„Rodzice robili remont domu na pokaz. Chcieli, by sąsiedzi patrzyli z zazdrością na ich nowe kafelki za kasę z kredytu”
„Przez pierwsze dni remontu próbowałam udawać entuzjazm. Pomagałam wynosić drobiazgi, przestawiałam kartony, słuchałam opowieści o kafelkach i kolorach ścian. Ale im więcej decyzji zapadało, tym bardziej miałam wrażenie, że zapadają beze mnie”.

W domu zawsze było głośno, ale tamtego hałas miał inny ciężar. Nie chodziło o wiertarki ani stukot młotków, tylko o poczucie, że coś usuwa się ze ścian razem z tynkiem. Patrzyłam, jak znajome pomieszczenia znikają pod warstwami planów i cudzych wyobrażeń, a ja coraz rzadziej byłam pytana o zdanie. Nadal tu mieszkałam, nadal płaciłam rachunki, ale czułam się, jakbym powoli przestawała być domownikiem.
Remont miał być wielką zmianą
Pierwsze rozmowy o remoncie brzmiały niemal podniośle. Mama stała w kuchni z kubkiem herbaty i opowiadała, że „wreszcie zaczniemy nowy etap”, a ja słuchałam, siedząc na parapecie, który miał wkrótce zniknąć. Tata kiwał głową, jakby każde jej zdanie było oczywiste i niepodważalne.
– Zobaczysz, Klaro, wszystko będzie jaśniejsze, nowoczesne – mówiła z tym charakterystycznym błyskiem w oku. – Taki dom to zupełnie inna jakość życia.
– No i w końcu będzie się czym pochwalić – dodał tata, niby żartem, ale bez uśmiechu.
Zauważyłam wtedy, że w tych rozmowach pojawiało się wiele słów o „gościach”, „wrażeniu” i „porządku”, a bardzo mało o nas. O tym, gdzie ja będę pracować zdalnie. O tym, czy stary stół, przy którym jadłam śniadania przez pół życia, naprawdę musi zniknąć.
Kiedy zapytałam nieśmiało, czy możemy zostawić regał w salonie, mama spojrzała na mnie z pobłażaniem.
– To już niemodne, kochanie. Teraz robi się inaczej.
„Teraz” było słowem-kluczem. Teraz znaczyło: tak, jak trzeba. Tak, jak inni. Tak, żeby nikt nie kręcił nosem.
Przez pierwsze dni remontu próbowałam udawać entuzjazm. Pomagałam wynosić drobiazgi, przestawiałam kartony, słuchałam opowieści o kafelkach i kolorach ścian. Ale im więcej decyzji zapadało, tym bardziej miałam wrażenie, że zapadają beze mnie. Mama konsultowała się z ekipą, z sąsiadką przez płot, z katalogami. Mnie informowała po fakcie.
– Będzie pięknie, zobaczysz – powtarzała, jakby to miało zamknąć każdą wątpliwość.
Mama chciała się przypodobać
Prawdziwy etap remontu wyznaczały nie terminy ekipy, ale wizyty Sabiny. Wystarczyło, że mama zobaczyła ją przy płocie, a już poprawiała włosy i wychodziła przed dom, jakby czekała na egzamin. Stałam wtedy w korytarzu, między workami z gruzem, i słyszałam ich rozmowy przez uchylone okno.
– My też robimy wszystko od podstaw – mówiła mama z wyraźną dumą. – Teraz nie można sobie pozwolić na bylejakość.
Sabina przytakiwała, opowiadając o nowych rozwiązaniach, o tym, co „teraz się robi”. Wieczorem mama wracała do domu z nowymi pomysłami. Nagle zmieniał się kolor ściany, który jeszcze wczoraj był „ostateczny”. Znikała półka, bo „u Sabiny wygląda to lepiej bez niej”.
– Ale nam było wygodnie – odezwałam się raz, gdy kolejny element planu wylądował w koszu.
– Wygoda to nie wszystko – odpowiedziała ostro. – Dom ma też się prezentować.
To słowo utkwiło mi w głowie. Reprezentować kogo? Nas? Czy raczej ich wyobrażenie o sobie w oczach innych?
Coraz częściej czułam, że poruszam się po cudzej scenografii. Wracałam z pracy, a układ pomieszczeń zmieniał się bez ostrzeżenia. Tata, zapytany o zdanie, wzruszał ramionami.
– Mama wie, co robi. Lepiej się nie wtrącać.
To bolało bardziej, niż chciałam przyznać. Jego spokój był jak zgoda na to, żebym zeszła na dalszy plan. Mama natomiast reagowała nerwowo na każdą moją uwagę, jakby traktowała ją jak atak.
– Ciągle tylko narzekasz – rzuciła pewnego wieczoru. – A ja chcę, żeby było ładnie.
Nie odpowiedziałam. Zrozumiałam, że w tym domu „ładnie” znaczyło więcej niż „wspólnie”. I że im bardziej staraliśmy się wyglądać dobrze na zewnątrz, tym mniej miejsca zostawało na rozmowę między nami.
Chciała kasę ode mnie
Temat pieniędzy pojawił się nagle, choć dziś wiem, że wisiał w powietrzu od dawna. Mama zaczęła od niewinnych uwag przy kolacji, rzucanych mimochodem, jakby mówiła o pogodzie.
– Wszystko strasznie drożeje – westchnęła, mieszając zupę. – Człowiek całe życie odkłada, a potem i tak ledwo starcza.
Tata milczał, wpatrzony w talerz. Znałam ten wzrok. Oznaczał, że zgadza się z mamą, ale nie chce być tym, który powie to głośno. Jeszcze wtedy udawałam, że nie rozumiem aluzji.
Kilka dni później mama usiadła naprzeciwko mnie w salonie, już prawie gotowym. Pachniało nowością, a ja czułam się, jakbym była gościem we własnym domu.
– Wiesz, Klaro, jesteś już dorosła – zaczęła tonem, który zawsze zwiastował poważną rozmowę. – To normalne, że bierze się odpowiedzialność za takie rzeczy.
– Za jakie rzeczy? – zapytałam, choć odpowiedź była oczywista.
– Za dom. Za rodzinę. Przecież tu mieszkasz.
Słowo „przecież” zabrzmiało jak zarzut. Przypomniałam sobie wszystkie miesiące, kiedy bez przypominania przelewałam swoją część rachunków, kiedy rezygnowałam z wyjazdów, bo „teraz nie czas”. Nikt wtedy nie mówił o odpowiedzialności. Teraz nagle stała się argumentem.
– Nie ustalaliśmy, że będę finansować remont – powiedziałam cicho. – Zwłaszcza taki, na który nie mam żadnego wpływu.
Mama zmrużyła oczy.
– Myślałam, że będziesz wdzięczna. Robimy to także dla ciebie.
Spojrzałam na tatę, licząc na jakikolwiek sygnał wsparcia.
– Może… mogłabyś trochę pomóc – rzucił niepewnie.
Zabolało mnie to bardziej niż oskarżenia mamy. Jego „może” było w rzeczywistości prośbą, żebym się nie stawiała. Żebym znów dostosowała się do układu, w którym moje potrzeby są mniej ważne niż spokój i cudze opinie. Tego wieczoru długo nie mogłam zasnąć. Krążyłam myślami między poczuciem winy a narastającą złością. Po raz pierwszy jednak dopuściłam do siebie myśl, że jeśli teraz ustąpię, już zawsze będę tylko dodatkiem do ich planów.
Nie zgodziłam się
Rozmowa, której tak długo się obawiałam, wydarzyła się w sobotnie popołudnie. Mama rozłożyła na stole faktury i kosztorysy, jakby przygotowała prezentację. Tata usiadł obok niej, z rękami splecionymi nerwowo na kolanach. Już sam ten układ mówił mi, że zapadły decyzje, a ja mam je jedynie zaakceptować.
– Brakuje nam jeszcze na kilka rzeczy – zaczęła mama rzeczowym tonem. – Schody, oświetlenie, kilka detali. To już naprawdę końcówka.
Słuchałam w ciszy, czując, jak coś we mnie twardnieje.
– Nie dołożę się – powiedziałam w końcu, spokojniej, niż się spodziewałam. – Robicie jakiś cyrk z tego remontu.
Mama uniosła brwi, jakby nie dosłyszała.
– Jak to nie? Przecież rozmawialiśmy.
– Rozmawialiśmy o waszych planach. Nie o mojej zgodzie ani możliwościach.
Zapadła cisza, ciężka i lepka. Tata odchrząknął.
– Klara, to nie jest dobry moment na stawianie warunków.
– Właśnie że jest – odpowiedziałam. – Bo nikt wcześniej nie zapytał mnie o zdanie.
Mama odsunęła papiery gwałtownym ruchem.
– Jesteś strasznie egoistyczna – rzuciła. – Myślisz tylko o sobie.
Te słowa uderzyły we mnie mocniej, niż się spodziewałam. Zawsze bałam się, że kiedyś je usłyszę.
– A wy pomyśleliście choć raz o mnie? – zapytałam. – O tym, jak ja się tu czuję?
– Przesadzasz – wtrącił tata. – To tylko remont.
„Tylko” zabrzmiało jak unieważnienie wszystkiego, co narastało we mnie miesiącami. Zrozumiałam wtedy, że moja odmowa nie dotyczyła pieniędzy. Dotyczyła granicy, której wcześniej nie było. I że właśnie ją przekroczyłam.
Mama wstała od stołu.
– Skoro tak do tego podchodzisz, to rób, jak uważasz – powiedziała chłodno. – My sobie poradzimy.
Ale wiedziałam, że nic nie będzie już takie samo. Ich rozczarowanie wisiało w powietrzu, a ja po raz pierwszy poczułam, że moja dorosłość jest dla nich zagrożeniem, nie powodem do dumy.
Mama była dumna z siebie
Dom po remoncie był dziwny. Wszystko miało swoje miejsce, linie były równe, kolory dobrane z wyczuciem, ale ja poruszałam się po tych wnętrzach jak po muzeum, w którym nie wolno niczego dotknąć. Mama chodziła dumna, pokazując detale każdemu, kto wpadł choć na chwilę. Tata trzymał się z boku, zadowolony, że „jakoś się udało”.
Między nami nie było już awantur. Była uprzejmość. Krótkie rozmowy. Pytania o pracę, odpowiedzi bez wchodzenia w szczegóły. Czułam, że moja odmowa postawiła mur, którego nikt nie chciał burzyć. Nie dlatego, że brakowało chęci, tylko odwagi, by przyznać, o co naprawdę poszło.
Któregoś wieczoru usiadłam sama w salonie. Spojrzałam na ściany, na których nie było ani jednego mojego zdjęcia, ani jednej rzeczy, którą bym wybrała. Zrozumiałam wtedy, że ten remont nie zabrał mi domu. On tylko obnażył, że od dawna nie był miejscem, w którym mogłam być sobą. Nie wyprowadziłam się od razu. Ale zaczęłam odkładać pieniądze, tym razem na coś własnego.
Klara, 25 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Podałam teściowej czerstwe pączki w tłusty czwartek. Teraz mam ją z głowy, bo obraziła się na amen”
- „Dorosły syn wrócił na chwilę pod mój dach. Minęło już 10 lat, a ja wciąż utrzymuję darmozjada”
- „Udawaliśmy zgodne małżeństwo dla dobra dzieci. Liczyłam, że nie wiedziały o tym, że codziennie odstawiamy szopkę”

