Reklama

Miała to być tylko chwila. „Tymczasowo, Karolinko. Póki nie staniecie na nogi” – mówiła Halina, mama Dawida, kiedy przyjęła nas pod swój dach . Minął ponad rok, a my nadal mieszkaliśmy w jej trzypokojowym M-4 z PRL-owską boazerią . Z początku chciałam wierzyć, że to się ułoży. Że jak się człowiek postara, to da się jakoś żyć razem. Ale to nie życie.

Halina nie krzyczy, nie bije talerzami. Ona komentuje. Siada przy stole z rachunkiem i mówi z uśmiechem: „Prąd jak w fabryce. Karolinko, czy ty może pieczesz ciasta nocami na zamówienie?”. Albo: „Kto to widział, żeby suszarka chodziła trzy razy w tygodniu! Kiedyś się rozwieszało pranie na sznurku i było dobrze!”. Dawid milczy. Czasem tylko rzuci: „Mama taka już jest”. Tylko że ja już nie wiem, kim ja jestem. Czy ja jeszcze jestem żoną? Lokatorką? Pasożytem?

Gdy gaszę światło, robię to nie dlatego, że wychodzę z pokoju. Gaszę, bo boję się, że znowu usłyszę: „W tym domu światło się świeci jak na stadionie”. Czasem myślę, że lepiej byłoby nam w kawalerce, byle sami. Byle bez tego spojrzenia spod oka i zbierania rachunków z miną księgowej w urzędzie skarbowym.

Teściowa wypominała nam koszty

– Karolina, serio pytam – zaczęła Halina, opierając łokcie o stół. – Czy pralkę włączacie przy każdym zabrudzeniu skarpetki, czy jak? Bo rachunek za prąd to jakbyście pralnię chemiczną otworzyli.

Zatrzymałam widelec w powietrzu. Spojrzałam na Dawida, ale on jak zwykle nagle skupił się na ziemniaku.

– To co proponujesz, Halinko? Żebym zaczęła prać ręcznie w misce? – uśmiechnęłam się słodko.

– Ja tylko mówię, że można inaczej. Oszczędniej. Ludzie kiedyś dawali radę bez tych suszarek, pralek z tysiącem programów...

– Ludzie kiedyś żyli bez lodówek i też jakoś dawali radę – prychnęłam. – Ale może nie o to chodzi, prawda?

Halina przymknęła oczy, jakby zbierała siły do cierpliwości, i po chwili odpowiedziała z kamiennym spokojem:

Jak się nie ma własnego kąta, to się trochę pokory przydaje. Ja niczego nie zabraniam. Tylko zwracam uwagę.

– Tylko zwracasz uwagę? Codziennie. Na wszystko. Rachunki, pranie, światło. Czuję się jak nastolatka, co się wprowadziła do internatu. A to chyba miał być mój dom.

– Karolina, daj spokój – mruknął Dawid.

– Nie, nie dam spokoju – odparłam ostro. – Uczciwie płacimy za wszystko, więc nie rozumiem, o co chodzi.

Zgarnęłam talerz z obiadem i wstałam.

– Jak ci tak przeszkadza nasz prąd, to śmiało – wyjmij bezpieczniki. Będzie taniej – rzuciłam przez ramię i wyszłam z kuchni, trzaskając drzwiami.

Za sobą słyszałam ciszę. Ani jedno słowo od Dawida. I to bolało mnie najbardziej.

Atmosfera była coraz bardziej nerwowa

– Serio, Dawid? Nic? Ani słowa? – stałam przed nim, oparta o framugę.

Leżał na kanapie, z telefonem nad twarzą. Znowu przeglądał TikToka, jakby tam miały się znaleźć odpowiedzi na to, czego nie umiał powiedzieć w realnym życiu.

– Karola, nie chciałem dolewać oliwy do ognia. Mama się tylko martwi o rachunki.

– Nie. Ona się martwi o to, że ma nas w domu. A ty, zamiast mi pomóc, siedzisz i udajesz, że nie słyszysz, co się dzieje.

Odłożył telefon. W końcu.

– To co mam robić? Kłócić się z nią? Z kimś, kto nas przygarnął?

– Nie przygarnęła nas z łaski. Powiedziała, że to tymczasowo. Tymczasowo, które trwa już półtora roku. A ja? Ja się duszę. Boję się włączyć piekarnik, bo zaraz znowu będzie, że "pieczenie na dwa razy to luksus dla bogatych".

Dawid westchnął i przetarł twarz dłońmi.

– Ja po prostu próbuję przetrwać między wami.

– A ja próbuję żyć, Dawid. Wiesz, że ostatnio szukałam kawalerek? Takich maleńkich, ale naszych. Nie wiem, może wynajmę coś sama. Bo ja nie dam rady tak żyć, z dwiema dorosłymi osobami i tylko jedna z nich mnie szanuje.

Spojrzał na mnie, jakby nagle coś do niego dotarło.

Chcesz się wyprowadzić?

– Chcę poczuć, że mam dom. A tu, Dawid... tu ja jestem tylko lokatorką, której wylicza się rachunki.

Zamilkł. I po chwili, jakby całkiem uciekając od tematu, rzucił:

– Nie teraz, Karolina. Jestem zmęczony.

Zamknęłam oczy. Nie powiedział: „Nie odchodź”. Nie powiedział nic, co by mnie zatrzymało.

