Reklama

Wiadomość o odejściu mamy uderzyła we mnie z olbrzymią mocą, wyrywając z bezpiecznych objęć snu w środku nocy. Gdy telefon zawibrował na szafce nocnej, nie spodziewałam się, że ten dźwięk na zawsze przetnie moją linię życia na „przed” i „po”. Wszytsko wydawało się takie nierealne. W jednej sekundzie musiałam przestawić się w tryb działania.

To było takie nierealne

– Kinga? Natychmiast zbieraj rzeczy i przyjeżdżaj. Mama odeszła – wychrypiał głos po drugiej stronie, który w pierwszej sekundzie wydawał mi się obcy, niemal demoniczny, beznamietny i surowy.

Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to Rafał. Mój starszy brat. Spojrzałam na zegarek – trzecia rano. Świat za oknem był czarny, gęsty od mgły, dokładnie tak jak moje myśli, gdy wciągałam na siebie dresy i chwytałam kluczyki do starego forda. Droga do rodzinnego domu była pasmem majaków, nie pamiętałam, jak sie tam dostałam. Serce z nerwów chciał mi wyskoczyć z klatki piersiowej, a dłonie zaciskały się na kierownicy tak mocno, jakbym próbowała zatrzymać czas, który właśnie brutalnie mi odebrano.

Mama miała zaledwie sześćdziesiąt dwa lata. Była wysportowana, miałą mnóstwo energii i planów. Kobietą, która potrafiła zawstydzić kondycją dwudziestolatki. Dbała o dietę, unikała używek i regularnie praktykowała jogę, co czyniło jej nagłą śmierć jeszcze bardziej irracjonalnym i nierealną.

Dawała z siebie wszystko

Jedynym cieniem w jej poukładanym życiu była praca. Jako główna finansistka w potężnym koncernie logistycznym, od miesięcy dźwigała na barkach ciężar restrukturyzacji i konfliktów kadrowych. Widziałam, jak stres drąży w niej tunele, jak jej oczy gasną pod naporem kolejnych raportów.

– Mamo, to tylko cyfry w tabelkach. Odpuść, zdrowie masz tylko jedno – prosiłam podczas naszych niedzielnych obiadów.

– Wiem, kochanie, ale muszę jeszcze trochę wytrzymać. Chcę, żebyście mieli łatwiejszy start niż ja. Ty wciąż wynajmujesz to małe mieszkanko, a Rafałowi właśnie powiększyła się rodzina. Potrzebujecie wsparcia, którego ja nigdy nie dostałam – odpowiadała z tym swoim charakterystycznym, upartym uśmiechem.

To było w niej najbardziej tragiczne i piękne jednocześnie – to wieczne poczucie misji, bycie finansowym wsparciem dla dorosłych już dzieci. Tyle że ja tego wsparcia nie chciałam, a mój brat... on wysysał z niej każdą kroplę energii bez mrugnięcia okiem. Wyciągał ręcę po więcej i więcej. Nie potrafił wziąć odpowiedzialności za siebie i swoją rodzinę. Tak było łatwiej, miał wszystko podanen na tacy, o nic nie musiał się martwić.

Pasożyt w garniturze

Mój brat, Rafał, był definicją wiecznego chłopca ubranego w luksusowe i drogie ubrania. Miał trzydzieści cztery lata, własną firmę i apartament, ale nigdy nie czuł wstydu, wyciągając rękę po „pożyczki”, których nigdy nie oddawał. Potrzebował na nowe auto, na wyposażenie biura, na wakacje na Bali. Mama, omamiona jego wizjami wielkiego sukcesu, który jest tuż za rogiem, finansowała jego styl życia, podczas gdy on zgrywał przed nami ofiarę losu.

To przez jego zachłanność mama nie mogła odejść na zasłużoną emeryturę. Musiała pracować ponad siły, by zaspokajać jego apetyt i wieczne zachcianki. Ja, choć ledwo wiązałam koniec z końcem po studiach w Warszawie, nigdy nie poprosiłam o złotówkę. Wierzyłam, że dojrzałość to branie odpowiedzialności za siebie, a nie bycie ciężarem dla starzejących się rodziców.

Dlatego, gdy rok temu mama zaprosiła mnie na poufną rozmowę, czułam, że to coś ważnego.

– Założyłam specjalny fundusz. Jest tam kwota, która pozwoli wam na jakiś czas na spokój, gdyby mnie zabrakło. Ojciec o tym nie wie, bo wiesz, jaki jest – wydałby wszystko na renowację tych swoich starych zegarów. Chcę, żebyś po mojej śmierci podzieliła to sprawiedliwie między siebie a brata. Połowa dla każdego – szepnęła, ściskając moją dłoń.

Uczyniła mnie współwłaścicielką konta. Wtedy myślałam, że to tylko zabezpieczenie na daleką przyszłość. Nie wiedziałam, że ta chwila stanie się testem mojego sumienia szybciej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać.

Nie znał umiaru

Zaledwie kilka dni po ceremonii pogrzebowej, gdy ziemia na grobie mamy jeszcze nie osiadła, Rafał zaczął swój makabryczny taniec wokół majątku. Obserwowałam z obrzydzeniem, jak niemal przesłuchuje ojca, sprawdzając stan kont, lokat i wartości nieruchomości. Nie widziałam w jego oczach żalu po stracie matki – widziałam w nich kalkulator.

– Tato, musimy uporządkować te sprawy prawne, wiesz, żeby skarbówka się nie przyczepiła – mruczał z fałszywą troską, podczas gdy w myślach już pewnie wybierał model nowego SUV-a.

Patrzyłam na tę zachłanność i czułam, jak wzbiera we mnie zimna fala buntu i absolutnego niesmaku. Przypomniałam sobie wszystkie te momenty, gdy mama wracała z biura wycieńczona, tylko po to, by przelać mu kolejną ratę na rozwój firmy. Prawda była taka, że on już dawno dostał swój udział w jej majątku. Dostał go dzięki jej stresowi, nieprzespanym nocom i jej przedwczesnej śmierci. Podjęłam decyzję. Postanowiłam zamilknąć. O istnieniu tajemnego konta wiedziałam tylko ja.

Tak będzie sprawiedliwie

Pół roku później stanęłam przed okienkiem w banku. Moja sytuacja mieszkaniowa była podbramkowa, bo właściciel wynajmowanego lokalu wypowiedział mi umowę. Postanowiłam wykorzystać swoją połowę zebranej kwoty – tę, którą mama przeznaczyła dla mnie. To był mój prezent od niej, nagroda za lata samodzielności i szacunku do jej pracy. A co z drugą połową? Tą, która według woli mamy miała trafić do Rafała?

Nie przelałam mu jej. Zamiast tego, umieściłam te środki na zamkniętym funduszu, do którego dostęp ma tylko mój ojciec. Po odejściu mamy tata zupełnie się rozsypał. Podupadł na zdrowiu, stracił chęć do życia, a jego emerytura ledwo starcza na podstawowe potrzeby. Wiedziałam, że jeśli Rafał dostanie te pieniądze, przepuści je w tydzień, zostawiając ojca na łasce losu.

Wierzę, że mama patrzy na mnie z góry i nie czuje gniewu. Może na początku, tam w niebie, poczuła ukłucie smutku, że jej ukochany synek okazał się tak marnym człowiekiem, ale teraz widzi, że jej ciężko zarobione pieniądze ratują to, co z naszej rodziny pozostało. Wybrałam sprawiedliwość zamiast ślepego posłuszeństwa. I choć brat uważa mnie pewnie za biedną siostrę, ja śpię spokojnie, wiedząc, że ojciec ma zapewnioną godną starość.

Kinga, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama