Reklama

Michał ma trzydzieści pięć lat i nadal mieszka z nami. Nie pracuje, nie ma partnerki, nie ma planów. Siedzi całymi dniami w swoim pokoju, z zasłoniętymi roletami, słuchawkami na uszach. Mówi, że życie go przerasta, że nie umie być dorosły. A ja? Ja próbuję to zrozumieć. Naprawdę próbuję. Tylko że coraz trudniej mi nie czuć żalu. I zmęczenia.

Stefan, mój mąż, z początku go bronił. Potem próbował przemówić mu do rozsądku. Teraz tylko wzdycha ciężko, zaciska zęby i unika Michała jak ognia. Przestali rozmawiać. Czasem tylko rzuci mu pod nosem: – Pasożyt. Udaję, że nie słyszę, ale przecież słyszę wszystko. Tak samo jak czuję to napięcie, które zżera nas od środka.

Wczoraj, wieczorem, spróbowałam z Michałem porozmawiać. Usiadłam obok, podałam mu herbatę, tę z cytryną, którą kiedyś tak lubił.

– Michaś… może poszukasz jakiejś pracy? Choćby na pół etatu?

Spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.

Mamo, ty nic nie rozumiesz. Ja się po prostu do życia nie nadaję.

Nie odpowiedziałam. Bo co miałam powiedzieć? Że mnie też to wszystko zaczyna przerastać?

Mąż się denerwował

– I co, znowu cały dzień w piżamie? – rzucił Stefan przy kolacji, nie patrząc na Michała.

– A co ci do tego? – odburknął syn, wpychając widelec w ziemniaki.

– Może to, że żerujesz na nas jak darmozjad? Ile można?!

– Stefan! – warknęłam ostrzegawczo, ale było już za późno.

Michał odsunął talerz z takim impetem, że aż sztućce zadzwoniły o blat.

– Nigdy nie chciałem tak żyć! – krzyknął. – Nigdy nie prosiłem się na ten świat!

Zamarłam. Stefan zbladł.

– Co ty właśnie powiedziałeś? – wycedził mąż. Twarz miał jak z kamienia.

– To, co słyszałeś. Macie pretensje, że nie pracuję? A może trzeba było mnie nie robić?! – Michał podniósł się od stołu, odsunął krzesło i wybiegł z kuchni, trzaskając drzwiami.

Zostaliśmy sami. Siedzieliśmy w ciszy, wpatrzeni w talerze, których już nikt nie ruszał.

– Przesadziłeś – powiedziałam cicho.

Stefan milczał.

– Słyszysz? – dopytywałam. – Dlaczego nic nie mówisz?

W końcu spojrzał na mnie. Był blady jak ściana.

– On… powiedział coś, co kiedyś… mniejsza. Zostawmy to.

– Co masz na myśli? – poczułam niepokój, który rozlał się po mnie jak zimna woda.

– Naprawdę, nie teraz – uciął i wyszedł z kuchni.

Zostałam sama. W głowie dudniły mi słowa Michała. Dlaczego te zdania tak poruszyły Stefana?

Próbowałam rozmawiać z synem

Podeszłam do Michała wieczorem. Siedział w swoim pokoju przy biurku, udając, że coś przegląda w komputerze. W słuchawkach leciała jakaś ambientowa muzyka, cicha, duszna. Stałam chwilę w progu, zanim mnie zauważył.

– Możemy pogadać?

– Znowu? – jęknął, ale zdjął słuchawki.

– Chciałabym tylko zrozumieć, Michał. Powiedz mi, co się dzieje naprawdę. Bo wiem, że to nie tylko lenistwo. Coś cię męczy. Od lat.

Westchnął i spojrzał w bok.

– Ty też nic nie rozumiesz.

– To mi wytłumacz.

– Nic. Nieważne.

– Michał… proszę.

Wstał nagle i podszedł do okna. Zaciągnął mocniej zasłonę, jakby światło z ulicy go raziło.

– Od dziecka czułem, że tu nie pasuję – powiedział po chwili.

Zamarłam.

– To znaczy?

Odwrócił się do mnie. Twarz miał zamkniętą, obcą.

– Za dużo pytań, mamo. Za późno.

Wyszedł z pokoju. Stałam jak słup soli, ze ściśniętym gardłem. Jego słowa wwiercały mi się w głowę.

Mąż był stanowczy

Obudziły mnie głosy. Najpierw myślałam, że Michał znowu ogląda coś na telefonie i śmieje się sam do siebie, jak zwykle, kiedy siedzi do nocy w salonie. Ale to nie był śmiech. To była rozmowa. Cicha, ściskana gardłem. Stefan i Michał. Wyszłam boso z sypialni.

– Musisz wreszcie coś zrobić – syknął Stefan. – Trzydzieści pięć lat, Michał. Trzydzieści pięć… i dalej nic.

– Nic, bo nie chcę – odburknął Michał. – A ty tylko umiesz wymagać.

– Wymagać?! Ja już nawet nie wymagam. Ja błagam, żebyś przestał być pasożytem! Mieszkasz tu jak panisko. Żresz, śpisz, obrażasz się, że świat ci nie pasuje…

– To się odczep – Michał przerwał ostro. – Ja się nie wyprowadzę. Nie będę tyrał jak niewolnik.

Zrobiło mi się gorąco. Weszłam do salonu. Obaj zamarli.

– Co tu się dzieje? – zapytałam. – O czym wy gadacie po nocach?

Stefan zacisnął szczękę.

– O tym, że twój syn nie ma zamiaru nic ze sobą zrobić. I że ja już nie dam rady udawać, że wszystko jest normalne.

Michał oparł się o ścianę, ręce skrzyżował na piersi. Jakby to on był ofiarą.

– A ty zawsze go bronisz, mamo – powiedział z pogardą. – Zawsze.

– Ja cię nie bronię… ja próbuję nas utrzymać razem – wyszeptałam.

– To utrzymuj – uśmiechnął się krzywo. – Bo ja nigdzie nie idę.

Stefan uderzył dłonią w stół tak mocno, że aż podskoczyła szklanka.

– Dwa miesiące. Albo praca, albo wynocha.

Michał spojrzał na niego jak na obcego.

– Spróbuj mnie wyrzucić. Zobaczymy, kto kogo bardziej znienawidzi.

Wtedy zrozumiałam, że w tym domu już nie ma rodziny. Jest tylko konflikt, który dopiero się rozkręca.

Byliśmy sobą rozczarowani

Nie spałam ani minuty. Michał zamknął się w pokoju i słyszałam, jak wali w klawiaturę, potem coś przewraca, potem znowu cisza. Stefan nie wrócił do sypialni. Rano znalazłam go śpiącego na fotelu w salonie.

– Porozmawiam z nim – powiedziałam. – Ale spokojnie.

Stefan tylko kiwnął głową. Był zmęczony. Zaparzyłam kawę i zapukałam do drzwi Michała. Nie odpowiedział. Weszłam sama. Leżał w łóżku, w dresie, pod kocem. Na twarzy miał wypisaną obojętność, taką zimną, wyćwiczoną.

– Michał, możemy pogadać?

– A po co?

– Bo chcę zrozumieć.

– Nie ma czego rozumieć. Ojciec mnie nienawidzi. Ty to przykrywasz pierzynką, że „wszystko się ułoży”. A ja po prostu nie pasuję do waszego życia.

– Nie o to chodzi…

– Nie? – spojrzał mi prosto w oczy. – Od kiedy mam pamięć, jestem rozczarowaniem. Nie takim synem miał być. Nie tak miał wyglądać mój dorosły świat.

– Ale my cię kochamy, Michał.

– Nie. Wy mnie znosicie. Z litości. Jak się znosi starego psa, którego szkoda wyrzucić z budy.

Zabolało. Bardziej niż bym się spodziewała.

– Ja... – głos mi się załamał. – Ja po prostu nie wiem, jak ci pomóc.

– Bo już za późno. Całe życie słyszałem, że mam być kimś. A ja jestem nikim. I już tak zostanie.

– Michał…

Dajcie mi chociaż święty spokój. Tylko to jeszcze mam.

Wyszłam. Stefan czekał przy drzwiach, ale nie zadał żadnego pytania.

Nie wiem, co będzie dalej

Michał wyszedł z pokoju dopiero kolejnego dnia. W brudnej koszulce, z tłustymi włosami, jakby nie widział łazienki od tygodnia. Zajrzał do kuchni, spojrzał na mnie jak na mebel i wyjął mleko prosto z lodówki.

– Michał… – odezwałam się ostrożnie. – Możemy porozmawiać?

– O czym? Że jestem pasożytem? Że czas się ogarnąć? To już wiem.

– Nie o tym. O tobie. Tylko o tobie.

Usiadł. Niechętnie. Ale usiadł.

Kiedy ostatni raz byłeś na zewnątrz? – zapytałam.

Wzruszył ramionami.

– Po co?

– Na spacer, Michał. Do ludzi. Do świata.

– Tam mnie nie chcą – burknął. – Wiesz, jak się patrzą, jak słyszą, że mam 35 lat i nie pracuję?

– A myślisz, że ja się nie wstydzę?

Spojrzał na mnie z ukosa. Jakbym go uderzyła.

– To może przestań się wstydzić i mnie wywal, co? Tata już zaczął.

– Ja nie chcę cię wywalać – powiedziałam cicho. – Ja chcę, żebyś żył. Prawdziwie.

Milczał. W końcu odezwał się głosem tak cichym, że ledwo go usłyszałam:

– A jeśli ja nie umiem? Jeśli już tak długo tu siedzę, że wszystko poza tym domem mnie przeraża?

Przełknęłam ślinę. To było więcej niż kiedykolwiek przyznał.

– To ja z tobą pójdę. Gdziekolwiek chcesz. Nawet jakby to miało być tylko do sklepu. Byle nie odwracać się od wszystkiego.

Popatrzył na mnie długo. I pierwszy raz od miesięcy nie miał w oczach agresji. Tylko wstyd. I ból.

– Wiem, że was zawiodłem – szepnął. – Ale ja też siebie zawiodłem.

– Michał… – sięgnęłam po jego rękę. Nie cofnął jej.

I tak siedzieliśmy. Mama i syn, dwie zagubione osoby przy kuchennym stole. Ale może od tego właśnie się zaczyna?

Halina, 62 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama