Reklama

Od początku wiedziałam, że mój teść ma silny charakter. Nie przypuszczałam jednak, że jego „dobre rady” staną się codziennym rytuałem, który zacznie podkopywać fundamenty mojego małżeństwa. Najgorsze było to, że mój mąż długo nie widział w tym nic złego. A ja milczałam, choć w szufladzie biurka trzymałam coś, co mogło zakończyć te rodzinne spektakle raz na zawsze.

Nie wytrzymałam

Niedzielne obiady miały być tradycją, czymś ciepłym i łączącym. W praktyce wyglądały jak przesłuchanie.

– Zupa trochę za słona – rzucił teść, odkładając łyżkę. – W domu też tak gotujesz?

Uśmiechnęłam się uprzejmie.

– Staram się doprawiać ostrożnie, ale każdy ma inny smak.

– Kamil od dziecka nie lubił przesolonych potraw – kontynuował, jakby mnie tam nie było. – Prawda, synu?

Mój mąż wzruszył ramionami.

Tato, jest w porządku.

To „w porządku” było jego stałą odpowiedzią. Neutralne, bezpieczne, niewchodzące nikomu w drogę. Z czasem uwagi dotyczyły mieszkania.

Za dużo wydaliście na remont. W waszym wieku trzeba oszczędzać, a nie szastać pieniędzmi.

Albo mojej pracy.

– Praca w marketingu to dziś jest, jutro nie ma. Stabilność to podstawa. Kamil powinien mieć spokojną głowę.

A nawet planów na przyszłość.

– Najpierw porządne zabezpieczenie finansowe, potem reszta – powtarzał z naciskiem.

W końcu któregoś wieczoru nie wytrzymałam.

– Dlaczego nigdy mu nie przerywasz? – zapytałam, stojąc w kuchni z rękami opartymi o blat. – Dlaczego pozwalasz, żeby oceniał mnie przy wszystkich?

Kamil westchnął ciężko.

– On już taki jest. Nie zmienimy go.

– Ale możesz powiedzieć, że to nasze decyzje.

– Przesadzasz. On chce dobrze.

Zabolało mnie to bardziej niż komentarze teścia. Bo nagle poczułam się jak ktoś obcy w swoim własnym małżeństwie. Kilka dni później teść zapowiedział, że przyjdzie do nas „obejrzeć rachunki” za remont.

– Jak to obejrzeć rachunki? – spytałam z niedowierzaniem.

Chce sprawdzić, czy nas nie naciągnęli – odpowiedział Kamil. – Ma doświadczenie.

– A my nie mamy prawa sami decydować?

Kamil spojrzał na mnie z irytacją.

Robisz z tego problem.

Problem polegał na tym, że granice przesuwały się coraz dalej. Najpierw były komentarze. Potem rady. A teraz kontrola. Gdy teść przyszedł, usiadł przy naszym stole z notatnikiem.

– Ile zapłaciliście za kuchnię? – zapytał, marszcząc brwi.

To nasza sprawa – odpowiedziałam spokojnie.

Podniósł na mnie wzrok.

– Jeśli bierzecie się za dorosłe życie, musicie liczyć się z konsekwencjami. A ja nie pozwolę, żeby mój syn popełniał błędy.

Wtedy coś we mnie pękło.

– A ja nie pozwolę, żeby ktoś traktował mnie jak nieodpowiedzialne dziecko – powiedziałam cicho, ale stanowczo.

Zapadła cisza. Kamil patrzył na mnie tak, jakby widział mnie pierwszy raz.

Teść zamknął notatnik.

– Widzę, że trudno ci przyjąć pomoc.

Nie odpowiedziałam. Bo w tamtej chwili zrozumiałam, że to nie była pomoc. To była kontrola. Tego wieczoru, kiedy Kamil zasnął, wyjęłam z szuflady kopertę. Trzymałam ją od kilku tygodni. Przypadek sprawił, że trafiła w moje ręce. Dokument, który całkowicie zmieniał obraz człowieka siedzącego przy naszym niedzielnym stole z miną eksperta od wszystkiego.

