„Sąsiadka namówiła mnie na udział w pochodzie Trzech Króli. Życie to nie bajka, ale spotkałam tam swojego księcia”
„Wtedy zobaczyłam Adama, sąsiada z czwartego piętra. Stał sam i nagle spojrzał prosto na mnie. Nie uciekłam wzrokiem, odwzajemniłam spojrzenie. W końcu to tylko patrzenie. Spotkaliśmy się chwilę później przy piekarni”.

Sąsiedzi szykowali się do świąt. Dzieci wieszały bombki, nuciły kolędy pod nosem, tak jakby to wszystko miało cokolwiek znaczyć, jakby wystarczyło powiesić światełka i upiec piernik, żeby zniknęło to, co się naprawdę czuje.
Lubiłam samotność
Ja nie czułam nic. I to było najgorsze. Tylko pusta przestrzeń, jakby ktoś mnie wyłączył, jakby nie było we mnie już niczego, co mogłoby się jeszcze poruszyć. Mijałam sąsiadów na klatce, mówiłam „dzień dobry”, choć wcale nie miałam ochoty. Nienawidziłam tych grzecznościowych uśmiechów, tego udawania, że jesteśmy dla siebie kimś więcej niż tylko ciałami w tej samej windzie.
6 stycznia nie planowałam nigdzie wychodzić. Wstałam jak zwykle za późno. Świat był biały. Słońce odbijało się od śniegu tak mocno, że nie dało się patrzeć przez okno bez mrużenia oczu. Wyszłam tylko wyrzucić śmieci, miałam na sobie stare spodnie i polar, którego nie wypadało nosić publicznie. Przy śmietniku spotkałam sąsiadkę z naprzeciwka, w płaszczyku i czapce w kratę, uśmiechniętą, energiczną, jakby nie było styczniowego mrozu, tylko pierwsze dni wiosny.
– Idziemy na pochód Trzech Króli! – krzyknęła. – Zbieraj się, dziewczyno, szkoda dnia.
– Ja tylko wynoszę śmieci.
– No i dobrze, to już jesteś na zewnątrz. Teraz tylko skręcasz w prawo i idziemy razem. Orszak Trzech Króli, dzieciaki idą przebrane, będzie się działo.
– To chyba nie dla mnie.
– Kolędy są dla każdego, nawet jak się nie wierzy.
Nie miałam siły jej odmówić, bo już ciągnęła mnie za rękaw. Poszłam z nią.
Nie chciałam iść
Na ulicy było jasno od śniegu. Tłum szedł powoli, dzieci w papierowych koronach, rodzice z termosami, stare babki z różańcami. Dzwonki, bębny, śpiewy. Trochę to wyglądało jak wiejski teatrzyk, trochę jak coś prawdziwego. Stałam z boku, nie wchodziłam między ludzi. Obserwowałam.
Wtedy zobaczyłam Adama, sąsiada z czwartego piętra. Stał sam i nagle spojrzał prosto na mnie. Nie uciekłam wzrokiem, odwzajemniłam spojrzenie. W końcu to tylko patrzenie. Spotkaliśmy się chwilę później przy piekarni.
– Hej – rzucił.
– Hej.
– Też poszłaś?
– Sama się sobie dziwię.
– Nie wiedziałem, że lubisz takie rzeczy – rzucił.
– Też nie wiedziałam.
Cisza. Krótka, ale wyraźna.
– Może pójdziemy na kawę jutro?
Zaskoczył mnie
Miałam w głowie całą listę wymówek, ale żadna nie chciała wyjść.
– Jutro będzie okej – powiedziałam w końcu.
Po powrocie do domu usiadłam na łóżku i poczułam, że coś jest inaczej. Czułam w środku euforię. Zaproponował kawiarnię przy rynku, z wystawą pełną światełek. Miałam ochotę się cofnąć, jeszcze przed drzwiami, ale on już je trzymał otwarte i patrzył na mnie tak, jakby wiedział, że się zawaham. Nie mówił nic, tylko czekał. Usiedliśmy przy oknie. Fotele były głębokie, stół niski, a herbata pachniała pomarańczą i goździkami. Cicho sączyła się muzyka, a zza szyby widać było ludzi przemykających chodnikiem.
– Nie lubię takich miejsc – powiedział w końcu. – Ale z tobą mi to nie przeszkadza.
– Nie lubisz ludzi?
– Lubię ciszę.
Kiwnęłam głową. Czułam dokładnie to samo. Popatrzyłam na niego. Był spokojny, nie patrzył w telefon, nie zerkał na zegarek. Był tu naprawdę.
– Obserwujesz mnie?
– Słucham przez ścianę. Wiesz, ile się można dowiedzieć, jak ktoś milczy?
– I co się dowiedziałeś?
– Że jesteś samotna, ale nie pusta.
Wpadłam po uszy
Patrzył mi w oczy. Nie był nachalny, po prostu nie uciekał wzrokiem. I wtedy, bez żadnego pytania, przesunął dłoń po stole i położył ją na mojej. Pewnie, ale miękko. Nie cofnęłam się. Oparłam palce na jego dłoni.
– Nie wiem, co z tym zrobić – powiedziałam cicho.
– Nie rób nic. Po prostu bądź.
Patrzyliśmy na siebie długo. W tle ktoś się śmiał, stuknęła filiżanka, drzwi zaskrzypiały, a my siedzieliśmy z dłońmi splecionymi na środku stołu, jakbyśmy znali się od lat, jakby to była jedyna rzecz, która miała sens. Spotkaliśmy się ponownie w sobotę wieczorem. On zaproponował spacer. Mróz trzymał, śnieg skrzypiał pod nogami, osiedle było prawie puste. Szliśmy wolno, ramię w ramię.
– Dobrze, że wtedy poszłaś na ten pochód – powiedział.
– Dobrze, że mnie sąsiadka wyciągnęła – odpowiedziałam.
Zrobił krok bliżej. Ręce miał w kieszeniach, ale teraz je wyjął. Dotknął mojej dłoni delikatnie. Nie cofnęłam się, patrzyłam na niego. Zbliżył się jeszcze, wciąż powoli. Dał mi czas. A potem mnie pocałował.
Nie spodziewałam się
Nie było w tym pośpiechu, nie było chaosu. Tylko ten jeden gest, na który oboje czekaliśmy, choć żadne nie powiedziało ani słowa. Pocałował mnie jeszcze raz i odsunął się na centymetr, patrząc mi w oczy, jakby pytał, czy to naprawdę było. Uśmiechnęłam się. Poczułam w środku ciepło. A potem wróciliśmy w ciszy.
Potem było kino, Wyjazd za miasto, nowa kawiarnia, spacer tam, gdzie jeszcze razem nie byliśmy. Rozmawialiśmy o planach na przyszłość spokojnie, bez napięcia, ale z pewnością. To już nie było „może” – to było „kiedy”. Każdy taki plan był jak cegła pod nogami. Coś, na czym można stanąć, coś trwałego.
Czasem zostawał na noc, czasem ja zostawałam u niego. Robiliśmy razem zakupy, gotowaliśmy obiady, jedliśmy późne śniadania. Zwykłe rzeczy, ale kiedy stawiał kubek na stole obok mojego, czułam, że to jest wspólne życie. Nie na pokaz, tylko na serio.
Pewnego dnia, wracając wieczorem do domu, spojrzałam na swoje odbicie w windzie i pomyślałam, że już nie jestem tą samą kobietą, która miesiąc temu udawała, że nie słyszy pukania do drzwi.
Natalia, 36 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mój Nowy Rok zaczął się od przymrozku w sercu. Nie zapomnę tego, co w sylwestra zrobił mój mąż”
- „Zacząłem pracę zdalną i utknąłem w domu. Myślałem, że mam wszystko pod kontrolą, ale się pomyliłem”
- „Pojechałam na zimowisko, bo zabrakło opiekunów. Nie sądziłam, że to wywróci moje uporządkowane życie do góry nogami”

