„Teść ma prawie 70 lat i za grosz szacunku do innych. Teściowa dawała sobie wejść na głowę, a ja ustawię go do pionu”
„Każdy kolejny dzień coraz bardziej utwierdzał mnie w przekonaniu, że teść traktuje mnie jak swoją prywatną służącą. Zaczynało się niewinnie, od drobnych próśb. Jednak szybko zauważyłam, że to nie są zwyczajne domowe obowiązki, ale regularne wydawanie poleceń”.

Nie wiem, czy można być przygotowaną na mieszkanie pod jednym dachem z teściem, zwłaszcza jeśli jest to człowiek z pokolenia, dla którego kobieta od zawsze była od podawania zupy, sprzątania po mężczyznach i potulnego uśmiechania się, nawet gdy chciało się płakać. Gdy zdecydowałam się z mężem na wspólne życie u jego ojca, tłumaczyłam sobie, że to tylko na chwilę, na czas remontu naszego mieszkania. Nie przewidziałam, że zwyczajne codzienne sprawy mogą tak bardzo urosnąć do rangi problemu.
Nowe życie pod jednym dachem
Wprowadzenie się do domu teścia to był pomysł mojego męża. Remont naszego mieszkania się przeciągał, a koszty rosły szybciej niż moje zdenerwowanie na całą sytuację. Mąż przekonywał:
– Spokojnie, to tylko na chwilę. Ojciec ucieszy się, że będzie miał towarzystwo, a my trochę odetchniemy od bałaganu.
Wiedziałam, że dla niego to proste, bo nigdy nie musiał słuchać codziennych narzekań ojca. Od pierwszego dnia czułam się tu jak gość, który nie ma prawa głosu. Teść powitał mnie słowami:
– Aluniu, cieszę się, że ktoś w końcu w tym domu zadba o ciepły obiad i porządek, bo z moim synem to wiadomo…
Uśmiechnęłam się grzecznie, chociaż już wtedy poczułam, że coś tu nie gra. Następnego ranka obudził mnie hałas w kuchni.
– Zrobiłabyś kawę, skoro już wstałaś? – rzucił, nawet nie patrząc w moją stronę.
Przemilczałam to, przecież jestem gościem. Przy stole rozkazy sypały się jeden po drugim – przynieś sól, podaj chleb, wynieś śmieci. Mąż nie reagował, udawał, że nie słyszy, zaglądał w gazetę.
Wieczorem usłyszałam od teścia:
– Dobrze, że jesteś. Kobieta musi się kręcić po domu, inaczej dom podupada.
Poranna kawa z rozkazami
Każdy kolejny dzień coraz bardziej utwierdzał mnie w przekonaniu, że teść traktuje mnie jak swoją prywatną służącą. Zaczynało się niewinnie, od drobnych próśb. Jednak szybko zauważyłam, że to nie są zwyczajne domowe obowiązki, ale regularne wydawanie poleceń. Budziłam się, zanim zadzwonił budzik, bo wiedziałam, że zaraz z pokoju teścia dobiegnie jego zachrypnięty głos:
– Zrób mi kawę, mocną, bez mleka. I najlepiej, żeby była już na stole, zanim przyjdę.
Starałam się nie komentować, chociaż miałam ochotę odwrócić się na pięcie i powiedzieć, żeby zrobił ją sobie sam. Zamiast tego, codziennie odgrywałam rolę idealnej synowej – śniadanie na stole, herbata zaparzona, gazeta przyniesiona z przedpokoju. Mąż wracał późno z pracy, a wtedy teść potrafił bezceremonialnie zawołać:
– A coś do przegryzienia zrobisz? Bo głodny jestem, a do kuchni to już mnie coś nie ciągnie…
Czułam, że jestem na granicy wytrzymałości. Podczas kolacji odważyłam się zapytać:
– Może jutro tata wstawi wodę w czajniku, a ja zrobię resztę?
Teść spojrzał na mnie, jakbym obraziła samą istotę jego męskości:
– Kobieta od kawy jest, a nie od żądania, żeby mężczyzna krzątał się po kuchni!
Miarka się przebrała
Coraz trudniej było mi zachować spokój. Każdego dnia teść wymyślał nowe zadania, które traktował jak oczywistość. Gdy raz nie zdążyłam odkurzyć przed jego popołudniową drzemką, wszedł do salonu i westchnął z przesadą:
– Synek, czy ty widzisz , jak tu się kurzy? W tym domu kiedyś wszystko lśniło, odkąd się ożeniłeś, jakoś mniej…
Przy mężu zawsze był bardziej powściągliwy, ale wystarczyło, że zostaliśmy sami, znowu zaczynało się dyktowanie. Pewnego popołudnia przyniósł mi koszulę:
– Wyprasuj, bo sam się z tym mordować nie będę.
Zerknęłam na niego, próbując nie wybuchnąć:
– A nie lepiej kupić sobie takie, które nie wymagają prasowania?
Machnął ręką:
– Dzisiejsze młode kobiety to już nic nie umieją! Twoja teściowa nie narzekała, robiła wszystko i jeszcze się uśmiechała!
Nie wytrzymałam i odpowiedziałam spokojnie:
– Może dlatego tak szybko się zestarzała…
Zmieszał się, ale udawał, że nie usłyszał. Coraz częściej łapałam się na tym, że zgrzytam zębami, gotując zupę, sprzątając łazienkę czy wynosząc śmieci. Mąż, zapytany wieczorem, tylko wzruszył ramionami:
– On już taki jest, po co się przejmujesz? Może jak się przyzwyczai, to przestanie…
Kiedyś nie wytrzymam
W końcu nadszedł ten dzień, kiedy nie byłam już w stanie dłużej tłumić w sobie złości. Rano, kiedy szykowałam się do pracy, teść przyszedł do kuchni i znowu zaczął swoje:
– Co tak wolno z tą kawą? Kobieto, jak już wstajesz, to zrób coś pożytecznego. Śniadanie jeszcze nie gotowe, a ja zaraz muszę wyjść do lekarza!
– Przepraszam, ale mam swoje sprawy, nie jestem tu od obsługi – odpowiedziałam już zupełnie bez ogródek, choć głos mi drżał.
Spojrzał na mnie z oburzeniem, jakby pierwszy raz usłyszał, że kobieta może mieć własne zdanie.
– Oho, doczekaliśmy się! W domu nie szanują starego, bo wszyscy teraz pozjadali rozumy! – rzucił teatralnie, jakby miał publiczność.
Zignorowałam go, szybko zjadłam kanapkę i wyszłam, zostawiając go samego w kuchni. Przez cały dzień nie mogłam się skupić, myślałam tylko o tej scenie. Po powrocie z pracy zobaczyłam, że mąż czeka na mnie w progu.
– Ojciec narzeka, że go olewasz. Powinnaś trochę ustąpić, wiesz, to starszy człowiek…
Westchnęłam ciężko.
– A kto ustąpi mi? Czy moje życie przestało się liczyć, bo jestem kobietą?
Mąż spuścił wzrok, nie miał odwagi odpowiedzieć. Wiedziałam, że jestem sama w tej walce.
Musi mnie szanować
Od tamtego ranka wszystko się zmieniło. Przestałam ulegać teściowi na każde skinienie, chociaż kosztowało mnie to wiele nerwów. Gdy znowu poprosił:
– Zrobisz mi kompot? Bo przecież siedzę tutaj sam jak palec i nie mam się czym zająć.
Odpowiedziałam, spokojnie patrząc mu w oczy:
– Tato, mam dziś dużo pracy, jeśli chcesz kompot, przepis wisi na lodówce.
Zdziwienie malowało się na jego twarzy, ale nie powiedział już nic. W południe znalazłam w kuchni brudne naczynia. Zamiast je pozmywać, jak dotąd, tylko odsunęłam je na bok i zajęłam się swoimi sprawami. Po południu teść zaczął narzekać:
– Nie poznaję cię, dziewczyno. Kiedyś to było inaczej.
Usiadłam naprzeciwko niego i odparłam bez złości:
– Moje miejsce jest tam, gdzie sama zdecyduję. I nie zamierzam być niczyją służącą.
Widziałam, że nie wiedział, jak na to zareagować. Przez kilka dni atmosfera była napięta, mąż milczał, a teść chodził naburmuszony. Jednak z czasem zauważyłam, że coraz częściej sam sobie coś szykował do jedzenia, a nawet pozmywał po sobie. Zrozumiałam wtedy, że czasem, żeby ktoś zaczął cię szanować, musisz po prostu postawić wyraźne granice – nawet jeśli wszyscy wokoło próbują cię przekonać, że powinnaś się poświęcać.
Wreszcie coś przemyślał
Minęło kilka miesięcy, odkąd zaczęłam stawiać teściowi wyraźne granice. Na początku miałam wątpliwości, czy robię dobrze. Czułam się samotna, bo mąż nie był po mojej stronie, a w domu wciąż panowała napięta atmosfera. Jednak z biegiem czasu coraz wyraźniej widziałam, że moje zachowanie przynosi efekty. Teść rzadziej wywoływał awantury o drobiazgi, sam zaczął sprzątać po sobie i coraz mniej narzekał. Zdarzało się nawet, że zaparzył mi herbatę, choć jeszcze do niedawna uważał, że to poniżej jego godności.
Pewnego wieczoru, kiedy siedzieliśmy razem w kuchni, teść spojrzał na mnie zupełnie innym wzrokiem niż wcześniej.
– Wiesz, nie sądziłem, że można żyć w jednym domu bez tych wszystkich dawnych zasad. Myślałem, że jak kobieta nie lata koło mężczyzny, to wszystko się rozpadnie. Może się myliłem – mruknął, spuszczając wzrok.
Uśmiechnęłam się lekko.
– Może po prostu czasem warto siebie nawzajem słuchać, a nie tylko wymagać.
Nie zostaliśmy idealną rodziną. Zdarzały się kłótnie i ciche dni. Ale jedno wiedziałam na pewno: nauczyłam teścia, że kobieta to nie służąca. I choć nie zmieniłam jego świata, pokazałam mu, że zasługuję na szacunek.
Alicja, 35 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Chciałam dostać perfumy na walentynki. W pudełku z prezentem znalazłam jednak drogą niespodziankę”
- „Na walentynki pojechałam do sanatorium. Liczyłam na romantyczne randki z seniorami i może jakiś romans”
- „Nie sądziłem, że na starość wnuk będzie mi udzielał porad sercowych. Dzięki jego wskazówkom nie spędzę walentynek sam"

