Reklama

Przeprowadzka na drugi koniec Polski miała być początkiem lepszego życia. Mąż dostał awans, nową posadę, świetne pieniądze, a ja... ja po prostu spakowałam nasze rzeczy i ruszyłam za nim. Wierzyłam, że warto. Przecież dzięki temu nie będzie już musiał co tydzień wyjeżdżać w delegacje, a my wreszcie spędzimy więcej czasu razem. Obce miasto nie było łatwe – brak przyjaciół, nowa praca, samotność. On wracał późno, zmęczony, ale ja to rozumiałam. Chciałam być wsparciem. Nie podejrzewałam, że to wszystko ułatwiało mu coś zupełnie innego – podwójne życie.

Nowe miejsce, nowa ja

Nigdy wcześniej nie byłam tak daleko od domu. Nasze stare mieszkanie, moje ulubione piekarnie, znajome twarze w sklepie – wszystko to zostało jakieś pięćset kilometrów stąd. Nowe miasto przywitało nas szarością styczniowego nieba i deszczem. Wnętrze naszego wynajmowanego mieszkania pachniało farbą i pustką. Usiadłam na nierozpakowanym kartonie i rozejrzałam się dookoła. Miało być lepiej – powtarzałam sobie.

– Kochanie, dasz radę? – zapytał Rafał, wnosząc walizki. – Wiem, że to dla ciebie duża zmiana.

Pokiwałam głową, próbując się uśmiechnąć.

– Jasne. Musimy się tylko rozpakować.

On miał pracę od razu. Nowe stanowisko, więcej obowiązków, prestiż. Ja musiałam zaczynać od zera. Znalezienie pracy w obcym mieście okazało się trudniejsze, niż przypuszczałam. Większość dni spędzałam sama, ucząc się miasta, próbując poczuć się jego częścią. Tęskniłam. Za mamą, za koleżankami, nawet za znajomą panią z warzywniaka. Rafał wieczorami był zmęczony. Pracował długo, czasem wracał tak późno, że ledwo zdążyliśmy zamienić kilka słów.

– Wiesz, ile dziś miałem na głowie? – pytał, zrzucając marynarkę.

– Domyślam się – odpowiadałam cicho.

Nie chciałam być kolejnym ciężarem. Tylko że ta samotność... zaczynała mnie pożerać.

Docierały do mnie sygnały

Z czasem zaczęłam zauważać drobiazgi, które wcześniej umykały. Rafał coraz częściej zostawiał telefon ekranem do dołu. Gdy dzwonił, odchodził do innego pokoju, a rozmowy prowadził ściszonym głosem. Tłumaczył się pracą, obowiązkami, presją. Próbowałam nie robić z tego problemu. W końcu przecież po to się przeprowadziliśmy – dla jego kariery. Dla stabilizacji. Dla nas.

– Dzisiaj znowu wrócisz późno? – zapytałam pewnego ranka, robiąc mu kawę.

– Mam spotkanie z klientem, może potrwać – odpowiedział, nie patrząc mi w oczy.

Nie drążyłam. Nie chciałam wyjść na podejrzliwą. Ale potem było kolejne spotkanie, i jeszcze jedno. Zawsze wieczorem. Zawsze w dni, kiedy próbowałam zaplanować coś razem.

Pewnego dnia zauważyłam, że jego koszula pachniała inaczej. Nie moim płynem do płukania, nie jego perfumami. Czymś słodkawym, kobiecym. Przez chwilę stałam z tą koszulą w dłoniach, jakby mogła mi odpowiedzieć na pytania, których jeszcze nie miałam odwagi zadać. Potem schowałam ją z powrotem do szafy i udałam, że nic nie czuję.

Miałam wrażenie, że powoli znikam z jego życia. Był w nim ktoś nowy – ktoś, kto nie musiał czekać w pustym mieszkaniu z gorącą kolacją i pytaniem: „Jak minął dzień?”.

Nagła zmiana planów

Kiedyś Rafał był spontaniczny. Potrafił wpaść do domu z bukietem tulipanów, zabrać mnie na niespodziewany weekend za miasto. Teraz wszystko było zaplanowane – albo raczej wymówki były zaplanowane. Tydzień po tygodniu znikał coraz bardziej. Przestałam pytać, przestałam czekać z kolacją. Zaczęłam robić swoje.

Znalazłam pracę w lokalnym przedszkolu. Na pół etatu, ale wystarczyło, by mieć własne zajęcie, własnych ludzi. Dzieci dawały mi radość, a koleżanki z pracy – chwilową ulgę od myśli, które wracały wieczorami.

– Twój mąż to pewnie z pracy nie wychodzi, co? – zagadnęła raz Ela, najstarsza z nauczycielek.

– Coś w tym jest – uśmiechnęłam się krzywo.

Wieczorem Rafał oznajmił, że wyjeżdża na dwa dni służbowo. „Delegacja, Kraków, spotkanie z inwestorami”. Skinęłam głową. Uśmiechnęłam się nawet. Choć wiedziałam, że jego firma ma siedzibę w Gdańsku, a w Krakowie nie ma żadnych klientów. Kiedyś bym uwierzyła. Teraz? Coś we mnie zaczęło mnie uwierać.

Po jego wyjściu otworzyłam laptopa. Wpisałam w Google nazwę jego firmy i „delegacja Kraków”. Nic. Zerknęłam na lokalizację w aplikacji, do której zapomniał się wylogować. Wskazywała na nasze miasto. Wcale nie wyjechał. Wtedy pierwszy raz dopuściłam do siebie myśl: on mnie oszukuje. I robi to z zimną precyzją.

Wtedy go sprawdziłam

Nie spałam tej nocy. Obok mnie łóżko było puste, telefon Rafała milczał. Nad ranem wzięłam urlop na żądanie, założyłam kurtkę i wyszłam z mieszkania. Nie miałam planu. Po prostu szłam. Najpierw do jego biura. Upewniłam się, że go tam nie ma. Sekretarka powiedziała, że „pan Rafał pracuje dziś zdalnie”. Potem podjechałam pod kawiarnię, którą kiedyś wspomniał mimochodem – że „świetna do pracy, wifi i cisza”. Stałam w samochodzie, obserwując. I wtedy ich zobaczyłam.

Siedzieli przy oknie. Ona uśmiechnięta, oparta o jego ramię. On trzymał ją za dłoń. Nie wyglądał na zestresowanego. Nie wyglądał jak ktoś, kto żyje w kłamstwie. Wyglądał... szczęśliwie. Nie wysiadłam z auta. Nie zrobiłam sceny. Patrzyłam, aż przestałam czuć twarz. Wróciłam do domu i po raz pierwszy od miesięcy naprawdę się rozpłakałam.

Wieczorem wrócił, jak gdyby nigdy nic. Delikatnie zmęczony, niby z delegacji.

– I jak tam Kraków? – zapytałam spokojnie, podając mu talerz.

Zamrugał. Miał chwilę zawahania.

– W porządku. Owocne rozmowy.

Pokiwałam głową. Wiedziałam, że kłamie. A on chyba wiedział, że ja wiem. Tyle że żadne z nas nic nie powiedziało. Trwaliśmy w tej teatralnej grze, jakby cisza mogła coś uratować.

Czułam jej perfumy

Kilka dni później znalazłam w naszej łazience coś, co przelało czarę. W pośpiechu zostawił otwartą torbę sportową. Szukałam w niej tylko jego ładowarki, ale zamiast tego znalazłam damskie perfumy. Nie moje. Nigdy nie używałam takich – intensywnie kwiatowych, dusznych, wręcz teatralnych. Należały do niej. Do tej kobiety z kawiarni.

Wzięłam flakonik do ręki, przekręciłam w palcach, a potem po prostu położyłam z powrotem. Nic nie mówiłam. Czekałam, aż sam coś powie. Może przeprosi. Może wytłumaczy. Chociaż teraz nie wiem już, czy chciałam usłyszeć wyjaśnienie, czy tylko potwierdzenie, że nie zwariowałam.

– Coś się stało? – zapytał wieczorem, kiedy odsunęłam się od jego dotyku.

– Wszystko w porządku – odpowiedziałam sucho. – Tylko głowa mnie boli.

Kolejne dni mijały w milczeniu. Spaliśmy obok siebie jak współlokatorzy. Jego telefon już się nie ukrywał – teraz po prostu był wyciszony. A on częściej znikał na „dłuższe spacery”, „wieczorne telekonferencje”, „nieplanowane spotkania”.

Zrozumiałam wtedy, że nas już nie ma. Nie było zdrady jednego wieczoru. Było systematyczne wymazywanie mnie z jego życia. A najgorsze? Że dzięki przeprowadzce było mu łatwiej. Teraz miał ją na miejscu. Nie potrzebował już delegacji. A ja? Byłam dokładnie tam, gdzie mnie chciał – daleko od wszystkiego, co moje.

Nie wszystko da się wybaczyć

Zrozumiałam, że nie mogę żyć w zawieszeniu. Przestałam szukać dowodów, przestałam go śledzić. Już wiedziałam. Wszystko, co było między nami, zostało zbrukane przez kłamstwa i obojętność. Nie chodziło nawet o samą zdradę. Chodziło o to, jak łatwo przestałam się dla niego liczyć. Jak szybko nauczył się żyć, nie zauważając mnie.

Pewnego popołudnia, gdy wrócił z pracy, czekała na niego moja walizka w przedpokoju.

– Wyjeżdżasz? – zapytał, z nutą zaskoczenia w głosie.

– Wracam do siebie. Tu nie mam już czego szukać.

Nie próbował mnie zatrzymać. Nawet nie zapytał „dlaczego”. I to bolało najbardziej. Jakby ulżyło mu, że sam nie musi podejmować decyzji. Zamieszkałam na chwilę u siostry. Zaczęłam terapię. Szukam pracy w okolicy, gdzie ludzie znają moje imię, gdzie ulice są znajome, gdzie nie jestem tylko cieniem przy mężczyźnie, który zapomniał, co to znaczy kochać.

Nie wiem jeszcze, co dalej. Nie umiem powiedzieć, kiedy przestanę tęsknić, ale wiem, że wolę być sama niż z kimś, kto codziennie wybiera kogoś innego. Zdrada nie zawsze krzyczy. Czasem po prostu pachnie obcymi perfumami.

Joanna, 35 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama