Reklama

Przez długi czas uważałam się za osobę rozsądną i ugodową. Wierzyłam, że małżeństwo to sztuka ustępstw, a drobne niewygody są ceną za wspólne życie. Z Mateuszem tworzyliśmy spokojny duet – przynajmniej tak to widziałam. Kiedy zaproponował, by jego mama zamieszkała z nami „na kilka tygodni”, zgodziłam się bez sprzeciwu. Nie przypuszczałam, że ta decyzja sprawi, iż w moim własnym domu zacznę czuć się jak gość.

Postaram się wam nie przeszkadzać

Pierwszego dnia Ela weszła do mieszkania z dwiema walizkami i kartonem opisanym „kuchnia”. Uśmiechała się szeroko, jakby przyjechała na wakacje.

– Postaram się wam nie przeszkadzać – powiedziała, rozglądając się uważnie po salonie. – Tylko chwilka i wracam do siebie.

Mateusz objął ją ramieniem.

– Mamo, czuj się jak u siebie.

To zdanie zapadło mi w pamięć bardziej, niż powinno. Już wieczorem usłyszałam przesuwane talerze. Weszłam do kuchni i zobaczyłam Elę stojącą na stołku.

– Co robisz? – zapytałam.

– Och, kochanie, tylko porządkuję. Przyprawy powinny być bliżej kuchenki, to bardziej praktyczne. U mnie zawsze tak było.

Uśmiechnęła się tak, jakby dawała mi dobrą radę. Następnego dnia zniknęła moja ulubiona misa z półki, a w jej miejscu pojawił się porcelanowy wazon. W salonie zawisły nowe zasłony. W łazience pojawiły się koszyczki na kosmetyki.

– Mamo, po co tyle zmian? – zapytał Mateusz półżartem.

– Synku, ja tylko pomagam. Natalia tyle pracuje, że nie ma czasu zadbać o dom – odpowiedziała, zerkając na mnie znacząco.

Zaczęłam wracać później z pracy, bo brałam dodatkowe zadania. Wchodziłam do mieszkania i czułam obcy zapach świeżo wypranej pościeli, której nie kupowałam. Na stole stały kwiaty, których nie wybierałam. W szafie brakowało miejsca na moje płaszcze.

– Mateusz, czuję się dziwnie – powiedziałam pewnego wieczoru, gdy leżeliśmy w sypialni. – To już nie wygląda jak nasze mieszkanie.

Odwrócił się do mnie z westchnieniem.

– Przesadzasz. To tylko parę tygodni. Mama chce się przydać.

Chciałam uwierzyć, że to chwilowe. Ale remont przeciągał się.

Kobieta powinna być sercem domu

Ela coraz częściej mówiła „u nas” zamiast „u was”. Zapraszała swoje koleżanki na herbatę bez pytania mnie o zdanie. Gdy któregoś dnia wróciłam zmęczona i zobaczyłam, że moje dokumenty z biurka są przełożone do innej szuflady, coś we mnie pękło.

– Szukałam ładowarki – wyjaśniła spokojnie. – Straszny bałagan tu miałaś.

– To było poukładane – odpowiedziałam cicho.

– Kochanie, porządek to podstawa dobrego domu – odparła z łagodnym uśmiechem.

Mateusz słyszał tę rozmowę z salonu, ale nie zareagował. Coraz częściej miałam wrażenie, że jestem obserwowana i oceniana. Przy nim Ela była serdeczna.

– Natalia robi najlepsze sałatki – mówiła, klepiąc mnie po ramieniu.

A gdy zostawałyśmy same, jej ton się zmieniał.

– Kobieta powinna być sercem domu – rzuciła któregoś popołudnia, patrząc na mój laptop. – Pieniądze to nie wszystko.

Nie odpowiedziałam. W środku narastało napięcie, którego nie umiałam już zagłuszyć rozsądkiem. Którego wieczoru usłyszałam ich śmiech z kuchni. Wspominali dzieciństwo Mateusza. Stałam w przedpokoju z torebką w dłoni i poczułam się, jakbym wróciła do mieszkania kogoś innego. Zaczęłam zadawać sobie pytanie, którego wcześniej unikałam: czy Mateusz naprawdę nie widzi, co się dzieje… czy po prostu nie chce widzieć?

Nie chcę być ciężarem

Rachunki rosły szybciej niż wcześniej. Więcej gotowania, więcej prania, światło palące się do późna. Któregoś wieczoru usiadłam z kalkulatorem przy stole.

– Mateusz, musimy porozmawiać o wydatkach – powiedziałam spokojnie. – Budżet się nie dopina.

Ela, która kroiła warzywa, nawet nie podniosła wzroku.

– Remont pochłonął wszystkie moje oszczędności – wtrąciła. – Nie chcę być ciężarem, ale teraz naprawdę nie mam z czego dokładać.

