Reklama

Na początku był tylko dźwięk kapiącej wody. Stałam w kuchni, robiąc sobie herbatę, kiedy usłyszałam niepokojące kapanie. Weszłam do łazienki i zobaczyłam, że sufit nad wanną jest mokry, a z jednej strony ściekają krople. Nie pierwszy raz coś przeciekało w tym bloku, ale tym razem wyglądało to poważniej. Miałam ochotę zadzwonić do administracji, może nawet dobijając się do sąsiada z góry z pretensjami. Znałam go tylko z widzenia, taki typ cichy, raczej zamknięty w sobie. Coś jednak mnie powstrzymało. Może to był impuls, może zwykła ciekawość. Wzięłam kurtkę, zeszłam piętro wyżej i zapukałam. Gdy otworzyły się drzwi, nie spodziewałam się, że ten dzień tak bardzo zmieni moje życie.

Weszłam ostrożnie

Sąsiad otworzył drzwi niemal od razu. Miał na sobie szary dres, wyglądał na zaskoczonego, ale nie przestraszonego. Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem, jakby spodziewał się, że to tylko listonosz.

— Przepraszam, że tak z marszu, ale... chyba coś u pana przecieka — powiedziałam spokojnie, choć w środku już szykowałam się na standardowe: „To nie moja wina”.

Zmarszczył czoło.

— O rany, serio? Wejdzie pani? Muszę sprawdzić, co się dzieje. — Gestem zaprosił mnie do środka.

Weszłam ostrożnie, jakby to był jakiś inny świat. Jego mieszkanie pachniało kawą i cytrusami. Z kuchni dobiegał cichy jazz. Poszliśmy do łazienki. Faktycznie, spod pralki sączyła się cienka strużka wody.

— No to mamy problem — mruknął, po czym spojrzał na mnie z poczuciem winy. — Bardzo panią przepraszam. Zaraz to ogarnę.

— Nic się nie stało. Zdarza się. — Uśmiechnęłam się, sama zaskoczona swoją łagodnością.

— Jestem Wojtek, w razie czego proszę walić śmiało.

— Justyna — odparłam i pierwszy raz od dawna poczułam się z kimś naprawdę swobodnie.

Śmialiśmy się

Wojtek przyniósł ręczniki i zaczął wycierać podłogę z przejęciem godnym zawodowego hydraulika. Patrzyłam, jak klęka przy pralce, jak marszczy brwi, próbując ustalić, skąd dokładnie cieknie.

Chyba wąż odpływowy puścił. Mam stare uszczelki — westchnął.

— Może przyda się pomoc? — zaproponowałam, zanim zdążyłam się zastanowić, czemu w ogóle to mówię.

— Jeśli pomoże mi pani psychicznie to przetrwać, to jak najbardziej — zaśmiał się i spojrzał na mnie rozbawiony.

Naprawa zajęła mu kilkanaście minut, w czasie których opowiedział mi, że mieszka tu od niedawna, że pracuje zdalnie i że z nikim w bloku jeszcze nie zdążył się zaprzyjaźnić. Mówił normalnie, bez spięcia, jakbyśmy znali się dłużej. Gdy woda przestała kapać, spojrzał na mnie.

— Mam wino. Za odwagę cywilną w sprawie zalanej łazienki?

Wzruszyłam ramionami.

W sumie... czemu nie?

Usiedliśmy przy jego kuchennym stole. W tle grał ten sam cichy jazz. Śmialiśmy się, opowiadając sobie historie z życia, a ja nagle poczułam, że nie mam ochoty wracać do swojego mieszkania. Przecież i tak było tam mokro.

Malowanie trwało kilka godzin

Następnego dnia Wojtek zapukał do moich drzwi z wiaderkiem farby i wałkiem.

— Mam wyrzuty sumienia. Pomogę z łazienką, choć trochę.

Stał z tym wiaderkiem jak skruszony chłopiec, więc nie mogłam odmówić. W środku wszystko już wyschło, ale ściana wyglądała tragicznie. Zgodziłam się, choć nigdy nie lubiłam wpuszczać ludzi do swojego bałaganu.

Trochę się u mnie sypie — rzuciłam, tłumacząc się niepotrzebnie.

— U każdego czasem coś się sypie. Najważniejsze, żeby potem się pozbierać — odpowiedział spokojnie.

Malowanie trwało kilka godzin. W tle leciała muzyka, popijaliśmy herbatę, gadaliśmy o wszystkim. W pewnym momencie zobaczył zdjęcie na mojej półce.

— Twój facet? — zapytał cicho.

— Były — odpowiedziałam krótko.

Nie drążył, nie oceniał. Usiadł na podłodze i przez chwilę milczeliśmy.

— Wiesz, Justyna, czasem coś musi przeciec, żebyśmy zauważyli, że coś w nas też przecieka.

Te słowa zostały ze mną długo po jego wyjściu. Wieczorem patrzyłam na świeżo pomalowaną ścianę i nagle miałam ochotę, żeby ta woda wtedy zalała wszystko — może potrzebowałam właśnie takiego pęknięcia.

Pocałował mnie

Kolejne dni przyniosły coś dziwnego — Wojtek pojawiał się coraz częściej. Czasem tylko pożyczyć cukier, innym razem z kolejnym narzędziem, bo „wpadł na pomysł, jak lepiej uszczelnić ten wężyk”. Z każdym takim wejściem zostawał na chwilę dłużej. Aż w końcu przyszedł wieczorem, trzymając w rękach pizzę.

— Samemu głupio jeść, a i tak nie zamówiłem małej — powiedział, jakby to było zupełnie naturalne.

Usiedliśmy na mojej kanapie. Film leciał gdzieś w tle, ale nikt go naprawdę nie oglądał. Rozmawialiśmy, a potem znów była ta cisza. Tylko że teraz była inna — ciepła. Po chwili Wojtek przesunął się bliżej.

— Justyna, jeśli cię to skrępuje, to powiedz, ale... — Urwał, jakby sam nie wiedział, co dalej.

— Nie skrępuje — odpowiedziałam cicho, patrząc mu w oczy.

Pocałował mnie. Ostrożnie, jakby nie chciał niczego zepsuć. Odwzajemniłam to. Było w tym coś czystego, trochę jak powrót do czegoś, co się znało kiedyś, tylko się o tym zapomniało.
Kiedy wyszedł po północy, zostałam na kanapie. Nie wiedziałam, czy to już coś więcej, czy tylko chwilowa bliskość. Ale wiedziałam, że chcę, by przyszedł znowu.

Patrzyliśmy w dal

Następny tydzień upłynął w dziwnej harmonii. Wojtek przestawał pojawiać się codziennie, a jednocześnie wiedziałam, że jeśli będę potrzebować pomocy, przyjdzie bez wahania. Nasze rozmowy zaczęły przybierać głębszy ton. Opowiadaliśmy sobie o rodzinach, dzieciństwie, marzeniach, których dawno nikt nie słuchał. Było w tym coś intymnego, choć nieoczywistego. Pewnego wieczoru siedzieliśmy na balkonie, patrząc na światła miasta.

— Czasem lubię, gdy nic się nie dzieje — powiedział cicho.

— Ja też — odpowiedziałam. — Ale czasem coś musi się wydarzyć, żebyśmy zauważyli, że tę ciszę można dzielić.

W jego głosie brzmiało coś więcej niż zwykła obecność. Przyglądałam się jego twarzy w świetle latarni i nagle poczułam, że przestałam się bać zalanych ścian, awantur czy niespodziewanych problemów. To, co zaczęło się od przeciekającej wody, stało się pretekstem, by poznać kogoś naprawdę. Zrozumiałam, że czasem tragedia może stać się początkiem czegoś pięknego, choć nieplanowanego. Chwila ciszy między nami nie była pusta, a pełna możliwości.

Patrzyliśmy w dal, nie potrzebując słów, bo wszystko było już powiedziane. Wiedziałam, że te zalane ściany nie były końcem problemu, tylko początkiem czegoś, co powoli stawało się ważne, czego nie planowałam, a jednak chciałam.

Zostawił poczucie bezpieczeństwa

Minęły tygodnie, zanim poczułam, że to, co się między nami zaczęło, staje się częścią codzienności. Z każdą wizytą Wojtka moje mieszkanie przestawało być tylko miejscem, gdzie żyłam sama. Zaczęliśmy razem gotować, sprzątać po awariach i śmiać się z drobnych niepowodzeń. Czasem wciąż pojawiał się problem z rurą albo ze ścianą, ale te zalania i odpryski farby przestawały mnie denerwować. Były pretekstem do bycia razem.

Któregoś dnia siedzieliśmy przy stole i patrzyliśmy na naprawioną łazienkę.

Wygląda prawie jak nowa — powiedział Wojtek.

— Prawie — odparłam, uśmiechając się do niego. — Ale dobrze, że zrobiliśmy to razem.

W jego oczach zobaczyłam coś więcej niż zwykłą przyjaźń. Jego ręka powoli znalazła moją. Nie było pośpiechu, nie było oczekiwań — tylko chwila, której oboje potrzebowaliśmy. Zrozumiałam wtedy, że zalana łazienka była początkiem czegoś, czego nie mogłam przewidzieć ani zaplanować. Nie chodziło już o wodę czy farbę. Chodziło o zaufanie, bliskość, o to, że ktoś przychodzi w najmniej spodziewanym momencie i sprawia, że życie staje się pełniejsze.

Kiedy odszedł tamtego wieczoru, zostawił po sobie coś więcej niż porządek po awarii. Zostawił poczucie bezpieczeństwa, ciepło i nadzieję, że nawet najbardziej nieprzyjemne zdarzenie może otworzyć drzwi do czegoś wyjątkowego.

Justyna, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama