„Sąsiad pożyczył mi płyn do odmrażania szyb, a potem rozkochał w sobie. Zapomniałam, że mam męża”
„– Nie chcę być powodem końca twojego małżeństwa – powiedział cicho. – Ale chcę być kimś, z kim zaczniesz coś prawdziwego. Zamilkłam. Z jednej strony wszystko było jasne – wiedziałam, czego pragnę. Z drugiej… czułam się winna wszystkiemu”.

Od siedmiu lat jestem żoną Tomka. Żyjemy na cichym osiedlu pod Warszawą. On – wiecznie przy komputerze, skupiony, zamknięty w sobie. Ja – pracuję zdalnie, gotuję, podlewam kwiaty, robię listy zakupów. Gdyby ktoś spojrzał z zewnątrz, powiedziałby: normalne życie. Ale to tylko gra pozorów.
Z Tomkiem nie rozmawiamy jak dawniej. Sypiamy osobno, choć nikt o tym nie wie. Kiedyś byłam dla niego najważniejsza. Dziś jestem jak mebel – potrzebny, ale niewidzialny.
Czasem zastanawiam się, kiedy to się zepsuło. Może po moim poronieniu? On wtedy nie powiedział nic. Po prostu przytulił mnie w korytarzu i wrócił do swoich maili. Ja płakałam, on pisał raporty. Od tamtej pory coś we mnie zgasło. Nie, nie szukałam nikogo. Nie planowałam zdrady. Po prostu pewnego zimnego poranka Igor – sąsiad, którego znałam tylko z widzenia – zapytał, czy chcę płyn do odmrażania szyb. Tyle. Nic wielkiego. A jednak... coś się wtedy zaczęło.
Sąsiad mi pomógł
Zamarznięte szyby to była ostatnia rzecz, na jaką miałam ochotę tego ranka. Spóźniona, zmarznięta, zresztą i tak nie miałam ani skrobaczki, ani płynu. Stałam jak idiotka, patrząc, jak lód nie drgnie nawet od ciepłego oddechu.
– Julia, prawda? – usłyszałam zza pleców.
Odwróciłam się. Stał za mną Igor – sąsiad z końca ulicy. Wysoki, szpakowaty, z kubkiem kawy w ręku i uśmiechem.
– Mam w aucie płyn, chcesz? Bo tak tu skrobiesz i nic z tego nie wychodzi… – zażartował.
– Eee… tak, chętnie. Dziękuję – wymamrotałam, zaskoczona, że ktoś w ogóle mnie zauważył.
Wrócił po chwili z butelką. Psiknął raz, drugi, a lód zniknął jak zaczarowany.
– Cud. Magia – uśmiechnęłam się. – Mąż by się zdziwił, że auto jednak da się ogarnąć bez przekleństw.
– Nie ma za co – mrugnął. – Miłego dnia.
Odszedł, a ja patrzyłam, jak jego sylwetka znika za furtką. Zbyt długo, jak na zwykłe "dziękuję".
Wsiadłam do auta z sercem bijącym szybciej, niż powinno. "Nie przesadzaj" – mówiłam sobie. "To był tylko sąsiad. Tylko płyn. Tylko uśmiech". A jednak, całą drogę myślałam o nim. I wieczorem też. I następnego dnia, gdy znowu go zobaczyłam przy skrzynce. I kiedy powiedział „dzień dobry” – powiedział to inaczej, cieplej.
Poszłam na herbatę
Trzymałam ten płyn na parapecie przez tydzień. Mogłam oddać go następnego dnia, ale... nie chciałam. Miałam pretekst. Coś lekkiego, neutralnego, żeby się z nim spotkać. Złapałam go, gdy wracał z siatkami z zakupów.
– Igorz! – zawołałam. – Mam coś dla ciebie!
Uśmiechnął się, jakby wiedział, że ten „przypadek” nie był przypadkowy.
– Płyn? O, widzisz, a już myślałem, że przepadł na wieki.
– Chciałam oddać wcześniej, ale… wiesz. Pogoda. Życie. Praca. – Zająknęłam się, a on tylko kiwnął głową.
– Wejdziesz na herbatę? Jest zimno, a ja chętnie z kimś pogadam.
Weszłam. Nie wiem, co mnie bardziej zaskoczyło – to, że się zgodziłam, czy to, że poczułam się u niego... dobrze. Jego kuchnia była ciepła, pachniała miętą i czymś domowym. Usiadłam przy stole, jakbym robiła to co tydzień.
– Rozwiodłem się dwa lata temu – powiedział, dolewając mi herbaty. – Żona stwierdziła, że za spokojny jestem. Za mało dramatyczny.
– Mój mąż jest odwrotnością dramatów. Milczy. Czasem mam wrażenie, że już dawno się ze mną rozstał, tylko zapomniał mi powiedzieć – wymsknęło mi się.
Zapadła cisza. Ale nie taka niezręczna. Taka, która coś znaczy. Spojrzeliśmy na siebie. I w tym spojrzeniu było naprawdę dużo. Wróciłam do domu z bijącym sercem. Tomek nie zauważył, że mnie nie było. Siedział nad laptopem, w słuchawkach. Powiedział tylko:
– Nie zapomnij, że jutro przyjeżdża kurier z drukarką.
Patrzyłam na niego. A potem na telefon. I na wiadomość od Igora: „Herbata była dobra. Ale rozmowa – lepsza.”
To już był flirt
Wyszłam po chleb i jabłka. Wracałam boczną ścieżką, zasypaną śniegiem, kiedy prawie na niego wpadłam. Igor biegł, cały rozgrzany, z rumieńcami na twarzy i wilgotną czapką zsuniętą na jedno ucho.
– Julia, chyba specjalnie chodzisz tym skrótem, co?
– Tylko wtedy, kiedy liczę, że kogoś spotkam – zażartowałam, nim zdążyłam się powstrzymać.
Zatrzymał się. Spojrzał na mnie poważnie. I nagle już nie było żartu.
– To dobrze, że się spotkaliśmy – powiedział cicho. – Wiem, że to może głupie, ale... cieszę się na każdą twoją wiadomość. I każdą herbatę. I każde "dzień dobry".
Zamilkłam. Nie byłam gotowa na takie słowa. Ale jednocześnie... one pasowały do tego, co czułam.
– Ja też – wyszeptałam, nie patrząc mu w oczy. – Czuję się wyjątkowo dobrze przy tobie.
Nie odpowiedział. Tylko zrobił krok do przodu. A potem jeszcze jeden. I kiedy stanął tuż przede mną, objął mnie lekko. Zamknęłam oczy. Poczułam jego dłonie na moich ramionach, jego ciepły oddech. I wtedy mnie pocałował. Delikatnie. Krótko. Ale tak, że świat się zatrzymał. Zamrugałam. On odsunął się gwałtownie.
– Przepraszam. Ja… – zająknął się.
– Nie przepraszaj – powiedziałam. – Też chciałam tego.
Tego wieczoru nie mogłam zasnąć. Leżałam obok Tomka, czując się jak oszustka, ale nie z powodu pocałunku. Tylko dlatego, że czułam coś, czego nie powinnam. I wiedziałam, że to się już nie skończy na jednym.
Mąż zaczął coś podejrzewać
– Julia, możemy pogadać?
Zatrzymałam się w korytarzu z kubkiem kawy w dłoniach. Tomek stał przy drzwiach do gabinetu. Nie podnosił głosu, ale był jakiś… inny. Uważny.
– Jasne – odpowiedziałam, choć w żołądku poczułam zimno.
– Co się z tobą dzieje ostatnio? Wychodzisz, wracasz późno, coś ukrywasz. Jesteś jakaś nieobecna.
Wzruszyłam ramionami, jakby to było nic. Ale to nie było nic.
– A ty od kiedy się interesujesz, co robię?
Spojrzał na mnie zraniony.
– To nie tak. Po prostu… czuję, że się oddalasz.
Zaśmiałam się gorzko.
– Czujesz to? A gdzie byłeś przez ostatnie dwa lata, kiedy tyle razy płakałam w łazience, a ty robiłeś prezentację na spotkanie?
– Nie wiedziałem, że... – zaczął, ale przerwałam mu.
– Właśnie. Nic nie wiedziałeś. Bo przestało cię to obchodzić.
Tomek oparł się o ścianę. Zmęczony. Zrezygnowany.
– Może... może powinniśmy zrobić sobie przerwę.
– Co? – wybuchnęłam. – Ty chcesz odejść?
– Nie wiem. Może to by pomogło nam... zrozumieć, czy jeszcze coś jest między nami.
Milczałam. Bo nie umiałam odpowiedzieć. Bo może wcale nie chciałam tego wiedzieć. Tego wieczoru siedziałam na kanapie do późna. Nie płakałam. Tylko czułam w sobie pustkę. I tęsknotę – nie za Tomkiem. Za kimś, kto spojrzał na mnie i powiedział: „Cieszę się na każdą herbatę z tobą.”
Potrzebuję czasu
Siedzieliśmy na jego tarasie, zawinięci w koce. W tle grała cicho muzyka. Nie śmiał się. Nie żartował jak zwykle. Wpatrywał się we mnie, jakby chciał coś powiedzieć, ale wahał się.
– Tomek powiedział, że może powinniśmy się rozstać – wyszeptałam.
Igor skinął głową. Wcale się nie ucieszył.
– Nie chcę być powodem końca twojego małżeństwa – powiedział cicho. – Ale chcę być kimś, z kim zaczniesz coś prawdziwego.
Zamilkłam. Z jednej strony wszystko było jasne – wiedziałam, czego pragnę. Z drugiej… czułam się winna wszystkiemu.
– Igor, ja nie wiem, co robić. To się wszystko dzieje tak szybko. Ja nawet nie planowałam…
– Ja też nie. Ale nie umiem się już z tego wycofać. Zakochałem się w tobie, Julia. W twoim śmiechu, w tym, jak marszczysz nos, gdy się złościsz. W tym, że znów zaczęłaś wierzyć, że jesteś ważna.
Spojrzałam na niego. Tak, on mówił to na serio. Bez kalkulacji. Bez gier.
– Zostaw go. Chodź do mnie. Zaczniemy od nowa – powiedział spokojnie. – Ale jeśli nie jesteś gotowa, poczekam. Tylko powiedz, że mam na co.
Zamilkłam. Nie potrafiłam kłamać.
– Nie wiem – wyszeptałam. – Potrzebuję czasu.
– Dam ci go tyle, ile trzeba. Ale nie znikaj mi teraz, dobrze?
Przytaknęłam. A potem przytuliłam się do niego i pierwszy raz od dawna poczułam, że ktoś mnie trzyma, a nie tylko dotyka.
Julia, 35 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż prowadzi firmę i nie dzieli się pieniędzmi. Ja płacę rachunki, a on inwestuje w przyszłość”
- „Po 5 latach nieobecności mąż stanął w moich drzwiach cały zmarznięty. Nie miałam serca go wyrzucić i to był błąd”
- „Myślałam, że z teściową nadajemy na tych samych falach. Wystarczyło 1 zdanie, abym szybko odkryła jej prawdziwą twarz”

