Mój rozwód do łatwych nie należał. Z zazdrością słuchałam koleżanek, które opowiadały, że udało się im załatwić temat już na pierwszej rozprawie. Jacek był na mnie wściekły za złożenie pozwu i dotrzymał danego wcześniej słowa.

WIDEO

player placeholder

– Zobaczysz – odgrażał się, kiedy dostał papiery z sądu – niczego ci nie zamierzam ułatwiać.

Tak też się stało. Potrzeba była aż czterech rozpraw, żeby rozpad naszego małżeństwa został oficjalnie przypieczętowany.

Zobacz także:

Nie żałuję rozwodu

Wszystko posypało się rzecz jasna znacznie wcześniej. Związek, jaki tworzyliśmy, nie należał do udanych. Jednakże długo nie chciałam spojrzeć prawdzie w oczy i łudziłam się, że coś jeszcze da się z tym zrobić. Zwlekałam zatem z podjęciem trudnej decyzji, a im dłużej odkładałam ją w czasie, tym trudniej było wziąć się w garść i zacząć patrzeć na świat bez różowych okularów na nosie.

Jacek mnie zdradzał. Gdy się o tym dowiedziałam, myślałam, że to jakiś jednorazowy wyskok. Okazało się jednak, że robił to regularnie z wieloma kobietami. Nie zliczę nawet nocy, które z tego powodu przepłakałam. Najgorsze zaś było to, że on nie widział niczego złego w swoim postępowaniu.

– Gdybyś należycie wywiązywała się z małżeńskich obowiązków, nie musiałbym radzić sobie gdzie indziej – odpowiadał wielce obrażony, usiłując całą odpowiedzialność przerzucić na mnie.

Jak zaczęłam przebąkiwać o rozwodzie, nagle zmienił front. Zarzekał się, że te kochanki nic dla niego nie znaczyły i że się zmieni, bo bardzo mu na nas zależy. Czekałam zatem na ową przemianę, ale ona nie nastąpiła.

Pogrążałam się w czarnych myślach, aż w końcu miałam serdecznie dość i złożyłam pozew. Do samego końca nie byłam w stu procentach pewna tej decyzji, ponieważ kochałam Jacka – pomimo krzywd, jakie mi wyrządził. Wtedy żywiłam głębokie przekonanie, że już nigdy się nie zakocham i że w życiu nie czeka mnie nic dobrego. Byłam doszczętnie zdruzgotana i miałam poharatane serce.

Poznałam sąsiada

Nie tak wyobrażałam sobie piątkowe popołudnie. Po powrocie z pracy planowałam nastawić pranie, trochę odpocząć i spotkać się z dawno niewidzianymi koleżankami. Jednak ten dzień potoczył się zupełnie inaczej. Wpakowałam pościel do pralki, nastawiłam odpowiedni program i zaległam na kanapie z zamiarem poczytania książki, ale oko mi szybko poleciało. Obudził mnie dzwonek do drzwi.

Zaspana poszłam otworzyć. W progu stał sąsiad. Mieszkał piętro niżej. Kojarzyłam go jedynie z widzenia. Wymienialiśmy zwyczajowe „dzień dobry” i nic ponadto.

– Wydaje mi się, że ma pani jakąś małą awarię w łazience – oznajmił.

– Tak pan myśli? – zapytałam, byłam kompletnie rozkojarzona. – Zaraz sprawdzę.

Było mi głupio

Weszłam do łazienki. Pralka skończyła prać, ale niczego podejrzanego nie zauważyłam. Poinformowałam o tym sąsiada.

– A mógłbym rzucić okiem? Znam się na tym.

Zgodziłam się, po czy się okazało, że wężyk od pralki przeciekał. Za urządzeniem nazbierało się sporo wody.

– Mój Boże! – wykrzyknęłam nieprzyjemnie zaskoczona. – Jak mogłam tego nie zauważyć? Czy zalałam panu łazienkę?

Wpadłam w panikę. Tymczasem sąsiad zachował stoicki spokój.

– Jeszcze nie, pojawiła się tylko plama na suficie – uśmiechnął się łagodnie – ale to pewnie byłaby kwestia czasu.

– Najmocniej pana przepraszam. Jeśli tylko trzeba będzie coś zapłacić, pokryję wszelkie koszty.

– Na pewno się dogadamy, a tymczasem pozwoli pani, że coś zaradzę?

Dowiedziałam się, że jest hydraulikiem. Po dokładnych oględzinach stwierdził, że jeśli chodzi o pralkę, to do wymiany jest jedynie ten nieszczęsny wężyk.

Był miły i pomocny

Jego uwadze nie uszło również to, że stan uszczelki przy kranie pozostawia sporo do życzenia.

– Mogę się tym zająć – zaproponował.

– Byłabym bardzo wdzięczna, nie mam bladego pojęcia o takich rzeczach – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

– Mam sprawę do załatwienia na mieście, więc podjadę do sklepu i kupię wężyk. Wymienię też dla świętego spokoju uszczelkę.

– Super, pięknie panu dziękuję – nie kryłam ulgi. – Czy możemy się rozliczyć, jak zrobi pan zakupy? Nie mam przy sobie gotówki.

To żaden kłopot – posłał mi kolejny uśmiech, a dopiero teraz zauważyłam, że jest bardzo przystojny. – Mogę podejść jeszcze wieczorem i wymienić te części.

– Jasne, na pewno będę w domu.

Chciałam się odwdzięczyć

W jednej chwili straciłam ochotę na spotkanie ze znajomymi. Napisałam wiadomość do Ewy, że niestety wypadła mi pilna sprawa i nie mogę się nigdzie ruszyć. Kiedy zaczęła dopytywać, co się stało, skłamałam, że pralka zalała mi łazienkę i czekam na hydraulika. Akurat w tej drugiej kwestii nikogo nie okłamywałam.

Sąsiad zgodnie z obietnicą pojawił się wczesnym wieczorem. Sprawnie ogarnął wymianę wężyka i uszczelek. Oddałam mu pieniądze za zakupione elementy.

– Proszę powiedzieć, ile będzie za fatygę.

– Pani chyba żartuje – dostrzegłam, że ma ładny uśmiech. – Nic nie chcę.

– Niech pan będzie poważny – swoją reakcją wprawił mnie w lekkie zakłopotanie.

– Ależ jestem – jego twarz promieniała z zadowolenia. – Jak by nie patrzeć, ochroniłem własną łazienkę przed zalaniem.

Udzielił mi się jego dobry nastrój.

– Chciałabym się jakoś odwdzięczyć, bo będę czuć się niezręcznie.

– Proszę w takim razie dać się jutro zaprosić na spacer, podobno ma być piękna pogoda.

Zaprosił mnie na spacer

Z wrażenia dosłownie mnie zamurowało.

– Przepraszam, chyba się nieco zagalopowałem – rzekł nieśmiało, widząc moją minę.

– Nie, ależ skąd – otrząsnęłam się – chętnie się przejdę.

– Bardzo się cieszę. A tak w ogóle mam na imię Piotr.

– Agnieszka.

– To w takim razie do jutra. Czternasta będzie OK?

– Jak najbardziej.

Nie mogłam uwierzyć, że właśnie się z kimś umówiłam. Wszystko potoczyło się tak naturalnie. Nie miałam przy tym ani odrobiny wrażenia, że robię to ze zwykłej wdzięczności, bo chcę się w ten sposób zrewanżować za naprawioną usterkę. Sama się sobie dziwiłam, ale doszłam do wniosku, że co ma być, to będzie.

Zakochałam się w nim

Piotr okazał się nie tylko doświadczonym fachowcem. Wspólne spacery szybko weszły nam w nawyk. Autentycznie je lubiłam, ponieważ Piotr był świetnym rozmówcą. Szybko się zorientowałam, że po kilku wspólnych przechadzkach zaczął być dla mnie kimś więcej, niż jedynie sąsiadem i kolegą. Mieliśmy mnóstwo tematów do pogawędek i nadawaliśmy na tych samych falach. Kiedy opowiedziałam o nim Ewie, mojej przyjaciółce, ta od razu postawiła diagnozę.

– Zakochałaś się i tyle.

– Ej, chyba przesadzasz – zaprotestowałam, chociaż w głębi duszy wiedziałam, że Ewa się nie myli.

– Tylko nic na siłę, kochana. Pamiętaj o tym.

To było silniejsze od nas

Mając na względzie nie najlepsze doświadczenia z mężczyznami, a konkretnie z Jackiem, nie zamierzałam tracić czujności.

Piotr także był po rozwodzie, więc doskonale rozumiał moją ostrożność. Wcale nie krył się z tym, że mu się podobam i uwielbia spędzać ze mną czas. Powtarzał mi to zresztą wielokrotnie, ale nie był nachalny. Nie dało powstrzymać tego, co nieuniknione – jedna ze wspólnych kolacji przeciągnęła się do śniadania. A potem było już tak cały czas. Piotr był fantastycznym kochankiem i dzięki niemu osiągnęłam wyższe, nieznane mi dotąd poziomy rozkoszy.

Kto by przypuszczał, że połączy nas usterka w łazience… Dawniej w relacjach damsko-męskich musiałam mieć wszystko skrupulatnie zaplanowane i pod kontrolą. Pójście na żywioł było czymś nie do pomyślenia. W przypadku Piotra odpuściłam, gdyż pojęłam, że z takiego podejścia nie ma żadnego pożytku. Życie jest krótkie – trzeba się cieszyć z tego, co przynosi los. A ja cieszę się, że na mojej drodze stanął taki świetny mężczyzna.

Czytaj także:„Zmusiłam swojego faceta do ślubu. Wesele było katastrofą zakończoną bójką i doprowadziło do rozwodu”
„Mąż i synowie zapomnieli o moich 40. urodzinach. Nawet tego dnia nie docenili, że mają czyste gacie i ciepły obiad”
„Mąż wydawał całą kasę na gadżety do samochodu. Był w szoku, gdy zablokowałam mu dostęp do konta”