„Rodzina wyśmiewała moje oszczędzanie. Gdy stracili pracę, nie miałam ochoty dać im nawet złotówki”
„Ton matki się zmienił z błagalnego w oskarżycielski. – Pieniądze ci mózg zjadły, Kasiu. Zrobiłaś się zimna, wyrachowana. Co to za człowiek, co nie pomoże własnemu bratu?”.

Pracuję zdalnie jako analityczka finansowa, żyję sama, po swojemu. Bez partnera, bez kredytu, za to z oszczędnościami i świętym spokojem. Rodzina uważa mnie za dziwaczkę. Samotną, upartą i – ich ulubione określenie – skąpą.
Od dziecka wolałam odkładać pieniądze niż wydawać. Kiedy inne dzieci kupowały lody, ja wrzucałam monety do skarbonki. Matka się z tego śmiała. – Z Kasi grosza nie wyciągniesz nawet łomem – mówił mój brat Darek. A Aneta, jego żona, potakiwała z ironicznym uśmiechem. W ich oczach byłam maszynką do liczenia, a nie członkiem rodziny.
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz usłyszałam od nich coś życzliwego. Za to pamiętam wszystkie kąśliwe komentarze. Zawsze miałam być tą, co „siedzi sama w czterech ścianach” i „liczy każdy grosz, jakby od tego zależało jej życie”. Może właśnie zależało?
Bo kiedy oni zaczęli tonąć – ja miałam suchą podłogę pod nogami. I choć w ich oczach byłam zimna i wyrachowana, przynajmniej nie musiałam nikogo błagać o pomoc.
Może mi zazdrościli
– No i co tam, Kasiu? Nadal siedzisz sama i liczysz te swoje cyferki? Po co ci tyle oszczędności? – zapytał Darek, sięgając po kolejną porcję schabu.
– Pracuję – odpowiedziałam krótko, nie podnosząc wzroku znad talerza.
– Pracuje, mówi... – parsknął. – Pewnie siedzi w dresach przy laptopie i tylko patrzy, jak nie wydać złotówki. Ty, Aneta, pamiętasz, jak na urodziny Zosi nawet kartki nie przyniosła?
– No raczej, skąpiradło – dodała Aneta z głupawym śmiechem.
Zamrugałam. Bolało. Choć nie powinno – to przecież standard. Pomyślałam o tych książkach o planetach, które zamówiłam tydzień wcześniej. Z dostawą na adres Zosi. Chciałam, żeby miała coś tylko dla siebie, nie dla pokazówki.
– Zosia dostała książki. Anonimowo. Ale nie szkodzi – powiedziałam cicho.
Grażyna, moja matka, spojrzała na mnie znad talerza z zupą.
– No tak, jak zwykle po swojemu. Taka pensja, a jakby miała umrzeć z głodu. Nie szkoda ci samej siebie?
Spojrzałam na nią. W jej oczach nie było troski. Była kpina. I to coś, co znałam od zawsze – wieczne niezrozumienie.
– Nie – odpowiedziałam chłodno. – Mam wszystko, czego potrzebuję.
Ale serce mi waliło. Ręce miałam lodowate. Znowu poczułam się jak ta mała dziewczynka, która słyszy, że jest „inna”. Wróciłam do mieszkania i usiadłam w ciszy.
„Już nigdy więcej tam nie pojadę” – pomyślałam.
Mama chciała kasę dla nich
Telefon zadzwonił o dziewiątej rano. Niedziela. Jeszcze siedziałam w szlafroku, z kubkiem herbaty w dłoni. Spojrzałam na ekran. „Mama”.
Westchnęłam i odebrałam.
– Kasiu... – w głosie mamy było coś niepokojącego. – Darek... stracił pracę. I Anetę też zredukowali. Zostali z kredytem, opłatami... Nie dają rady...
Milczałam.
– Ja już nie mam z czego im pomóc. A ty przecież... Ty masz. Pracujesz z domu, dobrze zarabiasz, może mogłabyś na jakiś czas... No wiesz. Rodzina powinna się wspierać.
– A kiedy oni mnie wspierali? – zapytałam spokojnie.
Po drugiej stronie zrobiło się cicho. Potem ton matki się zmienił – z błagalnego w oskarżycielski.
– Pieniądze ci mózg zjadły, Kasiu. Zrobiłaś się zimna, wyrachowana. Co to za człowiek, co nie pomoże własnemu bratu?
Zacisnęłam palce na uchwycie kubka.
– A może po prostu mój mózg nie pozwalał mi żyć na kredyt jak wam?
– Ty to masz zawsze wszystko obliczone, wyliczone, poukładane. Ale serca w tym zero!
Rozłączyłam się bez słowa. Ręce mi się trzęsły. Kiedyś pewnie bym płakała. Ale nie teraz. Usiadłam na podłodze, oparta o szafkę. I nic nie czułam. Tylko pustkę. Chciałam im pomóc. Ale tylko Zosi. Dziecku, które nie wybrało takiej rodziny. Matki, która traktuje życie jak Instagram, i ojca, który teraz pierwszy raz widzi, że rachunki się nie płacą same. Nie, nie poczułam satysfakcji. Tylko dziwne zmęczenie.
Przyszli po pieniądze
Usłyszałam dzwonek. Spojrzałam przez wizjer – Darek, Aneta, mama... i Zosia. Mała trzymała maskotkę, wyglądała, jakby nic nie rozumiała. Dorośli stali w napięciu, jakby zaraz miało się tu rozstrzygnąć coś ostatecznego. Otworzyłam. Nie zapraszałam ich do środka. Wpuściłam tylko Zosię – reszta została na korytarzu.
– Kasiu – zaczęła Grażyna – my... wiemy, że nie zawsze byliśmy fair. Ale teraz naprawdę potrzebujemy pomocy.
– Ile dokładnie potrzebujecie? I na co? – zapytałam chłodno.
Zamarli.
– Po prostu... żebyśmy przeżyli. Żeby Zosia miała co jeść – odpowiedziała mama.
– Nie chodzi o żebranie – wtrącił Darek. – Tylko... jesteśmy rodziną.
Wzięłam z półki zeszyt. Otworzyłam na stronie z wykresami. Oszczędności, budżet, rezerwy – wszystko rozpisane.
– Ja nie miałam wsparcia. Zrobiłam to sama. Nikt nie chciał się uczyć. Tylko brać.
Przekartkowałam kolejne strony.
– Ale Zosi pomogę. Wam nie.
Aneta spuściła wzrok. Darek zacisnął szczękę. Grażyna próbowała coś powiedzieć, ale zawiesiła głos. Zosia stała obok mnie, patrzyła w głąb mieszkania. Wzięłam ją za rękę i podeszłam do drzwi.
– Zostawcie ją ze mną na weekend. Zjem z nią kolację, poczytam książki, niech się chwilę nie martwi tym, co się dzieje. A jutro odprowadzę ją do szkoły.
Nie czekali długo. W milczeniu odeszli. Zamknęłam drzwi. Dopiero wtedy poczułam, że teraz postawiłam wyraxną granicę.
Raczej nic się nie zmieni
Zosia spała na mojej kanapie, przykryta kocem z sowami. Przed snem rozmawiałyśmy o Saturnie i jego pierścieniach. Była uważna, skupiona, zadawała pytania. Nie wspomniała ani słowem o rodzicach. Następnego dnia zaprowadziłam ją do szkoły. Zamiast wrócić do domu, poszłam do jej wychowawczyni – Małgorzaty.
– Czy wszystko z Zosią w porządku? – zapytałam, nie wdając się w szczegóły.
Małgorzata zmrużyła oczy.
– Jest trochę bardziej cicha niż zwykle. Ale nie płacze. Nie skarży się. Robi wszystko na czas. Tylko... czasem tak jakby znikała. Wzrokiem. Jakby myślami była gdzie indziej.
Zacisnęłam usta.
– Jakby wiedziała więcej, niż powinna?
– Dokładnie – odpowiedziała cicho nauczycielka. – I jakby nie chciała nikomu robić problemów.
Wieczorem długo chodziłam po mieście. Bez celu. Wpatrywałam się w wystawy, które kiedyś mijałam wzrokiem. Kiedyś nie było mnie stać – teraz po prostu nie miałam potrzeby. Tylko jaką to robiło różnicę?
Rodzina mnie nie rozumiała. Może nigdy nie chciała. A może ja byłam dla nich zbyt niewygodnym lustrem – pokazującym, że można inaczej. Bez dramatów. Bez pożyczek. Bez wiecznego narzekania. Byłam sama. Ale nie czułam się już samotna. Może po raz pierwszy w życiu poczułam, że mam władzę. Nad swoim życiem. Nad tym, komu pozwalam do niego wejść. I komu – nie.
Brat nagle zadzwonił
Telefon zadzwonił późnym wieczorem. Darek. Po głosie poznałam, że jest sam.
– Kasia... Masz chwilę?
– Mam.
Chwila ciszy.
– Nie dzwonię, żeby prosić o pieniądze. Chciałem tylko... nie wiem. Porozmawiać. Przeprosić może.
Nic nie mówiłam.
– Wiem, że byłem dupkiem. Całe życie zgrywałem cwaniaka, a tak naprawdę... to ty miałaś rację. Zawsze. Tylko nikt nie chciał tego przyznać, bo łatwiej było się z ciebie śmiać.
– Dlaczego dzwonisz właśnie teraz?
– Bo chyba nigdy cię nie rozumiałem. I nagle... zobaczyłem, że Zosia zaczyna robić to samo co ty. Chować pieniądze, obserwować, milczeć. Chyba będzie jak ty.
– Mam nadzieję, że będzie lepsza.
– Ja też.
Znów cisza. Ale tym razem inna. Czystsza.
– Wiesz, to dziwne – zaczął po chwili Darek – ale jak Zosia wróciła od ciebie, to powiedziała tylko jedno: „Tata, ciocia ma w domu ciszę. To bardzo miłe.”
Poczułam, jak coś zaciska mi gardło.
– Dziękuję, że ją przyjęłaś. I że... jesteś.
Nie odpowiedziałam od razu.
– Nie jestem dla wszystkich, Darku. Ale dla niej – postaram się być.
Nie było łez. Nie było wielkich słów. Po prostu zrozumienie. Może pierwszy raz od lat. Kiedy się rozłączył, poczułam ulgę. Nie radość. Ale ulgę. W końcu przestałam się wstydzić, że jestem inna. I przestałam się tłumaczyć.
Katarzyna, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Dla pieniędzy zgodziłam się na małżeństwo z rozsądku. Nie sądziłam, że będę tak żałować tej decyzji”
- „Ojciec zapisał cały swój majątek kochance. Na pogrzebie nie pozwoliła mi nawet podejść do trumny”
- „Pojechałam na ferie z rodziną, by trochę odpocząć. Nie sądziłam, że przez cały wyjazd będę robić za ich służącą”