Serce waliło mi jak oszalałe

Kopertę znalazłam przypadkiem. Teść zostawił ją w przedpokoju, kiedy kilka tygodni wcześniej wpadł „na chwilę”, żeby sprawdzić umowę z ekipą remontową. Chyba wypadła mu z kieszeni kurtki. Najpierw chciałam mu ją oddać, ale ciekawość wygrała. W środku był wniosek o rozłożenie zadłużenia na raty oraz wezwanie do zapłaty. Kwota była wysoka. Zaskakująco wysoka jak na kogoś, kto przy każdym obiedzie wykładał nam zasady odpowiedzialności finansowej. Usiadłam wtedy na podłodze w sypialni i czytałam każdy akapit po kilka razy.

To niemożliwe – szepnęłam sama do siebie.

Teść zawsze powtarzał, że „kredyt to ostateczność”, że „kto żyje ponad stan, ten sam sobie szkodzi”. A jednak dokument mówił coś zupełnie innego. Przez kilka dni nosiłam kopertę w torebce. Chciałam pokazać ją Kamilowi, ale coś mnie powstrzymywało. Może strach, że uzna to za wścibstwo. Może obawa, że stanie po stronie ojca bez względu na wszystko. Następna niedziela przyszła szybciej, niż bym chciała.

– Słyszałem, że zamówiliście nowe meble do salonu – zaczął teść, krojąc mięso na talerzu. – To teraz modne brać wszystko na raty.

Nie wzięliśmy na raty – odpowiedziałam spokojnie.

– Mam nadzieję. Długi potrafią zniszczyć rodzinę – dodał znacząco.

Poczułam, jak ściska mnie w żołądku. Spojrzałam na Kamila. Milczał.

A jeśli ktoś już ma długi? – zapytałam, patrząc wprost na teścia.

Uniósł brwi.

– Wtedy powinien mieć odwagę się do tego przyznać.

I nie pouczać innych – dodałam.

Kamil odłożył widelec.

– Agata, o co ci chodzi?

Serce waliło mi jak oszalałe.

– O szczerość – powiedziałam cicho.

Teść skrzywił się lekko.

Jeśli masz coś do powiedzenia, mów wprost.

Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie. Zobaczyłam w jego oczach nie tylko pewność siebie, ale też cień niepokoju. Jakby domyślał się, że wiem więcej, niż powinnam. Nie wyjęłam dokumentu. Jeszcze nie. Po obiedzie Kamil zamknął za nami drzwi samochodu z wyraźnym trzaskiem.

– Co to było? – zapytał ostro. – Dlaczego prowokujesz tatę?

– Bo mam dość.

– On się martwi.

On nas kontroluje.

Kamil spojrzał przed siebie.

Może czasem przesadza, ale chce dobrze.

Wtedy wyjęłam kopertę i położyłam ją na jego kolanach.

– Przeczytaj.

Patrzył na mnie zdezorientowany, potem rozchylił papier. Z każdą linijką jego twarz traciła kolor.

– Skąd to masz?

Zostawił u nas. Przez przypadek.

Zapadła długa cisza.

To musi być jakaś pomyłka – powiedział w końcu.

– Kamil, to kilka pism. Różne daty.

Oddał mi dokument, jakby był zbyt ciężki.

Nie powinnaś tego czytać.

– Może nie, ale skoro on ocenia każdą naszą decyzję, to czy nie mamy prawa znać prawdy?

Tego wieczoru Kamil nie potrafił zasnąć. Przewracał się z boku na bok.

– Jeśli to prawda… – zaczął w końcu. – To dlaczego nam nie powiedział?

– Może wstydzi się bardziej, niż nam się wydaje.

– A ty chcesz go upokorzyć przy stole?

Zawahałam się.

– Nie. Chcę, żeby przestał traktować nas jak dzieci.

W oczach męża zobaczyłam strach. Następnego dnia zadzwonił teść.

– W niedzielę przyjedziecie wcześniej – oznajmił. – Musimy porozmawiać o waszych planach.

Odłożyłam słuchawkę z drżącymi rękami. Tym razem to ja chciałam porozmawiać. I wiedziałam, że albo postawię granicę, albo stracę coś znacznie ważniejszego niż spokój przy niedzielnym stole.

Zaskoczył mnie

W niedzielę pojechaliśmy wcześniej, tak jak chciał. Przez całą drogę milczeliśmy. Kamil trzymał kierownicę mocniej niż zwykle.

– Nie chcę, żeby to wyglądało jak atak – powiedział nagle.

– Ja też nie – odpowiedziałam. – Ale nie możemy już udawać, że wszystko jest w porządku.

Teść otworzył drzwi z miną człowieka, który przygotował przemowę.

– Dobrze, że jesteście. Usiądźmy, zanim przyjdzie mama – rzucił.

W salonie panowała nienaturalna cisza. Usiadłam naprzeciwko niego. Kamil obok mnie.

– Myślałem o waszych wydatkach – zaczął bez wstępu. – Jeśli będziecie tak dalej planować, za kilka lat możecie mieć poważny problem.

Kamil wziął głęboki oddech.

– Tato, zanim zaczniesz… chcemy o czymś porozmawiać.

Teść uniósł brwi

– Słucham.

Wyjęłam kopertę i położyłam ją na stole. Nie pchnęłam jej w jego stronę. Po prostu leżała między nami.

– Zostawił pan to u nas – powiedziałam spokojnie.

Przez ułamek sekundy zobaczyłam w jego oczach coś, czego nigdy wcześniej tam nie było. Strach.

– Nie powinnaś przeglądać cudzych dokumentów – powiedział chłodno.

– Masz rację – odpowiedziałam. – Ale skoro nasze decyzje są publicznym tematem przy każdym obiedzie, uznałam, że szczerość powinna działać w obie strony.

Kamil milczał, ale nie odwracał wzroku. Teść otworzył kopertę. Kartki zadrżały w jego dłoniach.

To chwilowe trudności – powiedział w końcu. – Inwestycja się opóźniła. Rozwiążę to.

– Dlaczego nam nie powiedziałeś? – zapytał Kamil cicho.

Bo to moja sprawa.

– Tak jak nasze rachunki są naszą sprawą – dodałam.

Cisza była ciężka, ale tym razem nie uciekłam wzrokiem.

– Całe życie pilnowałem, żebyś nie popełniał błędów – zwrócił się do syna. – Chciałem cię ochronić.

– Ale ja już nie mam dziesięciu lat – odpowiedział Kamil. – I Agata też nie jest dzieckiem, które trzeba sprawdzać.

Teść opadł na oparcie fotela.

– Nie chciałem was kontrolować.

– Może nieświadomie – powiedziałam łagodniej. – Ale tak to wyglądało.

Długo nikt się nie odzywał. W końcu teść odłożył dokumenty.

– Poradzę sobie z tym. Nie potrzebuję waszej pomocy.

– Nie o pomoc chodzi – odparł Kamil. – Chodzi o granice.

Pierwszy raz słyszałam w jego głosie taką stanowczość. I pierwszy raz poczułam, że stoimy po tej samej stronie.

– Od dziś nasze decyzje finansowe zostają między nami – dodał. – Jeśli będziemy chcieli rady, sami o nią poprosimy.

Teść spojrzał na mnie

– A ty? Będziesz jeszcze przychodzić na obiady?

Zawahałam się tylko chwilę.

– Tak, ale nie w roli uczennicy.

W jego spojrzeniu pojawiło się coś na kształt zrozumienia. Może nawet ulga, że tajemnica przestała ciążyć tylko jemu. Kiedy wychodziliśmy, zatrzymał Kamila w drzwiach.

– Synu… przepraszam, jeśli przesadziłem.

To nie było wielkie pojednanie ani wzruszająca scena. Jednak to wystarczyło. W samochodzie Kamil ścisnął moją dłoń.

– Dziękuję, że nie zrobiłaś z tego publicznego przedstawienia.

Nie wiedziałam, czy teść całkowicie się zmieni. Ludzie rzadko zmieniają się od razu. Mimo to od tamtej niedzieli obiady stały się spokojniejsze. Czasem teść zaczynał zdanie tonem eksperta, ale urywał w połowie. A Kamil potrafił powiedzieć:

Damy sobie radę.

I to wystarczało. Granica została postawiona. A ja pierwszy raz od dawna poczułam, że nasze małżeństwo naprawdę jest nasze.

Agata, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama