Reklama

Kiedyś czułem satysfakcję z pracy. Lubiłem to uczucie, gdy po długim dniu mogłem odhaczyć kolejne zadania i zobaczyć efekty. Zostawałem po godzinach, brałem na siebie więcej, niż powinienem. Bo chciałem być niezastąpiony. Bo myślałem, że to się liczy.

Reklama

Teraz? Każdy dzień wyglądał tak samo

Setki maili, niekończące się spotkania, kolejne „priorytetowe” zadania. Każdy telefon brzmiał jak atak. Każde nowe zlecenie – jak kolejne cegły na plecach. Zmęczenie nie znikało, nawet po weekendzie. Nawet po śnie. Bo przestałem spać.

– Michał, ty w ogóle słyszysz, co mówię? – Piotr, mój kolega z zespołu, patrzył na mnie uważnie. – Stary, wyglądasz jak wrak. Może czas trochę zwolnić?

Nie mogłem zwolnić. Bo jeśli przestanę biec, to upadnę. Kiedy wszedłem do gabinetu Agnieszki, nawet nie podniosła wzroku znad monitora. Jej palce stukały w klawiaturę w tym szybkim, mechanicznym tempie, jakby jednocześnie prowadziła kilka rozmów.

– Coś pilnego? – rzuciła, nie odrywając się od pracy.

Zacisnąłem dłonie.

– Tak. Muszę wziąć urlop.

Teraz podniosła wzrok. Spojrzała na mnie z wyrazem lekkiego zdziwienia, ale też jakby irytacji.

– Teraz, kiedy kończymy projekt?

Przygotowałem się na tę rozmowę, ale mimo to czułem, jak moje argumenty rozpływają się pod jej chłodnym spojrzeniem.

Agnieszka, ja nie daję już rady. Od miesięcy robię nadgodziny, pracuję po nocach, ciągle jestem pod telefonem. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz normalnie odpocząłem.

Westchnęła i zdjęła okulary.

– Michał, wszyscy jesteśmy zmęczeni. Ale ktoś musi pracować. – Jej głos był spokojny, wręcz wyuczony. – Jesteś ważnym członkiem zespołu. Nie możesz się teraz wycofać.

– To nie kwestia chcenia. – Miałem wrażenie, że zaczynam się dusić. – Jestem na skraju wypalenia.

Na chwilę zapadła cisza

– Michał… – zaczęła, jakby chciała powiedzieć coś łagodniejszego, ale zaraz zmieniła ton. – Nie mogę ci dać wolnego ot tak. Jeśli potrzebujesz kilku dni, spróbujemy to jakoś ułożyć, ale projekt nie może ucierpieć.

Zrozumiałem. Dla niej byłem po prostu kolejnym zasobem. Trybikiem w maszynie. Wyszedłem z jej gabinetu, czując, że muszę coś zmienić. Bo jeśli nie zrobię tego teraz, to już nigdy.

– Stary, nie możesz tak dłużej – powiedział Piotr, opierając się o moje biurko. – Nie będę ci wciskał coachowskich gadek o „work-life balance”, ale jeśli teraz czegoś nie zrobisz...

Westchnąłem, przecierając oczy. Nawet kawa przestała działać.

– Byłem dziś u Agnieszki – mruknąłem. – Dla niej to normalne. Każdy jest zmęczony, ale ktoś musi pracować.

Piotr prychnął.

– No jasne. A jak padniesz na zawał, to znajdzie kogoś innego.

Nie chciałem tego słuchać, ale wiedziałem, że ma rację. Tego samego dnia umówiłem się do lekarza. Kiedy opisałem mu swoje objawy – chroniczne zmęczenie, bezsenność, drażliwość, uczucie pustki – pokiwał głową.

Dwa dni później siedziałem w dziale HR

Kobieta za biurkiem nawet na mnie nie spojrzała, tylko przesuwała w moją stronę kolejne dokumenty.

– Tu podpis.

Mój podpis znaczył tyle, co skan w systemie.

– To wszystko? – spytałem.

Spojrzała na mnie, jakby dziwiło ją to pytanie.

– Tak. Proszę zgłosić się po identyfikator, kiedy będzie pan wracał.

Nic więcej. Żadnego „Dbaj o siebie”. Żadnego „Rozumiemy”. Bo w tej firmie nie było ludzi. Były tylko numery. Dwa tygodnie później poczułem pierwszy raz od lat, że oddycham. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, co mnie czeka.

Dwa miesiące odpoczynku sprawiły, że poczułem się lepiej. Miałem wrażenie, że wreszcie odzyskałem część siebie, którą zgubiłem gdzieś pomiędzy kolejnymi projektami.

Kiedy wracałem do biura, myślałem, że wszystko wróci do normy. Ale już od progu coś było nie tak. Przeszedłem przez open space i zauważyłem, że moje biurko jest… puste. Nie było tam mojego laptopa, dokumentów, nawet krzesła. Jakby nigdy mnie tu nie było.

– Michał! – usłyszałem znajomy głos. Piotr podszedł do mnie szybko i uścisnął mi rękę. – Dobrze cię widzieć, stary.

– Co tu się dzieje? – zapytałem cicho, wskazując na moje puste miejsce.

Piotr spuścił wzrok.

– Nie wiem, jak ci to powiedzieć… Lepiej idź do HR.

Wiedziałem już, że coś jest nie tak, ale mimo to ruszyłem w stronę znajomego biura. Zacisnąłem pięści.

Siedziałem przed biurkiem w dziale HR, czując, jak powietrze wokół mnie staje się cięższe To brzmiało jak jakiś ponury żart. Przez lata dawałem z siebie wszystko, spalałem się w tej pracy, a teraz traktowali mnie jak zbędny balast.

– Jasne, jeśli tak pogrywamy, to dziękuję. Chcę złożyć wypowiedzenie.

Przez lata firma była dla mnie wszystkim. A teraz byłem nikim. Spojrzałem jeszcze raz na moje dawne biurko. Puste. Tak jak ja w środku. Kiedy wyszedłem na zewnątrz, poczułem chłodne powietrze na twarzy. Spojrzałem na budynek, w którym spędziłem tyle lat.

Sięgnąłem po telefon. Chciałem napisać do Piotra, może umówić się na piwo, pogadać o tym, co dalej. Ale zamiast tego otworzyłem notatkę, którą napisałem kilka miesięcy temu, w najgorszym okresie.

„Nie mam siły. Każdy dzień wygląda tak samo. Jeśli teraz nic nie zmienię, to w końcu całkiem zniknę.”

Patrzyłem na te słowa przez dłuższą chwilę. I nagle zrozumiałem. To nie był koniec. To była szansa. Wziąłem głęboki oddech i odwróciłem się plecami do firmy. Pierwszy raz od dawna poczułem się wolny.

Michał, 32 lata

Reklama

Czytaj także:
„Wstydziłam się, że straciłam pracę, więc się zadłużyłam, żeby trzymać poziom. To był bardzo zły pomysł”
„W nowej pracy spotkałam dawnego wroga. To był moment, by odpłacić mu pięknym za nadobne”
„Bogaty mąż z Warszawy był spełnieniem marzeń. Nikt nie wie, jaką cenę za życie z nim płacę każdego dnia”

Reklama
Reklama
Reklama