Obgdadywali mnie

Wyszłam do kuchni tylko po wodę. Była prawie północ, a ja nie mogłam zasnąć. Zegar tykał zbyt głośno. W ciemności słychać było rozmowę z salonu – ciche, przytłumione głosy. Nie miałam zamiaru podsłuchiwać. Po prostu… stałam i słuchałam.

Ona ma pretensje o wszystko – mówiła Halina. – I jeszcze te spojrzenia. Jakby jej ktoś krzywdę robił.

– Mamo… – Dawid brzmiał na zmęczonego. – Karolina po prostu czuje się nieswojo.

– Nieswojo? To może trzeba było zostać na wynajmie. Niech się cieszy, że ma dach nad głową. I

Zapiekło mnie w gardle.

– Ja już naprawdę nie wiem, ile tak pociągniemy – mruknął Dawid.

Mówił to o mnie? O nas? Drgnęłam, wzięłam głębszy wdech i weszłam do salonu. Oboje zamilkli. Halina poprawiła koc na kolanach.

Świetnie się rozmawia za plecami, co? – powiedziałam cicho.

Dawid zbladł. Halina spojrzała na mnie z uniesioną brodą.

– Skoro podsłuchujesz, to może od razu się wypowiedz.

– Jasne. Skoro mam być tylko lokatorką, to powiem jak lokatorka: proszę mnie traktować jak dorosłego człowieka, nie jak jakiegoś pasożyta. Nie żeruję na nikim, Halino. Gotuję, sprzątam, piorę. Ale jak widzę, to wciąż za mało, by zasłużyć na minimum szacunku.

Dawid otworzył usta, ale nie zdążył nic powiedzieć.

– I ty – spojrzałam mu prosto w oczy – jak mogłeś powiedzieć, że nie wiesz, ile jeszcze wytrzymasz? Nie wiesz, bo nie próbujesz.

Wyszłam do sypialni, trzaskając drzwiami. Tego wieczoru podjęłam decyzję.

Takich słów się nie spodziewałam

– Możemy porozmawiać? – zapytałam rano, siadając do stołu.

Halina właśnie przeglądała gazetkę z promocjami, jakby nic się wczoraj nie wydarzyło. Dawid stał oparty o framugę, jak chłopiec przyłapany na paleniu papierosa.

– Jeśli masz zamiar znowu robić sceny, to może nie teraz, Karolina – powiedziała spokojnie Halina, nie podnosząc wzroku.

– Sceny? Nie, Halino. Chcę w końcu usłyszeć prawdę. Wprost.

Podniosła wzrok. I wtedy to padło.

– Prawda? Proszę bardzo. Nie chciałam was tu. To Dawid mnie ubłagał. Mówił, że to chwilowo. Że tylko na parę miesięcy. A wy siedzicie tu jak u siebie. I jeszcze mam dziękować, że zmywacie po sobie naczynia?

Zamarłam. Ale nie odpuściłam.

– Ja codziennie tłumię złość, żeby nie wybuchnąć. Codziennie liczę sekundy, jak długo mogę mieć zapalone światło. A ty mnie traktujesz jak obcą. Ja już nawet nie czuję, że mam męża.

– Karola… – Dawid się poruszył, ale znowu się cofnął.

– Dawid, powiedz coś. Cokolwiek. Czy naprawdę zamierzasz tak dalej żyć? Pomiędzy nami? Między tym, czego chcesz, a czego oczekuje twoja mama?

Zamilkł. Patrzył to na mnie, to na Halinę.

– Ja po prostu nie wiem, jak pogodzić was obie – wyszeptał.

– Może nie musisz – odpowiedziałam. – Może trzeba po prostu wybrać, czego ty chcesz.

Spojrzał na mnie, ale nie zrobił kroku. Ani do mnie, ani od niej. I to był jego wybór.

Podjęłam decyzję

Zaczęłam pakować rzeczy jeszcze tego samego wieczoru. Najpierw ubrania, potem kosmetyki, dokumenty. Każdy przedmiot lądował w torbie z takim samym ciężarem – zawodu. Dawid siedział w milczeniu na brzegu łóżka, jakby nie dowierzał, że naprawdę to robię.

– Naprawdę chcesz odejść? – zapytał w końcu, ledwo słyszalnym głosem.

– Nie chcę, Dawid. Ale nie chcę też żyć jak cień twojej matki. – Spojrzałam na niego. – Przez rok znosiłam jej docinki, twoje milczenie, udawanie, że wszystko jest w porządku. Ale już nie potrafię. Nie umiem walczyć o małżeństwo, którego ty nie bronisz.

Zamilkł. Schował twarz w dłoniach. Cisza ciążyła w powietrzu jak zimny dym.

– I co teraz? – spytał po dłuższej chwili.

– Teraz jadę do Marty. Ma wolny pokój na kilka tygodni. Potem coś znajdę. Kawalerka, cokolwiek. Miejsce, w którym nie będę musiała się tłumaczyć z długości prysznica.

– A ja?

– To ty musisz sobie odpowiedzieć. Chcesz być mężem czy jej synem? – spojrzałam mu prosto w oczy.

Nie odpowiedział. Stał tylko w drzwiach, kiedy schodziłam po schodach z torbą. Nie zatrzymał mnie. Nie powiedział: „zostań”. Na ulicy powietrze było rześkie. Wsiadłam do taksówki i pierwszy raz od dawna poczułam coś, co przypominało spokój. I coś, co bolało głęboko – żal.

Karolina, 30 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama