Reklama

Miałam wtedy dwadzieścia dziewięć lat i wrażenie, że właśnie zaczynam najważniejszy etap swojego życia. Nasze mieszkanie pachniało świeżą farbą i nowymi meblami, które wybieraliśmy godzinami, śmiejąc się i sprzeczając o odcień zasłon. Każda rzecz była symbolem kompromisu. Wierzyłam, że skoro potrafimy wspólnie zdecydować o kolorze ścian, poradzimy sobie ze wszystkim.

Miała być tylko dwa tygodnie

Kiedy teściowa, Krystyna zadzwoniła z informacją o remoncie łazienki i potrzebie schronienia „na dwa tygodnie”, Sebastian spojrzał na mnie tak, jakby wynik tej rozmowy miał zadecydować o mojej wartości.

To tylko chwilowe, Lenka – powiedział miękko. – Mama nie ma gdzie się podziać.

Uśmiechnęłam się, choć w środku coś się we mnie napięło.

– Oczywiście. Dwa tygodnie to nie koniec świata.

Pierwsze dni rzeczywiście nie zapowiadały burzy. Krystyna była uprzejma, przynosiła drożdżówki z pobliskiej piekarni, chwaliła naszą kanapę. Jednak już trzeciego dnia, wracając z pracy, zobaczyłam, że w kuchni wszystko stoi inaczej.

Przestawiłam talerze – oznajmiła z uśmiechem. – Sebastian zawsze miał je bliżej zlewu. Tak jest praktyczniej.

Spojrzałam na męża.

– Przecież ustaliliśmy to inaczej – powiedziałam cicho.

Sebastian wzruszył ramionami.

– Mama ma swoje przyzwyczajenia. To drobiazg.

Drobiazg. Tak zaczęło się słowo, które słyszałam coraz częściej. Dwa tygodnie minęły, a remont „nieoczekiwanie się przedłużył”. Krystyna coraz swobodniej poruszała się po mieszkaniu. Otwierała szafy, przeglądała rachunki leżące na biurku, zaglądała do garnków.

Podczas jednej z kolacji odsunęła talerz i spojrzała na mnie z namysłem.

– Leno, prowadzenie domu to odpowiedzialność. Tego trzeba się nauczyć. Sebastian był przyzwyczajony do pewnych standardów.

Zamarłam.

– Staram się – odpowiedziałam spokojnie, choć czułam, jak pieką mnie policzki.

Wiem, że się starasz – odparła łagodnym tonem. – Ale młode małżeństwa często potrzebują wskazówek.

Sebastian jadł w milczeniu. Czekałam, aż coś powie. Że to nasz dom. Że radzimy sobie dobrze. Nic takiego nie padło.

Wieczorem w sypialni spróbowałam wrócić do rozmowy.

Było mi przykro – powiedziałam, siadając na łóżku. – Twoja mama traktuje mnie jak uczennicę.

Westchnął.

– Przesadzasz. Ona chce dobrze. Zawsze była konkretna.

– A ja? – zapytałam. – Ja też chcę dobrze.

Sebastian potarł czoło.

– Lenka, nie szukaj problemów tam, gdzie ich nie ma.

Zaczęłam wątpić w siebie. Może rzeczywiście byłam zbyt wrażliwa? Może każda synowa przechodzi taki okres próbny? Z czasem łapałam się na tym, że pytam Krystynę o zdanie, zanim coś ugotuję. Że odkładam swoje plany, bo „mama uważa, że to niepraktyczne”. Czułam się jak gość, który musi zasłużyć na aprobatę.

Któregoś popołudnia weszłam do salonu i zobaczyłam, że nasze zdjęcie ślubne zniknęło z komody. Stało za to stare zdjęcie Sebastiana z dzieciństwa.

– Pomyślałam, że tu będzie bardziej pasować – powiedziała Krystyna, poprawiając ramkę. – W końcu to jego dom.

Zabolało mnie to bardziej, niż się spodziewałam.

To nasz dom – odparłam cicho.

Sebastian, stojący obok, uśmiechnął się nerwowo.

– Mamo, może postawimy oba zdjęcia?

Krystyna spojrzała na mnie uważnie.

– Oczywiście, jeśli Lena tak bardzo tego potrzebuje.

W tamtej chwili zrozumiałam, że tymczasowość zaczęła rządzić naszym życiem. A ja coraz częściej zastanawiałam się, czy w tym domu naprawdę jestem u siebie.

Zostałam odstawiona na boczny tor

Z czasem przestałam liczyć dni. Remont łazienki stał się tematem, który pojawiał się mimochodem, jakby był tylko dodatkiem do codzienności, a nie jej przyczyną. Krystyna mówiła już o „naszym rytmie dnia”, o „naszych wydatkach”, o „naszych planach”. Coraz rzadziej słyszałam słowo „wy”.

Któregoś wieczoru wróciłam wcześniej z pracy. Z salonu dobiegały przyciszone głosy. Zatrzymałam się w przedpokoju.

– Sebastian, odkładanie na wakacje w tej sytuacji to nieodpowiedzialność – mówiła teściowa stanowczo. – Najpierw trzeba pomyśleć o przyszłości. O stabilizacji.

– My właśnie o tym myślimy – odpowiedział niepewnie.

– My? – powtórzyła. – Ty powinieneś myśleć. Ty jesteś głową rodziny.

Weszłam do środka.

Rozmawiacie o naszych wakacjach? – zapytałam.

Krystyna uśmiechnęła się uprzejmie.

Tylko doradzam. Młodzi często patrzą zbyt krótkowzrocznie.

– To nasza wspólna decyzja – powiedziałam spokojnie, choć serce biło mi szybciej.

Sebastian spojrzał na mnie tak, jakby prosił o zakończenie tematu.

– Lena, mama chce dobrze.

Znów te słowa. Jak zaklęcie, które miało zamknąć każdą dyskusję.

Zawsze stawał po jej stronie

Kilka dni później w sypialni nie wytrzymałam.

Potrzebuję męża, a nie mediatora – powiedziałam, stojąc przy oknie. – Za każdym razem, gdy próbuję postawić granicę, czuję się jak intruz.

Sebastian usiadł na łóżku i długo milczał.

Nie pozwolę nikomu skrzywdzić mojej mamy – odezwał się w końcu.

Odwróciłam się gwałtownie.

– A mnie? Ja też czuję się pokrzywdzona.

– Ona nic ci nie robi – odpowiedział z irytacją. – To ty odbierasz wszystko osobiście.

Poczułam, jak coś we mnie się przełamuje.

– To jest osobiste. To moje życie. Nasze życie.

Wzruszył ramionami.

– Nie przesadzaj. To tylko przejściowa sytuacja.

Tyle że ta „przejściowa sytuacja” obejmowała już wszystko. Nawet temat dziecka pojawił się przy niedzielnym obiedzie.

Nie powinniście zwlekać – stwierdziła teściowa, nalewając zupę. – Im szybciej, tym lepiej. Dziecko cementuje małżeństwo.

Zamarłam z łyżką w dłoni.

– To bardzo prywatna sprawa – odpowiedziałam, starając się zachować spokój.

W rodzinie nie ma prywatnych spraw – odparła chłodno.

Spojrzałam na męża. Czekałam, aż powie, że to nasza decyzja. Że nikt nie będzie nam narzucał tempa.

– Mamo, daj nam trochę czasu – powiedział tylko. To zabrzmiało pusto.

Zaczęłam wracać później do domu. Zostawałam w pracy, choć nie było takiej potrzeby. Siedziałam w kawiarni z laptopem, patrząc w ekran bez czytania. Moje mieszkanie przestało być schronieniem. Stało się miejscem, w którym musiałam ważyć każde słowo.

Któregoś wieczoru teściowa weszła do naszej sypialni bez pukania.

– Chciałam tylko powiedzieć, że rachunki za prąd są za wysokie – oznajmiła, rozglądając się po pokoju. – Trzeba bardziej kontrolować wydatki.

– To nasza sprawa – powiedziałam cicho.

– Wiem – odpowiedziała z uśmiechem. – Dlatego powinniście być bardziej odpowiedzialni.

Kiedy wyszła, spojrzałam na Sebastiana.

To się wymyka spod kontroli. Czy ty naprawdę tego nie widzisz?

Przez chwilę milczał.

– Widzę, że jesteś coraz bardziej zdystansowana – powiedział. – Mama czuje twoją niechęć.

Zaśmiałam się krótko, bez radości.

– Może dlatego, że czuję się tu obco.

Tamtej nocy leżeliśmy obok siebie, ale miałam wrażenie, że dzieli nas coś znacznie większego niż szerokość łóżka. Przyszło mi do głowy, że w naszym małżeństwie od początku było troje ludzi. I to ja jestem tą trzecią.

Postawiłam im ultimatum

Granica przesunęła się niezauważenie. Pewnego popołudnia wróciłam z pracy i zobaczyłam w salonie nowe zasłony. Ciężkie, ciemne, zupełnie nie w moim stylu.

– Co to jest? – zapytałam, odkładając torebkę.

Teściowa wyszła z kuchni z zadowoloną miną.

Znalazłam je w promocji. Te wasze były takie… dziewczęce. Teraz wygląda poważniej.

Spojrzałam na Sebastiana. Unikał mojego wzroku.

– Mama chciała zrobić nam niespodziankę.

– To nie jest jej mieszkanie – odpowiedziałam, czując, jak drży mi głos.

Teściowa poprawiła fałdę materiału.

Mieszkam tu od miesięcy. Staram się pomóc. Jeśli czujesz się urażona, to naprawdę nie wiem dlaczego.

To „od miesięcy” zabrzmiało jak deklaracja praw do przestrzeni, którą budowaliśmy we dwoje.

To miało być tymczasowe – powiedziałam wprost. – A minęło pół roku.

W salonie zapadła cisza. Sebastian wstał.

– Lena, możemy porozmawiać na spokojnie?

– Rozmawiamy – odpowiedziałam. – Chcę, żeby twoja mama wróciła do siebie. Potrzebuję odzyskać nasz dom. Nasze małżeństwo.

Krystyna westchnęła teatralnie.

Jeśli jestem ciężarem, wystarczy powiedzieć wprost.

– Nie chodzi o ciężar – odparłam. – Chodzi o granice.

Sebastian spojrzał na mnie tak, jakbym go zawiodła.

Jesteś bez serca – powiedział cicho. – Mama nie ma jeszcze skończonego remontu. Poza tym… dobrze nam razem.

– Nam? – powtórzyłam. – Komu nam?

– Rodzinie.

Poczułam, że grunt usuwa mi się spod nóg.

– A ja kim jestem? Dodatkiem?

– Przesadzasz – wtrąciła Krystyna. – Przecież nikt cię nie wyklucza.

– Właśnie że tak – powiedziałam, a głos mi zadrżał. – Za każdym razem, gdy próbuję coś zmienić, słyszę, że to nieodpowiednie. Gdy mówię o swoich uczuciach, jestem egoistką.

Sebastian podniósł głos po raz pierwszy.

– Bo stawiasz mnie pod ścianą! Każesz mi wybierać.

– Nie każę ci wybierać między mną a matką – odpowiedziałam. – Proszę cię, żebyś postawił nasze małżeństwo na pierwszym miejscu.

Zapadła długa cisza. Teściowa odwróciła się w stronę okna.

Nie chcę być powodem konfliktu – powiedziała spokojnie. – Jeśli moja obecność niszczy wasze szczęście, odejdę. Przyzwyczaiłam się już do samotności.

Brzmiało to jak wyrzut, a nie deklaracja. Sebastian podszedł do niej natychmiast i ją zatrzymał. Patrzyłam na tę scenę jak na przedstawienie, w którym nie dostałam swojej roli.

– W takim razie to ja odejdę – powiedziałam nagle.

Oboje spojrzeli na mnie zaskoczeni.

– Jeśli to ma tak wyglądać, nie widzę sensu tu być. Albo wracamy do życia we dwoje, albo… to nie jest małżeństwo. Nie wiem, co to jest.

Sebastian milczał przez resztę wieczoru. Teściowa zamknęła się w swoim pokoju. Siedziałam w sypialni i czułam, że wszystko, co budowaliśmy, nagle się rozpada.

Rano usłyszałam dźwięk zamykanej walizki. Wyszłam do salonu. Sebastian stał przy drzwiach z torbą. Obok niego druga – należąca do jego matki.

– Co robisz? – zapytałam, choć przecież wiedziałam.

Wyprowadzam się na jakiś czas – odpowiedział. – Dopóki nie przemyślisz swojego egoizmu.

Te słowa uderzyły mnie mocniej niż krzyk.

– Ja? Swojego egoizmu? – powtórzyłam.

Rodziny się nie porzuca – dodał.

Po chwili teściowa stała obok niego milcząca, z twarzą pełną powagi. Nie triumfowała. Nie musiała.

– A ja? – zapytałam ostatni raz. – Ja nie jestem rodziną?

Sebastian spojrzał na mnie tak, jakby odpowiedź była oczywista, ale żadna nie padła. Drzwi zamknęły się ciszej, niż się spodziewałam. W mieszkaniu zrobiło się nagle pusto. Stałam na środku salonu, wśród ciężkich zasłon, które nie były moje, i po raz pierwszy poczułam, że naprawdę zostałam sama.

Wybrał kogoś innego

Pierwszy wieczór był najdziwniejszy. Cisza nie była już napięta, nie kryła w sobie szeptów ani ocen. Była zwyczajna. Usiadłam na kanapie i przez dłuższą chwilę patrzyłam na te nieszczęsne zasłony. Następnego dnia zdjęłam je i schowałam do szafy. To był mały gest, ale pierwszy od miesięcy podjęty bez konsultacji.

Mieszkanie powoli odzyskiwało mój rytm. Talerze wróciły na swoje miejsce. Zdjęcie ślubne znów stanęło na komodzie. Kiedy je podniosłam, przez moment zawahałam się, czy w ogóle powinnam je wystawiać. Uśmiechaliśmy się na nim tak pewnie, jakby świat miał zawsze wyglądać tak samo.

Napisałam do Sebastiana wiadomość: „Możemy porozmawiać?”. Odpowiedział: „Teraz nie jest dobry moment”. Kolejna próba skończyła się podobnie. Dowiedziałam się od wspólnej znajomej, że wynajął mieszkanie razem z matką, niedaleko jej pracy. To zabolało bardziej niż wyprowadzka. To nie była chwilowa ucieczka. To była decyzja.

Któregoś popołudnia zadzwonił. Głos miał chłodny, rzeczowy.

Musimy ustalić kwestie formalne – powiedział. – Tak będzie rozsądniej.

– Czyli już zdecydowałeś? – zapytałam.

– Nie możemy tak żyć – odparł. – Ty nie akceptujesz mojej mamy. A ona jest częścią mojego życia.

– Chciałam tylko postawić pewne granice – wyszeptałam.

– Dla ciebie to granice. Dla mnie to odrzucenie.

Rozmowa skończyła się szybko. Odłożyłam telefon i poczułam, że coś we mnie ostatecznie się uspokoiło. Już nie walczyłam. Już nie próbowałam przekonywać.

Rozwód przebiegł szybciej, niż się spodziewałam. Podpisy składaliśmy w ciszy. Sebastian unikał mojego wzroku. Teściowa nie pojawiła się ani razu, ale jej obecność była wyczuwalna w każdej decyzji, w każdym chłodnym zdaniu. Kiedy wychodziłam z budynku po ostatniej rozprawie, poczułam dziwną lekkość. Nasze spór trwał krócej niż remont łazienki, który miał być powodem całego zamieszania. Paradoks, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej wydawałby mi się absurdalny.

Dziś wiem, że nie przegrałam z teściową. Przegrałam z relacją, w której mój głos od początku był słabszy. Sebastian nie był gotów przeciąć więzi, które definiowały go przez całe życie. A ja nie byłam gotowa żyć w cieniu czyichś oczekiwań. Miłość nie wystarcza, jeśli nie towarzyszy jej odwaga, by powiedzieć: „To jest nasza przestrzeń”. Odwaga, by stanąć obok partnera, a nie pomiędzy nim a kimś innym.

Dziś w moim mieszkaniu znów wiszą jasne zasłony. Gotuję tak, jak lubię. Nikt nie komentuje godzin kolacji ani planów na przyszłość. Czasem ogarnia mnie smutek, gdy przypominam sobie nasze wspólne wybieranie farby do ścian. Ale zaraz potem przypominam sobie tamto uczucie bycia trzecią osobą we własnym małżeństwie.

Dom to nie miejsce, w którym trzeba walczyć o prawo do bycia sobą. Jeśli muszę udowadniać, że mam prawo czuć i stawiać granice, to nie jest partnerstwo. To zależność. Zrozumiałam to za późno, by uratować małżeństwo. Ale wystarczająco wcześnie, by uratować siebie.

Lena, 31 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama