„Teściowa obwiniała mnie o rozpad małżeństwa, a ja nie miałam nic za uszami. Synuś nie pochwalił się, że ma pannę na boku?”
„Nie odszedł. Zaczął być miły, troskliwy, znów przynosił kwiaty i komplementy. Próbował mnie osłabić. Żebym nie poszła na konsultację do prawnika. Żebym nie powiedziała jego matce prawdy. Udawał skruszonego, ale czułam, że to gra. I miałam rację”.

Byłam z Michałem osiem lat. Dobre i złe chwile, śmiech, łzy, codzienność i rutyna – jak w każdym związku. Myślałam, że mimo wszystko tworzymy coś trwałego, coś, co przetrwa. Mieliśmy swoje ciche dni, swoje dramaty, ale zawsze jakoś z tego wychodziliśmy. Wierzyłam, że się kochamy, nawet jeśli ta miłość zmieniała się z czasem. Nie byłam idealną żoną, on nie był idealnym mężem, ale przecież nikt nie jest. Nigdy nie podejrzewałam, że wszystko zakończy się w taki sposób – awanturą, która wymknęła się spod kontroli. I że on tak się zemści, że własna teściowa mnie znienawidzi.
Coś było na rzeczy
Wszystko zaczęło się od niedopowiedzianych słów i dziwnego milczenia. Michał wracał późno z pracy, rzucał krótkie „hej” i zamykał się w sypialni z telefonem. Tłumaczył to zmęczeniem, nadgodzinami, nowym projektem. Ja nie naciskałam. Nie chciałam wyjść na zrzędę. Mówiłam sobie, że przecież każdy ma prawo do chwili spokoju, nawet w małżeństwie.
Wieczorami siadałam w kuchni z kubkiem herbaty i wpatrywałam się w ekran telewizora. Niby coś leciało, ale nie miałam pojęcia co. Myślami byłam gdzie indziej. Zaczęłam analizować każdy jego gest, każde słowo, każde spojrzenie. Był bardziej zdystansowany, chłodniejszy. Znikał na weekendy do matki, a ja siedziałam sama, patrząc na puste krzesło przy stole.
Którejś nocy usłyszałam, jak rozmawia przez telefon. Cicho, prawie szeptem. Mimo wszystko coś we mnie się napięło. Nie chciałam podsłuchiwać, ale słowa same wpadły mi w ucho, przebijając się przez cienką ścianę.
– Nie teraz. Ona jeszcze nic nie wie – powiedział.
Wtedy poczułam ukłucie niepokoju. Może to była tylko głupia pomyłka, może sprawa służbowa… ale może nie. W mojej głowie zaczęła kiełkować myśl, której wcześniej nie chciałam do siebie dopuścić. Że coś się dzieje. Że on coś przede mną ukrywa.
Przypadkowa prawda
Kilka dni później znów usłyszałam ten szept. Tym razem nie byłam tak bierna. Zdjęłam kapcie, żeby nie było mnie słychać, i podeszłam bliżej drzwi. Stałam w ciszy, słysząc tylko tykanie zegara i przyspieszone bicie własnego serca.
– Spokojnie, głuptasie... Niedługo – mówił Michał cicho, niemal czułym tonem. – Jeszcze chwilę i wszystko będzie załatwione. Wiem, że tęsknisz... Ja też.
Zamarłam. To nie była rozmowa z kolegą z pracy. Nie tak rozmawia się z nikim, kogo nie obejmuje się ramieniem, komu nie całuje się w szyję. Z kimś takim się nie tęskni. Cofnęłam się powoli do kuchni, usiadłam, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam myśleć. Co teraz?
Następnego dnia zachowywałam się normalnie. Ugotowałam rosół, upiekłam ciasto. Uśmiechałam się, jak gdyby nic się nie stało. Czekałam tylko, aż wyjdzie, aż zostanę sama. Wzięłam jego laptopa, ale był zabezpieczony hasłem. Telefon? Zawsze miał przy sobie.
Zaczęłam przeszukiwać szuflady, kieszenie kurtek. Po godzinie znalazłam coś w kieszeni jego plecaka – rachunek z kawiarni. Data sprzed dwóch tygodni, dwie osoby. Nie byłam z nim wtedy nigdzie. I nie, nie było to spotkanie z matką. Kawiarnia była w innym mieście. Zacisnęłam dłonie w pięści. Michał mnie zdradzał.
Mleko się rozlało
Nie planowałam tej awantury. Przysięgam, nie chciałam krzyczeć. Myślałam, że podejdę do sprawy spokojnie, że zapytam, wysłucham, zobaczę, jak się tłumaczy. Może nawet będę płakać. Ale kiedy wrócił do domu i rzucił od niechcenia: „Co na obiad?”, coś we mnie eksplodowało.
– A może kawa we dwoje w Poznaniu? Smakuje lepiej niż mój rosół? – zapytałam, rzucając przed niego paragon.
Zamarł. Spojrzał na rachunek, potem na mnie. I zamiast się zawstydzić, zamiast przeprosić... parsknął.
– Naprawdę grzebałaś mi po plecaku? Jakie to żałosne – rzucił z pogardą.
– Żałosne?! Ty mnie zdradzasz, Michał! – wrzasnęłam, podnosząc głos do granic możliwości.
Stół drgnął, gdy oparłam się o niego dłonią. Michał też podniósł głos. Padły słowa, których nie cofnę. Że jest egoistą. Że już dawno przestał być mężczyzną, któremu ufałam. On rzucił, że od dawna jestem zimna i przewidywalna. Że nie inspiruję, nie rozumiem go, że nie daje się kochać.
Wtedy ręką zmiotłam talerze ze stołu. Upadły z hukiem na podłogę, tłukąc się w drobny mak.
– Wynoś się! – krzyknęłam. – Nie chcę cię tu więcej widzieć!
Nie wyniósł się. Przynajmniej nie od razu. Zemsta przyszła później.
Pod płaszczykiem czułości
Następnego dnia Michał zachowywał się tak, jakby nic się nie wydarzyło. Przyniósł bułki, zaparzył mi kawę. Nawet posprzątał odłamki z podłogi, które celowo zostawiłam. Patrzył na mnie łagodnie, mówił cicho, z troską. Poczułam się skołowana. Może się opamiętał? Może do niego dotarło? Przez moment nawet pomyślałam, że chce naprawić nasze małżeństwo.
– Nie powinniśmy kończyć tego w taki sposób – powiedział, siadając naprzeciw mnie. – Popełniłem błąd. Zadziałały emocje. Nie powinienem się tak zachować.
Patrzyłam na niego uważnie, ale jego twarz była spokojna. Zbyt spokojna. Odpowiedziałam tylko:
– To koniec. Nie cofniesz tego, co się stało.
Nie odszedł. Zaczął być miły, troskliwy, znów przynosił kwiaty i komplementy. Próbował mnie osłabić. Żebym nie poszła na konsultację do prawnika. Żebym nie powiedziała jego matce prawdy. Udawał skruszonego, ale czułam, że to gra. I miałam rację.
Kilka dni później dostałam wiadomość od jego matki: „Zamęczyłaś mojego syna, a teraz jeszcze się go czepiasz? Może to ty powinnaś spojrzeć w lustro!”. Zatkało mnie. Michał ją uprzedził. Opowiedział swoją wersję wydarzeń. I to nie była wersja, w której to on był winny.
Matka kontra synowa
Nigdy nie miałam z teściową relacji pełnych czułości, ale starałam się. Naprawdę się starałam. Przychodziłam na imieniny, dzwoniłam, kupowałam jej ulubione kwiaty. Nie była wylewna, ale też mnie nie atakowała – do czasu. Teraz była jak lwica, która broni swojego dorosłego „syneczka”.
– Jak ty mogłaś?! – warknęła do słuchawki, gdy jednak oddzwoniłam. – Michał jest wykończony psychicznie przez ciebie! Ciągle go kontrolowałaś, czepiałaś się, podejrzewałaś o zdrady! Co za kobieta tak robi?
– A co za mężczyzna spotyka się za plecami żony z inną? – odparłam chłodno.
– Może gdybyś była dla niego lepsza… – zaczęła, ale przerwałam.
– Naprawdę wierzysz w to, co ci nagadał? Że on jest ofiarą?
– A nie jest?! – prawie krzyknęła. – Michał mi wszystko powiedział. Że go niszczysz psychicznie, że rzucasz się na niego z krzykiem, że tłuczesz talerze jak wariatka!
Zamilkłam. Przestałam się tłumaczyć. Zrozumiałam, że przegrałam. On uprzedził cios. Ustawił wszystko tak, żeby to ja była winna. A matka – bezkrytyczna, ślepa na jego błędy – zrobiła z tego dramat rodzinny. Już nie byłam tylko „niewdzięczną żoną”. Byłam wrogiem numer jeden.
Cena jednej kłótni
Po tamtej awanturze nie było już powrotu. Michał wyprowadził się dwa tygodnie później, zostawiając na stole tylko kopertę z kluczem. Bez słowa. Bez pożegnania. Matka przyszła po resztę jego rzeczy. Nie spojrzała mi w oczy. Przeszła przez mieszkanie, jakby miała prawo do każdego kąta. Jakby to był jej dom, a ja tylko intruzem.
Nie tłumaczyłam się więcej. Nie próbowałam odbudowywać relacji, walczyć o zrozumienie. Z Michałem kontaktowaliśmy się już tylko przez maile – chłodne, formalne, bez śladu czułości. Po kilku miesiącach złożył pozew o rozwód, bez orzekania o winie. Zgodziłam się. Nie miałam siły walczyć z jego opowieściami. Wystarczyło, że wiedziałam, co naprawdę się wydarzyło.
Słyszałam później, że jego koleżanka szybko się wyprowadziła, że coś tam nie wyszło. Matka podobno zaniemogła. Miałam czasem ochotę się uśmiechnąć, powiedzieć „a nie mówiłam?”, ale nie zrobiłam tego. Złość i żal to ciężki bagaż, który wolę zostawić za sobą. Dziś żyję sama. Lepiej. Czasem smutno, ale bez kłamstw. I to wystarczy.
Beata, 37 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Teść ma prawie 70 lat i za grosz szacunku do innych. Teściowa dawała sobie wejść na głowę, a ja ustawię go do pionu”
- „Syn traktował nasz dom jak 4-gwiazdkowy hotel z pełnym wyżywieniem. W końcu mój mąż nie wytrzymał i pogonił lenia”
- „Mam 3. dzieci, a mąż chciałby mieć kolejne. Dla niego rodzicielstwo to zabawa, dla mnie niekończący się ciąg obowiązków”
z ż

