Reklama

Iwona była miłością mojego życia. Poznaliśmy się na Sylwestrze u znajomych. W sumie miłość od pierwszego wejrzenia. Jak tylko zobaczyliśmy siebie, zaczęliśmy rozmawiać, tańczyć i tak w sumie cały wieczór spędziliśmy razem. Potem wymieniliśmy się numerami i nasza relacja rozwijała się dalej. Zamieszkaliśmy razem po kilku miesiącach. Półtora roku później wzięliśmy ślub.

Reklama

Niczego nie podejrzewałem

Byliśmy już osobami trzydzieści plus, więc uważałem, że mamy dojrzałą relację. Mieliśmy wspólne pasje, choć zupełnie inne prace. Ja byłem kierowcą autobusu, a ona managerem w firmie kosmetycznej, która miała sieć sklepów w dużych marketach.

Myślałem, że będziemy ze sobą już zawsze. I to chyba było najgorsze ze wszystkiego. Byliśmy szczęśliwi. Pracowaliśmy, wieczory spędzaliśmy razem. W weekendy robiliśmy sobie różne wycieczki – czasem z noclegiem, a czasem bez. Zależało, gdzie akurat mieliśmy plan wyjechać.

– Misiu, a może skoczymy nad morze? – bardzo lubiłem takie spontany.

Ona zresztą też. Oboje nieźle zarabialiśmy, nie mieliśmy dzieci i nie planowaliśmy ich w najbliższym czasie, więc mogliśmy poświęcić się przyjemnościom. W naszym przypadku były to podróże. Co wieczór też nie brakowało między nami czułości. Czy to zwykłego przytulenia, przelotnego całusa, czy też gorących momentów.

Dlatego też nie przejmowałem się, gdy miała wyjazdy w delegacje czy wracała późno. Była managerem, miała różne spotkania i wyjazdy, nienormowany czas pracy. Rozumiałem to. Okazało się jednak, że nie tylko pracą zajmowała się w tym czasie.

Pierwsza rysa na związku

Jakieś dwa lata po ślubie zauważyłem pierwszą rzecz, która zmroziła mi krew w żyłach. Zwykle to Iwona wstawiała pranie, ale ja też nie mam rąk przyrośniętych do pleców, więc jak któregoś dnia brakowało mi koszuli do pracy, postanowiłem wstawić je, zanim ona wróci z pracy. Gdy sortowałem rzeczy z kosza, wyciągnąłem jej ciemną sukienkę i zauważyłem, że jest rozdarta na ramieniu. Wtedy też poczułem intensywny zapach wody kolońskiej albo perfum. W każdym razie nie moich. Zastanowiło mnie to, ale nie na tyle, by robić z tego aferę. Bardziej niepokoiła mnie podarta sukienka.

– Wstawiłem pranie, ale masz rozdartą sukienkę. Trzeba chyba do krawcowej oddać. Co się stało?

– Czasem jestem jak ofiara losu – machnęła ręką i się uśmiechnęła. – Powiesiłam w hotelu na wieszaku, a potem zamiast dobrze zdjąć, szarpnęłam i tak oto jest jak jest.

Przyjąłem tłumaczenie bez zastrzeżeń. Nie brzmiało fałszywie. Jakiś czas później w przedpokoju ubierałem się i poczułem dokładnie ten sam zapach, który był na sukience. Okazało się, że tak pachnie płaszcz żony. Dzisiaj wyszła w czymś innym, a on został. To już mnie zaniepokoiło.

Rozumiem, że w pracy spotyka się z różnymi mężczyznami, że niektórzy używają silnych perfum. Tego doświadczyłem już sam, jak ludzie wsiadają do autobusu, że czasem unosi się chmura perfum, co w sumie dość konkretnie drażni. W tej sytuacji to już nie był przypadek. Na razie jednak postanowiłem nie drążyć i poczekać.

Nie wystarczałem jej

Wtedy zacząłem też zauważać inne rzeczy, na które dotychczas nie zwracałem uwagi. Czasem po powrocie z pracy siadała do komputera, ale w sumie zawsze z ekranem obróconym tak, że nie widziałem, co na nim jest. Przed położeniem się do łóżka pisała jakieś SMS-y czy inne wiadomości. Czarę goryczy przelało jednak to, gdy przytuliłem się i poczułem, że tym samym pachną też jej włosy. Nie wytrzymałem.

– Iwona, kim on jest?

– Jaki on? – zapytała niby obojętnie nie przerywając robienia sobie kawy.

– Przestań, proszę. Wszystkie twoje rzeczy walą jego perfumami. Ten zapach jest nawet na twoich włosach.

Wtedy odwróciła się do mnie, oparła się o blat kuchenny, a ręce położyła obok. Spojrzała mi w oczy.

– No tak, spotykam się z Karolem od około roku.

– Ile?! – nie mogłem uwierzyć… w sumie przez połowę trwania naszego małżeństwa

– To jeden z kierowników. Jeździmy razem na szkolenia i inne firmówki, no i nie tylko…

Nie mogłem uwierzyć, że mówi o tym tak swobodnie. Zupełnie, jakby nic się nie stało, jakby to była rozmowa z jakimś znajomym o czymś, co ją spotyka w życiu.

– Jak mogłaś mi to zrobić? Nam?!

– Tak czasem bywa – powiedziała i wzruszyła ramionami.

Mój świat zawirował

Odwróciła się do zlewu i kontynuowała to, cokolwiek tam robiła. Ja nie mogłem się już skupić na niczym. Była ze mną i jednocześnie z jakimś innym facetem! To jedno z najgorszych uczuć, jakich doświadczyłem. Nie wiedziałem, czy czuję odrazę bardziej do siebie, czy do żony. Do siebie na myśl, że przytulałem i dotykałem kobiety, którą ktoś wcześniej dotykał i całował. Czułem się brudny i oszukany, a serce prawie wyskoczyło mi z piersi.

Po tej historii nasze małżeństwo nie trwało już długo. Nie mogłem zrozumieć i w sumie dalej nie rozumiem, jak mogła być wobec nas taka obojętna. Ani przez sekundę nie dała mi poznać, że coś jest między nami nie tak. Na sprawie rozwodowej też nie umiała podać przyczyny. Po prostu miałaby to być różnica charakterów. Co to w ogóle znaczy?

Rozwód przeszedłem ciężko. Odczuwałem to jako wielką porażkę i czułem się skrzywdzony do bólu. Nie chciałem jednak przedłużać tej agonii i zgodziłem się na rozwód bez orzekania o winie. Mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu, więc nie mieliśmy problemu z podziałem majątku. Wyprowadziłem się zresztą trzy dni po tym, jak dowiedziałem się, że nie jestem jedynym mężczyzną w życiu mojej żony.

Rozstaliśmy się szybko, choć nie mogę powiedzieć, że bezboleśnie. Przynajmniej po mojej stronie. Nie miałem ochoty na żadne związki i ich nie szukałem. Związek sam mnie znalazł.

To nie koniec mojego pecha

Poznałem Agatę. Pracowała w sklepie osiedlowym, gdzie robiłem zakupy. Zaczęło się od zwykłych rozmów podczas kasowania artykułów. Czasem trwały chwilę dłużej, jeśli akurat nie było innych klientów.

– Kończę zmianę za dwie godziny – rzuciła któregoś dnia jakby od niechcenia, ale jednocześnie patrzyła mi w oczy.

– Masz ochotę na kawę? – zapytałem.

– Jasne – uśmiechnęła się do mnie szeroko.

I tak się zaczęło. Było cudownie. Świata poza nią nie widziałem. Myślałem, że wreszcie trafiłem na drugą połówkę, na pokrewną duszę. Wszystko było super do momentu, gdy zaproponowałem, żeby wprowadziła się do mnie. Byliśmy akurat w parku na spacerze. Pociągnęła mnie do najbliższej ławki w parku i usiedliśmy.

– To chyba moment, w którym muszę ci o czymś powiedzieć.

Popatrzyłem na nią pytająco, a moje tętno przyspieszyło.

– Jestem mężatką i mam dwoje dzieci…

– Powiedz, chociaż że w trakcie rozwodu – usłyszałem, jak łamie mi się głos.

– Nie, kocham męża i go nie zostawię, więc nie mogę się do ciebie wprowadzić.

– Jaja sobie ze mnie robisz? Spotykamy się prawie rok! Sypiamy ze sobą! O jakiej miłości do męża możesz mówić? – nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę.

– No po prostu tak jest. Możemy zostać na tym poziomie znajomości, na którym jesteśmy, ale nic więcej. Decyduj – powiedziała i odeszła, zostawiając mnie samego na ławce.

Wszystko to miało miejsce trzy dni temu. Nie chcę być tym, który rozbija związki. Już sam tego doświadczyłem, a wcześniej czy później i tak się to wyda. Z drugiej strony naprawdę kocham Agatę i miałem nadzieję, że wreszcie to jest to. Czuję się rozdarty na miliony kawałków, ale znowu będę musiał podjąć trudną decyzję o odejściu. Chyba związki nie są mi pisane.

Przemek, 36 lat

Reklama

Czytaj także:
„Nie chciałem zdradzić ciężarnej żony, ale to było silniejsze ode mnie. Musiałem zaspokoić swój męski instynkt”
„Gdy tylko zobaczyłem Asię, poczułem unoszące się w powietrzu feromony. To był ostatni Dzień Singla, jaki obchodziłem”
„Ojciec obiecał mi milion złotych, jeśli wytrzymam 5 lat z mężem. Udawałam, że nie czuję słodkich perfum jego kochanki”

Reklama
Reklama
Reklama