Reklama

Właśnie zaczęłam „nowe życie” – tak to przynajmniej miało wyglądać na papierze. Po hucznym ślubie z Michałem, moim chłopakiem jeszcze z czasów studenckich, i krótkiej, wymarzonej podróży poślubnej do Toskanii, wróciliśmy do Polski z głowami pełnymi planów i... cichymi wątpliwościami.

Wątpliwości zaczęły się na długo przed ślubem przez Danutę, moją przyszłą teściową. Michał mnie ostrzegał, że mama jest troskliwa, ale nikt mnie nie uprzedził, jak bardzo można zadusić człowieka miłością podszytą kontrolą. To nie były otwarte wojny, raczej drobne ukłucia: wybór sali weselnej („Zróbcie, jak chcecie, ale ta sala jest taka... obskurna, nie sądzisz, Michałku?”), kwestia sukni („Biała, serio? Przy twojej karnacji śmietankowy wyglądałby lepiej, tak tylko mówię...”), czy lista gości („Musicie zaprosić całą rodzinę z Tomaszowa, przecież to wasz dzień, ale oni się obrażą, jeśli nie przyjadą!”).

Dała nam kasę w prezencie

Ale wtedy jeszcze się łudziłam, że może przesadzam. Przecież Danuta dała nam trzydzieści tysięcy złotych na ślub. Powtarzała wszystkim dookoła – „to prezent, kochani, zorganizujcie, jak chcecie, nie wtrącam się”. Nawet kiedy wręczała nam pieniądze, spojrzała na nas z łagodnym uśmiechem:

– To prezent. Macie zorganizować ślub, jak chcecie. Nie wtrącam się – powiedziała, a ja przygryzłam policzek, żeby nie powiedzieć czegoś niemiłego.

Pamiętam, jak już po wyjściu z jej domu, na schodach, szepnęłam do Michała:

Twoja mama ma swoje ukryte intencje. Zobaczysz.

On tylko przewrócił oczami i pocałował mnie w czoło. Byłam wtedy wdzięczna za jej „prezent”, ale coś mi podpowiadało, że prawdziwa cena tych pieniędzy jeszcze się ujawni. Nie wiedziałam, jak bardzo się nie myliłam.

Teściowa chciała poznać wydatki

Wróciliśmy z Michałem z podróży poślubnej. Wydawało mi się, że świat choć na chwilę stał się łagodniejszy, a my – dorośli, niezależni, naprawdę razem. Miałam jeszcze w walizce zapach włoskiej kawy, kiedy Michał, przeglądając telefon, nagle spochmurniał.

– Mama nagrała mi wiadomość głosową – powiedział. – Chce się spotkać i „porozmawiać o tych pieniądzach”.

Przeszły mnie ciarki. Michał próbował udawać, że to nic ważnego, ale znałam ten jego nerwowy uśmiech. Przez kilka dni unikaliśmy tematu, aż w końcu zgodziliśmy się na spotkanie z Danutą w jej salonie, pachnącym lawendowym odświeżaczem.

Danuta długo nie owijała w bawełnę.

Potrzebuję wszystkich rachunków – zaczęła, poprawiając okulary na nosie. – Za salę, catering, DJ-a, fotografa...

Nie wierzyłam własnym uszom.

– Przecież to był prezent. Tak mówiłaś – powiedziałam spokojnie, choć w środku gotowałam się ze złości.

– Tak, ale chcę wiedzieć, czy dobrze je wydaliście. To dużo pieniędzy, nie sądzisz? – odparła, patrząc na Michała.

– Nie musimy się z tobą rozliczać – rzuciłam ostro.

Danuta westchnęła i z udawanym smutkiem pokręciła głową.

– Oj, ależ się unosisz. Wystarczy trochę wdzięczności, Natalio.

A Michał? Siedział zgarbiony, dłubiąc w mankiecie koszuli.

– Może po prostu pokażemy faktury, żeby nie było niepotrzebnych spięć... – wymamrotał.

Czułam, jak ogarnia mnie rozczarowanie. Po powrocie do domu długo nie mogłam się uspokoić. Zamiast wsparcia miałam wrażenie, że stoję sama naprzeciw całej ich rodziny.

Mąż bronił matki

Wieczorem nie wytrzymałam. Leżeliśmy już w łóżku, Michał przewracał się z boku na bok, jakby szukał ucieczki nawet we śnie. Zebrałam się na odwagę.

– Czy ty w ogóle rozumiesz, co się dzieje? – zaczęłam cicho, ale głos mi drżał. – Twoja matka chce kontrolować nasze małżeństwo!

Michał westchnął, nie otwierając oczu.

– Przesadzasz, Natalia. Ona po prostu chce wiedzieć, jak spożytkowaliśmy te pieniądze.

Przez chwilę nie odpowiadałam. Zacisnęłam pięści na kołdrze, by nie wybuchnąć.

– To nie były inwestycje, tylko prezent! Może od razu niech zacznie pytać, ile kosztowały moje majtki na noc poślubną? – rzuciłam z ironią.

Michał zamilkł. Czułam, jak wzbiera we mnie bezradność i gniew. Łzy napłynęły mi do oczu, nawet nie próbowałam ich powstrzymać. Michał wpatrywał się w sufit, jakby liczył pęknięcia na tynku.

– Przepraszam, ale naprawdę nie wiem, co mam zrobić – powiedział w końcu cicho.

Odwróciłam się do ściany. Było mi zimno, jakby coś pękło w tej naszej świeżo upieczonej bliskości. Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że chyba nie tego chciałam od małżeństwa.

Następnego dnia zadzwoniłam do Klaudii, mojej przyjaciółki.

– Musimy się spotkać – wyszeptałam jej do słuchawki, tłumiąc łkanie.

Gdy się rozłączyłam, uświadomiłam sobie, że najbardziej na świecie potrzebuję wsparcia, którego nie umie dać mi mój własny mąż.

Pokłóciłyśmy się

To był zwykły, szary wtorek. Krzątałam się w kuchni, próbując odtworzyć przepis na makaron z podróży, gdy nagle usłyszałam z drugiego pokoju głos Danuty. Myślałam, że wyszła już z mieszkania, ale zastałam ją rozmawiającą przez telefon, najwyraźniej przekonana, że nikt jej nie słyszy.

– Wyobraź sobie, Krysiu, oni przepuścili całą kasę na jakieś fanaberie. DJ za tyle pieniędzy? I sukienka… Przecież mogła kupić tańszą. A rachunki? Żadnego mi nie pokazali, pewnie ukrywają, na co wydali. Brak szacunku, mówię ci. Jeszcze się obrażają, gdy pytam! Jak nie pokażą rozliczenia, nie dostaną ode mnie już ani grosza.

Stałam w korytarzu, serce waliło mi jak młotem. Tak wyglądała ta jej „miłość”? Miałam dość. Zanim zdążyłam się zastanowić, już weszłam do pokoju.

– O! Moja ulubiona synowa – usłyszałam.

– Nie wierzę, że rozmawiasz o nas za naszymi plecami! – wybuchłam, nie kryjąc łez.

Chwila ciszy, potem syknięcie.

– Nie podsłuchuj mnie, dziewczyno! A skoro już słyszałaś – może faktycznie za dużo sobie pozwoliłaś?

– To był ślub, a nie inwestycja! Nie mamy zamiaru rozliczać się z życia! – głos mi drżał, ale nie cofnęłam się ani o krok.

– A ja nie mam zamiaru pomagać komuś, kto nie umie być wdzięczny!

Nie wytrzymałam. Rzuciłam słuchawką o stół. Michał wbiegł do pokoju, blady jak ściana.

– Natalia, co się stało?

Nie odpowiedziałam. W tamtej chwili wiedziałam już jedno: nie dam się więcej upokarzać, nawet jeśli miałabym zostać z tym sama.

Musiałam być stanowcza

Spotkałam się z Klaudią w małej kawiarni na rogu. Od progu zobaczyła, że jestem roztrzęsiona. Przysunęła mi kubek herbaty i ścisnęła dłoń.

– Powiedz mi wszystko od początku – poprosiła spokojnie.

Wyrzuciłam z siebie całą historię: o „prezencie”, o rachunkach, o podsłuchanej rozmowie. O tym, jak Michał nie potrafił się postawić matce. Gdy doszłam do końca, ręce mi drżały, a łzy znowu napłynęły do oczu.

– Albo on się opamięta, albo ty się wykończysz psychicznie – stwierdziła Klaudia bez ogródek. – Musisz postawić granicę, Nati. Ta kobieta nie ma do ciebie szacunku.

– Ale ja go kocham… – wyszeptałam, sama nie wiedząc, czy to jeszcze argument, czy już wymówka.

Klaudia pokręciła głową.

– Miłość to za mało, jeśli jego mama zawsze będzie między wami. Jesteś młoda, masz życie przed sobą. Zastanów się, czy chcesz je spędzić na tłumaczeniu się z każdej wydanej złotówki. Chociaż raz pomyśl o sobie, nie o nich.

Te słowa zostały mi w głowie na długo. Kiedy wróciłam do domu, Michał siedział przy stole i przesuwał palcem po liście wydatków, jakby szukał w nich sensu.

Stanęłam w drzwiach.

– Michał, nie chcę już utrzymywać żadnych relacji z twoją matką – powiedziałam spokojnie, ale twardo. – To koniec. Albo my, albo ona.

Spojrzał na mnie bezradnie. Cisza między nami była cięższa niż cokolwiek, co do tej pory powiedzieliśmy.

Nie wiem, co dalej

Michał długo się nie odzywał. W końcu powiedział, że musi to wszystko przemyśleć i wyszedł z domu, nawet nie pytając, czy wrócę na noc. Wrócił późno, bez słowa położył się do łóżka. Dopiero następnego dnia zrozumiałam, że pojechał do matki.

Z ich spotkania wrócił jeszcze bardziej przygnębiony. Usiadł na kanapie, twarz miał szarą i zmęczoną.

– Byłem u mamy – zaczął cicho. – Chciałem jej wytłumaczyć, żeby przestała mieszać się w nasze życie, ale… Ona uważa, że robi dobrze. Że ty jesteś niewdzięczna i histeryczna. Nie rozumie, jak bardzo to wszystko psuje nam życie.

– Co jej powiedziałeś? – zapytałam cicho, choć serce waliło mi jak młot.

– Powiedziałem, że ją kocham, ale… że nie może tak kontrolować naszego małżeństwa. Że jeśli tego nie zrozumie, to straci mnie i ciebie. Ona tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że „prędzej czy później wrócę po rozum do głowy”.

Pokręcił głową z rezygnacją.

– Nie wiem, czy potrafię to wszystko pogodzić… – dodał.

Patrzyłam na niego, czekając na jakąkolwiek decyzję, słowo, cokolwiek. On milczał. Ta cisza bolała mnie bardziej niż wszystkie kłótnie razem wzięte. Tego wieczoru pierwszy raz poczułam się w tym małżeństwie naprawdę samotna.

Natalia, 27 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama