Reklama

Zawsze widziałam w mojej teściowej zimną, wręcz lodowatą kobietę. Jej spojrzenie miało moc zamrażania herbaty, a słowa, które kierowała w moją stronę, zawsze wydawały się wyważone co do grama i nigdy nie padły przypadkowo. Przez lata nauczyłam się grać w tę samą grę: mówić krótko, grzecznie, nie wdawać się w dyskusje, nie prowokować. Wszelkie rodzinne uroczystości z nią przypominały przymusowe rekolekcje w zakonie, gdzie jedyną rozrywką było ukradkowe liczenie minut do końca wizyty. Jej obecność przy stole sprawiała, że nawet rosół stygnął szybciej.

Owszem, miałam z nią wspólne tematy — z grzeczności. Szczytem zażyłości było pytanie o pogodę albo o to, czy na pewno ziemniaki się dogotowały. Mój mąż zawsze powtarzał, żebym dała jej spokój, „bo ona już taka jest”. Tyle że dla mnie była królową lodu, a ja zawsze uważałam, że ludzie się tacy nie rodzą, tylko coś ich do tego doprowadza. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że nigdy się do niej nie zbliżę, a już na pewno nie zrozumiem, co się w niej kryje. Byłam w błędzie.

Niespodziewanie westchnęła

Wszystko zaczęło się pewnego ponurego wieczoru, kiedy zadzwonił do mnie Łukasz tuż po pracy. Miał w głosie coś dziwnego, jakby przestawał być pewny siebie.

— Słuchaj, mama dzwoniła... Jest jakaś roztrzęsiona, możesz do niej podjechać?

— Ja? — zapytałam, próbując nie wybuchnąć śmiechem. — Czemu nie ty?

— Mam jeszcze zebranie, wrócę późno. Proszę cię, pojedź. Coś się stało, przez telefon ledwie ją mogłem poznać.

Przez chwilę rozważałam, czy nie udawać, że jestem ślepa na takie prośby, ale w końcu sumienie zwyciężyło. Zawsze lubiłam mieć o sobie dobre mniemanie, nawet jeśli oznaczało to wizytę u kobiety, która traktowała mnie jak cień. Kiedy weszłam do jej mieszkania, zastałam ją przy kuchennym stole. Siedziała w ciemnościach, oparta łokciami o blat.

— Dzień dobry — rzuciłam, nie siląc się na wylewność. — Mąż mówił, że coś się stało.

Teściowa podniosła wzrok. Było w nim coś, czego wcześniej tam nie widziałam — bezradność.

On mnie zdradził — powiedziała cicho, jakby to były pierwsze słowa wypowiedziane tego dnia.

Usiadłam powoli na krześle naprzeciwko niej, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. Ona, kobieta z marmuru, nagle była krucha jak wydmuszka.

— Masz na myśli... twojego męża?

— Tak, mojego męża — powtórzyła z goryczą. — Nawet nie potrafił się do tego przyznać. Znalazłam w jego płaszczu rachunek z hotelu. Tłumaczył się, że to spotkanie służbowe.

Milczałam. Po raz pierwszy w życiu nie czułam potrzeby, żeby zagadać niezręczną ciszę.

— Chcesz herbaty? — spytałam, bo na nic mądrzejszego nie było mnie stać.

Skinęła głową, a potem niespodziewanie westchnęła:

— Myślałam, że jestem silna. A teraz nie wiem, kim właściwie jestem.

Aż poczułam się winna

Zagotowałam wodę w czajniku, próbując zebrać myśli. Nigdy nie byłam u niej świadkiem takiego załamania. Zwykle to ona siedziała wyprostowana, z miną nauczycielki na radzie pedagogicznej, a ja czułam się jak uczennica, która nie odrobiła zadania. Teraz to wszystko zniknęło.

— On nawet nie zaprzeczył — odezwała się, patrząc gdzieś w bok. — Zaczął się jąkać, jakby pierwszy raz w życiu nie miał gotowej odpowiedzi. Przez tyle lat myślałam, że przynajmniej lojalność mamy między sobą…

Podałam jej herbatę, sama usiadłam znów naprzeciwko, choć najchętniej schowałabym się w szafce pod zlewem, żeby nie patrzeć na jej łzy.

— Może... może to jakaś pomyłka? — wymamrotałam nieśmiało.

Spojrzała na mnie z taką rezygnacją, że aż poczułam się winna.

— Miałabym ochotę cię wyśmiać, ale nawet na to nie mam już siły. Zawsze go tłumaczyłam, nawet kiedy mówił, że zostaje po godzinach. Mówiłam sobie: Jestem rozsądną kobietą, nie będę robić scen. A tu proszę.

— Co zamierzasz zrobić? — spytałam, może za bardzo wprost, ale nie umiałam inaczej.

— Sama nie wiem. Nigdy nie pomyślałam, że będę tą, której świat się rozsypie. Głupio to brzmi, prawda? — parsknęła, chociaż bez cienia radości. — Zawsze myślałam, że tylko słabe kobiety płaczą przez facetów. No i proszę...

Patrzyłam na nią, szukając tej lodowej powłoki, którą znałam, ale ona naprawdę zniknęła.

— Chcesz, żebym zadzwoniła do Łukasza? — zapytałam po chwili ciszy.

Pokręciła głową.

— Nie. Nie mam siły, żeby z nim o tym rozmawiać.

Uśmiechnęła się przez łzy

Przez chwilę siedziałyśmy w milczeniu, jakbyśmy obie czekały, aż sytuacja się sama wyprostuje. Ona popijała herbatę, ja nerwowo mieszałam łyżeczką w swojej filiżance. W końcu to teściowa przerwała ciszę.

— Myślałaś kiedyś o tym, co byś zrobiła, gdyby Łukasz cię zdradził? — zapytała nagle, tak prosto, że przez sekundę zapomniałam języka w gębie.

— Szczerze? Chyba zawsze sobie wmawiałam, że to mnie nie dotyczy. Łukasz... no cóż, jest za mało błyskotliwy, żeby ktoś się nim specjalnie interesował — mruknęłam z przekąsem.

Spojrzała na mnie uważnie, pierwszy raz od naszego spotkania z lekkim rozbawieniem.

— Moja droga, uwierz mi, to nie zawsze jest kwestia atrakcyjności. Zdrady są zwykle banalne, zupełnie jak te tanie komedie w telewizji. Kiedyś myślałam, że ja jestem ponad to, rozumiesz? Że mnie to nie dotknie.

— A jednak — westchnęłam, dostrzegając, jak bardzo ona jest teraz zwyczajna, ludzka.

Przetarła oczy chusteczką, próbując zapanować nad łzami.

— Nawet nie wiem, do kogo mam zadzwonić. Córka by się załamała, matce nie powiem, bo ma słabe serce. Ty jesteś pierwszą osobą, która o tym wie.

Nie wiem, co mnie podkusiło, ale położyłam jej dłoń na ręce.

— Jeśli chcesz, możemy sobie dzisiaj razem ponarzekać na facetów. I na życie. W sumie jesteś mi to winna za wszystkie twoje uwagi przy stole — spróbowałam zażartować.

Ku mojemu zaskoczeniu, uśmiechnęła się przez łzy.

— Masz rację, czasem bywam okropna. Przepraszam cię.

— Spokojnie, nie jestem aż tak pamiętliwa. Dzisiaj, wyjątkowo, mogę być po twojej stronie.

Pokręciła głową

Siedziałyśmy tak jeszcze przez dłuższą chwilę, a atmosfera między nami powoli zaczęła się zmieniać. Z każdym kolejnym łykiem herbaty stawała się bardziej rozmowna, a ja nie mogłam się nadziwić, że potrafi być… zwyczajna.

— Wiesz, najgorsze jest to, że ja już nie wiem, jak z nim rozmawiać — przyznała, kręcąc w palcach uchwyt kubka. — Zawsze byliśmy tacy poprawni. Nigdy nie kłóciliśmy się o głupoty, nie trzaskaliśmy drzwiami. Myślałam, że to dobrze. A teraz? Okazuje się, że przez lata byliśmy sobie zupełnie obcy.

Westchnęłam.

— Czasem jak ludzie przestają się kłócić, to już jest po wszystkim. Moja mama mówiła, że małżeństwo bez kłótni jest jak zupa bez soli. Może coś w tym jest.

Uśmiechnęła się lekko, po raz pierwszy z iskierką z dawnych czasów.

— Zupa bez soli… Ciekawe porównanie. Może dlatego u nas zawsze wszystko było takie mdłe.

Przygryzłam wargę, zastanawiając się, czy się nie wygadać.

— Wiesz… zawsze myślałam, że jesteś nie do ruszenia. Patrzyłam na ciebie jak na wzór opanowania. Trochę się ciebie bałam.

Popatrzyła na mnie z powagą.

— Bałaś się mnie?

— No, trochę tak. Potrafisz jednym spojrzeniem człowieka postawić do pionu. Wiesz, że na święta dzieci pod stołem losowały, kto pierwszy zagada do ciebie przy stole?

Pokręciła głową i, ku mojemu zdumieniu, roześmiała się cicho.

— I ja się dziwiłam, że wszyscy siedzą jak na szpilkach… Może powinnam być inna, może wtedy mój mąż nie szukałby rozrywki gdzie indziej.

Przytuliłam ją lekko

Zrobiło się już ciemno, w kuchni paliła się tylko mała lampka nad stołem. Teściowa coraz rzadziej ocierała łzy, jakby powoli odzyskiwała równowagę. Byłyśmy już po czwartej herbacie. Gdzieś między jednym łykiem a drugim wymsknęło mi się:

— Wiesz, jakbyś chciała, możesz do mnie czasem zadzwonić. Nawet tylko po to, żeby ponarzekać na życie. To jest, podobno, część bycia rodziną.

Popatrzyła na mnie z takim zdziwieniem, jakby usłyszała to po raz pierwszy w życiu.

— A nie masz już mnie dość? — zapytała z lekką kpiną, choć bez jadu.

— Mam, ale to przecież normalne. Rodzina jest właśnie od tego, żeby mieć siebie czasem dość i iść dalej. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Wyprostowała się i spojrzała na mnie uważnie.

— Gdybyś mnie zapytała tydzień temu, czy chcę z tobą siedzieć i pić herbatę, wyśmiałabym cię. A dzisiaj… Cóż, życie bywa przewrotne.

Wstałam, żeby położyć torebki po herbacie do zlewu. Nagle usłyszałam za plecami:

— Gdyby nie ty, pewnie siedziałabym tu sama do rana. Dziękuję ci. Naprawdę.

Odwróciłam się i, sama nie wierząc, że to robię, przytuliłam ją lekko. Sztywno odwzajemniła uścisk, ale nie odepchnęła mnie, co uznałam za mały cud.

— Teraz masz prawo płakać ile chcesz. Tylko błagam, jutro nie każ mi robić pierogów — powiedziałam, próbując rozładować napięcie.

Pokręciła głową, z kącikiem ust lekko uniesionym.

— Dam ci dzisiaj wolne. Ale jutro… zobaczymy.

Wyszłam od niej nad ranem

Zostałyśmy przy tym stole do drugiej w nocy, a rozmowa przeszła w coś, co chyba najbardziej przypominało spowiedź dwóch zmęczonych życiem kobiet. W pewnym momencie teściowa otworzyła butelkę nalewki, którą trzymała „na czarną godzinę”. Uznałyśmy jednogłośnie, że czarniejszej nie będzie.

— Chyba już wystarczy tych łez — powiedziała w końcu, zerkając na mnie z przekornym błyskiem w oku. — Zaraz nie będę miała siły umyć zębów przed snem.

— No to zostaw, zęby nie uciekną. Ja się kiedyś położyłam spać w makijażu, bo nie miałam siły wstać z łóżka. Następnego dnia Łukasz pytał, czy kogoś zamordowałam — odparłam, a ona, ku mojemu zaskoczeniu, zarechotała.

W tej chwili przypomniałam sobie, jak bardzo nienawidziłam tej jej lodowatej miny, za to jak niewiele wiedziałam o kobiecie, która ją nosiła.

— Może nie będziemy już udawać, że wszystko w naszym życiu jest idealne? — rzuciłam ostrożnie.

Teściowa przysunęła do mnie kubek.

— Zgoda. Od dzisiaj oficjalnie możemy się użalać i narzekać razem. Tylko nie licz, że przestanę mieć uwagi do twojego barszczu.

— Spokojnie, już się do tego przyzwyczaiłam. Byłabym zaniepokojona, gdybyś pochwaliła moje gotowanie. — Wzruszyłam ramionami.

Wyszłam od niej nad ranem, zmęczona, ale z jakimś dziwnym poczuciem bliskości. Z tej nocy zapamiętam nie łzy, tylko moment, gdy pierwszy raz poczułam się jej naprawdę potrzebna.
Może właśnie to jest rodzina: siedzieć razem, płakać razem, a rano od nowa robić herbatę.

Kalina, 31 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama