Reklama

Mam męża, dwójkę dzieci i dom z ogródkiem. Dla wielu to pewnie brzmi jak spełnione marzenie. A ja się w tym wszystkim duszę. Od kilku lat żyjemy z Piotrem jak współlokatorzy. On zamyka się w pracy, ja w obowiązkach. Czułość? Rozmowy do późna? Spojrzenia, od których serce przyspiesza? O takich rzeczach czytam już tylko w książkach.

Tomek przeprowadził się do domu obok latem. Rozwodnik, około 40-stki. Cichy, ale uśmiechnięty. Często mijałam go, gdy wracał z siłowni albo wyprowadzał psa. Zaczęliśmy się sobie przyglądać. Najpierw przelotnie. Potem dłużej.

– Ej, Natalia... Ty czasem zerkasz na tego sąsiada bardziej niż powinnaś – rzuciła ostatnio Kasia, moja przyjaciółka. – Wiem, że w domu ci nie lekko, ale… uważaj na siebie.

Zwariowałaś? Przecież ja mam męża i dzieci – zaśmiałam się nerwowo. Ale wieczorem długo nie mogłam zasnąć.

Bo Kasia miała rację. Coś we mnie pękało. Tęskniłam. Za tym, żeby ktoś mnie chciał. Patrzył tak, jak Tomek czasem na mnie patrzył. A potem przyszła ta mroźna sobota. I jeden pocałunek, który wszystko zmienił.

Sąsiad mnie zaskoczył

Mróz szczypał w policzki, a śnieg sypał tak gęsto, że po kwadransie odśnieżania miałam go nawet na rzęsach. Tego ranka dzieciaki wyjątkowo szybko wyszły do szkoły, a Piotr, jak zwykle, zamknął się w gabinecie na wideokonferencji. Czułam ulgę, że jestem choć przez chwilę sama.

Szurałam łopatą wokół auta, gdy zza rogu wyłonił się Tomek. Miał na sobie granatową kurtkę i czapkę naciągniętą na uszy, ale ten uśmiech – ciepły, znajomy – od razu mnie rozgrzał.

– Pomóc ci? – zapytał, wskazując na łopatę.

– Dam radę – odpowiedziałam zbyt szybko. Ale on i tak wziął drugą łopatę z bagażnika i stanął obok.

– Chociaż trochę ci odśnieżę. Zimą trzeba sobie pomagać – zażartował.

Śmiałam się, kiwając głową, ale serce zaczęło mi walić. Śnieg skrzypiał pod nogami, między nami unosiła się para oddechów. Żartowaliśmy o zimie, o korkach, o tym, że miasto znowu nie posoliło dróg. I wtedy... to się stało. Odłożył łopatę. Podszedł bliżej. Zamarłam.

Wiem, że nie powinienem... – szepnął i zanim zdążyłam coś powiedzieć, pocałował mnie.

Delikatnie. Ciepło. I tak, że zapomniałam, jak się oddycha. Nie odwzajemniłam. Ale też się nie cofnęłam. Po prostu stałam.

– Przepraszam... – wycofał się szybko. – Nie powinienem. To się nie powtórzy.

Odwróciłam się i bez słowa wsiadłam do auta. Ręce mi drżały. W lusterku widziałam, jak stoi i patrzy za mną. Zniknął za rogiem, zanim odjechałam. Całą drogę do pracy miałam jedno zdanie w głowie: dlaczego mu na to pozwoliłam?

Mąż był zimny jak lód

Od tamtego poranka minęły trzy dni. A ja nadal czułam jego usta. Nie mogłam się skupić. W pracy przekładałam dokumenty bez ładu. W domu wpatrywałam się w Piotra, jakby był obcym człowiekiem.

Wieczorem zebrałam się w sobie. Pod pretekstem sprzątania kuchni zaczęłam temat.

– Pamiętasz, jak kiedyś jeździliśmy zimą w góry? – rzuciłam, szorując blat. – Tęsknię za tym. Za... nami.

Piotr uniósł wzrok znad laptopa.

– Natalia, przecież teraz mamy dzieci, pracę. Nie ma czasu na takie głupoty.

– Głupoty? – zakrztusiłam się. – Rozmowy z żoną to dla ciebie głupoty?

Wzruszył ramionami.

– Nie mam siły. Jestem wykończony po pracy. I może właśnie o tym powinnaś pomyśleć, zamiast wyciągać jakieś tematy z przeszłości.

Odwróciłam się do zlewu, żeby nie widział, że się zbieram na płacz. Zasnęliśmy bez słowa. Odwróceni plecami. Jak zwykle. W nocy śniło mi się, że stoję znów na tym śniegu. Że Tomek całuje mnie drugi raz, a ja... tym razem oddaję pocałunek. Rano obudziłam się spocona i rozbita. Spojrzałam na Piotra – spał spokojnie. Jakby wszystko było w porządku. Nie było. We mnie kotłowało się coś, czego nie rozumiałam. Pragnienie, złość, żal, a może... głód bliskości? Taki, którego nie czułam od lat. W lustrze zobaczyłam kobietę, która wcale nie czuła się żoną. Ani matką. Ani sobą. Tylko... nikim.

Sąsiad mnie podrywał

Wróciłam do domu późnym popołudniem. Mróz znów szczypał, a ręce miałam sztywne i od niskiej temperatury i od zakupów. Szarpałam się z zamkiem, kiedy usłyszałam znajomy głos.

– Pomóc ci?

Tomek. Stał z torbą z siłowni, rozczochrany, lekko zdyszany. Spojrzałam na niego ostro, ale nogi mi się ugięły.

– Dam sobie radę – warknęłam. Ale dodałam ciszej: – Nie rób tego więcej.

– Wiem – skinął głową. – Ale nie żałuję.

Zamarłam.

– Co powiedziałeś?

– Nie żałuję – powtórzył. – Powinienem przeprosić. I przeprosiłem. Ale nie kłamałem wtedy. I nie będę teraz.

Zrobił krok w moją stronę. Zbyt blisko.

Tomek, ja mam męża.

– Wiem.

– I dzieci.

– Wiem, Natalia.

Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Powinnam była coś powiedzieć. Coś, co go odepchnie. Ale język przyklejony do podniebienia.

Nie wiem, co ty sobie wyobrażasz, ale... – zaczęłam, ale głos mi zadrżał.

– Nic. Nic nie wyobrażam. Po prostu... dawno nie spotkałem kobiety, na którą nie mogę przestać patrzeć.

Poczułam, jak serce mi przyspiesza. To było szalone. Nieodpowiednie. Ale tak bardzo chciałam to usłyszeć.

– Przestań – szepnęłam i rzuciłam się do furtki.

Klucz wpadł mi dwa razy z rąk, zanim udało się trafić do zamka. A potem zatrzasnęłam się w domu i osunęłam plecami po drzwiach. Serce waliło jak szalone. Czułam się, jakbym zrobiła coś strasznego – mimo że przecież… nie zrobiłam nic. Jeszcze.

To był impuls

Wysłałam mu wiadomość późnym wieczorem. Siedziałam w kuchni przy zgaszonym świetle, słysząc zza ściany chrapanie Piotra.

„Musimy porozmawiać.”

Tylko tyle. Nie odpisał od razu. Dopiero po kilku minutach: „U mnie?”

Włożyłam kurtkę na piżamę. Bez makijażu, z rozczochranymi włosami, wyszłam z domu, jakby mnie coś prowadziło. Bałam się. Ale jeszcze bardziej… pragnęłam.

Otworzył mi od razu. Bez słowa wpuścił do środka. Mieszkanie pachniało kawą i drewnem.

– Nie powinnam tu być – szepnęłam, stając w przedpokoju.

– A jednak jesteś – odpowiedział spokojnie.

Usiedliśmy na kanapie. Cisza aż dzwoniła. W końcu zaczęłam mówić: o Piotrze, o tym, że jestem w tym wszystkim samotna. Że nie pamiętam, kiedy ostatni raz ktoś patrzył na mnie tak, jak on na mnie patrzy. Tomek słuchał. Bez oceniania. Tylko jego spojrzenie coraz bardziej mówiło: „Chcę cię. Teraz. Całą.”

– Natalia... – szepnął i dotknął mojej dłoni.

Nie cofnęłam się. Pocałował mnie. Inaczej niż wtedy. Teraz byłam tam cała. Wszystko, co miałam, oddałam mu w tym geście. Zanim poszliśmy do łóżka, wiedziałam, że już przekroczyłam granicę. Kiedy leżałam wtulona w jego ramię, nie czułam się jak kochanka albo żona, która właśnie zdradziła męża. Czułam się jak kobieta. Dopiero gdy wracałam do domu, przyszła fala wstydu, strachu, dezorientacji. Ale pod nią czaiło się coś gorszego. Chęć, żeby to się powtórzyło.

Chciałam czegoś więcej

Następnego dnia patrzyłam Piotrowi w oczy i udawałam, że wszystko jest po staremu. Podałam mu kawę, zapytałam, o której wróci. On jak zwykle mruknął coś niewyraźnego, nie podnosząc wzroku znad telefonu. Nie wiedział. Nie podejrzewał. Może nawet nigdy nie zauważyłby, że coś się zmieniło. Ale ja… ja byłam już kimś innym.

Tomek napisał rano: „Chciałbym cię zobaczyć. Tylko porozmawiać. Jeśli chcesz.” Nie odpisałam. Miałam wrażenie, że każde słowo może wszystko rozbić. Albo rozpędzić jeszcze bardziej.

Popołudniu spotkałam się z Kasią. Wiedziała, że coś jest nie tak, zanim cokolwiek powiedziałam.

– No, dawaj. Wyrzuć to z siebie – rzuciła, popijając wino.

Zdradziłam Piotra – powiedziałam beznamiętnie. – Z Tomkiem.

– No dobra, ale... raz?

Kiwnęłam głową.

– I?

– I chcę jeszcze.

Kasia milczała chwilę. Potem tylko westchnęła:

– Natalia, to twoje życie. Ale jeśli nie przestaniesz żyć dla innych... to się obudzisz za dziesięć lat i znienawidzisz samą siebie.

Zamilkłam. W głowie tłukło mi się: „Dla innych. Dla Piotra. Dla dzieci. Dla tej iluzji, że wszystko jest dobrze.” A co ze mną?

Wieczorem Tomek napisał: „Tęsknię.” A ja nie wiedziałam, czy się cieszyć, czy płakać. Zasnęłam późno. Z uczuciem, że stoję na krawędzi i że kompletnie nie wiem, co teraz zrobić.

Natalia, 36 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama