Reklama

Kiedy wychodziłam za mąż za Pawła, wiedziałam, że jest po rozwodzie, że w jego życiu była przede mną inna kobieta. Nie miałam z tym problemu – każdy przecież ma swoją przeszłość. Myślałam, że wystarczy miłość, cierpliwość i odrobina dobrej woli, by zbudować coś nowego. Nie przewidziałam tylko jednego: że dla jego matki ja zawsze będę "tą drugą", a pochwały na temat pierwszej żony będę słyszeć z ust teściowej przy każdym niedzielnym obiedzie.

Przecież to tylko jedno zdanie

Pierwszy raz usłyszałam jej porównanie tydzień po ślubie. Siedzieliśmy przy stole w jej mieszkaniu. Pachniało rosołem i świeżo upieczonym ciastem. Starałam się być uprzejma, pomocna, uśmiechnięta. Chciałam, żeby mnie polubiła.

– Marto, podasz talerze? – poprosiła teściowa.

Wstałam od razu.

– Oczywiście, już podaję.

Kiedy stawiałam talerze przed gośćmi, usłyszałam ciche westchnienie.

– Ania zawsze wiedziała, gdzie co leży. Nie musiałam jej tłumaczyć – powiedziała niby od niechcenia.

Zamarłam na sekundę. Paweł spojrzał na mnie przepraszająco.

– Mamo… – zaczął, ale machnęła ręką.

– Ja tylko mówię, jak było. Ania miała taką pamięć do szczegółów.

Uśmiechnęłam się, jakbym tego nie poczuła. Przecież to tylko jedno zdanie, pomyślałam. Nie będę robić z tego problemu. Ale to nie było jedno zdanie. Przy kolejnej wizycie:

– Ania piekła sernik bez rodzynek. Paweł nie lubi rodzynek, prawda synku?

Paweł spojrzał na mnie z zakłopotaniem.

– Lubię, mamo. Marta robi świetny sernik.

Teściowa uniosła brwi.

– Och, oczywiście. Każdy ma swój gust.

A potem coraz częściej słyszałam: Ania miała taki delikatny głos, Ania ubierała się bardziej elegancko, Ania nie była taka impulsywna. Najgorsze było to, że mówiła to przy innych. Przy ciotkach, sąsiadkach, nawet przy naszych znajomych. Za każdym razem czułam się jak uczennica, której ktoś wystawia ocenę niedostateczną.

Wiedziałam, że to dopiero początek

Któregoś wieczoru, gdy wróciliśmy do domu, nie wytrzymałam.

– Paweł, dlaczego ona to robi? – zapytałam, zdejmując płaszcz.

– Nie wiem – odpowiedział cicho. – Miały dobry kontakt. Może po prostu tęskni.

– Za kim? Za Anią czy za czasem, kiedy miała nad tobą większą kontrolę?

Spojrzał na mnie zaskoczony.

– To nie fair.

– A to, co ona robi, jest fair?

Usiadł ciężko na kanapie.

– Marta, proszę cię. Nie chcę konfliktu. To moja mama.

Wtedy po raz pierwszy poczułam, że w tej walce jestem sama. Zaczęłam unikać wizyt. Gdy tylko słyszałam, że mamy jechać do niej na obiad, w brzuchu pojawiał mi się twardy supeł. Mimo to jeździłam. Dla Pawła. Dla świętego spokoju. Aż do dnia, kiedy przekroczyła granicę. To było przy okazji rodzinnej kolacji z okazji jej urodzin. Stół zastawiony, goście w najlepszych nastrojach. Postanowiłam upiec tort. Spędziłam pół soboty w kuchni, starając się, by wszystko było idealne. Kiedy wniosłam tort, w salonie rozległy się oklaski.

– Sama robiłaś? – zapytała jedna z kuzynek.

– Tak – odpowiedziałam z dumą.

Teściowa przyjrzała się wypiekowi uważnie.

– Ładny – stwierdziła chłodno. – Chociaż Ania dekorowała torty znacznie subtelniej. Miała takie wyczucie.

W salonie zapadła cisza. Poczułam, jak policzki mi płoną. Paweł odchrząknął.

– Mamo, wystarczy.

– Co wystarczy? Ja tylko mówię prawdę.

Spojrzałam na nią i po raz pierwszy nie odwróciłam wzroku.

– A ja też mogę powiedzieć prawdę? – zapytałam spokojnie.

Zmrużyła oczy.

– Oczywiście.

Wzięłam głęboki oddech. Wiedziałam, że to dopiero początek.

To jest dla niej trudne

W salonie panowała cisza tak gęsta, że słyszałam własny oddech. Wszyscy patrzyli na mnie, jakbym właśnie miała zrobić coś niestosownego. A ja po raz pierwszy w życiu nie chciałam być tą miłą, wyrozumiałą synową.

– Skoro mówimy prawdę – zaczęłam spokojnie – to ja też coś powiem. Od roku słyszę, jaka Ania była idealna. Jak gotowała, jak się ubierała, jak mówiła. I za każdym razem czuję, że według pani ja jestem tylko gorszą wersją.

Teściowa spojrzała na mnie.

– Nikt tak nie powiedział.

Nie musiała pani – odpowiedziałam. – Wystarczyło, że powtarzała pani jej imię przy każdej okazji.

Jedna z kuzynek nerwowo poprawiła serwetkę na kolanach. Paweł siedział obok mnie nieruchomo.

– Ja tylko wspominam – powiedziała teściowa chłodno. – To była część naszego życia.

– A ja jestem teraźniejszością Pawła – odparłam. – I chciałabym być tak traktowana, nie jak zastępstwo.

Paweł w końcu się odezwał.

– Mamo, Marta ma rację. To jest dla niej trudne.

Spojrzała na niego z niedowierzaniem. A ja czułam, że jeśli teraz się cofnę, już zawsze będę milczeć.

– Tak – powiedziałam cicho. Nie wiem, czy pani robi to świadomie czy nie, ale jest mi przykro z tego powodu.

– Ania była częścią naszej rodziny przez dziesięć lat – powiedziała sztywno. – To normalne, że ją wspominam.

– Ale nie kosztem kogoś, kto stoi obok – odpowiedziałam.

Zapadła kolejna cisza. Ktoś chrząknął, ktoś inny spojrzał w telefon. Czułam, że wszyscy chcieliby zniknąć.

Może za bardzo trzymałam się przeszłości

Nagle teściowa wstała.

– Jeśli tak to odbierasz, to może rzeczywiście nie powinnaś tu przychodzić – powiedziała chłodno.

Serce waliło mi coraz mocniej.

– Mamo! – Paweł podniósł głos. – To nie jest rozwiązanie.

Spojrzał na nią z determinacją, jakiej wcześniej u niego nie widziałam.

– Kocham Martę. I nie pozwolę, żeby czuła się w naszej rodzinie jak intruz.

Teściowa zbladła.

– Intruz? Tak mnie widzisz? Jako kogoś, kto wyrzuca twoją żonę?

– Czasem tak to wygląda – odpowiedział spokojnie.

Jej twarz stwardniała.

– Widzę, że straciłam syna.

Te słowa zawisły w powietrzu jak ciężki kamień.

– Nie straciłaś mnie – powiedział Paweł ciszej. – Ale jeśli będziesz dalej porównywać Martę do Ani, to sama stworzysz między nami dystans.

Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Pierwszy raz stanął po mojej stronie bez wahania. Teściowa usiadła z powrotem, jakby nagle zabrakło jej sił.

– Nie zamierzam jej w niczym dorównywać – odpowiedziałam łagodniej. – Wystarczy, że będę sobą.

Przez chwilę patrzyła na mnie uważnie. Po raz pierwszy bez oceny.

– Może masz rację – powiedziała po dłuższej chwili. – Może za bardzo trzymałam się przeszłości.

Nie były to przeprosiny. Ale jakby coś do niej dotarło. Tego wieczoru tort zjedliśmy w milczeniu. Atmosfera była napięta, ale już nie wroga. Gdy wychodziliśmy, teściowa podeszła do mnie.

– Tort był naprawdę dobry – powiedziała cicho.

Skinęłam głową.

– Dziękuję.

W samochodzie Paweł ścisnął moją dłoń.

– Przepraszam, że tak długo milczałem.

– Najważniejsze, że dziś nie milczałeś – odpowiedziałam.

Myślałam, że to koniec. Że sprawa została wyjaśniona. Nie wiedziałam jeszcze, że prawdziwa próba dopiero miała nadejść.

Jesteś częścią tej rodziny

Minęły trzy tygodnie od tamtej kolacji. Kontakt z teściową stał się rzadszy, ale spokojniejszy. Dzwoniła do Pawła, czasem pytała, co u nas. Moje imię padało w jej ustach ostrożniej, jakby testowała nowe brzmienie. Pewnego popołudnia Paweł wrócił z pracy zamyślony.

– Mama poprosiła, żebyśmy wpadli w niedzielę. Sama. Bez reszty rodziny – powiedział.

Spojrzałam na niego niepewnie.

– Myślisz, że to dobry pomysł?

– Nie wiem. Ale chcę spróbować.

Poszliśmy. Drzwi otworzyła nam w domowym swetrze, bez starannie ułożonej fryzury i napiętej miny, do której przywykłam.

– Wejdźcie – powiedziała ciszej niż zwykle.

W salonie na stole stało pudełko z dokumentami i albumami. Usiadła naprzeciwko nas i przez chwilę obracała w dłoniach zdjęcie.

– Zrobiłam porządki – zaczęła. – Natknęłam się na stare fotografie.

Podała mi jedno z nich. Paweł i Ania na wakacjach, uśmiechnięci, młodsi o dekadę. Czekałam na komentarz. Na porównanie. Na coś, co znów wbije mi szpilę.

– Wiesz – odezwała się w końcu – długo myślałam, dlaczego tak często o niej mówiłam.

Paweł milczał.

– Kiedy Paweł wziął rozwód, uznałam to za porażkę, miałam wrażenie, że coś się kończy bezpowrotnie. Bałam się, że już nasza rodzina nigdy nie będzie taka sama, że coś zakłóciło nasz porządek.

Spojrzała na mnie uważnie.

– A ty byłaś dowodem, że życie toczy dalej. I chyba miałam o to żal.

Nie spodziewałam się takiej szczerości. W gardle znów pojawił się ucisk, ale inny niż wcześniej.

– Nie chciałam nikogo zastępować – powiedziałam spokojnie. – Chciałam tylko być żoną Pawła. Na swój sposób.

Teściowa skinęła głową.

– Wiem. Zrozumiałam to dopiero wtedy, gdy powiedziałaś, że czujesz się jak zastępstwo. To słowo nie dawało mi spokoju.

Nagle wyjęła z pudełka kolejne zdjęcie. Tym razem nasze. Stałam obok Pawła, śmialiśmy się z czegoś. Postawiła je na półce

– Chcę, żebyś wiedziała, że naprawdę jesteś częścią tej rodziny.

Paweł ścisnął moją dłoń. Zapadła cisza.

– Dziękuję – odpowiedziałam w końcu. – To dla mnie naprawdę ważne.

Nie stałyśmy się nagle najlepszymi przyjaciółkami. Nadal różniło nas wiele. Czasem patrzyła na mnie krytycznie, czasem ja gryzłam się w język. Ale już nie było porównań. A ja byłam z siebie dumna, bo odważyłam się powiedzieć głośno, że nigdy nie będę czyjąś kopią.

Marta, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama