Reklama

Zawsze uważałam, że milczenie bywa lepsze niż kłótnia. Kiedy teściowa wbijała mi kolejne szpile, uśmiechałam się szeroko i udawałam, że nic mnie to nie obchodzi. Wmawiałam sobie, że to tylko słowa. Nie przewidziałam, że jedno rzucone mimochodem zdanie zacznie żyć własnym życiem i wróci do mnie w najmniej spodziewanym momencie.

Popełniłam błąd

Od początku wiedziałam, że nie będę wymarzoną żoną dla jej syna. Teściowa miała wobec Maćka wielkie plany. Lekarka, prawniczka, kobieta z „porządnego domu” – to powtarzała przy każdej okazji. A ja prowadziłam małą kwiaciarnię i byłam z tego dumna. Tamtego popołudnia siedzieliśmy u niej przy stole. Ciasto było przesłodzone, a atmosfera jeszcze bardziej.

– Kamilo, a ty dalej w tej swojej kwiaciarence? – zapytała z udawaną troską. – To takie… hobby, prawda?

Uśmiechnęłam się.

– Nie, mamo, to moja praca. I całkiem nieźle sobie radzę.

– Oczywiście – pokiwała głową. – Byleby Maciek nie musiał wszystkiego dźwigać sam.

Mąż westchnął.

– Mamo, przestań.

Zignorowałam to. Nauczyłam się ignorować. Gdyby zobaczyła, że mnie to dotyka, miałaby powód do kolejnych uwag. Później, gdy zmywałyśmy razem naczynia, nachyliła się do mnie.

– Wiesz, ludzie mówią różne rzeczy. Podobno często zamykasz sklep wcześniej. Klientki narzekają.

Zaśmiałam się lekko, a teściowa zmrużyła oczy.

– Ostrzegam cię tylko. W małym mieście plotki szybko się niosą.

Machnęłam ręką.

– Plotki? O mnie? Bez przesady.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że właśnie podsunęłam jej gotową historię. Tydzień później do kwiaciarni weszła pani Ewa, moja stała klientka. Nie spojrzała mi w oczy.

– Kamila, ja tylko po odbiór zamówienia… – powiedziała chłodno.

– Coś się stało?

Zawahała się.

– Ludzie mówią, że planujesz zamknąć sklep. Że to tylko kwestia czasu.

Zamarłam.

– Kto tak mówi?

Wzruszyła ramionami.

– Słyszałam na targu. Że nie dajesz rady. Że Maciek już szuka ci innej pracy.

Poczułam, jak uśmiech zastyga mi na twarzy. To nie była przypadkowa plotka. I nagle przypomniały mi się słowa teściowej wypowiedziane kilka dni wcześniej. Tego wieczoru zapytałam Maćka wprost.

– Twoja mama rozpowiada, że zamykam kwiaciarnię?

Spojrzał na mnie zaskoczony.

– Co? Skąd ci to przyszło do głowy?

– Z miasta. Wszyscy wiedzą coś, czego ja nie wiem.

Mąż potarł czoło.

Ona tylko się martwi.

– Martwi się tak, że podważa moją pracę?

Nie odpowiedział. A jego milczenie bolało bardziej niż jej słowa. Zrozumiałam wtedy, że mój śmiech wcale nie był tarczą. Był przyzwoleniem.

Zrobiło mi się gorąco

W ciągu kilku dni zauważyłam coś, czego wcześniej nie chciałam dostrzec. Telefon milczał. Zamówienia, które zwykle spływały przed weekendem, nagle przestały przychodzić. Nawet dostawca hurtowni spojrzał na mnie z dziwną ostrożnością.

– Pani Kamilo, to prawda, że ogranicza pani działalność? – zapytał, wpisując coś do zeszytu.

– Skąd ten pomysł? – odpowiedziałam, starając się brzmieć spokojnie.

– Bo słyszałem, że lokal jest wystawiony do wynajęcia.

Zrobiło mi się gorąco.

– Nie jest.

Wróciłam za ladę i przez chwilę stałam bez ruchu. Ktoś nie tylko rozpowiadał, że zamykam sklep. Wieczorem bezzapowiedzi pojechałam do teściowej. Otworzyła drzwi w fartuchu, jakby właśnie piekła coś na niedzielę.

Coś się stało?

– Tak – powiedziałam, wchodząc do środka. – Stało się.

Usiadłyśmy naprzeciw siebie. Przez chwilę słyszałam tylko tykanie zegara.

Rozpowiadasz plotki, że zamykam kwiaciarnię – zaczęłam wprost.

Uniosła brwi, udając zaskoczenie.

– Ja? Skądże. Tylko wspomniałam kilku osobom, że martwię się o ciebie. To chyba nic złego.

– Powiedziałaś, że sobie nie radzę.

– Nie przekręcaj moich słów – odparła chłodno. – Powiedziałam, że ciężko jest prowadzić mały biznes. To fakt.

– A lokal do wynajęcia?

Zawahała się na ułamek sekundy.

Ktoś musiał coś źle zrozumieć.

– Czyżby?

Jej spojrzenie stwardniało.

– Chciałam, żeby Maciek miał stabilizację. On zasługuje na coś więcej.

– A ja nie? – zapytałam ciszej.

Wzruszyła ramionami.

– Ty wybrałaś marzenia. On potrzebuje konkretów.

Zrozumiałam, że dla niej zawsze będę dziewczyną z kwiaciarni, która „bawi się” w dorosłość. Kiedy wróciłam do domu, Maciek siedział przy stole.

Byłaś u mamy? – zapytał.

– Tak.

– I co?

Usiadłam naprzeciw niego.

– Potwierdziła, że „tylko się martwi”.

Mąż odetchnął z ulgą.

– No widzisz.

Patrzyłam na niego dłuższą chwilę.

– Przez te jej „martwienie się” tracę klientów.

Zamilkł.

Przesadzasz.

Zabolało.

– Czy ty naprawdę wierzysz, że zamknę sklep? – zapytałam.

Nie odpowiedział od razu. A ta chwila ciszy była jak wyrok.

– Myślałem… że może kiedyś – powiedział w końcu. – Dla naszego dobra.

Poczułam, jak coś we mnie pęka. Nie chodziło już o plotkę. Chodziło o to, że mój własny mąż nie wierzył w to, co budowałam od lat. Nazajutrz w kwiaciarni zjawiła się młoda dziewczyna, która czasem pomagała mi przy większych zamówieniach.

– Pani Kamilo… moja mama mówi, że powinnam poszukać innej pracy, bo tu długo nie wytrzymam.

Spojrzałam na nią i nagle dotarło do mnie, że ta historia wymyka się spod kontroli.

Serce zabiło mi szybciej

Nie spałam prawie całą noc. Plotka była tylko iskrą. Prawdziwy problem tlił się między nami od dawna. W sobotę pojechaliśmy na rodzinny obiad do teściowej. Tym razem nie miałam zamiaru się uśmiechać. Przy stole siedziała też ciotka Irena i kuzynka Marta. Rozmowa krążyła wokół remontów, cen i „niepewnych czasów”.

– Właśnie mówiłam Irenie – zaczęła teściowa, nalewając kompot – że młodzi dziś muszą myśleć przyszłościowo. Nie można trzymać się czegoś, co nie daje stabilności.

Spojrzała na mnie znacząco.

– Masz na myśli moją kwiaciarnię? – zapytałam spokojnie.

Zapadła cisza.

Nie bierz wszystkiego do siebie – odpowiedziała z uśmiechem. – Mówię ogólnie.

– To dobrze. Bo ja też powiem ogólnie. Ktoś w tym mieście rozpowiada, że zamykam sklep. I że lokal jest do wynajęcia.

Ciotka Irena chrząknęła.

– Słyszałam coś takiego na targu…

– Właśnie – przerwałam. – Ciekawe, skąd to się wzięło.

Teściowa odłożyła łyżkę.

– Robisz ze mnie prowodyrkę?

– Nie. Pytam wprost.

Maciek poruszył się niespokojnie.

Dajcie spokój, to tylko nieporozumienie.

Odwróciłam się do niego.

– To nie jest nieporozumienie. Przez to „nieporozumienie” straciłam dwa większe zamówienia.

Teściowa westchnęła teatralnie.

– Jeśli twoja firma jest tak krucha, że jedna rozmowa ją niszczy, to może naprawdę trzeba coś przemyśleć.

Te słowa uderzyły mnie jak zimna woda.

– Moja firma nie jest krucha – powiedziałam cicho. – Krucha jest lojalność w tej rodzinie.

Marta spuściła wzrok. Ciotka Irena zaczęła nerwowo poprawiać serwetkę.

– Przesadzasz – rzuciła Halina. – Ja tylko powiedziałam, że Maciek zasługuje na godne życie.

– A ja, na co zasługuję? – zapytałam.

Tym razem odpowiedział mój mąż.

Na wsparcie – powiedział cicho.

Spojrzałam na niego zaskoczona.

– Właśnie. Na wsparcie – powtórzył, tym razem głośniej. – Mamo, powinnaś była zapytać, zanim zaczęłaś coś powtarzać.

Teściowa zesztywniała.

Czyli teraz to moja wina?

– Tak – odpowiedział bez wahania. – Twoja.

Serce zabiło mi szybciej. Pierwszy raz stanął po mojej stronie tak wyraźnie.

Nie chciałam nikomu szkodzić – powiedziała teściowa ciszej. – Myślałam, że robię to dla was.

– Robisz to dla siebie – odparłam. – Żeby mieć poczucie, że kontrolujesz nasze życie.

Zrobiło się ciężko. Jednak tym razem nie uciekłam w śmiech. Po obiedzie Maciek wyszedł ze mną przed dom.

– Przepraszam – powiedział. – Bałem się, że sobie nie poradzimy. I chyba podświadomie pozwoliłem mamie mówić to, co sam myślałem.

– A teraz?

Spojrzał mi prosto w oczy.

– Teraz widzę, że bardziej zaszkodziłem, wątpiąc, niż pomogłem, martwiąc się.

Wróciłam do kwiaciarni z nową energią. Następnego dnia wywiesiłam w witrynie dużą kartkę: „Działamy i mamy się dobrze. Dziękujemy za wsparcie”. To był początek. Wiedziałam, że przede mną jeszcze jedna rozmowa z teściową – taka bez świadków, bez publiczności.

Zobaczyłam strach w jej oczach

Do teściowej poszłam sama. Otworzyła drzwi niemal od razu, jakby czekała na mnie pod drzwiami.

– Przyszłaś mnie dobić? – zapytała chłodno.

Przyszłam postawić granicę – odpowiedziałam.

Usiadłyśmy w salonie. Tym razem nie było herbaty ani uprzejmych uśmiechów.

– Nie chcę z tobą walczyć – zaczęłam. – Ale nie pozwolę, żebyś decydowała za mnie, co jest dobre dla mojego życia.

– Ja tylko chciałam, żebyście byli bezpieczni – powiedziała ciszej niż zwykle.

Bezpieczeństwo to nie to samo co kontrola.

Przez chwilę patrzyła w okno.

– Wiesz, jak było z ojcem Maćka? – powiedziała nagle. – Z dnia na dzień stracił pracę. Wszystko runęło. Obiecałam sobie, że mój syn nigdy nie będzie tak zależny od przypadku.

Pierwszy raz usłyszałam w jej głosie coś więcej niż wyższość. Strach.

Rozumiem, że się boisz – odparłam. – Ale twoje lęki nie mogą sterować naszym małżeństwem.

Odwróciła się do mnie.

– Czyli co teraz?

– Teraz powiesz wszystkim, którym „tylko wspomniałaś”, że kwiaciarnia działa i ma się dobrze. I że byłaś w błędzie.

Skrzywiła się.

To będzie niezręczne.

– Dla mnie było niezręczne tłumaczyć się z czegoś, co nie było prawdą.

Milczała długo. W końcu skinęła głową.

– Dobrze.

Nie wiem, czy zrobiła to z przekonania, czy z poczucia przegranej. Jednak dotrzymała słowa. W ciągu tygodnia kilka osób przyszło do mnie z przeprosinami za „niepotrzebne domysły”. Jedna z klientek powiedziała nawet:

Pani teściowa bardzo panią chwaliła. Mówiła, że podziwia determinację.

Uśmiechnęłam się lekko. Najważniejsza zmiana zaszła jednak w domu. Maciek zaczął przychodzić do kwiaciarni częściej. Pomagał przy dostawach, proponował pomysły na promocje.

– Nie chcę być tylko obserwatorem – powiedział któregoś wieczoru. – To też moje życie.

Plotka, która miała mnie osłabić, ostatecznie obnażyła coś ważniejszego – brak rozmowy między nami. Gdyby nie ona, pewnie dalej śmiałabym się przy niedzielnym stole, udając, że nic mnie nie dotyka. Dziś wiem, że uśmiech może być tarczą, ale też maską. A maska zbyt długo noszona zaczyna dusić. Z teściową nie zostałyśmy przyjaciółkami. Nadal bywa między nami chłodno. Różnica polega na tym, że kiedy przekracza granicę, mówię o tym od razu. Bez śmiechu. Bez ironii.

Kamila, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama