapywać stare sprawy?

– Bo to nie są stare sprawy – odpowiedziałam. – One trwają do dziś.

Krystyna nagle zmieniła ton.

– A może to ty masz problem z tym, że Paweł mnie słucha? – zapytała. – Zawsze byłaś zazdrosna o naszą relację.

Poczułam, jak robi mi się gorąco.

– To nie zazdrość. To poczucie, że nigdy nie byłam partnerką, tylko przeszkodą.

Paweł złapał się za głowę.

– Przestańcie… – powiedział. – Ja… ja naprawdę nie wiem, gdzie tu jest prawda.

I wtedy zrozumiałam, że nie będzie jednego momentu olśnienia, jednego winnego. Krystyna nie widziała w sobie manipulacji, Leon nie widział sensu w sprzeciwie, a Paweł dopiero zaczynał dostrzegać, jak bardzo jego matka wtrącała się w nasze życie.

Nie chcę tak dalej żyć – powiedziałam spokojnie, choć w środku wszystko mi drżało. – Albo zaczniemy być małżeństwem, albo przestaniemy udawać.

Nikt nie odpowiedział. Cisza, która zapadła, była gorsza niż krzyk. W niej było wszystko: strach Pawła, urażona duma Krystyny i moja pewność, że nic już nie wróci na swoje miejsce.

Nie chciałam tkwić w zawieszeniu

Przez pierwsze dni po powrocie udawaliśmy normalność. Paweł zamknął się w sobie, ja zajmowałam się Niną, gotowałam, sprzątałam, robiłam wszystko tak, jak zawsze. Krystyna zadzwoniła trzeciego dnia.

– Chciałam zapytać, czy wszystko w porządku – powiedziała tonem pełnym troski. – Paweł się nie odzywa.

Paweł siedział obok mnie na kanapie. Spojrzałam na niego i podałam mu telefon.

– Mama – powiedziałam. – Paweł jest tutaj.

Nie wziął słuchawki od razu.

– Mamo… muszę trochę pobyć sam – powiedział w końcu. – My musimy poukładać swoje sprawy.

Zapadła cisza, nawet przez telefon.

– Czy to ona ci tak każe? – padło pytanie.

Paweł zamknął oczy.

– Nie, to ja tak czuję.

Rozłączył się i długo siedzieliśmy bez słowa.

– Nie umiem jeszcze wszystkiego zrozumieć – odezwał się w końcu. – Ale wiem, że wiele rzeczy… powinno wyglądać inaczej.

– Tylko że ja już nie chcę żyć w zawieszeniu – odpowiedziałam. – Potrzebuję pewności.

Nie kłóciliśmy się. To było gorsze. Rozmowy stały się krótkie, ostrożne, jakby każde zdanie mogło coś ostatecznie złamać. Paweł coraz częściej wracał późno. Ja coraz częściej myślałam o tym, jak wyglądałoby życie, w którym nie muszę się tłumaczyć z własnych decyzji. Któregoś wieczoru usiadłam przy łóżku Niny.

– Mamo, ty jesteś smutna? – zapytała nagle.

– Trochę – przyznałam.

To ja cię przytulę – powiedziała i objęła mnie małymi rękami.

Wtedy zrozumiałam, że nie mogę dłużej tkwić w relacji, w której ktoś zawsze stoi pomiędzy mną a moim mężem. Nie było jednego momentu ulgi, żadnego poczucia wygranej. Był tylko żal za latami, w których wierzyłam, że to ja muszę się bardziej postarać. Prawda nie naprawiła naszego małżeństwa. Ona tylko pokazała, że od dawna było budowane na cudzych wpływach, a nie na partnerstwie. I choć to boli najbardziej, wolę wiedzieć, na czym stoję, niż dalej żyć w cieniu czyjejś kontroli, nazwanej troską.

Iga, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama