Reklama

Zawsze wierzyłam, że matka jest od tego, żeby podstawić plecy, kiedy dziecku wali się świat. Kiedy więc moja córka stanęła na progu z zapuchniętymi oczami i dwuletnim synkiem na rękach, nie zastanawiałam się długo. Mieszkanie, które było całym moim życiem, przestało być ważne. Liczyła się tylko ona. Nie przypuszczałam, że kilka miesięcy później to ja będę stała z walizką w obcym korytarzu.

Straciłam nie tylko mieszkanie

– Mamo, ja już nie dam rady – powiedziała wtedy Magda, opadając na krzesło w mojej kuchni. – Kredyt mnie zjada, firma Tomka padła, a on... on się wyprowadził.

Stałam przy zlewie i wycierałam ręce w ścierkę. Wnuk bawił się plastikową łyżką, stukając nią w blat.

– Spokojnie – odpowiedziałam, chociaż w środku wszystko we mnie drżało. – Jakoś to poukładamy.

Magda spojrzała na mnie z nadzieją. W tej jednej chwili zobaczyłam w niej nie trzydziestolatkę, ale małą dziewczynkę z warkoczykami, która bała się ciemności. Wieczorem długo siedziałam przy stole z kalkulatorem. Moja emerytura była skromna, oszczędności niewielkie. Jedyną realną wartością było mieszkanie – trzypokojowe, w którym przeżyłam trzydzieści lat. Ściany pamiętały dziecięce rysunki, rodzinne święta i ciszę po śmierci mojego męża.

– Nie możesz tego zrobić – powiedziała sąsiadka, kiedy wspomniałam jej o planach. – A gdzie ty pójdziesz?

– Wynajmę coś małego. Wystarczy mi pokój – odparłam z uporem.

Magda protestowała tylko przez chwilę.

Mamo, to twoje mieszkanie. Ja nie chcę…

– Chcesz stabilności – przerwałam jej łagodnie. – A ja chcę spać spokojnie, wiedząc, że masz dach nad głową.

Sprzedaż poszła szybciej, niż się spodziewałam. Obcy ludzie chodzili po moim salonie, zaglądali do szaf, stukali w parapety. Jeden z nich powiedział:

– Jasne i ustawne. Weźmiemy.

Podpisałam akt notarialny drżącą ręką. Kiedy oddawałam klucze, poczułam, jakby ktoś wyciął ze mnie kawałek przeszłości. Za pieniądze ze sprzedaży Magda kupiła niewielkie mieszkanie na obrzeżach miasta. Patrzyłam, jak maluje ściany, jak ustawia łóżeczko dla synka. Była skupiona, pełna energii.

– Widzisz? – uśmiechnęła się do mnie któregoś dnia. – Zaczynamy od nowa.

Ja tymczasem oglądałam pokoje do wynajęcia. W jednym pachniało wilgocią, w innym właścicielka patrzyła na mnie z podejrzliwością.

– Bez wnuków w odwiedziny – zaznaczyła sucho. – Cenię ciszę.

Ostatecznie trafiłam do mieszkania starszego małżeństwa. Dali mi mały pokój z oknem na podwórko.

Będzie pani jak rodzina – zapewniała właścicielka.

Pierwszej nocy leżałam na wąskim łóżku i słuchałam obcych kroków za ścianą. Nie było tykania mojego zegara ani skrzypienia znanych drzwi. Była cisza, która nie należała do mnie. Magda dzwoniła rzadziej, niż się spodziewałam. Tłumaczyła się pracą.

– Mamo, wiesz, jak jest. Muszę brać dodatkowe zlecenia.

– Oczywiście – odpowiadałam, starając się, by w moim głosie nie było cienia żalu.

Któregoś popołudnia zapytałam nieśmiało:

Może wpadnę w weekend do was?

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

– W ten? Mamo, mamy już plany. Może innym razem?

Odłożyłam telefon i usiadłam na brzegu łóżka. Zrozumiałam wtedy, że straciłam nie tylko mieszkanie. Oddałam miejsce, do którego ktoś chciał wracać.

Wiedziałam, że to nieprawda

Z czasem nauczyłam się chodzić po korytarzu tak, żeby nie skrzypnęła żadna deska. Wstawałam wcześnie, parzyłam herbatę w małym czajniku, który kupiłam specjalnie do pokoju, żeby nie zajmować kuchni.

Nie musi się pani tak skradać – powiedziała któregoś ranka pani Królowa, poprawiając szlafrok. – To też jest pani dom.

Uśmiechnęłam się grzecznie, ale wiedziałam, że to nieprawda. W moim domu mogłam zostawić książkę na stole i wrócić do niej wieczorem. Tu wszystko chowałam do jednej szuflady. Magda dzwoniła coraz rzadziej. Gdy już dzwoniła, rozmowy były krótkie.

– Mamo, przepraszam, mam mało czasu. Szymek dziś nie chciał iść do przedszkola, a ja mam spotkanie.

– Rozumiem – odpowiadałam automatycznie.

Pewnej soboty postanowiłam jednak pojechać bez zapowiedzi. Upiekłam szarlotkę według przepisu, który Magda zawsze lubiła. Jechałam tramwajem z ciastem na kolanach i czułam dziwne podekscytowanie. Drzwi otworzyła mi obca kobieta. Młoda, elegancka, z telefonem przy uchu.

– Tak? – spojrzała na mnie pytająco.

– Ja do Magdy… Jestem jej mamą.

Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem.

– Magda? Wyjechała z synem do Krakowa. Mieszkanie wynajmujemy od miesiąca.

Serce zabiło mi szybciej.

– Wynajmujecie? To chyba jakieś nieporozumienie.

– Nie, wszystko jest formalnie. Mamy umowę.

Stałam chwilę na klatce schodowej, jakbym nie rozumiała języka, w którym do mnie mówiono. Zadzwoniłam do Magdy. Odebrała dopiero po kilku sygnałach.

– Mamo, nie mogę teraz…

– Byłam u ciebie w mieszkaniu – przerwałam jej. – Jacyś ludzie mówią, że je wynajmujecie.

Po drugiej stronie zapadła cisza, ciężka i gęsta.

– Mamo, miałam ci powiedzieć… Tomek dostał pracę w Krakowie. Postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. To dla dobra Szymka.

– A mieszkanie? – zapytałam cicho.

– Wynajmujemy. Potrzebujemy tych pieniędzy.

Dlaczego mi nie powiedziałaś?

Westchnęła.

Bałam się, że będziesz miała pretensje. Zrobiłaś dla mnie tyle… Nie chciałam, żebyś myślała, że to było na darmo.

Słowo „na darmo” ukłuło mnie bardziej niż cokolwiek innego.

– Czyli wróciłaś do niego – powiedziałam powoli.

– Daliśmy sobie jeszcze jedną szansę. Proszę, zrozum.

Rozłączyła się, zanim zdążyłam odpowiedzieć. Wróciłam do wynajmowanego pokoju z nienaruszoną szarlotką. Postawiłam ją na biurku i patrzyłam, jak stygnie. Nagle poczułam, że jestem gościem nie tylko w tym mieszkaniu, ale i w życiu własnej córki. Wieczorem zapukała do mnie właścicielka.

Wszystko w porządku? – zapytała, siadając na brzegu łóżka.

Nie planowałam się zwierzać, ale słowa same popłynęły. Opowiedziałam jej o sprzedaży mieszkania, o Krakowie, o tym, że dowiedziałam się ostatnia.

– Wie pani – powiedziała po chwili – dzieci budują swoje życie. Czasem zapominają, kto kładł fundamenty.

– A matka? Co ma zrobić matka, kiedy fundamenty zostają w cudzych rękach?

Spojrzała na mnie łagodnie.

Może zbudować coś swojego. Nawet jeśli to tylko jeden pokój.

Tej nocy długo nie spałam. Myślałam o swoim dawnym salonie, o parapecie, na którym stały pelargonie. Myślałam też o Magdzie – czy była szczęśliwa? Czy naprawdę potrzebowała mnie tak bardzo, jak wtedy mówiła? Rano podjęłam decyzję. Zadzwoniłam do niej jeszcze raz.

– Mamo, naprawdę nie chciałam cię zranić – zaczęła od razu.

– Wiem – przerwałam jej spokojnie. – Ale muszę zacząć myśleć o sobie. Sprzedałam mieszkanie, bo wierzyłam, że to pomoże ci stanąć na nogi. Teraz widzę, że stanęłaś. I to dobrze.

– Co masz na myśli?

– To, że przestaję czekać. Jeśli będziesz chciała, przyjadę do Krakowa. Jednak nie będę już żyła tylko twoimi sprawami.

Po drugiej stronie usłyszałam ciche:

– Mamo…

Nie było w nim sprzeciwu. Raczej zaskoczenie. Odłożyłam telefon i po raz pierwszy od miesięcy poczułam coś, co przypominało ulgę. Może samotność nie była karą. Może była początkiem.

Odzyskałam siebie

Tamtego dnia zrozumiałam, że jeśli nadal będę żyła tylko czekaniem na telefon od Magdy, zamienię się w cień samej siebie. Zaczęłam od drobiazgów. Poszłam do pobliskiego domu kultury i zobaczyłam ogłoszenie: „Klub czytelniczy dla seniorów – zapraszamy”. Stałam chwilę przed tablicą.

– Spróbuje pani – powiedziała do mnie jakaś kobieta, która też czytała ogłoszenia. – Najwyżej się pani nie spodoba.

Poszłam. Siedzieliśmy w kręgu, każdy z książką na kolanach. Kiedy przyszła moja kolej, by się przedstawić, głos lekko mi zadrżał.

– Lubię powieści obyczajowe… i uczę się mieszkać w jednym pokoju.

Kilka osób uśmiechnęło się ze zrozumieniem. Po spotkaniu podeszła do mnie Teresa, drobna brunetka o bystrych oczach.

– Też wynajmuję – powiedziała półgłosem. – Życie potrafi zaskoczyć.

Zaczęłyśmy chodzić razem na spacery. Rozmawiałyśmy o dzieciach, o tym, jak bardzo chcemy im pomóc i jak trudno jest potem zrobić krok w tył. Po raz pierwszy od dawna ktoś słuchał mnie nie z obowiązku, ale z ciekawości. Magda zadzwoniła jakiś czas później.

– Mamo, przyjedziesz do nas? Szymek ciągle pyta o babcię.

Tym razem nie rzuciłam wszystkiego. Sprawdziłam w kalendarzu datę kolejnego spotkania klubu, planowany spacer z Teresą.

Przyjadę w przyszłym tygodniu – odpowiedziałam spokojnie. – Na trzy dni.

W Krakowie córka przywitała mnie na dworcu. Wyglądała na zmęczoną, ale spokojniejszą niż wtedy, gdy stała w mojej kuchni z zapuchniętymi oczami.

Dziękuję, że przyjechałaś – powiedziała cicho.

W jej mieszkaniu było jasno i schludnie. Szymek rzucił mi się na szyję, a ja poczułam, że mimo wszystko jestem komuś potrzebna. Tomek był uprzejmy, trochę spięty. Wieczorem, gdy wnuk zasnął, Magda usiadła naprzeciwko mnie przy stole.

– Mamo, długo myślałam o tym, co zrobiłaś – zaczęła. – Wiem, że zapłaciłaś wysoką cenę. Nie chciałam cię odsunąć. Po prostu bałam się, że jeśli powiem o Krakowie, będziesz czuła, że to koniec wszystkiego.

– To nie był koniec – odpowiedziałam. – To była zmiana. A ja musiałam się jej nauczyć.

Spojrzała na mnie uważnie.

Jesteś na mnie zła?

Zastanowiłam się chwilę. W głowie pojawił się obraz mojego dawnego salonu, oddanych kluczy, obcego korytarza.

Byłam rozczarowana – powiedziałam szczerze. – Ale to moje rozczarowanie. Ty masz prawo budować swoje życie po swojemu.

Magda wstała i objęła mnie mocno.

– Chcę, żebyś była w nim obecna. Nie z poczucia obowiązku. Z wyboru.

Te słowa wystarczyły. Nie cofnęły przeszłości, nie przywróciły mi mieszkania, ale oddały coś ważniejszego. Kiedy wróciłam do swojego wynajmowanego pokoju, nie wydał mi się już tak obcy. Na parapecie postawiłam doniczkę z pelargonią, rozłożyłam książki na półce bez lęku, że zajmuję za dużo przestrzeni. Samotność wciąż bywała dotkliwa, zwłaszcza wieczorami. Jednak przestała smakować jak kara. Stała się przestrzenią, w której mogłam usłyszeć własne myśli, a nie tylko cudze potrzeby. Nie odzyskałam mieszkania. Nie cofnęłam decyzji. Za to odzyskałam siebie – kobietę, która potrafi kochać, ale też stawiać granice. I choć mój adres się zmienił, po raz pierwszy od dawna poczułam, że naprawdę jestem u siebie.

Halina, 62 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama