„Teściowa wzbudza w moich dzieciach skrajne przerażenie. To, co im opowiada, przechodzi ludzkie pojęcie”
„Zamarliśmy. Mama spojrzała na mnie zaskoczona, a ja poczułam, jak w jednej chwili robi mi się gorąco, potem zimno. Wiedziałam, że to słowa mojej teściowej. Tylko ona była zdolna do takich uwag. I tylko ona potrafiła szeptać jadowite komentarze przy dzieciach, udając, że mówi do siebie”.

Gdyby ktoś powiedział mi pięć lat temu, że moje dzieci będą się bały własnej babci, pewnie roześmiałabym się w głos. Wtedy jeszcze miałam nadzieję, że mimo trudnej relacji z teściową, uda nam się znaleźć wspólny język. Teraz wiem, że niektóre kobiety nie powinny mieć wpływu na życie najmłodszych. Moje bliźniaki, czteroletni Igor i Tymek, na sam jej widok wpadają w histerię. Zanoszą się płaczem, chowają za mną, a czasem krzyczą, że nie chcą iść do babci. I choć wszyscy próbują mnie przekonać, że przesadzam, ja wiem swoje.
Filip zamarł
— No weź, przecież to tylko na dwie godziny! — naciskał mój mąż, zakładając kurtkę. — Mama powiedziała, że się nimi zajmie, a ty w tym czasie ogarniesz zakupy w spokoju.
— Nie — odpowiedziałam stanowczo, próbując uspokoić szamoczącego się Igora. — Nie zostawię ich z twoją matką. I nie chodzi tylko o "spokój". Zobacz na nich. Widzisz?
Tymek wtulił się we mnie, cały drżący. Igor płakał tak, jakbyśmy jechali do dentysty, a nie na chwilę do babci.
— Może coś im się wczoraj przyśniło... — westchnął Filip z wyraźnym zniecierpliwieniem. — Przesadzasz. Mama ich kocha.
— Kocha tak bardzo, że ostatnio powiedziała Igorowi, że jak nie przestanie płakać, to go zamknie w ciemnej piwnicy? Albo Tymkowi, że jak będzie marudził, to przyjdzie po niego potwór z szafy?=
Filip zamarł. Nie spodziewał się, że o tym wiem. Oczywiście, jego mama zapomniała, że dzieci to powtarzają. Dosłownie wszystko.
— Przysięgam, że więcej ich tam nie zostawię. Choćby mnie miała zabić tym swoim spojrzeniem — powiedziałam. — To już nie chodzi o nas. Ona się mści na nich, bo od lat toczy wojnę ze mną.
Potem było tylko gorzej
Teściowa nigdy mnie nie zaakceptowała. Od samego początku dawała mi do zrozumienia, że nie jestem wystarczająco dobra dla jej syna. Za chuda, za cicha, za mało stanowcza. Gdy zaszłam w ciążę, zamiast gratulacji usłyszałam:
— Filip mógłby mieć lepsze życie, ale skoro już się stało... no trudno.
Potem było tylko gorzej. Po narodzinach chłopców nagle poczuła się „powołana do pomocy” albo raczej do kontroli. Przychodziła bez zapowiedzi, zaglądała do szafek, krytykowała sposób, w jaki przewijam dzieci, komentowała, że nie karmię wystarczająco długo piersią.
— Dzieci trzeba hartować — mówiła, kiedy chłopcy mieli katar, a ona wietrzyła cały dom przy dziesięciu stopniach na zewnątrz. — Nie możesz być taką matką-kwoką.
Wtedy jeszcze próbowałam to tłumaczyć: inna generacja, inne podejście. Filip powtarzał, żebym się nie przejmowała. Ale gdy chłopcy skończyli dwa lata i zaczęli mówić, wychodziło coraz więcej dziwnych historii.
— Babcia powiedziała, że nie lubi twojego głosu — rzucił któregoś dnia Igor, rysując kredkami.
Zamrugałam. Próbowałam nie reagować, ale serce zabiło mi szybciej. To nie był pierwszy raz. Wojna, którą prowadziła ze mną od lat, powoli zaczęła zataczać nowe kręgi. Zamiast walczyć ze mną, teraz raniła dzieci.
Teściowa zatruwała umysły dzieci
— A ty jesteś leniwa — powiedział Tymek do mojej mamy, gdy przyszła do nas w odwiedziny. — I tylko siedzisz, jak przychodzisz.
Zamarliśmy. Mama spojrzała na mnie zaskoczona, a ja poczułam, jak w jednej chwili robi mi się gorąco, potem zimno. Wiedziałam, że to słowa mojej teściowej. Tylko ona była zdolna do takich uwag. I tylko ona potrafiła szeptać jadowite komentarze przy dzieciach, udając, że mówi do siebie. Tymek nie rozumiał, że powtarza coś złego. Uśmiechał się, dumny, że opowiada coś „z dorosłych spraw”.
— Kochanie... a kto tak powiedział? — zapytała moja mama delikatnie.
— Babcia Iza. Ale mówiła cicho, żebym nie mówił nikomu — odpowiedział z dziecięcą szczerością.
To był ten moment, kiedy przestałam się łudzić, że może przesadzam. Teściowa zatruwała umysły dzieci. Mściła się na mnie jak mogła, manipulując słowami, używając moich synów jako narzędzi. Filip wciąż próbował ją usprawiedliwiać. Twierdził, że jego mama „ma specyficzne poczucie humoru”. Ale kiedy powiedziałam mu, że Igor boi się ciemności, bo babcia opowiadała mu o duchach zabierających niegrzeczne dzieci, nie potrafił już ukryć niepokoju.
— Myślisz, że ona to robi specjalnie? — spytał.
— Wiem to. Bo robi to tylko wtedy, kiedy mnie nie ma — odpowiedziałam. — I boi się tylko jednego: że wszystko usłyszysz.
Stanęłam jak wryta
— Idę tylko na chwilę. Tylko do apteki — powiedziałam tamtego dnia do matki Filipa. — Wracam za pół godziny.
Nie byłam spokojna, zostawiając z nią chłopców, ale Filip naciskał. Obiecywał, że to ostatni raz, że matka się zmieniła, że pogadał z nią i że wszystko będzie dobrze. Zgodziłam się. Z duszą na ramieniu. Kiedy wróciłam, drzwi były zamknięte. Dzieci nie wybiegły mi na powitanie. Zanim zdążyłam wyjąć klucz, usłyszałam głos teściowej zza drzwi:
— Jak komuś powiecie, to przyjdzie ten potwór z szafy i was zabierze. Rozumiemy się?
Stanęłam jak wryta. Serce waliło mi jak młot. Wślizgnęłam się do środka najciszej, jak potrafiłam.
Chłopcy siedzieli na dywanie z szeroko otwartymi oczami. Igor miał zaciśnięte pięści i łzy w oczach. Tymek patrzył gdzieś w bok, nie chciał na mnie spojrzeć.
— Co się tutaj dzieje? — zapytałam spokojnie, ale z głosem tak napiętym, że sama się go przestraszyłam.
Teściowa poderwała się z kanapy.
— Nic. Przecież się bawimy.
— Naprawdę? A ten strach w ich oczach to element zabawy?
Nie odpowiedziała. Patrzyła na mnie z pogardą. Wiedziałam jedno: to był ostatni raz. I choć czekał mnie jeszcze długi marsz pod prąd, coś we mnie się zamknęło.
Tyle było z pojednania
— Porozmawiaj z nią — nalegał Filip. — Proszę cię. Nie chcę, żeby moje dzieci rosły bez kontaktu z babcią. Wiem, że przesadziła, ale ona... ona nie umie inaczej.
— Nie umie? — powtórzyłam z niedowierzaniem. — Mówisz o dorosłej kobiecie, która groziła naszym dzieciom wymyślonymi potworami, bo ma żal do mnie. Ty tego nie widzisz?
Siedzieliśmy na kanapie. Chłopcy już spali. Wciąż włączali światło co godzinę, bo bali się ciemności.
— Ona mówi, że tylko je straszyła dla żartu. Że to wszystko było takie... babcine gadanie. Bez złych intencji.
— A nasze dzieci się zanoszą płaczem, gdy tylko słyszą jej głos — rzuciłam ostro. — I co, to też żart?
Filip spuścił wzrok. Po chwili wyjął telefon.
— Może... może pogadacie. W cztery oczy. Tak naprawdę, nie przy dzieciach.
Zgodziłam się. Nie wiem dlaczego. Może dla świętego spokoju, a może z resztki złudzeń. Kiedy się spotkałyśmy, zaczęła od razu:
— Uważasz się za lepszą matkę, ale to ja wychowałam twojego męża. I chyba wyszedł całkiem nieźle.
— Nie chodzi o ciebie ani o mnie. Chodzi o moje dzieci, które się ciebie boją — odpowiedziałam.
Wzruszyła ramionami.
— Jak nie chcesz mojej obecności, to nie płacz, jak będą pytać, gdzie jest babcia.
Tyle było z pojednania.
Chłopcy zaczęli spać spokojnie
Od tamtej rozmowy minęły trzy miesiące. Nie widzieliśmy się z teściową ani razu. Nie dzwoniła do nas ani nie pisała. Nawet na urodziny chłopców nie przysłała kartki. I choć Filip stara się nie komentować sytuacji, widzę po nim, że cierpi. Że gdzieś w środku łudzi się, że jeszcze się wszystko ułoży. Ale nie tym razem.
Chłopcy zaczęli spać spokojnie. Przestali włączać światło co godzinę. Igor wrócił do swoich nocnych rozmów z pluszakami, Tymek już nie zasłania szafy poduszkami. Powoli znikają ślady tego, co zaszczepiła w nich kobieta, która powinna ich kochać.
— Mamo, a czemu nie jeździmy już do babci Izy? — zapytał ostatnio Igor, układając puzzle.
Usiadłam obok niego.
— Bo czasem dorośli nie potrafią się dogadać. I dopóki nie potrafią być dla siebie dobrzy, to lepiej się nie spotykać — odpowiedziałam spokojnie.
Pokiwał głową. Nic nie powiedział i już więcej nie pytał. Nie wiem, co będzie dalej. Może kiedyś Filip znienawidzi mnie za to, że „zniszczyłam rodzinę”. Może chłopcy będą kiedyś chcieli dać jej drugą szansę. Nie zatrzymam ich. Ale wiem jedno: jeśli mam wybierać między świętym spokojem dorosłych a bezpieczeństwem moich dzieci, wybiorę to drugie. Zawsze.
Klaudia, 35 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Znalazłam wymarzoną pracę i księcia z bajki w jednym miejscu. Potem okazało się, co go łączy z moją nową szefową”
- „Wybaczyłam mężowi skok w bok, bo myślałam, że żałuje. A przyjaciółka mnie ostrzegała: zdradził raz, zdradzi i drugi”
- „Myślałam, że na emeryturze będę się kisić w domu. Ale życie po 60. to czas, kiedy wreszcie naprawdę można się wyszaleć”

