Moją starszą siostrę Anetę i mnie dzieli zaledwie kilkanaście miesięcy. Nie powinno nikogo zaskakiwać, że w dzieciństwie byłyśmy nierozłączne. Wprawdzie uczyłyśmy się w osobnych klasach i każda z nas miała własne grono koleżanek w szkole, ale przynajmniej raz na dzień Aneta zaglądała, żeby upewnić się, czy u mnie wszystko gra. Wyszukiwała mnie podczas długiej przerwy i dopytywała, co słychać. A kiedy zaszła potrzeba, broniła mnie jak lwica.

WIDEO

player placeholder

Przypominam sobie sytuację, kiedy poskarżyłam się mamie, że dziewczyny w szkole mi dokuczają. Zabrała je na stronę i przemówiła im do rozsądku. Można powiedzieć, że niemal siłą wytłumaczyła im, że to niewłaściwe zachowanie. Od tego momentu odnosiły się do mnie z dużą sympatią i życzliwością...

Odgrywała kluczową rolę

Mama pokładała pełne zaufanie w Anecie, bo zawsze była bardzo odpowiedzialną osobą. Z biegiem czasu cała rodzina oswoiła się z myślą, że to ona sprawuje nade mną opiekę i troszczy się o mnie. Aneta faktycznie dokładała wszelkich starań, by wywiązywać się ze swoich obowiązków. Czas leciał nieubłaganie, aż w końcu nadszedł moment pójścia do liceum. Rzecz jasna, to moja siostra zadecydowała, które liceum wybierzemy. Nie miałam nic przeciwko temu. Zależało mi na tym, by była blisko mnie.

Zobacz także:

Nasze drogi rozeszły się, gdy poszłyśmy na studia. Siostra wybrała kierunki ścisłe, a ja od zawsze ciągnęło do nauk humanistycznych. Ale to wcale nie znaczy, że przestała nade mną czuwać. Non stop mi przypominała, że muszę się dobrze wysypiać i regularnie jeść obiady. A w czasie egzaminów robiła wszystko, żebym mogła się uczyć w ciszy i spokoju. Odkąd pamiętam, Aneta odgrywała kluczową rolę w moim życiu

Kiedy poznałam Piotra, mojego przyszłego męża, to właśnie siostrze, a nie rodzicom, jako pierwszej z rodziny go przedstawiłam. Aneta wzięła na swoje barki organizację naszego wesela, a gdy zaszłam w ciążę, odszukała dla mnie najlepszy szpital i umówiła mnie do położnej. Później doradzała mi, jakie imię wybrać dla dziecka i pomagała w opiece nad synkiem.

Nie musiałam nawet o nic prosić – sama z siebie przyjeżdżała do nas prawie codziennie. Bawiła się z Adasiem, karmiła go i przewijała. Byłam jej ogromnie wdzięczna za tę pomoc. Cieszyło mnie to, że mam tak wspaniałą i oddaną siostrę.

Piotr kompletnie nie rozumiał mojego podekscytowania wizytami Anety. Jego zdaniem, siostra za często do nas wpadała i po prostu czuła się u nas jak u siebie. Wielokrotnie, z nutą sarkazmu, dopytywał czy Aneta nie powinna zająć się swoimi sprawami, podkreślając, że ślubował tylko mi, a nie nam obu. Strasznie mnie to irytowało. Byłam kompletnie zaskoczona jego niesprawiedliwością i zgryźliwością. Stawałam murem za siostrą, co nierzadko prowadziło do zażartych awantur między mną a mężem.

Z biegiem lat również ja zauważyłam mroczniejsze oblicze tego dbania o innych i nadopiekuńczości. Fakt, moja siostra niezwykle dużo mi pomagała i zdaję sobie sprawę, że gdyby nie ona, to w niejednej sytuacji byłabym w kropce. Mimo to odniosłam wrażenie, jakbym była przez nią podporządkowana. W pewnej chwili zrozumiałam, że o wszystkim radzę się siostry. I postępuję tak, jak ona uważa za właściwe. Niby rozmawiałyśmy, dopytywała mnie o opinię, ale koniec końców i tak było po jej.

Wszystko było jej decyzją

Meble w salonie, odcienie na ścianach, kierunek wakacyjnej podróży, a nawet plan zajęć pozalekcyjnych dla Adasia – to wszystko było jej decyzją. Każda, nawet najdrobniejsza sprawa przechodziła przez jej ręce. Z czasem zaczęło mnie to drażnić i zwyczajnie męczyć.

Któregoś dnia, siedząc wieczorem z mężem, postanowiłam poruszyć ten temat.

– Słuchaj, chyba masz rację z tą Anetą. Za bardzo miesza się w nasze życie. Najwyższa pora powiedzieć dość – oznajmiłam.

– No nareszcie dostrzegłaś problem! Już traciłem nadzieję, że kiedykolwiek to do ciebie dotrze – mąż nie krył ulgi.

Zapewne miał nadzieję, że wreszcie przeciwstawię się siostrze. Jednak upływał czas, a nasza codzienność pozostawała niezmieniona. Brakowało mi śmiałości, żeby szczerze porozmawiać z Anetą. Parę razy próbowałam zebrać się na odwagę, ale gdy przychodziło co do czego, wycofywałam się. Obawiałam się, że poczuje się urażona.

Jakiś miesiąc temu otrzymałam fantastyczną ofertę zatrudnienia. W świeżo powstałym, prężnie działającym wydawnictwie. Byłam zachwycona tą perspektywą. Moja aktualna posada nie daje mi możliwości rozwijania się czy otrzymania awansu. A tam mam nieograniczone możliwości. Rzecz jasna od razu podzieliłam się tą wiadomością z siostrą.

– Serio rozważasz przyjęcie tej oferty? – spytała.

– Na razie jeszcze nie zdecydowałam. Ale sporo o tym myślę. Ciężko będzie o podobną szansę w przyszłości – odparłam.

– Szansę? Daj spokój! To totalny absurd – parsknęła śmiechem.

– Jak to? – zapytałam ze zdumieniem.

– Kto normalny rezygnuje z posady w uznanym i poważanym wydawnictwie? Ta nowa firma nie przetrwa na rynku. Nie zdążysz się obejrzeć, a zamkną interes i zostaniesz bez pracy. A drogi odwrotu już nie będzie.

– Wiesz co, tak naprawdę to nie mam pojęcia… Z tego, co udało mi się dowiedzieć, to radzą sobie całkiem dobrze – chciałam zaprotestować, ale Aneta nie dała mi dojść do słowa.

Tyle jej zawdzięczam

– I tu jest pies pogrzebany, po prostu nie masz o niczym zielonego pojęcia. Jesteś taka zagubiona i bezmyślna jak przedszkolak. Ale nie martw się, od czego masz starszą siostrę, która jak zawsze wybawi cię z opresji. Daj sobie spokój z tą nową robotą i trzymaj się obecnej posady. Tak będzie najrozsądniej, zaufaj mi – oznajmiła stanowczo, nie pozostawiając miejsca na dyskusję.

Usiłowałam jeszcze przemówić jej do rozsądku i przekonać do mojego pomysłu, ale ona twardo obstawała przy swoim. Dopiero gdy dałam jej słowo, że po raz kolejny posłucham jej wskazówek, raczyła mnie opuścić.

– Jezu Chryste, czy to wreszcie kiedyś dobiegnie końca? – jęknął mój małżonek, kiedy drzwi zamknęły się za moją siostrą.

– Nie mam pojęcia, o czym mówisz – zrobiłam zaskoczoną minę, mimo że świetnie znałam temat rozmowy.

– Serio? To ci odświeżę pamięć. Obiecałaś przekazać siostrze, żeby przestała wtykać nos w nasze sprawy. I co zrobiłaś? Nie tylko nie dotrzymałaś obietnicy, ale jeszcze kolejny raz poszłaś jej na rękę.

– Oj, Aneta chyba wie, co mówi… Bezpieczniej olać tę fuchę…

– Daj spokój! Słuchaj, powoli tracę cierpliwość. Gadasz z nią w te pędy, ustalacie zasady, bo inaczej… – urwał.

– Bo inaczej co? – drążyłam temat.

– Bo inaczej koniec z nami – rzucił i zniknął w pokoju.

Kiedy za nim poszłam, on udawał, że śpi. Kompletnie nie mam pojęcia, co powinnam uczynić w tej sytuacji. Odnoszę wrażenie, że Piotr mówi poważnie i faktycznie mnie zostawi, jeżeli w niedługim czasie nie przedyskutuję sprawy z moją siostrą. Ale jak mam się za to zabrać? Co jej powiedzieć?

Obawiam się, że gdy tylko poruszę ten temat, poczuje się dotknięta i zraniona, a przecież wcale nie pragnę jej skrzywdzić. Aneta, pomijając jej nadmierną troskliwość i zaborczość, nie kieruje się złymi intencjami. Po prostu chce pomóc. Poza tym, tyle jej zawdzięczam. No to jak to rozegrać?

Angelika, 25 lat

Czytaj także:
„Muszę mierzyć się z podejrzliwymi spojrzeniami, bo jestem samotnym ojcem. Ludzie myślą, że nie umiem zająć się córką”
„Mąż wcale nie jest taki święty, jak wszyscy myślą. W domu robi nam piekło, a potem grzecznie zasuwa do kościoła”
„Żona ciągle kłóciła się z moim bratem. Nie wiedziałem, że to tylko teatrzyk, który miał mi zamydlić oczy”