Reklama

Lubiłam to tempo, szum dużego miasta i poczucie, że sama buduję swoje bezpieczeństwo. Z Oskarem wciąż się kochaliśmy, ale coraz częściej rozmijaliśmy się w planach. Odkąd zmarł jego ojciec, Halina zaczęła dzwonić codziennie. Aż w końcu, przy niedzielnym obiedzie, ogłosiła, że przepisze nam mieszkanie, jeśli zamieszkamy z nią. Oskar milczał. Ja poczułam, jak ktoś właśnie próbuje zaplanować moje życie bez pytania mnie o zdanie.

Dla mnie to była zła oferta

Wracaliśmy do domu w ciszy. Oskar prowadził, patrząc prosto przed siebie, jakby droga wymagała od niego nadzwyczajnego skupienia. Ja wpatrywałam się w mijane światła, próbując uporządkować myśli.

– Nic nie powiesz? – zapytałam w końcu.

– A co mam powiedzieć? – odpowiedział spokojnie. – Mama chce nam pomóc.

Zaśmiałam się krótko, bardziej z niedowierzania niż z rozbawienia.

– Pomóc? Oskar, ona właśnie postawiła warunek. Mamy się do niej wprowadzić.

– To tylko propozycja.

– Propozycja nie brzmi: „albo tak, albo przepiszę mieszkanie komuś innemu”.

Zacisnął dłonie na kierownicy.

– Natalia, to mieszkanie. Bez kredytu. Bez lat spłacania. Wiesz, ile by to nam ułatwiło?

Wiedziałam. Liczyłam kiedyś w arkuszu kalkulacyjnym różne scenariusze naszej przyszłości. Ale w żadnym z nich nie widziałam siebie przy kuchennym stole Haliny, pod jej czujnym spojrzeniem.

– Mam rzucić pracę? – zapytałam ciszej. – Zbudowałam ją latami. Tu mam zespół, projekty. Tam… co będę robić? Ta przeprowadzka to szaleństwo.

– Możesz znaleźć coś innego. Albo pracować zdalnie.

– W jej salonie? Oskar, ona już dziś poprawiała, jak trzymam filiżankę.

Westchnął.

– Przesadzasz. Mama jest po prostu… przyzwyczajona do swojego porządku.

A ja mam się do niego dopasować?

Nie odpowiedział. To milczenie bolało bardziej niż jakiekolwiek słowa.

Pokłóciłam się z mężem

Długo krążyłam po mieszkaniu. Oskar włączył telewizor, ale nie patrzył w ekran. Czułam, że stoimy po dwóch stronach czegoś, czego jeszcze nie umiemy nazwać.

– Boisz się? – zapytałam w końcu.

– Czego?

– Że jeśli odmówimy, ona zostanie sama.

Spojrzał na mnie wtedy z wyrzutem.

– Ona już jest sama.

– A my? – wyrwało mi się. – My też możemy zostać sami, jeśli przestaniemy być zespołem.

Podszedł do okna.

– To moja matka, Natalia. Po śmierci taty… ja jestem jedyny.

A ja jestem twoją żoną – odpowiedziałam. – Też jedyna.

Tej nocy leżeliśmy obok siebie jak obcy ludzie. W głowie krążyły mi obrazy: moje biuro z widokiem na miasto, Halina stojąca w drzwiach swojego mieszkania, Oskar rozdarty między nami. Czułam, że jeśli ustąpię, coś we mnie pęknie. Ale jeśli nie ustąpię – może pęknąć nasze małżeństwo.

Byłam uparta

Kolejne dni były pełne półsłówek.

– Mama dzwoniła – rzucał mimochodem.

– I? – odpowiadałam chłodno.

– Pytała, czy już rozmawialiśmy.

Rozmawialiśmy. Bez końca. O pieniądzach, o obowiązku, o przyszłości. On mówił o „życiowej szansie”. Ja o granicach. Któregoś wieczoru usiadł naprzeciwko mnie przy stole.

– Gdyby to była twoja mama, nie wahałabyś się.

– Nie wiesz tego.

– Wiem, że rodzina powinna być razem.

Rodzina to nie układ z warunkami – odpowiedziałam. – To wybór.

Zobaczyłam w jego oczach coś nowego. Zawód? A może rozczarowanie? Jakbym nie spełniała jakiegoś niewypowiedzianego oczekiwania. Pierwszy raz przemknęło mi przez myśl, że walczę nie tylko z propozycją Haliny. Walczyłam z wyobrażeniem Oskara o tym, jaka powinna być jego żona. Cicha. Uległa. Gotowa poświęcić wszystko w imię rodziny. W pracy coraz częściej łapałam się na tym, że patrzę w ekran, a widzę twarz teściowej. Jej spokojny ton: „Przecież to dla was”. I milczenie Oskara przy stole. Oferta czy ultimatum? Nie potrafiłam już tego oddzielić.

Pojechałam do teściowej

Do Haliny pojechałam sama. Oskar tłumaczył się spotkaniem w pracy, ale wiedziałam, że to wygodna wymówka. Łatwiej było zostawić mnie i matkę naprzeciw siebie, niż zająć wyraźne stanowisko. Drzwi otworzyła niemal od razu, jakby stała po drugiej stronie i czekała.

– Natalia. Dobrze, że jesteś – powiedziała z uprzejmym uśmiechem. – Wejdź, zrobiłam herbatę.

Mieszkanie pachniało czystością i czymś słodkim. Na komodzie stały zdjęcia: Oskar jako chłopiec, Oskar z ojcem, Oskar w garniturze na naszym ślubie. Byłam na jednym z nich, ale ustawionym nieco z tyłu. Usiadłyśmy przy stole.

Oskar mówił, że masz wątpliwości – zaczęła spokojnie.

– To nie wątpliwości. To całe moje życie – odpowiedziałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.

Uniósła brwi.

– Przecież nikt nie każe ci rezygnować z życia.

– Przeprowadzka do innego miasta to nie jest drobiazg.

Westchnęła ciężko.

– Wiesz, odkąd zostałam sama, wieczory są najgorsze. Cisza w tym mieszkaniu… – zawiesiła głos i spojrzała na drzwi do sypialni. – Człowiek zaczyna się bać własnych myśli.

Poczułam ukłucie współczucia, które natychmiast zmieszało się ze złością. Wiedziała, jak mówić, by trafić w czułe miejsce.

Rozumiem, że jest ci trudno – powiedziałam ostrożnie. – Ale czy rozwiązaniem jest to, żebyśmy zrezygnowali z naszego życia?

– Zrezygnowali? – powtórzyła cicho. – Natalia, ja wam chcę oddać wszystko, co mam. To mieszkanie to mój dorobek życia. Myślisz, że łatwo mi je przepisać?

– Więc dlaczego warunek?

Spojrzała na mnie uważnie.

– Bo nie chcę być sama na starość. Czy to takie straszne pragnienie?

Zamilkłam. W tej chwili czułam się jak ktoś bez serca.

Rodzina powinna być razem – dodała łagodniej. – Oskar zawsze był odpowiedzialny. Taki dobry syn.

– A ja? – zapytałam, zanim zdążyłam się ugryźć w język.

Uśmiechnęła się delikatnie.

– Ty masz swoje ambicje. I to dobrze. Tylko czasem trzeba wybrać to, co ważniejsze.

W jej głosie nie było agresji. Była pewność. Jakby wiedziała, że czas pracuje na jej korzyść.

Teściowa niby nie zmuszała do niczego

Kiedy wstałam, by wyjść, zatrzymała mnie w przedpokoju.

– Natalia, jeśli uznacie, że to nie dla was… zrozumiem. Mam daleką kuzynkę. Zawsze była blisko rodziny. Nie chcę, żeby mieszkanie przepadło.

Skinęłam głową, choć w środku wszystko się we mnie gotowało.

Na klatce schodowej odetchnęłam głęboko. Czułam się jak intruz w miejscu, które miało stać się „nasze”. Każdy mebel, każda fotografia mówiły: to jest świat Haliny. W drodze powrotnej zadzwonił Oskar.

– I jak? – zapytał napiętym głosem.

Twoja mama jest bardzo przekonująca.

– Czyli?

– Czyli wie, jak sprawić, żeby człowiek czuł się winny.

– Ona nikim nie manipuluje.

– Oskar… ona już zdecydowała. Pytanie tylko, czy my mamy odwagę zdecydować inaczej.

Po drugiej stronie zapadła cisza. Zrozumiałam wtedy, że nie rywalizuję z mieszkaniem ani z wygodą. Rywalizuję z jego poczuciem obowiązku. A z tym trudno wygrać. Relacja między mną a Haliną od tamtego dnia stała się chłodna, choć uprzejma. Uśmiechy były starannie wyważone, słowa dobrane ostrożnie. Pod spodem toczyła się cicha walka o Oskara. I zaczynałam mieć przeczucie, że to dopiero początek.

Mąż był zdecydowany

Oskar zaczął jeździć do matki coraz częściej. Najpierw w weekendy, potem „na chwilę” po pracy, aż w końcu zdarzało się, że wracał późnym wieczorem i od progu mówił:

– Zostanę jutro u mamy. Trzeba jej pomóc z dokumentami.

Nie pytał, czy mi to pasuje. Informował. Któregoś wieczoru siedziałam przy stole z niedojedzoną kolacją, gdy zadzwonił.

– Nie wrócę dziś – powiedział bez wstępu. – Mama źle się czuje sama w domu.

– A ja? – zapytałam cicho.

– Przecież ty sobie poradzisz.

Te słowa dźwięczały mi w głowie długo po tym, jak się rozłączył. „Ty sobie poradzisz”. Byłam silna, niezależna, zorganizowana. Może właśnie dlatego łatwo było mnie odsunąć na bok. Kiedy wrócił następnego dnia, czekałam.

Musimy ustalić, co dalej – powiedziałam.

Zdjął kurtkę powoli, jakby odkładał rozmowę na później.

– Myślałem o tym – zaczął. – Może spróbujemy na jakiś czas. Miesiąc. Zobaczymy, jak będzie.

– Spróbujemy? – powtórzyłam. – A moja praca? Moje życie tutaj?

– Możesz pracować zdalnie. Wiele osób tak robi.

– W jej salonie, pod jej kontrolą?

– Znowu zaczynasz – podniósł głos. – Mama nie jest twoim wrogiem.

– Nie powiedziałam, że jest. Ale nie jestem gotowa oddać wszystkiego, żeby udowodnić, że jestem dobrą żoną.

Spojrzał na mnie ostro.

– Czyli uważasz, że to, co robię dla matki, jest złe?

Uważam, że robisz to kosztem nas.

Zapadła cisza.

– Brakuje ci empatii – powiedział w końcu. – Ona straciła męża. Jest sama.

– A ja tracę męża, który już dawno przestał być po mojej stronie.

W jego oczach pojawił się gniew.

– Stawiasz mnie pod ścianą.

Nie ja zaczęłam stawiać warunki.

Odwrócił się, jakby chciał zakończyć rozmowę, ale zatrzymał się w drzwiach.

– Jeśli nie spróbujesz, ja i tak się wprowadzę. Nie zostawię jej samej.

– Czyli wybierasz.

– Wybieram odpowiedzialność – odpowiedział chłodno.

Zostałam sama w salonie. Czułam, jak wzbiera we mnie płacz, ale powstrzymałam go. Nie chciałam być tą, która błaga. Przez kolejne dni mijaliśmy się w mieszkaniu jak współlokatorzy. W pracy popełniałam błędy, których wcześniej bym nie zrobiła. Szef zapytał, czy wszystko w porządku. Uśmiechnęłam się i skłamałam. Wieczorami analizowałam każdą naszą rozmowę. Czy byłam zbyt uparta? Czy powinnam odpuścić? A może właśnie teraz miałam szansę sprawdzić, ile naprawdę znaczy nasze małżeństwo? W końcu usiadłam naprzeciwko Oskara.

Zgadzam się na miesiąc – powiedziałam spokojnie. – Jeden miesiąc. Potem zdecydujemy.

Spojrzał na mnie z ulgą.

– Wiedziałem, że zrozumiesz.

Nie zrozumiałam. Zgodziłam się ze strachu. Bałam się, że jeśli odmówię, odejdzie bez wahania. I chyba właśnie wtedy coś we mnie pękło. Bo po raz pierwszy poczułam, że walczę nie o wspólne życie, lecz o miejsce w nim.

Zgodziłam się miesiąc próbny

Do mieszkania Haliny wprowadziłam się z jedną walizką i laptopem. Reszta rzeczy została w naszym mieszkaniu w mieście, jakby czekała na mój powrót. Już pierwszego dnia zrozumiałam, że to nie będzie neutralna przestrzeń.

– Ręczniki układam tutaj – powiedziała Halina, kiedy wkładałam swoje do szafki w łazience. – Łatwiej mi wtedy wszystko znaleźć.

Skinęłam głową i przełożyłam je tam, gdzie wskazała. Pracowałam przy małym stole w salonie. Podczas wideokonferencji słyszałam odgłos odkurzacza, brzęk talerzy, czasem komentarz wypowiedziany niby do siebie.

Kiedyś kobiety po pracy dbały o dom, a teraz tylko te komputery…

Udawałam, że nie słyszę. Oskar siedział obok mnie wieczorami i mówił:

– Mama musi się przyzwyczaić.

Ale to ja się dostosowywałam. Do godzin posiłków, do jej sposobu składania ubrań, do jej spojrzeń, gdy zamykałam się z laptopem w sypialni.

Któregoś dnia, gdy kończyłam ważną prezentację, Halina stanęła w drzwiach.

– Obiad stygnie.

– Jeszcze piętnaście minut – odpowiedziałam.

Rodzina powinna jeść razem.

– Pracuję – powiedziałam, starając się zachować spokój.

Westchnęła teatralnie i wyszła. Wieczorem usłyszałam, jak mówi do Oskara w kuchni:

– Ja jej nie oceniam, synku. Tylko martwię się, czy ona umie być naprawdę w rodzinie.

Stałam za ścianą i czułam, jak policzki płoną mi ze wstydu i złości.

To się nie mogło udać

Kulminacja przyszła niespodziewanie. Siedzieliśmy przy kolacji, kiedy Halina odłożyła sztućce.

– Oskar, powiem to wprost. Natalia nigdy nie była kobietą dla ciebie. Za bardzo skupiona na sobie. Ty potrzebujesz kogoś, kto postawi rodzinę na pierwszym miejscu.

Zamarłam. Spojrzałam na męża, czekając, aż zaprotestuje.

– Mamo… – zaczął niepewnie.

– Czy to nieprawda? – przerwała mu. – Od miesiąca widzę, jak to wygląda.

– Oskar – powiedziałam cicho. – Powiedz coś.

Patrzył w talerz.

– Mama się martwi – odpowiedział w końcu.

W tamtej chwili wszystko stało się jasne. Nie chodziło o mieszkanie. Nie o samotność Haliny. Chodziło o to, że w jej wizji rodziny ja byłam dodatkiem, który można wymienić.

– Dziękuję za szczerość – powiedziałam spokojnie, choć ręce mi drżały. – Ale ja nie zamierzam udowadniać, że zasługuję na miejsce przy tym stole.

Wstałam. Oskar podążył za mną do przedpokoju.

– Nie przesadzaj – szepnął. – Mama nie chciała cię zranić.

– Właśnie to zrobiła. A ty pozwoliłeś.

– Jestem między wami.

– Nie. Już wybrałeś.

Spakowałam walizkę jeszcze tej samej nocy. Oskar stał w drzwiach, ale mnie nie zatrzymał.

Minęło kilka miesięcy. Mieszkam sama w wynajętym mieszkaniu, pracuję jeszcze więcej niż wcześniej. Z Oskarem jesteśmy w separacji. Mieszkanie zostało przepisane na niego. Czasem rozmawiamy przez telefon, krótko i rzeczowo. Tęsknię. Za nim, za naszym śmiechem, za planami. Zastanawiam się, czy mogłam być bardziej wyrozumiała, mniej stanowcza. Ale kiedy wracam myślami do tamtego stołu i jego milczenia, wiem, że nie miałam innego wyjścia.

Nie każdy spadek jest darem. Czasem to kontrakt, w którym ceną jest własne życie.

Natalia, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama