„Teściowa jest leniwa, a moimi dziećmi opiekuje się z wielką łaską. Każde jej westchnienie wyprowadza mnie z równowagi”
„– Człowiek na emeryturze powinien mieć trochę wytchnienia – zaczęła. – A ja od poniedziałku do piątku mam etat przy wnukach. Zapadła cisza. Poczułam, jak policzki zaczynają mnie piec”.

Codziennie biegłam między biurem a przedszkolem, z telefonem przy uchu i listą spraw w głowie. Gdy zabrakło miejsca w publicznym żłobku, nie mieliśmy wyboru i poprosiliśmy o pomoc teściową Bożenę. Na początku czułam ulgę. Kto lepiej zajmie się dziećmi niż babcia? Z czasem jednak każde jej westchnienie zaczęło brzmieć jak rachunek, który przyjdzie mi zapłacić.
Teściowa miała fochy
Teściowa zawsze stała z dziećmi kilka minut przed czasem. Lena biegła do niej pierwsza, Olek trzymał ją za rękę. Z daleka widziałam, jak poprawia im czapki i wygładza rękawy kurtek. Ten obraz powinien mnie uspokajać.
– Znowu się spóźniasz – powiedziała któregoś dnia, gdy podjechałam pod jej blok. – Dzieci czekały ze mną na zimnie.
Spojrzałam na zegarek. Było chwilę po 17.
– Mamo, korki były straszne. Dziękuję, że ich odebrałaś – odpowiedziałam, starając się brzmieć miękko.
– No tak. Ktoś musi – westchnęła. – W moim wieku człowiek mógłby już odpoczywać.
W samochodzie Lena opowiadała o zajęciach plastycznych, a ja próbowałam się uspokoić. Wieczorem, gdy Piotr wrócił z pracy, wspomniałam o tej rozmowie.
– Przesadzasz – machnął ręką. – Mama lubi po prostu ponarzekać.
– To nie brzmi jak narzekanie, tylko jak wyrzut – odpowiedziałam ciszej, niż planowałam.
Piotr wzruszył ramionami i zajął się składaniem prania. Znowu zostałam z tym sama.
Zrobiła się uszczypliwa
Z czasem komentarze stawały się coraz bardziej bezpośrednie.
– Dzieci są zmęczone – powiedziała Bożena, gdy odbierałam je pewnego piątku. – Może nie warto tak gonić za tą karierą?
– To nie jest gonitwa. Po prostu pracuję – odparłam.
– Ja też pracowałam, ale zawsze wiedziałam, co jest najważniejsze.
Słowo „zawsze” zawisło między nami jak oskarżenie. Przez resztę dnia byłam rozkojarzona. W pracy popełniłam błąd w raporcie, a szef poprosił mnie na rozmowę. Wracając do domu, czułam ucisk w żołądku. W sobotę zaprosiłam teściową na obiad, chcąc jakoś rozładować napięcie. Przy stole starałam się być serdeczna.
– Mamo, naprawdę jesteśmy wdzięczni za pomoc – zaczęłam.
– Ja niczego nie wypominam – przerwała mi. – Tylko czasem zastanawiam się, czy to wszystko ma sens. Dzieci potrzebują matki.
– Jestem ich matką – powiedziałam ostrzej, niż zamierzałam.
– Oczywiście – uśmiechnęła się chłodno. – Ale wieczorem.
Piotr spojrzał na mnie z dezaprobatą.
– Natalia, nie zaczynaj – mruknął.
Od tej pory zaczęłam wracać z pracy spięta, gotowa na kolejne uwagi. W domu byłam nerwowa, łatwo podnosiłam głos, choć dzieci nie były niczemu winne. Któregoś wieczoru Lena zapytała:
– Mamusiu, babcia mówiła, że jest bardzo zmęczona przez nas. To my coś źle robimy?
Uklękłam przy niej i przytuliłam ją mocno.
– Nie, skarbie. Wy nie robicie nic złego.
Sama zaczęłam się jednak zastanawiać, czy to ja nie robię coś źle. Czy naprawdę wymagam zbyt wiele? Czy powinnam zrezygnować z pracy, żeby udowodnić, że jestem dobrą matką? Każdego dnia balansowałam między wdzięcznością a rosnącą złością. I coraz trudniej było mi odróżnić pomoc od przysługi, która miała swoją cenę.
Tego się nie spodziewałam
Niedzielny obiad u teściowej miał być spokojny. Upiekłam ciasto, dzieci narysowały dla babci laurkę. Chciałam zacząć od nowa, jakby ostatnie tygodnie były tylko nieporozumieniem. Przy stole siedziała też siostra Piotra z mężem. Rozmowa toczyła się leniwie, aż Bożena odłożyła widelec i westchnęła teatralnie.
– Człowiek na emeryturze powinien mieć trochę wytchnienia – zaczęła. – A ja od poniedziałku do piątku mam etat przy wnukach.
Zapadła cisza. Poczułam, jak policzki zaczynają mnie piec.
– Mamo, przecież sama mówiłaś, że lubisz z nimi być – wtrącił Piotr.
– Lubię, oczywiście. Tylko czasem mam wrażenie, że młodzi wszystko zrzucili na moje barki. – Spojrzała na mnie znacząco. – Dziś kobiety wolą pracować niż siedzieć z dziećmi.
Siostra Piotra uniosła brwi, a jej mąż nagle bardzo zainteresował się talerzem.
– Nie „wolę” – odezwałam się cicho. – Po prostu pracuję. Tak jak Piotr.
– Ale to ty jesteś matką – odparła Bożena. – Ja swoje już wychowałam.
Słowo „swoje” zabolało mnie bardziej, niż powinno. Lena ścisnęła mnie za rękę pod stołem.
– Babciu, mama czyta mi codziennie bajki – powiedziała z powagą. – I robi najlepsze kanapki.
Bożena uśmiechnęła się do niej łagodnie.
– Wiem, kochanie. Ja tylko mówię, że czasem jest mi ciężko.
Po obiedzie zamknęłam się w łazience. Patrzyłam w lustro i próbowałam zrozumieć, dlaczego czuję się jak intruz we własnej rodzinie. Przecież prosiłam tylko o wsparcie. Czy naprawdę zrzuciliśmy wszystko na nią? Jej słowa sprawiały, że czułam się winna.
Pokłóciłam się z mężem
W drodze do domu milczeliśmy z Piotrem.
– Musiała tak przy wszystkich? – zapytałam w końcu.
– Przesadzasz. Mama tylko powiedziała, że jest zmęczona.
– Powiedziała, że wolę pracować niż być z dziećmi.
– A nie wolisz? – spojrzał na mnie krótko.
Zabrakło mi tchu.
– Naprawdę tak myślisz?
– Myślę, że mama poświęca swój czas. Trochę wdzięczności by nie zaszkodziło.
– Ja jestem wdzięczna! – podniosłam głos. – Ale nie chcę być upokarzana przy stole.
Piotr skręcił w naszą ulicę.
– Robisz z tego dramat.
Byłam zła
W domu atmosfera była ciężka. Dzieci wyczuwały napięcie. Wieczorem usiadłam z kalkulatorem przy stole. Sprawdziłam ceny opiekunek. Kwoty były wysokie, znacznie przekraczały to, co odkładaliśmy co miesiąc.
– Zwariowałaś? – Piotr spojrzał na ekran mojego laptopa. – Chcesz wydawać tyle pieniędzy, skoro mama może się nimi zająć?
– „Może” to jedno, a „chce” to drugie – odpowiedziałam. – Nie chcę już słuchać, że niszczę dzieciom dzieciństwo.
– Mama tak nie powiedziała.
– Powiedziała to między wierszami.
Usiadł naprzeciwko mnie.
– Natalia, ona jest wrażliwa. Odbierasz wszystko jako atak.
– A ty odbierasz wszystko jako jej święte prawo do oceniania mnie.
Te słowa zawisły w powietrzu. Pierwszy raz poczułam, że nie kłócimy się tylko o opiekę nad dziećmi. Kłóciliśmy się o granice, których nikt jasno nie wyznaczył. O lojalność. O to, kto w naszym małżeństwie jest najważniejszy. Tamtej nocy leżeliśmy plecami do siebie. Zrozumiałam, że problem nie zniknie sam. Jeśli dalej będę milczeć, pozwolę, by ktoś inny decydował o tym, jaką jestem matką. A tego nie mogłam już znieść.
Teściowa zrobiła to specjalnie
Decydujący moment przyszedł w zwykły wtorek. Miałam ważne spotkanie w pracy, o którym mówiłam teściowej od tygodnia. Prosiłam, żeby tego dnia została z dziećmi godzinę dłużej.
– Oczywiście – odpowiedziała wtedy. – Skoro to takie istotne.
Rano wszystko wydawało się pod kontrolą. Dopiero o czternastej zadzwonił telefon.
– Natalia, jednak nie dam rady – usłyszałam chłodny głos teściowej. – Jestem wykończona. Odbierz dzieci o szesnastej, jak zwykle.
– Mamo, ale ja mam spotkanie do siedemnastej trzydzieści – powiedziałam szeptem, wychodząc z sali konferencyjnej. – Uprzedzałam cię.
– Nie przewidziałam, że będę się tak źle czuła. Nie jestem ze stali.
Rozłączyła się, zanim zdążyłam odpowiedzieć. Stałam na korytarzu z telefonem w dłoni i czułam, jak ogarnia mnie panika. Zadzwoniłam do Piotra.
– Nie mogę wyjść wcześniej – oznajmił krótko. – Mamy kontrolę w firmie.
– Twoja mama odwołała opiekę w ostatniej chwili.
– To tylko godzina. Przesuń spotkanie.
Nie mogłam. Szef spojrzał na mnie z dezaprobatą, gdy po piętnastu minutach znów weszłam na salę.
– Wszystko w porządku? – zapytał.
Skinęłam głową, choć wiedziałam, że nie jest.
Miałam dość jej humorów
Udało mi się wyjść dopiero po siedemnastej. Pędziłam przez miasto z sercem w gardle. Pod blokiem Bożeny zobaczyłam Lenę i Olka siedzących na ławce. Teściowa stała obok z założonymi rękami.
– No nareszcie – rzuciła. – Dzieci czekają od pół godziny.
– Mamo, mówiłam, że nie zdążę wcześniej – odpowiedziałam zdyszana.
– To może trzeba było nie planować spotkań ? – Jej ton był lodowaty. – Ja naprawdę mam swoje życie.
Coś we mnie eksplodowało.
– Twoje życie? – powtórzyłam. – To dlaczego od miesięcy słyszę, że poświęcasz się dla nas? Jeśli to takie obciążenie, powiedz wprost.
– Jak śmiesz! – jej oczy zaszkliły się.
Zapadła cisza. Lena przytuliła się do mojej nogi.
– Natalia, wystarczy – odezwał się Piotr, który właśnie podjechał. – Robisz scenę.
– Ja robię scenę? – odwróciłam się do niego. – A to, że twoja mama odwołuje opiekę w ostatniej chwili, jest w porządku?
– Jest zmęczona!
– To trzeba było powiedzieć wcześniej, że nie chce już pomagać!
Bożena rozpłakała się.
– Niewdzięczna jesteś – wyszeptała.
– Nie chodzi o wdzięczność – powiedziałam ciszej, czując, że drżą mi ręce. – Chodzi o szacunek.
Piotr spojrzał na mnie z rozczarowaniem.
– Przesadzasz. Mama ma prawo być zmęczona.
– A ja nie mam prawa czuć się atakowana? – zapytałam.
Nikt nie odpowiedział.
– Dość – powiedziałam spokojnie po chwili, choć w środku wszystko we mnie krzyczało. – Od jutra poradzimy sobie sami.
– Co ty mówisz? – Piotr zmarszczył brwi.
– Rezygnuję z pomocy twojej mamy. Znajdziemy inne rozwiązanie. Nawet jeśli będzie nas to kosztować więcej.
Teściowa odwróciła się bez słowa i weszła do klatki. Piotr stał przez chwilę nieruchomo.
– To najgorsza decyzja, jaką mogłaś podjąć – rzucił w końcu.
Może miał rację, ale ja po raz pierwszy od dawna poczułam, że podjęłam dobrą decyzję i nie cofnę jej.
Natalia, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Nie chcieliśmy odstawać i wybraliśmy się na luksusowe ferie w Alpach. Na własne życzenie wdepnęliśmy w finansowe bagno”
- „Remont w domu zniszczył nasz związek. Zamiast wybierać kolor ścian i wzór na tapetach, pisałam pozew rozwodowy”
- „Po śmierci męża walentynki spędzałam w samotności. To spotkanie z ciepłym seniorem ogrzało moje zmarznięte serce”

