„W Dzień Babci i Dziadka teściowie pogardzili laurkami od mojej córeczki. Własnoręczny prezent to dla nich bibelot”
„Olga dostała pluszaka, który już na pierwszy rzut oka wyglądał jak z kosza przy kasie w markecie. A potem przyszli szwagier z rodziną. Dzieciaki wbiegły, teściowie aż się rozpromienili. I nagle na stole pojawiły się dwie grube koperty. Kacper spojrzał na mnie szybko, jakby się upewniał, czy ja też to widzę”.

- Redakcja
Od kilku lat mam wrażenie, że z każdą wizytą teściów robi się trudniej. Nikt nie krzyczy, nikt nie mówi wprost „tych lubimy bardziej”, ale ja widzę jedno: moje dzieci dostają ochłapy, a ich kuzyni wychodzą z kopertami i prezentami, o których Kacper i Olga mogą tylko pomarzyć. I potem zostaje mi w głowie ten sam obraz – uśmiechy na siłę i oczy, które pytają: „mamo, a my co zrobiliśmy nie tak”.
To było niesprawiedliwe
Zbliżały się urodziny Kacpra. Już kilka dni wcześniej czułam to znajome napięcie, takie w żołądku. Bo urodziny powinny być fajne, a u nas zawsze kończyło się porównywaniem.
– Mamo, dziadek przyjdzie? – zapytał Kacper, skubiąc rękaw bluzy.
– Przyjdzie. I babcia też – odpowiedziałam spokojnie, choć w środku już układałam sobie w głowie, jak to znów będzie wyglądało.
Przyszli punktualnie. Teściowa podała paczuszkę – małą, lekką, owiniętą papierem, który wyglądał jakby był z jakiejś wyprzedaży.
– No to, Kacperek, dla ciebie – uśmiechnęła się, jakby wręczała coś wyjątkowego.
Kacper rozerwał papier ostrożnie. W środku był plastikowy samochodzik.
– O, super – powiedział cicho.
Olga dostała pluszaka, który już na pierwszy rzut oka wyglądał jak z kosza przy kasie w markecie. A potem przyszli szwagier z rodziną. Dzieciaki wbiegły, teściowie aż się rozpromienili.
– No chodź tu, Michałku, pokaż, jaki ty wysoki – teściowa od razu objęła kuzyna moich dzieci. – A Julia? Już taka duża. Ojej, no chodź do babci.
I nagle na stole pojawiły się dwie grube koperty. Kacper spojrzał na mnie szybko, jakby się upewniał, czy ja też to widzę. Udawałam, że skupiam się na herbacie. Wieczorem, gdy go kładłam spać, zapytał:
– Mamo, czemu oni zawsze dostają koperty, a ja zabawki?
Zawiesiłam głos. Nie chciałam, żeby czuł się gorszy.
– Kacper, ty nie jesteś gorszy. Nigdy. Rozumiesz?
– No ale oni mają więcej…
– Mogą mieć więcej rzeczy. Ty masz nas. I masz swoją wartość, nie w kopercie.
Powiedziałam to, ale sama czułam, że muszę zrobić coś więcej.
W końcu pękłam
Najgorzej było przy stole. Prezenty to jedno, ale uwaga… brak uwagi boli bardziej.
– Michał ma same piątki, on to jest zdolny – zachwycała się teściowa, krojąc ciasto.
– A Kacper też ma dobre oceny – wtrąciłam.
– No tak, tak… – machnęła ręką, jakby to było bez znaczenia.
Kacper spuścił wzrok. Olga siedziała cicho i kręciła łyżeczką w kubku.
– Olga, pokażesz babci swój rysunek? – zachęciłam.
Olga wstała i podała kartkę. Teściowa zerknęła.
– Ładne. Michał to dopiero ma talent.
Widziałam, jak Olga przełyka ślinę, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie mogła. W końcu pękłam. W kuchni złapałam teściów, zanim wyszli.
– Słuchajcie, to nie jest łatwe – zaczęłam. – Ale nie będę już udawać, że nic się nie dzieje.
Teść spojrzał na mnie z miną: „o co chodzi”.
– Wasze zachowanie rani moje dzieci. Widzicie różnicę w prezentach? W kopertach? W tym, komu poświęcacie uwagę?
Teściowa się spłoszyła.
– Ale my przecież wszystkim coś dajemy.
– Dajecie. Tylko że jedni dostają „coś”, a drudzy dostają „dużo”. A potem jeszcze słyszą, kto jest zdolny, kto jest najlepszy i z kim babcia najchętniej rozmawia.
Cisza była ciężka. Teść chrząknął.
– Nie przesadzaj. To dzieci, one zaraz zapomną.
– Nie. One nie zapominają. One się uczą, że są mniej ważne.
Wyszli bez wielkiej rozmowy. A ja zostałam z poczuciem ulgi, że w końcu to powiedziałam.
Nie wytrzymałam
Po tej rozmowie postanowiłam jedno: w domu nie będziemy żyć pod dyktando cudzych opinii. Wprowadziłam nasze małe rytuały. Takie, które dzieci lubią i które są tylko nasze. Urządzaliśmy rodzinne kino i wspólnie wykonywaliśmy prace plastyczne. Olga zaczęła częściej przychodzić do mnie z drobiazgami, a Kacper też odżył, kiedy poczuł, że jego sprawy są ważne.
I wtedy przyszedł Dzień Babci i Dziadka. Myślałam, że będzie spokojnie. Dzieci zrobiły laurki, Olga upiekła ze mną muffinki, Kacper ćwiczył wierszyk.
– Mamo, ja to powiem głośno, żeby babcia słyszała – zapowiedział dumnie.
– Jasne. I pamiętaj, że robisz to dla siebie, bo chcesz powiedzieć coś miłego – przypomniałam.
Przed obiadem pojechaliśmy do teściów. Dzieci weszły pierwsze.
– Babciu, dziadku, to dla was – Olga podała laurkę.
Teściowa uśmiechnęła się, ale zaraz odwróciła głowę, bo w tym samym momencie weszły też dzieci szwagra.
– Ojej, moje kochane. No chodźcie tu. Co wy mi przynieśliście? – od razu zrobiło się głośno.
Szwagier wyjął torbę z drogą kawą, perfumami, jakimś zestawem „premium”. I kopertą, jakby to był jubileusz. Kacper stał z boku z laurką w ręce. I wtedy usłyszałam, jak mówi do Olgi, szeptem:
– Widzisz. Oni zawsze są lepsi.
Olga zacisnęła usta. I ja już nie wytrzymałam.
– Stop – powiedziałam, spokojnie, ale twardo. – To jest Dzień Babci i Dziadka. A moje dzieci stoją tu i czują się gorsze.
Wszyscy zamilkli.
– Co ty mówisz? – teściowa popatrzyła na mnie jak na wariatkę.
– Mówię to, co widać od lat. Kacper i Olga robią dla was laurki, pieką muffinki, szykują się, a wy zachwycacie się prezentami od drugiej strony. A potem moje dzieci wychodzą stąd z myślą, że ich starania są mniej warte.
Teść spuścił wzrok.
– To nie tak…
– To właśnie tak. I jeśli ma być normalnie, to ma być normalnie dla wszystkich.
Kacper cicho dokończył swój wierszyk. Trochę drżał, ale powiedział go do końca. Teściowa słuchała już inaczej. Może pierwszy raz.
To była największa zmiana
Nie powiem, że po tej scenie wszystko nagle stało się idealne. Nie. Teściowie czasem nadal się zapominają, czasem wchodzą w stary schemat. Ale coś pękło i jednocześnie coś się otworzyło. Przynajmniej przestaliśmy udawać, że „nic się nie dzieje”.
Najważniejsze jest to, co dzieje się u nas w domu. Kacper i Olga coraz częściej widzą, że ich wartość nie zależy od kopert i zachwytów dorosłych. Mają swoje pasje, swoje małe sukcesy i nasze wsparcie. I to jest moja największa zmiana. Kiedyś czekałam, aż teściowie się opamiętają. Że może kiedyś sami zobaczą, że robią różnice. Teraz wiem, że nie warto czekać w nieskończoność. Trzeba działać tu i teraz.
U nas w domu jest prosto: nie porównujemy, nie wyśmiewamy, nie robimy rankingów. Doceniamy, rozmawiamy. I jeśli coś boli, to mówimy o tym głośno. Teściowie dalej są jacy są, ale moje dzieci już nie są bezbronne. Mają mnie, mają tatę, mają dom, w którym wiedzą, że są ważne. A to jest więcej warte niż każda koperta, nawet najgrubsza.
I jeśli mam coś z tego wynieść na przyszłość, to jedno: rodzina to nie jest miejsce, gdzie dziecko ma zasłużyć na miłość. Rodzina to miejsce, gdzie ma ją dostać z góry. Bez warunków, bez „lepszych” i „gorszych”. A ja wiem jedno: jeśli mam być tą „trudną synową”, bo bronię dzieci – to trudno. Wolę być trudna, niż patrzeć, jak moje dzieci uczą się, że są gorszego sortu.
Iwona, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Teściowa rządziła się jak królowa. Zamiast słuchać jej rozkazów, z satysfakcją obaliłam ją z tronu”
- „Rodzina traktowała babcię jak świętą, ale ona nie była aniołem. Na Dzień Babci nie zapalę nawet świeczki na jej grobie”
- „Po przyjeździe na rodzinne ferie nad morzem przeżyliśmy szok. Miał być kominek i luksus, a przywitał nas grzyb i ziąb”

