Reklama

Znowu nie przyjadą na weekend! Nawet nie pytamy z mężem, jakie mają plany, bo wiadomo – kolejny wyjazd za granicę. A tak niedawno byli przecież w Paryżu, no bo akurat tam musieli spędzać sylwestra! Potem wybrali się na narty na Słowację, a teraz wymyślili ten lodowiec. Koniecznie muszą sprawdzić, jak się tam zjeżdża.

– Ileż musieli wydać na sam sprzęt! – biadolił mąż. – No a bilety? Przecież podróż samolotem to majątek! Jakby nie mogli pojechać do Zakopanego albo Szczyrku… Lubią sobie pobujać w obłokach, cóż zrobić – westchnął. – Ale są przecież dorośli.

– Dorośli! – prychnęłam z niechęcią. – Zero odpowiedzialności. Domek na działce wymaga remontu! Sami nie damy rady. A Maciek jako dziecko tak lubił tam jeździć. Może jak mu powiemy, przypomni sobie, zatęskni…

– Ugotujesz dobry obiadek – zatarł ręce Zenek. – Zjemy, pogadamy...

Puściły mi nerwy

Przyszli w odwiedziny w niedzielę, jak zwykle czymś okropnie podekscytowani:

– Ale nam się udało! – od wejścia krzyknął Maciek.

– Pewnie dostaliście tani kredyt na mieszkanie? – chciałam od razu sprowadzić rozmowę na właściwe tory.

Popatrzyli po sobie mocno zmieszani.

– Kredyt? Eee, nie! Tylko Marta znalazła w internecie supertanią ofertę przelotu do Ameryki Południowej…

– No nie, tam was jeszcze nie widzieli?! – krzyknęłam, bo już puściły mi nerwy. – Opamiętajcie się wreszcie!

Mąż syknął na mnie, więc uciekłam do kuchni. „Jak do nich dotrzeć?” – pomyślałam. – Zupełnie powariowali”. Maciek poszedł za mną:

– Mamo, chyba musimy wreszcie porozmawiać – zaczął spokojnie.

– Jezus! – przeraziłam się. – Chcecie tam wyemigrować! Nas, starych, zostawić…

– Mamo, uspokój się! Nigdzie nie emigrujemy, nie mamy takiego zamiaru. Chcemy wam tylko wyjaśnić kilka spraw. Ale żeby nas zrozumieć, musicie spojrzeć na świat naszymi oczami.

– No dobrze – uspokoiłam się trochę, a potem pilnie zajęłam obiadem.

Zrozumiałam, że to ich uszczęśliwia

Jednak i tak prawie nie mogłam jeść. Zastanawiałam się, co znaczyło to „spojrzeć na świat naszymi oczami”. Wreszcie po obiedzie, przy winie i cieście, rozsiedliśmy się na kanapie. Maciek przyniósł z przedpokoju torbę z laptopem i postawił tak, żebyśmy oboje z Zenkiem widzieli ekran.

– Nigdy dotąd właściwie nie pokazywaliśmy wam filmów z miejsc, w których byliśmy. Zawsze ten brak czasu, pośpiech. A warto, żebyście popatrzyli.

No to patrzyliśmy. Faktycznie – było co podziwiać! I oni na tych zdjęciach tacy szczęśliwi…

– Synku – stwierdził mąż, wzdychając – powiem szczerze: Ja już do Ameryki Południowej nie dolecę! Serce, wiesz przecież, po zawale, a to taki długi lot. Ale cieszę się, że ty polecisz za mnie. I za mamę.

Kopnęłam go pod stołem:

„Zdrajca! A nasza umowa?” – pomyślałam. Potem jednak Marta pokazała mi, jak śmiga po zboczu. Ja nigdy nawet nart nie przypięłam! Nie z moim artretyzmem…

– Wiesz co, Tereniu, tak sobie myślę… Niech oni sobie pobujają jeszcze w tych obłokach, póki młodzi i zdrowi – westchnął mąż, kiedy syn z synową wyszli. – Pamiętasz, my też marzyliśmy o dalekich podróżach. Nam się nie udało, więc niech przynajmniej oni zobaczą świat. A domek na działce nie zając, poczeka.

Teresa, 60 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama
Loading...