Spojrzałam na nią, potem na męża.

– Nie chodzi o to, że jesteś ciężarem. Jednak mieszkamy teraz w 3 osoby, więc to odbija się na rachunkach – odpowiedziałam.

Mateusz westchnął.

– Natalia, przecież to przejściowe. Chyba możesz okazać więcej empatii.

To słowo zaczęło mnie drażnić. Przejściowe. Tymczasowe. Na chwilę.

Bez ciebie byśmy sobie nie poradzili

Zaczęłam brać nadgodziny, by było na rachunki. Wracałam coraz później, zmęczona. Któregoś wieczoru usłyszałam ich rozmowę w kuchni.

– Synku, Natalia jest ostatnio taka nerwowa – mówiła cicho Ela. – Praca ją zmienia. Dom powinien być spokojny.

– Wiem, mamo. Też to widzę – odpowiedział.

Gdy próbowałam poruszyć temat, Mateusz spojrzał na mnie chłodno.

– Musisz trochę wyluzować. Mama ma rację, ostatnio jesteś ciągle spięta.

– Czy ty słyszysz, co mówisz? – zapytałam, czując, jak drży mi głos. – Powtarzasz jej słowa.

– Bo może coś w tym jest? – odparł.

To był moment, w którym po raz pierwszy poczułam nie tylko złość, ale strach. Nie o mieszkanie, nie o pieniądze. O to, że tracę w nim sojusznika. Ela zaczęła przejmować drobne obowiązki, które wcześniej należały do mnie. Gotowała jego ulubione potrawy. Prasowała mu koszule.

– Nie musisz się przemęczać – mówiła, patrząc na mnie znacząco. – Ja mam czas.

Któregoś wieczoru Mateusz podziękował jej przy kolacji.

– Mamo, bez ciebie byśmy sobie nie poradzili.

A ja nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam.

Tak będzie lepiej

Tamtego popołudnia wróciłam wcześniej, bo jedno ze spotkań w pracy zostało odwołane. W mieszkaniu panowała cisza. Zdjęłam płaszcz i już miałam wejść do salonu, gdy usłyszałam głos Eli dobiegający z sypialni.

– Nie, nie wracam – mówiła przez telefon, ściszonym, ale stanowczym tonem. – Po co mam się męczyć sama? Tu mam opiekę, towarzystwo. Mieszkanie? Zobaczymy, może sprzedam. Po co mi dwa miejsca?

Stanęłam jak wryta.

– Mateusz oczywiście się zgadza. On wie, że tak będzie lepiej – dodała po chwili.

Serce zaczęło mi bić szybciej. Nie wiedziałam, czy bardziej boli mnie to, co usłyszałam, czy to, że dowiedziałam się przypadkiem. Cofnęłam się do kuchni i usiadłam przy stole. Kiedy Ela wyszła z sypialni, była spokojna, jak zawsze.

– O, już jesteś? – zapytała lekko.

– Słyszałam rozmowę – odpowiedziałam, patrząc jej prosto w oczy.

Na sekundę jej twarz stężała.

To były prywatne sprawy – odparła chłodno.

– Prywatne? Dotyczą mojego domu.

Nie odpowiedziała. Minęła mnie i zaczęła nalewać sobie herbatę, jakby nic się nie stało.

To jest nasze życie

Czekałam na Mateusza z narastającym napięciem. Kiedy wrócił, nie owijałam w bawełnę.

– Wiedziałeś, że twoja mama nie planuje wracać do swojego mieszkania?

Zatrzymał się w pół kroku.

– Usłyszałam jej rozmowę. Mówiła o sprzedaży mieszkania.

Zapadła cisza. Mateusz zdjął kurtkę wolniej niż zwykle.

– Coś tam wspominała mi o tym – przyznał w końcu. – Ale to tylko luźny pomysł.

– Rozmawialiście? – powtórzyłam. – Beze mnie?

Nie chciałem cię denerwować – odpowiedział cicho. – Wiedziałem, że i tak jesteś przeciwko.

Poczułam, jak coś we mnie opada, ale tym razem nie była to złość. To było coś głębszego.

– To jest nasze życie, Mateusz. Nasze mieszkanie. Dlaczego decyzje zapadają poza mną?

– Bo ty zawsze reagujesz emocjonalnie – wtrąciła Ela z progu kuchni. – My staramy się myśleć rozsądnie.

Odwróciłam się do niej.

– Rozsądnie? To ja spłacam połowę kredytu. Ja dokładam się do rachunków. A dowiaduję się, że ktoś planuje tu zostać na stałe?

Mateusz unikał mojego wzroku.

– Szukałem dobrego momentu, żeby o tym z tobą pogadać – powiedział.

Wtedy zrozumiałam, że nie chodzi już o zasłony, przyprawy czy rachunki. Chodziło o to, że zostałam odsunięta od decyzji dotyczących mojego własnego domu. Oni rozmawiali, planowali, uzgadniali. Ja byłam informowana – jeśli w ogóle. Tamtej nocy długo nie mogłam zasnąć. Leżałam obok mężczyzny, z którym dzieliłam życie, i czułam, jak między nami rośnie mur. Po raz pierwszy dopuściłam do siebie myśl, że może to nie jest chwilowy kryzys. Może w tym domu nie mam już dla mnie miejsca przy stole.

Poświęciłam dla was tyle czasu

Nie planowałam wielkiej sceny. Przez kilka dni nosiłam w sobie ciężar rozmowy, aż w końcu zrozumiałam, że dłużej nie wytrzymam w zawieszeniu. Wieczorem poprosiłam ich o rozmowę.

– Musimy ustalić, co dalej – zaczęłam spokojnie, choć dłonie miałam zimne. – Nie godzę się na to, żeby ta sytuacja była bezterminowa.

Mateusz patrzył w podłogę.

– Konkretnie czego oczekujesz? – zapytał w końcu.

Wzięłam głęboki oddech.

– Chcę, żeby twoja mama w ciągu miesiąca wróciła do swojego mieszkania. Nie może być tak, że decyzje zapadają poza mną.

Ela westchnęła teatralnie.

– Czyli mam się wynieść, bo przeszkadzam? – zapytała, a w jej głosie pojawiła się nuta żalu. – Poświęciłam dla was tyle czasu.

– Nikt nie mówi o poświęceniu – odparłam. – Chodzi o szacunek.

Mateusz podniósł wzrok.

Stawiasz mnie pod ścianą – powiedział cicho.

– Nie. Stawiam granicę.

Przez chwilę panowała cisza. Czułam, że to moment, w którym coś musi się rozstrzygnąć. Nie chciałam już półśrodków ani kolejnych „zobaczymy”.

– Nie wyrzucę mamy – powiedział w końcu Mateusz. – Nie potrafię. To moja matka.

Słowa były spokojne, ale ostateczne.

– Jeśli nie potrafisz tego zaakceptować… – zaczął powoli.

Wtedy zrozumiałam, że wybór został dokonany.

Rodzina powinna trzymać się razem

Pakowałam rzeczy następnego dnia rano. Nie było krzyków ani dramatycznych gestów. Składałam ubrania do walizki, a w przedpokoju stały już dwa kartony z dokumentami i książkami. Ela krzątała się w kuchni, jakby to był zwykły dzień.

Szkoda, że tak to odbierasz – powiedziała, gdy przechodziłam obok niej. – Rodzina powinna trzymać się razem.

Nie odpowiedziałam. Mateusz stał przy oknie w salonie.

– Nie chcę rozwodu – powiedział nagle, kiedy zapięłam walizkę.

– A ja nie chciałam takiego małżeństwa – odpowiedziałam cicho.

Spojrzał na mnie bezradnie.

– Może to tylko przerwa – dodał.

Pokręciłam głową.

– Przerwa jest wtedy, gdy obie strony chcą coś naprawić.

Zatrzymałam się w drzwiach. Ostatni raz rozejrzałam się po mieszkaniu. Zasłony wybrane przez Elę, wazon na stole, przestawione półki. Niewiele zostało z przestrzeni, którą urządzałam z myślą o nas.

Odzyskałam coś ważniejszego

Wynajęłam niewielką kawalerkę na drugim końcu miasta. Pierwszego wieczoru usiadłam na podłodze, bo nie miałam jeszcze kanapy. Było cicho. Nikt nie komentował, gdzie postawiłam kubek. Nikt nie zaglądał do moich dokumentów. Z Mateuszem próbowaliśmy jeszcze rozmawiać. Spotkaliśmy się kilka razy w neutralnych miejscach. Za każdym razem wracaliśmy do tego samego punktu.

– Mama nie ma nikogo poza mną – powtarzał.

– A ja? – pytałam.

Nie potrafił odpowiedzieć tak, żebym poczuła się wybrana. Po trzech miesiącach złożyliśmy pozew o rozwód za porozumieniem stron. Bez oskarżeń, bez publicznych scen. Dowiedziałam się później, że Ela rzeczywiście sprzedała swoje mieszkanie. Wprowadziła się do naszego na stałe. Stało się dokładnie to, czego się obawiałam. Czasem zastanawiałam się, czy mogłam zrobić coś inaczej. Może wcześniej postawić granice, może nie zgodzić się na tę „chwilę”. Ale wiem jedno – dom to nie tylko ściany. To poczucie, że jesteś u siebie i że ktoś stoi obok ciebie, a nie przed tobą. Dziś w mojej małej kawalerce wszystko stoi tam, gdzie ja chcę. I choć straciłam męża, odzyskałam coś ważniejszego – własny głos.

Natalia, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama