Reklama

Wszystko zaczęło się w piątkowy wieczór, kiedy moja żona wyjechała na weekend do swojej siostry. Zostałem sam w domu, gotów spędzić kilka dni w ciszy i spokoju. Nie spodziewałem się, że odwiedzi mnie Justyna – jej przyjaciółka z pracy, którą znałem od lat. Zawsze była miła, otwarta i miała w sobie coś, co przyciągało uwagę. Nigdy jednak nie przekroczyliśmy granicy zwykłej znajomości. Tego wieczoru coś było inaczej. Pojawiło się napięcie, którego wcześniej nie było. Chciałem zachować dystans, lecz wszystko wymknęło się spod kontroli.

Niepotrzebne zaporoszenie

Siedziałem na kanapie, popijając herbatę i przeglądając jakiś nijaki serial, kiedy zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się imię Justyny. Odebrałem bez większych emocji, sądząc, że dzwoni w sprawie mojej żony, która wyjechała do teściów.

– Cześć! – jej głos brzmiał zaskakująco radośnie. – Wiem, że jesteś sam. Pomyślałam, że wpadnę z winem. Co ty na to?

Zawahałem się. W głowie pojawiła się myśl, że może to niezręczne. Była jednak naszą wspólną znajomą od lat, a ja nie chciałem wyjść na nadętego czy podejrzliwego.

– Jasne, wpadaj – odpowiedziałem po chwili.

Nie minęło pół godziny, a Justyna stała w drzwiach z butelką czerwonego wina i uśmiechem, który coś we mnie poruszył. Miała na sobie prostą, ale dopasowaną sukienkę, pachniała delikatnymi perfumami. Przysiedliśmy na kanapie, jak wiele razy wcześniej – i jednocześnie zupełnie inaczej.

Jak się trzymasz sam? – zapytała, nalewając nam po kieliszku.

– Cisza mi nie przeszkadza – odpowiedziałem, zerkając na nią ukradkiem.

Rozmawialiśmy swobodnie, wspominaliśmy stare czasy. Atmosfera stawała się coraz bardziej intymna, choć żadne z nas nie wypowiedziało tego głośno.

Graliśmy w dziwną grę

Kiedy sięgnęła po drugi kieliszek wina, jej dłoń musnęła moją. Niby przypadkiem, ale zbyt długo, by to zignorować. Spojrzałem na nią pytająco, lecz ona tylko uśmiechnęła się i spuściła wzrok. W telewizji coś mówiło, ale nie słuchałem już ani słowa.

– Myślisz czasem o tym, jakby wyglądało twoje życie, gdybyś podjął inne decyzje? – zapytała nagle.

– Każdy chyba czasem się nad tym zastanawia – odpowiedziałem z lekkim uśmiechem. – A ty?

– Ja za często – szepnęła, nie patrząc na mnie.

Przez chwilę oboje milczeliśmy. Napięcie wisiało w powietrzu, namacalne i ciężkie. Znałem ten moment. Takie chwile poprzedzają decyzje, których nie da się cofnąć. Powinniśmy byli się rozdzielić, zakończyć ten wieczór jak przyjaciele. Zamiast tego nalałem nam trzeciego kieliszka.

Nie boisz się, że robimy coś głupiego? – zapytałem, nie odrywając od niej wzroku.

– Może właśnie to jest w tym najlepsze – odparła, po czym położyła dłoń na moim udzie.

Serce waliło mi jak młotem. Czułem, że coś się zaraz wydarzy, i że przekroczymy granicę, której już nigdy nie uda się cofnąć. I mimo to… nie zrobiłem nic, by ją powstrzymać.

Nie umieliśmy się zatrzymać

Nie pamiętam, kto się pierwszy pochylił. Może ja. Może ona. W każdym razie nasze usta spotkały się nagle, z niecierpliwością, której oboje się nie spodziewaliśmy. Smakowała winem i czymś jeszcze – może pragnieniem, którego żadne z nas nie chciało głośno nazwać.

Zamknęliśmy się w bańce, jakby świat za oknem przestał istnieć. Nie było mojej żony, nie było jej lojalności wobec przyjaciółki, nie było żadnych zasad. Byliśmy tylko my i chwila, która rosła w nas z każdą sekundą. Kiedy przysunęła się bliżej, objąłem ją ramieniem bez słowa. Jej ciało wtuliło się w moje, jakby robiła to od zawsze.

To się nie powinno dziać – powiedziałem, ledwo słyszalnie.

– Wiem – odpowiedziała, całując mnie w szyję. – Dlatego nie mówmy nic więcej.

Przenieśliśmy się do sypialni. Każdy dotyk, każde spojrzenie było nieodwracalnym potwierdzeniem, że straciliśmy kontrolę. Było w tym coś pięknego i niszczącego zarazem. Kiedy w końcu zasnęliśmy, leżeliśmy obok siebie w milczeniu, udając, że to tylko sen. Rano przyszło milczenie. Takie ciężkie, w którym żadne z nas nie wiedziało, co powiedzieć.

Żal i milczenie

Obudziłem się pierwszy. Leżała odwrócona plecami, a ja przez chwilę obserwowałem linie jej ramienia, próbując zrozumieć, co właściwie zrobiliśmy. Wszystko wydawało się tak nierealne, jakby nie wydarzyło się naprawdę. Tyle że obok mnie spała przyjaciółka mojej żony, a nasze ubrania leżały w nieładzie na podłodze.

Wstałem po cichu, ubrałem się i zszedłem do kuchni. Parzyłem kawę, gdy usłyszałem kroki. Przyszła bez słowa, zapięta w moją bluzę, i usiadła naprzeciwko.

– Nie możemy o tym nikomu powiedzieć – zaczęła cicho.

To się nie powtórzy – odpowiedziałem szybko, zanim jeszcze zdążyła coś dodać.

Skinęła głową i spojrzała gdzieś w bok. Cisza między nami była gorsza niż krzyk. Wiedziałem, że ona też czuje ten ciężar, ale oboje postanowiliśmy nie rozdrapywać ran.

– Powinnam iść – powiedziała w końcu, wstając.

– Odprowadzę cię do drzwi.

Na pożegnanie nie padł żaden pocałunek. Żadne „do zobaczenia”. Tylko puste spojrzenie i ciche zamknięcie drzwi. Zostałem sam, z żalem i poczuciem, że coś w nas się rozpadło. I że to, co zrobiliśmy, nie zniknie. Choćbyśmy bardzo tego chcieli.

Trzeba ponieść konsekwencje

Weekend minął w dusznej ciszy. Kiedy żona wróciła w niedzielę wieczorem, uśmiechała się promiennie, opowiadając o dzieciach siostry i jak bardzo tęskniła. Przytuliła mnie, a ja odruchowo odwzajemniłem gest, choć w środku czułem się jak oszust. Każde jej słowo było jak szpilka, przypominająca mi o tym, co zrobiłem.

Próbowałem się zachowywać normalnie. Wspólne kolacje, rozmowy o pracy, serial przed snem. Tylko że w mojej głowie ciągle krążyła tamta noc. Nie potrafiłem jej wymazać, choć bardzo chciałem. Gdy żona wspomniała, że Justyna nie odbiera od niej telefonu, poczułem dreszcz na plecach.

– Może coś się stało? – zapytała z troską.

– Może po prostu potrzebuje chwili spokoju – rzuciłem, unikając jej wzroku.

Dopiero po miesiącu dostałem wiadomość od Justyny: „Musimy porozmawiać”. Spotkaliśmy się na neutralnym gruncie, w kawiarni na obrzeżach miasta. Jej twarz była blada, zmęczona.

– Spóźniłam się, bo robiłam test – powiedziała bez wstępów.

Zamarłem. Spojrzała mi prosto w oczy.

Jestem w ciąży.

Świat wokół jakby przestał istnieć. Wiedziałem, że teraz nic już nie będzie takie samo. Cokolwiek postanowimy, ktoś ucierpi. Może wszyscy.

Wybór bez zwycięzców

Siedziałem w samochodzie pod domem, w którym mieszkałem z żoną, i patrzyłem w ciemne okna. Wiedziałem, że powrót do środka będzie oznaczał powrót do życia, którego już nie da się uratować. Z jednej strony kobieta, z którą dzieliłem lata – wspomnienia, plany, wspólne poranki. Z drugiej – Justyna i dziecko, które być może było moje.

Nie spałem tamtej nocy. Myśli nie dawały mi spokoju. Zdałem sobie sprawę, że niezależnie od tego, co postanowię, ktoś zostanie zraniony. Prawdę musiałem powiedzieć. Mojej żonie, która niczego się nie domyślała. Justynie, która czekała na decyzję, w jakim kierunku to wszystko pójdzie.

Zacząłem od wyznania żonie. Słowa brzmiały pusto, ale prawdziwie. Patrzyła na mnie długo, bez łez. Potem po prostu wyszła. Wróciła dopiero po dwóch dniach i oświadczyła, że nie chce mnie znać. Rozumiem ją.

Z Justyną nie zamieszkaliśmy razem. Pomagam jej, wspieram, choć między nami nie ma już bliskości. Nie chcemy budować czegoś na fundamencie zdrady. Spotykamy się rzadko. Mówimy o dziecku, nie o sobie. Czas nie leczy ran. On je tylko zasypuje kurzem.

Michał, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama