Reklama

Mam na imię Zosia i mam 25 lat. Mieszkam w Warszawie, choć to chyba bez znaczenia – w każdym dużym mieście samotność smakuje tak samo. Pracuję w agencji kreatywnej, codziennie wymyślam historie, slogany, coś, co niby wzruszy albo rozbawi kogoś po drugiej stronie ekranu. A potem wracam do mieszkania, w którym zawsze jest cicho. Czasem aż za bardzo.

Jestem singielką, chociaż nie lubię tego słowa. Zbyt łatwo je wypowiadać bez refleksji, a za nim kryje się cały katalog pragnień i wstydu. Zawsze byłam niezależna – bo musiałam. Wychowywała mnie mama, Monika. Silna kobieta. Czasem nawet za silna, bywała zaborcza, nierzadko przytłaczająca. Ojca nigdy nie poznałam. Mama mówiła o nim tylko tyle, ile musiała: „Nie warto, Zosiu, nie byłby dobrym ojcem”.

Nigdy nie chciała wracać do przeszłości ani rozmawiać o mężczyznach. Dorastałam w jej świecie – zbudowanym z nieprzekraczalnych granic, cichej codzienności i tego nieustannego poczucia, że wciąż coś przed sobą ukrywamy. Kochałam ją, naprawdę. Ale miałam wrażenie, że między nami zawsze stało coś niewidzialnego. Jakaś historia, której nie chciała opowiedzieć. Bliskość, której nie potrafiłyśmy nazwać – ani znaleźć do niej drogi.

Może właśnie dlatego zawsze szukałam miłości. Kogoś, kto spojrzy na mnie naprawdę – nie tylko przez pryzmat obowiązków, sukcesów, złamanych serc i codziennych porażek. I wtedy, kilka miesięcy temu, poznałam Tomasza. Zupełnie przypadkiem, przez wspólnych znajomych.

Tomasz był inny niż faceci, których wcześniej spotykałam. Starszy – czterdzieści siedem lat, elegancki, trochę powściągliwy. Jego spokój wciągał jak wir. Śmiał się cicho, z dystansem. Potrafił godzinami mówić o sztuce, podróżach, o tym, co przeczytał, zobaczył, co go rozśmieszyło. A jednocześnie patrzył na mnie tak, jakby naprawdę chciał usłyszeć odpowiedź na pytanie „co u ciebie?”. Po raz pierwszy od dawna poczułam, że jestem ważna.

Może to naiwne, może głupie – ale w tamtym momencie byłam gotowa uwierzyć, że spotkało mnie coś wyjątkowego. Chciałam tej bliskości, tego nowego początku. I choć czułam, że to będzie trudne, pozwoliłam się wciągnąć. Bo ile razy jeszcze dostanę szansę, żeby naprawdę poczuć to coś?

Nie wiedziałam wtedy, jak wiele ta historia będzie mnie kosztować. Nie wiedziałam, jak głęboko sięgnie to, co ukrywałyśmy z mamą przez tyle lat.

Czułam się pożądana

Nasza relacja z Tomaszem rozwijała się powoli, tak jak lubię. Nie było w niej tej sztucznej gorączki, która zwykle pojawia się na początku nowych znajomości. Najpierw były długie rozmowy przy kawie, potem kino, wspólne spacery po mieście. Zabrał mnie kiedyś na wystawę malarstwa i opowiadał o obrazach. Słuchałam go z zainteresowaniem, ale tak naprawdę najbardziej fascynował mnie jego spokój. Miał w sobie coś, co sprawiało, że czułam się bezpieczna.

Pierwszy pocałunek zdarzył się późnym wieczorem, gdy odprowadzał mnie pod klatkę. Wcześniej rozmawialiśmy o podróżach, których obojgu nam brakowało. Zrobił wtedy coś zupełnie nie w jego stylu – zatrzymał się nagle i spojrzał na mnie jakby chciał się upewnić, czy naprawdę tam jestem.

Pocałował mnie ostrożnie, jakby to był gest, do którego nie miał prawa, a potem szybko odsunął się i powiedział, że powinien już iść. Uśmiechnęłam się wtedy do siebie, bo przez chwilę czułam się naprawdę pożądana, widziana – ktoś chciał mnie nie za coś, tylko dlatego, że jestem.

Coraz częściej miałam wrażenie, że znam go dłużej niż te kilka tygodni. Niekiedy podczas rozmowy łapałam się na tym, że jego sposób wypowiadania się, mimika, a nawet gesty przypominają mi coś z dzieciństwa. Może to tylko złudzenie, a może każdy dorosły człowiek szuka w innych śladów dawnych uczuć, jakichś wspomnień, których nie potrafi do końca zdefiniować. Nie mówiłam mu tego, ale miałam momenty, kiedy pragnęłam zadać mu dziesiątki pytań o przeszłość.

Mama czegoś się bała

Pewnego popołudnia, po wyjątkowo miłej kolacji, wróciłam do domu w dobrym nastroju. Mama siedziała w kuchni i czytała gazetę. Zwykle unikałam rozmów o mężczyznach, ale tym razem postanowiłam się z nią podzielić moim szczęściem. Zaczęłam opowiadać o Tomaszu, o jego dojrzałości, o tym, jak bardzo mnie zaskakuje.

– Byłam na kolacji z Tomaszem. Ten facet… nie wiem, coś mnie do niego ciągnie – powiedziałam, nie kryjąc lekko rozmarzonego tonu.

Mama nagle podniosła głowę i spojrzała na mnie zupełnie innym wzrokiem.

– Tomasz? Jaki Tomasz?

– Tomasz. Ma czterdzieści siedem lat. Lubi podróże i sztukę, pasjonuje się malarstwem. A czemu pytasz? – poczułam się nieswojo, widząc, jak bardzo się spina, słuchając moich słów.

Przez moment patrzyła na mnie w milczeniu, potem odwróciła wzrok.

– A nic, tylko… imię znajome. Uważaj na starszych facetów, dobrze?

Wtedy po raz pierwszy poczułam, że coś jest nie tak. W jej głosie nie było tylko zwykłej troski. Przez chwilę myślałam, że powinnam zapytać o więcej, ale nie chciałam niszczyć tego uczucia, które właśnie rodziło się między mną a Tomaszem.

Odpuściłam. Postanowiłam, że pozwolę sobie jeszcze trochę poczuć się szczęśliwa, zanim zacznę rozkładać to wszystko na czynniki pierwsze. A jednak przez cały wieczór nie mogłam pozbyć się wrażenia, że moja mama czegoś się boi. Zaczęłam się zastanawiać, czy może los prowadzi mnie śladami, które już kiedyś zostały wydeptane.

Byłam zagubiona

Cały kolejny dzień myślałam o tej scenie w kuchni. Reakcja mamy nie dawała mi spokoju. Próbowałam sobie wmówić, że przesadzam, ale jej spojrzenie, jej głos – to nie była tylko zazdrość czy zwykła troska o córkę. Czułam, że muszę to z siebie wyrzucić, nawet jeśli ryzykuję kłótnię. Wieczorem, kiedy wróciła z pracy, zagrodziłam jej drogę do pokoju.

– Nie udawaj, że wszystko jest w porządku. Kiedy powiedziałam „Tomasz”, zbladłaś – powiedziałam spokojnie, choć w środku wszystko mi pulsowało.

Mama odwróciła się na pięcie i zaczęła szukać czegoś w szufladzie, jakby to miało ją uratować.

– Zosia, niektórych wspomnień lepiej nie rozdrapywać – rzuciła cicho.

– To nie są twoje wspomnienia. To moje życie! – uniosłam głos, sama zaskoczona swoją odwagą.

Wtedy mama się odwróciła. Jej oczy były wilgotne, głos drżał.

– A moje serce! On mnie kiedyś zniszczył. A teraz ty go całujesz?!

Zamarłam. Nie spodziewałam się takich słów. Nie powiedziała wprost, kim był Tomasz, ale w tej chwili wiedziałam, że to nie jest tylko historia sprzed lat. To była rana, która nadal ją boli. Przez moment nie wiedziałam, czy powinnam ją przytulić, czy odejść.

Tego wieczoru czułam się bardziej zagubiona niż kiedykolwiek. Co właściwie wydarzyło się między nimi? Czy naprawdę mogę ufać komuś, kto skrzywdził moją matkę?

Poczułam się zdradzona

Następnego dnia wróciłam do domu późno. Udawałam, że wszystko jest w porządku, ale napięcie w powietrzu było niemal namacalne. Mama milczała, a ja unikałam jej wzroku. Siedziałam w swoim pokoju, próbując czytać, kiedy usłyszałam jej stłumiony głos przez drzwi – rozmawiała z kimś przez telefon. Zaciekawiona, uchyliłam lekko drzwi.

– Zosia nie może się dowiedzieć… On ją zostawi, tak jak zostawił mnie. A ja tego drugi raz nie przeżyję – usłyszałam jej szept. – Nie umiem jej tego powiedzieć, Dorota. Przecież ona naprawdę go pokochała. A ja… ja nie umiem zapomnieć o tej zdradzie.

Nagle wszystko stało się jasne. Wyszłam z pokoju i stanęłam w progu salonu. Mama spojrzała na mnie przestraszona.

– Nie możesz dalej traktować mnie jak dziecko. Co się między wami wydarzyło? – zapytałam cicho, starając się nie płakać.

Mama odłożyła telefon, spojrzała na mnie długo i w końcu zaczęła mówić, niemal szeptem.

On był moją największą miłością. I moim największym błędem.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś, zanim pozwoliłam sobie go pokochać? – głos mi się załamał.

Wtedy mama spuściła głowę. W kilku zdaniach wyznała, że Tomasz był jej chłopakiem, jej całym światem, dopóki nie dowiedziała się o jego zdradzie. Odszedł bez słowa, zostawiając ją ze złamanym sercem i mnóstwem pytań bez odpowiedzi.

Zalała mnie fala rozczarowania i wstydu. Poczułam się zdradzona przez wszystkich – przez mamę, przez Tomasza, przez samą siebie. Nic już nie było takie, jak wcześniej.

Nie mogłam tego znieść

Mama długo milczała, zanim zaczęła opowiadać. Siedziałyśmy naprzeciw siebie przy kuchennym stole. Nie patrzyłam na nią, udawałam, że liczę łyżeczki w szufladzie, ale każda jej pauza wbijała się we mnie głębiej.

– Poznałam go, gdy miałam dwadzieścia lat. Był wtedy wszystkim – mówiła powoli, z trudem dobierając słowa. – Planowaliśmy wspólne życie, wyjazd, nawet dzieci. Wtedy wydawało mi się, że jeśli kogoś się tak kocha, to wszystko musi się udać. Zaufałam mu bez zastrzeżeń.

Słuchałam, jak opowiada o ich codzienności, o planach na przyszłość, o tym, jak pewnego dnia poczuła, że coś się zmienia.

– Myślałam, że mam paranoję. On wracał później, wyciszał telefon, tłumaczył się pracą. Potem dowiedziałam się, że od miesięcy spotyka się z inną. Z koleżanką z pracy. Gdy się wydało, nie zaprzeczył. Spakował się i wyszedł. Nie powiedział nawet „przepraszam”.

Nie umiałam na to odpowiedzieć.

Naprawdę cię zostawił? – zapytałam cicho, mimo że znałam już odpowiedź.

– Tak. Pół roku nie byłam sobą. Wiesz, co to znaczy wracać do pustego mieszkania, gdzie wszystko pachnie czyimiś perfumami, ale już nikogo nie ma?

– Nie wiedziałam… – szepnęłam.

Nie mogłam znieść tego wszystkiego. Każde jej słowo sprawiało, że Tomasz, którego znałam, coraz mniej przypominał mężczyznę z moich wyobrażeń. Potrzebowałam powietrza. Wybiegłam z domu, przeszłam się po mieście, próbowałam zrozumieć, gdzie w tym wszystkim jest moje życie, a gdzie jej.

W końcu, z poczuciem, że jeśli nie usłyszę prawdy od Tomasza, to nie będę w stanie sobie z tym poradzić, zadzwoniłam do niego. Umówiliśmy się na spotkanie.

Byłam rozdarta

Spotkałam się z Tomaszem w małej kawiarni, gdzie pierwszy raz się śmialiśmy z żartów o sztuce. Tym razem nie umiałam się uśmiechnąć. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, aż w końcu spojrzałam mu w oczy i zapytałam najprościej, jak potrafiłam:

– Spotykałeś się z moją matką. Monika, pamiętasz? Zdradziłeś ją?

Tomasz zamarł. Przez moment myślałam, że wyjdzie bez słowa, jak wtedy, gdy odszedł od mamy, ale został. Przesunął dłoń po stole i dopiero po dłuższej chwili odpowiedział:

– Tak. I nie ma dnia, żebym tego nie żałował.

Zacisnęłam pięści pod stołem, próbując się nie rozkleić.

– Dlaczego mi nie powiedziałeś?

Westchnął ciężko.

Bałem się, że cię stracę. Że znowu coś zepsuję. Byłem młody i głupi. Myślałem, że świat należy do mnie, że mogę mieć wszystko, co chcę. Twoja mama... wtedy ją skrzywdziłem, a potem przez lata nie potrafiłem sobie tego wybaczyć.

Patrzyłam na niego, szukając choć jednej wersji, w której to wszystko się nie wydarzyło. Nie było jej.

– Dlaczego się ze mną związałeś?

Spojrzał na mnie z takim smutkiem, jakiego nie widziałam wcześniej.

– Zosia, ty przypominasz mi twoją matkę z tamtych czasów. Tę radość, otwartość… Od razu poczułem więź. Ale chciałem zrobić wszystko inaczej, być lepszym człowiekiem, nie powtarzać tamtych błędów. I chyba znowu zawiodłem.

Nie umiałam już zebrać słów. Siedzieliśmy długo w milczeniu, każde z własnym żalem. Czułam się rozdarta, jakbym musiała wybrać między lojalnością wobec matki a własnym sercem. Nie wiedziałam, czy mogę mu jeszcze ufać, ani czy potrafię zapomnieć to, co właśnie usłyszałam.

Zosia, 25 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama