„Rodzinne ferie miały wyjść tanio, a dały nam nieźle po kieszeni. Czuję, że przez resztę zimy będziemy zaciskać pasa”
„Planowaliśmy spędzić kilka dni w górach, nie wydając fortuny, ciesząc się śniegiem i spokojem. Mój mąż, zazwyczaj tak rozsądny w sprawach finansowych, obiecywał, że znajdzie korzystną ofertę, dzięki czemu nie nadwyrężymy budżetu”.

- Redakcja
Zawsze myślałam, że tani wyjazd na ferie będzie dla nas oddechem od codzienności. Planowaliśmy spędzić kilka dni w górach, nie wydając fortuny, ciesząc się śniegiem i spokojem. Mój mąż, zazwyczaj tak rozsądny w sprawach finansowych, obiecywał, że znajdzie korzystną ofertę, dzięki czemu nie nadwyrężymy budżetu. Niestety, już po pierwszych godzinach podróży poczułam narastający niepokój – rzeczywistość była znacznie bardziej skomplikowana niż wyliczenia i reklamy w internecie. Czułam, że coś może pójść nie tak, a moja cierpliwość i zaufanie do niego zostaną wystawione na próbę.
Zobaczysz, że będzie idealnie
– No więc, znalazłem coś naprawdę taniego – powiedział Marcin, rozkładając na stole kilka ulotek i wydruków ofert. – Pensjonat w górach, myślę, że wam się spodoba.
Spojrzałam sceptycznie na ceny.
– Naprawdę tak tanio? Zawsze gdy coś jest podejrzanie tanie, kończy się katastrofą – odpowiedziałam, starając się nie pokazać zdenerwowania.
– Uwierz mi, sprawdziłem opinie. Ludzie chwalą. Dzieciaki będą zachwycone, a my wreszcie odetchniemy – uśmiechnął się, jakby to miało mnie przekonać.
Postanowiłam dać mu kredyt zaufania.
– Dobrze, ale umówmy się, że nie wydamy więcej niż w budżecie. Nie chcę po powrocie płakać nad rachunkami – zaznaczyłam stanowczo.
– Jasne, jasne – przytaknął, pakując ofertę do torby. – Zobaczysz, że będzie idealnie.
Mimo to w środku czułam mieszankę ekscytacji i obaw. Wyjazd zapowiadał się jak idealna odskocznia od codzienności, ale wciąż nie mogłam pozbyć się myśli o możliwych problemach.
– Spakujmy rzeczy na jutro rano – rzucił Marcin, a ja skinęłam głową, chociaż w głowie nadal krążyły mi wątpliwości.
Noc minęła mi na przeglądaniu prognozy pogody i planowaniu drogi. Miałam nadzieję, że przynajmniej te kilka dni uda nam się przeżyć spokojnie, zanim pojawią się pierwsze niespodzianki.
Chyba nie mamy innego wyjścia
Już w samochodzie poczułam, że coś jest nie tak. Marcin zauważył, że jest jakiś problem z autem.
– Przecież mówiłeś, że jest sprawne – powiedziałam z irytacją.
– Tak mi się wydawało – rzucił, nie patrząc na mój wzrok pełen wątpliwości.
– Co teraz? – prychnęłam
– Muszę znaleźć w pobliżu jakiegoś mechanika. Boję się, że samochód stanie gdzieś na trasie i nie dojedziemy na miejsce.
Na szczęście po drodze znaleźliśmy warsztat, który naprawił usterkę. czywiście nie za małą kwotę, skoro miała być zrobiona od ręki. Podróż opóźniła nam się o trzy godziny. Dotarliśmy do pensjonatu później niż przewidywaliśmy. Kiedy myślałam, że już nic gorszego nas nie spotka, na recepcji spotkała nas jednak przykra niespodzianka.
Nie wierzyłam w to, co słyszę
– Na pewno Państwo rezerwowaliście pobyt w tym pensjonacie? Nie mam rezerwacji na takie nazwisko w tym terminie.
– Jak to? – pytał zmieszany mąż.
– Musiała zajść jakaś pomyłka, może błąd systemu.
– Czy w takim razie możemy wynająć pokoje na miejscu?
– Niestety, wszystkie pokoje są już zajęte.
Ręce mi opadły. Nie wierzyłam w to, co słyszę. Recepcjonistka próbowała nas uspokoić, dała kontakty do innych pensjonatów w pobliżu.
– Może spróbujcie państwo zadzwonić jeszcze tu, ale nie gwarantuję, że i tam będzie coś wolnego. Bardzo mi przykro.
Wykonaliśmy wiele telefonów, ale niestety wszędzie słyszeliśmy odmowę. W końcu trafiły się wolne ostatnie pokoje w jednym z pensjonatów położonym całkiem blisko. Okazało się jednak, że będzie nas to sporo kosztować, znacznie więcej niż wcześniej zakładaliśmy.
– No to pięknie – powiedziałam z przekąsem. A miało być tanio.
– Chyba nie mamy innego wyjścia – wymamrotał mąż.
Wtedy poczułam, że tani wyjazd może kosztować nas nie tylko pieniądze, ale i cierpliwość. Mój szacunek do męża zaczął chylić się ku upadkowi.
W portfelu już prawie pustka
Pierwszy poranek na stoku okazał się bardziej stresujący, niż przewidywałam. Marcin chciał, żebym od razu pojechała z nim i dziećmi na trasę, a ja wciąż zastanawiałam się nad stanem naszego budżetu. Po powrocie z wyciągu poszliśmy zwiedzić okolicę. Rodzinny obiad w restauracji i wszystkie inne przyjemności nieco nas kosztowały. Wieczorem przed snem powiedziałam do Marcina:
– Nie wiem, czy te ferie to był dobry pomysł.
– Dlaczego tak uważasz?
– Pieniądze przeciekają nam przez palce jak woda. Jeszcze trochę czasu do końca pobytu, a w portfelu już prawie pustka.
– Nie przesadzaj, należy nam się chwila wytchnienia.
– Żałuję, że dałam się namówić na to wszystko. Teraz przez kolejne miesiące chyba będziemy jeść suchy chleb.
Marcin jednak nie wytrzymał.
– Ehh, po co się spinasz? Zawsze tylko marudzisz – mruknął, gdy z trudem wstałam po pierwszym upadku. Mieliśmy się cieszyć z wyjazdu, a nie narzekać.
– Gdyby nie twoje świetne pomysły, nic bym nie mówiła. Czy ty w ogóle rozumiesz, ile nas to kosztuje? – wyrzuciłam, czując wściekłość narastającą w każdym słowie. – Nie kupiliśmy luksusowego pobytu, a już mam wrażenie, że jesteśmy tu na krawędzi katastrofy finansowej!
Nie mogłam uwierzyć, że to, co miało być przyjemnym wyjazdem, zamienia się w serię kłótni i gniewu. Poczułam, że nasze ferie tanie nie będą, a ja coraz bardziej traciłam resztki zaufania do męża.
Jakby wszystko inne nie istniało
Następnego dnia atmosfera była między nami napięta. Wieczorem wróciliśmy do pensjonatu po całym dniu na stoku. Dzieci były zmęczone i marudziły, a ja czułam w sobie irytację, która nie chciała ustąpić. Marcin zrzucił torbę i usiadł ciężko na łóżku.
– No, przynajmniej wieczór możemy spędzić spokojnie – powiedział, próbując brzmieć lekko.
– Spokojnie? – prychnęłam, rozkładając ręce. – Jeśli liczyć cały ten stres, marudzenie dzieci, i brak kasy to chyba mamy zupełnie inną definicję spokoju.
Marcin spojrzał na mnie z zakłopotaniem, milknąc na chwilę. Wtedy do pokoju zapukała recepcjonistka, uśmiechnięta i z dużą tacą.
– Dobry wieczór! – powiedziała. – Tak jak Pan prosił, przygotowaliśmy dla Państwa gorącą czekoladę i małe przekąski dla dzieci, żeby mogli odpocząć po stoku.
Poczułam nagłe zaskoczenie. Gdy recepcjonistka zamknęła drzwi, zapytałam:
– Naprawdę ty to zamówiłeś?
– Tak, pomyślałem, że przyda się nam wszystkich trochę ciepła po tym dniu – odpowiedział. Mam nadzieję, że choć trochę osłodzę ci ten wyjazd. Chciałbym, żeby było tak jak kiedyś, pamiętasz wtedy w domku pod lasem?
Spojrzałam na Marcina, przypomniałam sobie nasze wcześniejsze wyjazdy, gdy byliśmy parą. Siedzieliśmy w małym, drewnianym domku przy kominku, z kukiem gorącej czekolady w rękach. Czułam się wtedy, jakby wszystko inne nie istniało. Liczyła się tylko tamta chwila. Nie mogłam uwierzyć, że mąż, którego cały wyjazd krytykowałam, potrafił znaleźć tak prosty sposób, by przywołać miłe wspomnienia i sprawić, że ten dzień zakończył się inaczej niż przewidywałam.
Te ferie okazały się dla mnie lekcją
Następnego dnia na stoku atmosfera była znacznie spokojniejsza. Marcin cierpliwie pomagał dzieciom, tłumacząc im zasady jazdy i pilnując, by nikt nie zgubił się w tłumie narciarzy.
– Spójrz, jak świetnie sobie radzą – powiedział, wskazując na dzieci.
– Tak, jestem z nich dumna – odpowiedziałam z uśmiechem.
Po południu Marcin zabrał nas do kawiarni. Chciałam znów go skarcić, że to zbędny wydatek, ale się ugryzłam w język.
– Chcę, żebyście pamiętali te ferie dobrze, a nie tylko stres i marudzenie – powiedział.
Wtedy poczułam, że jak opuścił mnie cały wcześniejszy gniew. Te ferie okazały się dla mnie lekcją – że wartość wyjazdu nie mierzy się jedynie w pieniądzach, ale w chwilach, które możemy spędzić razem i w tym, jak potrafimy reagować na trudności.
– Dziękuję ci – szepnęłam do Marcina.
– Nie ma za co, kochanie – odpowiedział spokojnie, a ja zdałam sobie sprawę, że czasami zaskoczenie przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie.
Poczuliśmy, że pomimo niedogodności i chaosu, te ferie były warte każdego wysiłku i każdej emocji, którą przyniosły.
Nie wszystko da się przewidzieć
Po powrocie do domu cały wyjazd przewijał mi się w głowie. Każda chwila chaosu, każde nieporozumienie i każda kłótnia zostawały w pamięci, ale razem z nimi pojawiała się też świadomość, że Marcin potrafił zaskoczyć mnie w najmniej oczekiwanym momencie.
– Wiesz, chyba naprawdę musimy czasem po prostu odpuścić – powiedział, gdy rozpakowywaliśmy walizki. – Nie wszystko da się przewidzieć ani kontrolować.
– Masz rację – odpowiedziałam, uśmiechając się, choć nadal czułam lekkie zdenerwowanie. – Niektóre sytuacje były naprawdę trudne.
Zrozumiałam, że wartościowe chwile nie zawsze są wygodne ani tanie w sensie emocjonalnym. Czasami kosztują cierpliwość, kompromisy i zdolność wybaczania. Marcin, mimo że popełniał błędy, pokazał, że potrafi przyjąć odpowiedzialność i reagować w sposób, który pozwala wszystkim odnaleźć spokój i radość, nawet po nerwowym dniu.
– Następnym razem spróbujemy lepiej wszystko zaplanować – dodał, a ja poczułam, że nasze wspólne decyzje mogą być mądrzejsze, jeśli będziemy słuchać siebie nawzajem.
Patrząc na dzieci, które bawiły się w salonie, poczułam wdzięczność za ten wyjazd. Straciłam zaufanie do męża w momentach napięcia, ale odzyskałam je, widząc, jak potrafi zmierzyć się z problemową sytuacją i pokazać swoją wartość w działaniu. Te ferie nauczyły mnie więcej o cierpliwości, zaufaniu i o tym, że prawdziwe lekcje życia przychodzą często w najmniej oczekiwanych momentach.
Oliwia, 45 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wstyd mi, że nie stać mnie, by opłacić córce ferie w Zakopanem. Gdy wyznałem prawdę, jej reakcja powaliła mnie na kolana”
- „Teściowie zaproponowali wspólne ferie. Nie wiedziałam, że zaprzęgną nas do roboty i nie dadzą odpocząć”
- „Pojechałam na ferie z rodziną, by trochę odpocząć. Nie sądziłam, że przez cały wyjazd będę robić za ich służącą”

