„Teściowa na emeryturze chciała zająć się naszym synem. Po tym, co zrobiła, wolałam posłać go do przedszkola”
„Z czasem zauważyłam, że Leon zmieniał się w zależności od tego, kto stał obok niego. Przy babci był łagodny, przytulał się do niej, słuchał bez sprzeciwu. Gdy tylko zostawaliśmy sami, zaczynał być niegrzeczny”.

Kiedy Wiesława zaproponowała, że jako świeżo upieczona emerytka zajmie się wnukiem na pełen etat, poczułam ulgę. Wydawało mi się, że los podaje mi rękę. Nie zauważyłam, kiedy ta sama dłoń zaczęła odsuwać mnie od własnego dziecka.
Na początku byłam wdzięczna
Wracałam z pracy, a w domu pachniało zupą, Leon był przebrany, uśmiechnięty, spokojny. Wiesława relacjonowała dzień z dumą, jakby zdawała raport z dobrze wykonanej misji.
– Zjadł cały obiadek. Nawet nie marudził – mówiła, poprawiając mu kołnierzyk. – Wystarczy wiedzieć, jak z nim rozmawiać.
Zaczęły się jednak drobne „poprawki”. Ustaliłam stałe godziny drzemek, ale szybko usłyszałam:
– Oj, daj spokój z zegarkiem. Dziecko ma spać, kiedy jest zmęczone.
Prosiłam, żeby nie dawała mu słodyczy przed kolacją.
– Jedna kostka nic mu nie zrobi. Kiedyś dzieci jadły i jakoś żyją – odpowiadała z uśmiechem.
Pewnego wieczoru Leon spojrzał na mnie z wyrzutem.
– Babcia pozwala oglądać bajki przed snem. Ty zawsze zabraniasz.
To „zawsze” ukuło mnie mocniej, niż chciałam przyznać. Przecież nie byłam surowa. Chciałam tylko, żeby miał stały rytm dnia.
Przy kolacji Wiesława westchnęła teatralnie.
– Karolina, bardzo wszystko przeżywasz. Ja przy Dawidzie nie byłam aż tak drobiazgowa.
– Mamo, daj spokój – mruknął Dawid, ale bez przekonania.
Zaczęłam wracać do domu z uczuciem, że wchodzę do przestrzeni, w której obowiązują cudze zasady. Tłumaczyłam sobie, że to różnica pokoleń. Że przesadzam. A jednak coś we mnie drżało.
Syn się inaczej zachowywał
Z czasem zauważyłam, że Leon zmieniał się w zależności od tego, kto stał obok niego. Przy babci był łagodny, przytulał się do niej, słuchał bez sprzeciwu. Gdy tylko zostawaliśmy sami, zaczynał być niegrzeczny.
– Nie chcę! – potrafił krzyknąć, gdy prosiłam, żeby odłożył zabawkę. – Babcia mówi, że mogę jeszcze chwilę!
Pewnego popołudnia wróciłam wcześniej. Weszłam do salonu i zobaczyłam, jak siedzą razem na kanapie. Leon wtulony w nią, Wiesława głaskała go po głowie.
– Mama znowu będzie zmęczona – mówiła cicho. – Ona dużo pracuje, nie zawsze ma cierpliwość.
Zamarłam w przedpokoju.
– Ale babciu, ja wolę być z tobą – odpowiedział Leon bez wahania.
Serce ścisnęło mi się tak mocno, że musiałam oprzeć się o ścianę.
Wieczorem spróbowałam porozmawiać z Dawidem.
– On mnie odsuwa. Widzisz to? – zapytałam, stojąc przy zlewie. – Przy niej jest zupełnie inny.
– Karolina, to tylko etap – westchnął. – Mama spędza z nim więcej czasu, to naturalne.
– Naturalne jest też to, że podważa moje decyzje? Przy nim?
Dawid wzruszył ramionami.
– Ona chce dobrze. Gdyby nie ona, musielibyśmy płacić za opiekę.
To zdanie wracało do mnie jak echo. „Gdyby nie ona”. Coraz częściej czułam, że jestem dodatkiem do układu, który działa beze mnie.
Teściowa przekroczyła granice
Wiesława zaczęła wypowiadać się w imieniu Leona.
– On się boi, kiedy podnosisz głos – stwierdziła któregoś dnia przy obiedzie.
– Nie podnoszę głosu – zaprotestowałam.
– Może nie zauważasz – odpowiedziała spokojnie. – Dzieci są wrażliwe.
Leon patrzył na mnie uważnie, jakby sprawdzał, czy potwierdzę jej słowa. Zaczęłam analizować każdą rozmowę, każde polecenie. Czy rzeczywiście byłam zbyt sztywna? Czy praca oddaliła mnie od syna bardziej, niż chciałam przyznać? Najgorsze było poczucie, że między nimi tworzy się coś, do czego nie mam dostępu. Mały, cichy sojusz. Uśmiechy wymieniane ponad moją głową. Szepty, które milkły, gdy wchodziłam do pokoju. Coraz częściej miałam wrażenie, że w moim własnym domu jestem gościem.
Pierwszy raz naprawdę się przestraszyłam, kiedy Leon spojrzał mi prosto w oczy i powiedział:
– Babcia mówi, że nie masz racji.
Stał w drzwiach swojego pokoju z rękami założonymi na piersi. Miał zaledwie kilka lat, a w jego spojrzeniu było coś twardego, obcego.
– W jakiej sprawie? – zapytałam najspokojniej, jak potrafiłam.
– Że nie muszę sprzątać teraz. Że jestem jeszcze mały.
Złamała moje zasady
W tym momencie z kuchni wyszła Wiesława.
– Karolina, naprawdę musi odkładać klocki co do minuty? Bawił się tak ładnie.
– Ustaliliśmy zasady – odpowiedziałam, czując, jak drży mi głos. – Sprzątamy przed kolacją.
Teściowa westchnęła i przewróciła oczami.
– Zasady są dla dorosłych. Dzieci potrzebują serca, nie regulaminu.
Leon patrzył na nią jak na arbitra, który ma rozstrzygnąć spór.
– Widzisz? – szepnął do mnie, ale tak, żebym usłyszała. – Babcia rozumie.
To nie były już drobne różnice. To było otwarte podważanie mnie przy własnym dziecku. Każde moje polecenie spotykało się z komentarzem.
– Może pozwól mu zdecydować? – wtrącała się Wiesława.
– Nie przesadzaj z tym zakazem.
– On ma charakter po naszej rodzinie, nie da się go tak prowadzić.
Zaczęłam czuć się jak intruz. Gdy zwracałam Leonowi uwagę, spoglądał w stronę babci, jakby czekał na jej potwierdzenie, czy powinien mnie słuchać.
Syn mnie nie szanował
Najboleśniejsze było to, że powtarzał jej słowa.
– Mama jest przewrażliwiona – powiedział któregoś dnia, niemal mechanicznie.
Zamarłam.
– Kto ci tak powiedział?
Wzruszył ramionami.
– Nikt.
Wieczorem wybuchłam przy Dawidzie.
– Ona uczy go, że nie musi mnie słuchać! – powiedziałam, czując, jak łzy napływają mi do oczu.
– Przesadzasz – odparł zmęczonym tonem. – Mama czasem coś palnie, ale nie robi tego przeciwko tobie.
– Nie widzisz, że tracę autorytet?
Dawid milczał chwilę.
– To moja matka. Zawsze była stanowcza.
Zaczęłam unikać rozmów, obserwować, notować w pamięci każde zdanie. Czułam złość, bezsilność i wstyd, że nie potrafię odzyskać kontroli. Coraz częściej łapałam się na myśli, że może rzeczywiście nie jestem wystarczająco dobrą matką. A potem usłyszałam coś, czego nie dało się już zignorować.
Tego było za wiele
To było w sobotę. Miałam pracować z domu, ale projekt odwołano, więc wróciłam wcześniej z zakupów. Drzwi do pokoju Leona były uchylone. Usłyszałam głos Wiesławy – miękki, niemal czuły.
– Wiesz, że babcia zawsze stanie po twojej stronie? – mówiła.
– A mama? – zapytał Leon.
– Mama czasem się myli. Jest zmęczona i nerwowa. Nie zawsze trzeba jej słuchać, kiedy przesadza.
Zamarłam. Poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi powietrze z płuc. Nie chodziło już o słodycze ani bajki. To było coś znacznie poważniejszego. Weszłam do pokoju bez pukania.
– Co to znaczy, że nie zawsze trzeba mnie słuchać? – zapytałam, patrząc prosto na teściową.
Wiesława nawet nie drgnęła.
– Karolino, rozmawiam z wnukiem. Nie podnoś głosu.
– Nie podnoszę głosu. Pytam.
Leon przytulił się do niej mocniej.
– Babcia mówi, że czasem jesteś niesprawiedliwa – powiedział cicho.
Zabolało bardziej, niż się spodziewałam.
– Wiesławo, to są nasze zasady. Moje i Dawida. Nie możesz mówić mu, że ma mnie nie słuchać.
– Ja go uczę samodzielności – odparła chłodno. – Nie chcę, żeby wyrósł w strachu przed własną matką.
– W strachu? – powtórzyłam, czując, jak drżą mi ręce. – Nigdy go nie straszyłam.
Pokłóciliśmy się
W tym momencie do mieszkania wszedł Dawid.
– Co się dzieje?
– Twoja mama mówi naszemu synowi, że nie musi mnie słuchać – powiedziałam, starając się brzmieć rzeczowo.
– To nie tak – wtrąciła się Wiesława. – Tłumaczyłam mu tylko, że ma prawo do swoich uczuć.
– I do ignorowania mnie? – zapytałam.
Dawid spojrzał najpierw na mnie, potem na matkę.
– Mamo?
– Chcę dla niego dobrze – odpowiedziała spokojnie. – Karolina jest zbyt chłodna. Dziecko potrzebuje ciepła.
W tamtej chwili coś we mnie pękło. Zrozumiałam, że jeśli teraz nie postawię granicy, już nigdy jej nie postawię.
– Od następnego miesiąca Leon idzie do przedszkola – powiedziałam wyraźnie. – Dziękuję za pomoc, ale będziemy radzić sobie sami.
W pokoju zapadła cisza.
– Czy ty mnie właśnie odsuwasz? – zapytała Wiesława, w jej głosie po raz pierwszy pojawiła się uraza.
– Dokładnie tak.
Dawid przetarł twarz dłonią.
– Karolina, może nie podejmujmy decyzji w emocjach.
– To nie są emocje. To granica.
Wiesława wstała powoli.
– Niewdzięczność boli najbardziej – powiedziała cicho. – Pamiętaj o tym.
Wiedziałam, że właśnie wywołałam konflikt, ale po raz pierwszy od miesięcy poczułam, że mam do tego święte prawo.
Karolina, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Pozwoliłam córce z dziećmi zamieszkać u mnie po rozwodzie. Dziś czuję się jak intruz, służąca i bankomat w jednym”
- „Mama ukrywała przede mną rodzinne sekrety. Gdy prawda wyszła na jaw, straciłam do niej cały szacunek”
- „Synowa zarabiała kokosy dzięki swojemu dziecku, ale za tę kasę nie kupiła mi nawet papieru toaletowego”

